Czytaj…

 


 
1 – 15 Niedziela Zwykła – 14.07.2024
2 – Co przeczytasz w „Niedziela 27/2024”
3 – Co przeczytasz w „Gość Niedzielny 27/2024”
 


 
15 Niedziela Zwykła
 

Czytanie pierwsze
(Am 7, 12-15)

Amazjasz, kapłan w Betel, rzekł do Amosa: „Widzący”, idź
sobie, uciekaj do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel
więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską
budowlą”. I odpowiedział Amos Amazjaszowi: „Nie jestem ja
prorokiem ani nie jestem synem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym,
który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie
Pan: „Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!”

Czytanie drugie
(Ef 1, 3-14)

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa;
On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach
niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem
świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z
miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez
Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej
łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez
Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski.
Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia,
przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego
postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni
czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co
w niebiosach, i to, co na ziemi. W Nim dostąpiliśmy udziału my
również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego
zgodnie z zamysłem swej woli, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu –
my, którzy już przedtem nadzieję złożyliśmy w Chrystusie. W Nim
także i wy, usłyszawszy słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu,
w Nim również – uwierzywszy, zostaliście naznaczeni pieczęcią, Duchem
Świętym, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w
oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością Boga, ku chwale
Jego majestatu.

Psalm
(Ps 85 (84), 9ab i 10. 11-12. 13-14)

REFREN: Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie

Będę słuchał tego, co Pan Bóg mówi:
oto ogłasza pokój ludowi i swoim wyznawcom.
Zaprawdę, bliskie jest Jego zbawienie
dla tych, którzy Mu cześć oddają,
i chwała zamieszka w naszej ziemi.

Łaska i wierność spotkają się z sobą,
ucałują się sprawiedliwość i pokój.
Wierność z ziemi wyrośnie,
a sprawiedliwość spojrzy z nieba.

Pan sam szczęściem obdarzy,
a nasza ziemia wyda swój owoc.
Sprawiedliwość będzie kroczyć przed Nim,
a śladami Jego kroków zbawienie.

Aklamacja (Ef 1, 17-18)
Niech Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim
światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

Ewangelia
(Mk 6, 7-13)

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch.
Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z
sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani
pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie
dwóch sukien”. I mówił do nich: „Gdy do jakiegoś domu
wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś
miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd,
strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Oni
więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych
duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

Komentarz
Wszystko jest od Boga. Bóg stworzył wszystko. Bóg jest Bogiem porządku
i nic nie zostawił przypadkowi. Wszystko ma swój początek i koniec,
swoje miejsce i czas. Bez Chrystusa wszyscy byliśmy pozbawieni chwały
Bożej, ale w Nim zostaliśmy uniewinnieni i obdarzeni chwałą – staliśmy
się dziećmi Boga. Chwała odkupienia uczyniła nas nowym stworzeniem
napełnionym Duchem Świętym. Krok po kroku zbliżamy się do wielkiego
Dnia Pańskiego, aż Bóg będzie wszystkim we wszystkim.
Marek Ristau


 

Taki będzie koniec prawa do życia?
Czym aborcja jest dla medycyny? Dowodem postępu czy wstecznictwa i hamulca dla rozwoju nowoczesnych badań i terapii? Rozmawiamy o tym z prof. Andrzejem Kochańskim, specjalistą genetyki klinicznej i laboratoryjnej.

Monika M. Zając: Środowiska, które wciąż posługują się komunistyczną retoryką równości, próbują nas przekonać, że aborcja to dowód na modernizację i postęp, których elementem są tzw. prawa kobiet. Patrząc jednak na zjawisko dzieciobójstwa bardziej „na chłodno”, przekonujemy się, że jest ono raczej wyrazem bezradności medycyny, anachronizmem zakorzenionym w mentalności eugenicznej i niemocy technologicznej.

Prof. Andrzej Kochański: Zdecydowanie aborcja jest potwierdzeniem bezradności medycyny. Można by jeszcze zrozumieć lekarzy z początku XX wieku, z czasów, gdy nie było ultrasonografii, gdy nie było wizualizacji płodu, metod obrazowych, gdy nieznane były możliwości chirurgii in utero, nie było badań genetycznych. Nie istniał w ogóle taki dział jak medycyna prenatalna. Więc co ci medycy mogli zaproponować?

Kiedy rozum śpi…
Gdy emocje plączą nam język, dobrze, jeśli w sukurs przychodzi rozum. To rozum sprawia, że nasza siła tkwi w argumentach.

Emocje. Czym byłyby nasze wzajemne relacje, gdyby pozbawić je wspólnie przeżywanych radości, smutku, dzielonego wraz z innymi lęku czy nawet wyznaczającego granice naszej nietykalności gniewu. Bez emocji nie bylibyśmy ludźmi. Ale, paradoksalnie, z nadmiaru złych, niekontrolowanych emocji jesteśmy coraz mniej ludzcy. Tak, mamy dziś z emocjami niemały problem, bo to na nich bezrefleksyjnie chcemy budować fundament życia społecznego, nową „moralność” i w konsekwencji – nowy porządek naszego świata. A emocje to fundament nie tylko niezwykle kruchy, ale i niebezpiecznie łatwopalny. Czy nie na emocjach rozpalonych do granic opiera się choćby wszechobecna w naszym życiu polityka? Zamiast prowadzić merytoryczne spory na argumenty i programy polityczni przeciwnicy, okopani w swoich obozach, z premedytacją grają na emocjach swoich wyborców. Eskalując emocje ludzi i manipulując nimi, z łatwością mogą wyprowadzić ich na ulice, zamienić niechęć do przeciwnika w niekontrolowaną wściekłość i agresję. Wystarczy spojrzeć, jak emocje obudzone przez polityków podzieliły na pół nawet nasze rodziny. Jak trudno nam z niektórymi usiąść razem do stołu. Zabrzmi to jak banał, ale coraz rzadziej potrafimy „pięknie się różnić”. Emocje zaciskają nam pięści i dobywają krzyk z naszych gardeł. Zamiast prowadzić dyskusje i konstruktywne spory, wykrzykujemy epitety i wulgaryzmy. Wzrasta nasza agresja. I zdaje się, że nie ma już na to lekarstwa.

Kiedy emocje plączą nam język, dobrze, jeśli w sukurs przychodzi rozum. Przecież nawet nasza wiara oparta jedynie na emocjach byłaby słaba. To rozum sprawia, że nasza siła tkwi w argumentach. Bo argument siły to żaden argument. Dobrze o tym pamiętać choćby podczas nieustającej w Polsce batalii o życie, także w tym czasie, gdy w Sejmie rozpatrywany jest projekt ustawy o depenalizacji aborcji. W bieżącym numerze dajemy doskonałą „broń” tym wszystkim, którzy chcą bronić życia, wskazując na rozumowe argumenty przeciw aborcji – ochrona życia poza Dekalogiem ma bowiem podstawy również w naturalnym rozumie oraz w wiedzy medycznej. O wartości życia od poczęcia mówią także przykłady pochodzące ze starożytności i spoza świata chrześcijańskiego. Profesor Michał Wojciechowski w artykule Rozum przeciw aborcji (s. 16-17), przywołując te liczne przykłady, konstatuje: „Żadne państwo cywilizacji zachodniej nie dopuszczało do XX wieku aborcji, traktując ją jako przestępstwo kryminalne. Obejmuje to także kraje laickie i oddzielające państwo od Kościoła. Zmienili to dopiero bolszewicy i Hitler, pozwalając na aborcję, a w ślad za nimi – lewicowo-liberalne ugrupowania w Europie i Ameryce”. Jak się to ma do przysięgi lekarskiej ze szkoły Hipokratesa, a więc z IV wieku przed Chr., w której pada przyrzeczenie niepodania, nawet na żądanie, śmiertelnego leku ani tamponu wywołującego poronienie? Dokąd doszła nasza cywilizacja wiele stuleci później? „Kto chce przymusić lekarzy do zabijania dzieci poczętych, cofa medycynę i moralność o dwadzieścia parę wieków” – pisze prof. Wojciechowski.

O tym, jak silnym hamulcem dla medycyny jest aborcja i jak sprzężona z aborcją jest procedura in vitro, dowodzi w rozmowie z Niedzielą (s. 12-15) prof. dr hab. n. med. Andrzej Kochański, specjalista genetyki klinicznej i laboratoryjnej, którego zdaniem, „aborcja jest potwierdzeniem bezradności medycyny”. Na tle chociażby skomplikowanych terapii genowych wydaje się ona prymitywnym „zabiegiem”. Jak dowodzi prof. Kochański, „szpital, który proponuje aborcję, nic nie mówi o swojej nowoczesności”, a „ludzie, którzy wykonują rzeczy bardzo proste typu terminacja ciąży, nie gwarantują, że potrafią wykonywać rzeczy trudniejsze”. Tymczasem choroby genetycznie uwarunkowane są lokomotywą nowoczesnej medycyny, a zawężanie repertuaru genów człowieka jedynie do tych potocznie rozumianych jako dobre w dłuższej perspektywie do niczego dobrego nie doprowadzi. Jeśli jako ludzie tego nie zrozumiemy, to – zdaniem prof. Kochańskiego – podtrzymywanie mentalności aborcyjnej sprawi, że w końcu życie na naszej planecie stanie się przywilejem.

Rozum przeciw aborcji
Wobec nadrzędności prawa do życia nie możemy go podważać, powołując się na inne wartości, np. takie jak wolność wyboru. Podpowiadają to zarówno logika, jak i zwykły zdrowy rozsądek.

Zasadę ochrony życia od poczęcia jej wrogowie przedstawiają jako pogląd religijny. Ponieważ widzimy w Bogu i wierze oparcie dla moralności, nie dostrzegamy tu propagandowej machinacji. Kryje się ona w sugestii, że w takim razie bez religii ten pogląd byłby nieuzasadniony. Ale to nieprawda! Religia widzi zasady moralne jako zakorzenione w Bogu, ale mają one zarazem potwierdzenie rozumowe.

Wielkimi krokami ku wielkiej rocznicy
O Kościele katolickim w Turcji, który choć nie może ewangelizować, przyciąga nowych wyznawców, mówi biskup Stambułu Massimiliano Palinuro.

Polska krew za Ankonę
Było cholernie ciężko – wspomina kpt. Władysław Dąbrowski z 15. pułku ułanów, jeden z ostatnich żyjących uczestników bitwy o Ankonę. – Niemcy stawiali straszliwy opór, miejscami gorszy niż pod Monte Cassino…

Tydzień w Kościele
Ekskomunikowany
SCHIZMA Oskarżony o schizmę abp Carlo Maria Vigano został ekskomunikowany. O fakcie poinformowała Dykasteria Nauki Wiary. Powodem zaciągnięcia przez byłego nuncjusza apostolskiego w USA ekskomuniki latae sententiae jest nieuznawanie przez niego legalności obecnego papieża i nauczania Soboru Watykańskiego II. 4 lipca zebrał się Kongres Dykasterii Nauki Wiary, aby zakończyć pozasądowy proces karny z kan. 1720 Kodeksu prawa kanonicznego przeciwko abp. Vigano „oskarżonemu o zastrzeżone przestępstwo schizmy”. „Znane są jego publiczne wypowiedzi, z których wynika odmowa uznania i podporządkowania się papieżowi, komunii z członkami Kościoła, którzy są mu poddani, a także prawowitości i nauczycielskiego autorytetu Soboru Watykańskiego II. W wyniku procesu karnego Vigano został uznany za winnego zastrzeżonego przestępstwa schizmy. Dykasteria ogłosiła ekskomunikę latae sententiae z kan. 1364 § 1 KPK” – czytamy w komunikacie. Decyzję przekazano arcybiskupowi 5 lipca. „To, co przypisuje mi się jako winę, jest zapisane w dokumentach, potwierdzając wiarę katolicką, którą wyznaję w całości” – napisał Vigano, a proces nazwał farsą. Niewątpliwie farsą można nazwać wcześniejsze ruchy arcybiskupa – rzucane poważne oskarżenia i ukrywanie się przed opinią publiczną. Można powiedzieć, że i tak z próbami zdyscyplinowania go zwlekano zbyt długo.

Razem z ks. Michałem Olszewskim

Stajemy, jako sercanie, w obronie człowieka i jego podstawowych praw – mówi ks. dr Włodzimierz Płatek.

Matka Boża zawsze w pracy
Dając nam szkaplerz, Matka Boża zaprosiła nas do pracy dla Boga. Chciała, by wszystko odnalazło w nas wymiar nadprzyrodzony i wiązało się z intencją „dla zbawienia”. Wszystko ma służyć zbawieniu – także noc i sen.

Zarzucają nam, że nasza religijność jest skupiona na tym, co doczesne. Może rzeczywiście zaburzyliśmy nieco proporcje i częściej modlimy się o zdrowie, o pieniądze, o szczęśliwy związek niż o nasze zbawienie. Rzeczywiście, zwykle modlimy się o nie dopiero dla zmarłych! Więc… gdyby Matka Najświętsza oznajmiła nam, że kto nosi szkaplerz, będzie bogaty i szczęśliwy na tym świecie, czy można by się spodziewać, że byłby to ukochany strój milionów? Mam nadzieję, że niekoniecznie, bo rozumiemy, dlaczego Maryja doczesność pomija zazwyczaj milczeniem i wciąż mówi nam o wieczności. Niebo interesuje i nas! Wieczność nie stała się dla nas pojęciem pustym i abstrakcyjnym.

Czytamy Franciszka
Kontemplowanie piękna

Troska jest złotą zasadą naszego człowieczeństwa i niesie ze sobą zdrowie i nadzieję. Zatroszczenie się o chorych i starszych, potrzebujących, opuszczonych jest bogactwem ludzkim, a także chrześcijańskim. Tę troskę musimy także skierować ku naszemu wspólnemu domowi: ku ziemi i ku każdemu stworzeniu. Wszystkie formy życia są ze sobą powiązane, zaś nasze zdrowie zależy od zdrowia ekosystemów, które stworzył Bóg, a troskę o które powierzył nam (por. Rdz 2, 15). Z drugiej strony ich niszczenie jest poważnym grzechem, który szkodzi i powoduje chorobę.

Dlaczego trzeba wystrzegać się wróżbiarstwa i magii?

Najpierw warto zadać pytanie: dlaczego w społeczeństwie istnieje tak duże zainteresowanie horoskopami, wróżbiarstwem, magią i podobnymi praktykami? Zastanawiające jest, skąd się bierze taka potrzeba, żeby znać swoją przyszłość i bieg różnych wydarzeń. Ludzie jednak zostali obdarzeni przez Boga rozumem, wolną wolą i mogą dokonywać życiowych wyborów oraz podejmować nie tylko wielkie życiowe decyzje, ale i te najdrobniejsze, w codzienności. Mają także sumienie, które powinno być pielęgnowane i dopuszczane do głosu w chwilach stawania przed różnymi wyborami, zwłaszcza w chwilach pokus. Czyż pójście w stronę wróżbiarstwa nie jest ucieczką od odpowiedzialności za swoje życie? Czy nie jest spychaniem odpowiedzialności na to, co nazywane jest losem i przeznaczeniem, jako w pełni odpowiadającym za życie i to, co w tym życiu się dzieje?

325 – 2025 1700. rocznica soboru w Nicei
Rok 325 i wydarzenia w Nicei (dzisiejszy Iznik w Turcji) to zarówno przełom w historii cesarstwa rzymskiego, jak i fundament doktrynalny, do którego odwołują się wszystkie tradycje i denominacje chrześcijańskie. Na obradach pierwszego ekumenicznego soboru powszechnego zgromadziło się 300 biskupów reprezentujących najważniejsze stolice ówczesnego świata, dokąd zdążyło już dotrzeć chrześcijaństwo.
Batalia o śmierć i życie
Zabić dziecko będzie można nawet w 9. miesiącu ciąży, a lekarze nie będą karani nawet wtedy, gdy kobieta nie przeżyje aborcji – to najbardziej drastyczne założenia projektu ustawy, która trafiła do drugiego czytania w Sejmie.

Niemieckie parcie na Wschód
Przyjęcie Scholza w Warszawie wyglądało jak wizyta głowy państwa kolonialnego w zarządzanym przez siebie kraju skolonizowanym.

Przyjazd kanclerza Olafa Scholza do Warszawy uświadomił mi, jak wielkie zmiany zaszły właśnie w Polsce. Zupełnie otwarcie osuwamy się w stan całkowitego uzależnienia od Niemiec. Mniej obchodzą mnie przy tym bałamutne zapewnienia kanclerza o odpowiedzialności Niemiec za ludobójstwo w Polsce i propozycja otwarcia w Berlinie polsko-niemieckiego domu, który rzekomo miałby służyć dokumentowaniu dziejów II wojny światowej. Dostrzegam w tym bezczelny podstęp, który będzie zmierzał do przyspieszenia zmiany kursu wykładanej w Polsce historii, a jednocześnie będzie prał Niemców z resztek odpowiedzialności za popełnione przez nich zbrodnie.

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

W imię wartości. W imię Boga
W liturgiczne wspomnienie św. Ottona w pięciu miejscach związanych z jego posługą, odbyły się uroczyste Eucharystie, w czasie których przedstawiciele wszystkich dekanatów w pełni oddali cześć Apostołowi Pomorza Zachodniego.

Teatr Anny
Trwa Jubileuszowy Rok Pomorskiej Misji Chrystianizacyjnej św. Ottona z Bambergu. Poprosiliśmy znaną i cenioną aktorkę Annę Gielarowską o przybliżenie nam swojej twórczości, w którą wpisany jest aspekt religijny.

Kolejna odsłona
Również w Wolinie i Cerkwicy wierni gromadzili się, aby podziękować za dar misji ewangelizacyjnej i trwania wiary na tych ziemiach od ponad 900 lat.


 

Obdrapane serca
Z zachwytu nie mogłem się oprzeć, więc kliknąłem w reklamę przedstawiającą ścianę wypełnioną książkami. Książek było naprawdę dużo, całe metry, od podłogi po sufit, wszystkie poukładane równo na solidnych drewnianych półkach, kusiły powierzchownością i domyślnie zawartością.

Zanim jednak zdołałem rozciągnąć fotografię, by poznać choćby tytuły tejże zawartości, powierzchowność okazała się aż zanadto powierzchowna, książki bowiem nie były książkami, półki półkami, a biblioteka biblioteką, lecz zaledwie obrazem biblioteki na jakimś ozdobnym kilimie, który podobno – zdaniem sprzedającego – wspaniale podkreśli intelektualny charakter salonu ewentualnego nabywcy. Zdębiałem i wciąż trwam w tym stanie, uwierzyć nie mogę bowiem, że istnieją ludzie, którzy w taki kilim chcieliby zainwestować po to, by ten intelektualny salonowy charakter zagościł w ich domu. Erzac w tym akurat przypadku jest jeszcze mniej skutecznym erzacem niż w jakiejkolwiek innej sytuacji, jest raczej karykaturą, żartem albo i drwiną. Przy okazji przyszło mi jednak do głowy, że w chrześcijaństwie czasami zadowalamy się takimi namiastkami, surogatami, z równie prozaicznej przyczyny, jaką jest brak pogłębionej refleksji. Gdyby było inaczej, słowa o sądzie ostatecznym i podziale na strony kozłów i owiec z Mateuszowej Ewangelii traktowalibyśmy o wiele poważniej. Zrozumielibyśmy Sędziego, który nie żartuje, mówiąc, że był głodny, a daliśmy Mu jeść, był spragniony, a daliśmy Mu pić, był nagi, a przyodzialiśmy Go. No i że był bezdomny, a daliśmy Mu dach nad głową. Ba – może nawet dokopalibyśmy się w pamięci słów z Księgi Tobiasza o tym, że jałmużna ratuje od śmierci? I szukając na wszelkie możliwe sposoby lekarstwa na śmierć, zaczęlibyśmy jałmużnę – a także post i modlitwę – traktować poważniej.

Lato w pełni, upały, wakacyjne klimaty, bezdomnych w miastach widać jakby mniej. Zapewne łatwiej im przetrwać w ciepłe noce, o ile słowa „łatwo” i „łatwiej” nadają się w tym kontekście do użycia. O bezdomności w tym numerze „Gościa Niedzielnego” sporo – a to za sprawą

kolejnego biskupiego jałmużnika, tym razem mianowanego w archidiecezji katowickiej. Oprócz niego, księdza Tomasza Koryciorza, na łamach pisma spotkasz, drogi Czytelniku, także siostrę Aldonę z Opola i księdza Damiana z Gdańska. Wszyscy z zapałem opowiadają o swoich codziennych doświadczeniach, spotkaniach z ludźmi potrzebującymi pomocy, odkrywaniu w nich piękna i tęsknoty za pięknem. – Skąd się biorą współcześni jałmużnicy? – pyta ksiądz Tomasz i natychmiast odpowiada: – Z noclegowni dla bezdomnych i z familoków. I z drogi krzyżowej między obdrapanymi domami…

Te obdrapane domy tak mi się jakoś skojarzyły… Przecież można by je przyzwoicie i skutecznie przysłonić jakimiś kilimami, prawda? Na przykład takimi z biblioteką pełną mądrych książek, poukładanych równiutko w sterylnie czystym salonie. Ale zadrapanego ludzkiego serca nie da się uzdrowić inaczej niż obecnością. Pewnie po to i PAPież, i biskupi mianują swoich jałmużników – by biedni nie dostawali erzacu. Jezus w nich również.

Boży żebracy 2.0

Tylko w kilku diecezjach w Polsce pracują jałmużnicy diecezjalni. Jałmużniczka z diecezji opolskiej i jałmużnik z archidiecezji gdańskiej opowiedzieli nam o swojej posłudze.

Jałmużnicy diecezjalni – nowość w Kościele czy wielowiekowa tradycja?
O posłudze jałmużników i jej osadzeniu w historii Kościoła mówi kapucyn o. prof. Andrzej Derdziuk.

Wirujące obrazy. Czym są pokłony feretronów na Kaszubach?
Od niemal 350 lat odpustom i pielgrzymkom na Kaszubach towarzyszy wyjątkowa i pieczołowicie pielęgnowana tradycja – pokłony feretronów. Właśnie wpisano je na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.

„Nie potrafiłem klasnąć, dłonie nie chciały się spotkać”. O. Tomasz Maniura o mocy, co w słabości się doskonali
O udarze, który może być błogosławieństwem, i o łączeniu sił mówi o. Tomasz Maniura, duszpasterz młodzieży.

Świadectwo o Bogu delikatnym. „Kiedy sama zaczęłam do Niego wołać, wszystko w moim życiu się zmieniło”
Ile lat zmarnowałam, chodząc w ciemności, a Boga miałam na wyciągnięcie ręki! Bóg jest jak światło, jeżeli nie pstrykniesz kontaktu, to będziesz siedział w ciemności.

Walka i zdrada – 80. rocznica zdobycia Wilna
W czasie krwawych walk o Wilno 13 lipca 80 lat temu na Baszcie Giedymina załopotała biało-czerwona flaga. Miasto zdobyły wspólnie sowiecka Armia Czerwona i polska Armia Krajowa. Ta współpraca zakończyła się jednak cztery dni później w szokujący sposób.

Historie igrzysk: Olimpijski poślizg
Poprzednie igrzyska były wyjątkowe. Po raz pierwszy odbyły się w roku nieolimpijskim, a sportowcy rywalizowali bez publiczności.

Bp Jan Sobiło dla „Gościa Niedzielnego”: Kiedy wojna się skończy, będziemy musieli rozmawiać także o przebaczeniu i pojednaniu
Jan Sobiło, biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporoskiej opowiada o sytuacji w Zaporożu i nadziejach na koniec wojny.

Zawieszone między ziemią a niebem. Sanktuarium Madonna della Corona
Wczepione w alpejską skałę masywu Monte Baldo sanktuarium Maryja wybrała osobiście. Włosi mówią tu o Niej czule: bella Madonnina, mia cara.

Lincz
Tak działa lincz: natychmiast, bez prawa do obrony. Jest ostateczny i nieodwołalny w skutkach.

Lincz to „samowolne osądzenie i ukaranie domniemanego przestępcy przez osoby do tego nieuprawnione, z pominięciem postępowania sądowego”. Ktoś wzywa do linczu na wybranej osobie i organizuje emocje ludzi, przekształcając ich w tłum, który chce „wziąć sprawy (powrozy) w swoje ręce”. Ktoś? Dzisiaj tę rolę najczęściej odgrywają wielkie korporacje medialne.

Media o najpotężniejszym oddziaływaniu w Polsce to portale informacyjno-publicystyczne, połączone z pogodą, plotkami o celebrytach, sportem itp. Największe, mające od kilku do kilkunastu milionów odwiedzających dziennie, to wp, onet, tvn24, gazeta.pl. Podstawowe zasady są proste: 1. Liczą się tylko emocje; argumenty racjonalne są niepotrzebne. 2. Najskuteczniejsze są emocje negatywne: nienawiść, pogarda lub zawiść skierowana ku innym, tym spoza naszej bańki. Nienawiść kierowana przez 20, 30 lat w jednym kierunku przez najpotężniejsze media może „wychować” całe pokolenia. Jaki to kierunek? Dam przykłady z ostatnich dni: „Konfesjonał może stać się miejscem, w którym ksiądz nie jest duszpasterzem, ale staje się drapieżcą”; „Znany egzorcysta przed sądem”; „Ksiądz dopuścił się okropnych czynów. Sąd wymierzył mu karę”; „Parafianie wezwali policję”; „Ksiądz wywołał awanturę. »Grubo poleciał«. Sugerował datki”. To nic nowego. Pamiętamy choćby wytrwale przygotowywaną i powtarzaną przez TVN, i wspieraną przez galerników z pozostałych wymienionych (oraz setek niewymienionych) mediów, nagonkę na św. Jana Pawła II.

Tu skupię się na przykładzie, w którym jednak nie tyle ogólny, znany kierunek medialnego linczu budzić powinien refleksję, ale sposób jego przeprowadzania i skutki dla słabego, pozbawionego możliwości obrony obiektu nagonki. Oto 12 czerwca na jednym z wymienionych tutaj wielkich portali ukazał się artykuł dwóch autorów pod tytułem: „Diabeł opętał ten dom”. Chodzi oczywiście o dom pod formalną opieką „czarnych”, w tym wypadku – jezuitów. Konkretnie o cztery ośrodki Dzieła Pomocy Dzieciom w Krakowie i Żmiącej, które faktycznie założyli i prowadzą od kilkudziesięciu lat Jan Mader i jego żona Katarzyna. Do ośrodków trafiają dzieci z rodzin, „w których są problemy materialne czy z alkoholem, narkotykami”. Artykuł zaczyna się mocno: „Wyzwiska, szarpanie, częsty krzyk – tak (…) wyglądała przez lata rzeczywistość w placówkach Dzieła Pomocy Dzieciom”. Kilka przykładów wyzwisk („głupia”, „świętoszek”, „gówniarz”), jakie padały z ust Katarzyny Mader, zacytowanych jest dosłownie. O „szarpaniu” już trudno się dowiedzieć czegoś z artykułu. W końcu pojawia się zarzut najgorszy: „Każdy posiłek rozpoczyna się wspólną modlitwą. W niedzielę podopieczni placówki i pracownicy uczestniczą w mszy świętej. Byli wychowankowie zgodnie twierdzą: podczas wspólnej modlitwy pani Mader łatwo jest podpaść”. To już terror psychiczny… Może rzeczywiście trzeba interweniować?

Troska o naturę
Zbyt często za istotny rdzeń Credo uważa się sprawiedliwość, pokój i ochronę przyrody.

Papież Franciszek mocno podkreśla, że kryzys ekologiczny przynagla nas do głębokiego nawrócenia. „Życie powołaniem, by być obrońcami dzieła Bożego, jest istotną częścią życia uczciwego, nie zaś czymś opcjonalnym ani też drugorzędnym elementem doświadczenia chrześcijańskiego”. Myślę, że są to ważne słowa, niezależnie od tego, jakie mamy poglądy np. w kwestii zmian klimatycznych. Trzeba jednak uważać, aby odpowiedzi na wezwanie PAPieża nie sprowadzać do segregowania śmieci, które – jak słyszałem – bywa dziś dla niektórych wyznacznikiem chrześcijańskiej miłości. W wypowiedziach katolickich publicystów na temat naszej odpowiedzialności za środowisko naturalne często brakuje mi jednoznacznego odniesienia do Jezusa. Taka tendencja nie jest nowa, zwracał na nią uwagę już pod koniec ubiegłego wieku kard. Joseph Ratzinger, który z niepokojem zauważył, że zbyt często za istotny rdzeń Credo uważa się sprawiedliwość, pokój i ochronę przyrody.

Znam kobietę, która nie wychodzi na dłużej z domu bez pobłogosławienia swoich kotów. Pewnie część katolickiej inteligencji powiedziałaby, że jest to przesada bliska zabobonowi. A przecież jest to intuicja ściśle teologiczna. Pisał o tym Mnich Kościoła Wschodniego: „Jest powinnością każdego chrześcijanina, by w ramach swej posługi kapłańskiej wymawiał Imię Jezusa nad elementami przyrody, nad kamieniami i drzewami, nad kwiatami i rzekami, górami i morzami, by wypełniał w ten sposób tajemnicę tkwiącą w rzeczach, przynosił odpowiedź na to długie, nieme i nieświadome wyczekiwanie. (…) Tak jak Adam w raju mamy nadać imię wszystkim zwierzętom i niezależnie od imienia, jakie nadała każdemu z nich nauka, wypowiadać nad każdym zwierzęciem Imię Jezusa, zwracając uwagę, że są stworzone i miłowane przez Ojca w Jezusie i dla Jezusa”. W podobnym duchu temat powszechnego kapłaństwa rozwijał Jan Paweł II: „Stworzenie spełnia swoje opus gloriae [oddawanie chwały Bogu] przez to, że jest, czym jest i czym się staje. (…) Człowiek został stworzony, aby w Chrystusie stawać się dla tych stworzeń kapłanem, prorokiem i królem”.

Eliasz nie skupiał uwagi na sobie, wiedział Komu służy

Choć widział wcześniej moc Boga objawiającego się w piorunach, trzęsieniu ziemi czy ogniu, tym razem rozeznał, że Najwyższy przyszedł inaczej.

Niezwykłe: ten, który jeszcze do niedawna stał wywyższony na górze Karmel i sprowadzał na nią z nieba ogień, upokarzając przy tym kilkuset wojujących proroków Baala, nagle kuli się, ucieka, chowa, dogorywa, błagając o śmierć. Ze szczytu spada w otchłań. Ze światła w mrok. Przeżywa dramatyczną próbę ciemności, depresji, rezygnacji.

„Martwi się ojciec o Kościół?” – zapytałem o. Michała Zioło, trapistę. „Nie. Zostało mi w najlepszym razie dwadzieścia lat życia i nie chcę zmarnować go na myślenie, że jestem Bogiem i coś zaradzę. To śmieszne. Spójrzmy na Eliasza, ulubionego proroka mnichów. Ściągał ogień, pozabijał proroków Baala, »oczyścił teren« gorliwie i z dowcipem (»Panowie, jeszcze więcej wody!«), wiedział, że Bóg jest z nim. Jednego nie wiedział: tego, że Pan Bóg nie zdradził mu wszystkich tajemnic na temat Izraela. W pewnym momencie pogrążony w depresji Eliasz woła: »Zostałem sam. To koniec!«. Bóg uspokaja: »Nie histeryzuj. Jest tu garstka ludzi, którzy się modlą. Nie wszyscy się ode Mnie odwrócili, nie wszyscy zginęli. Jest resztka, która da początek nowemu. Nie wiesz wszystkiego«”.

„Nie wiesz wszystkiego. Ostatnie słowo należy do Tego, który Cię posłał”. Jak bardzo pomogły mi te słowa!

„Dlaczego tak ważny w waszej duchowości jest Eliasz?” – zapytałem przed laty znajomego karmelitę. Uśmiechnął się; „W Pierwszej Księdze Królewskiej czytamy: »Eliasz podniósł się, zjadł i wypił, i znowu się położył«. To kluczowe zdanie i staramy się je w Karmelu realizować. Zresztą powiedział tej ubogiej kobiecie: »Najpierw daj mnie!« i to również uwzględniamy w naszej duchowości. A poza tym: »Szydził z proroków Baala«, a szyderstwo jest głęboko wpisane w nasz charyzmat”.

A już poważnie… Eliasz nie skupiał uwagi na sobie, wiedział Komu służy. Cadyk Bunam, aptekarz z Przysuchy, nauczał: „Wielkim dziełem Eliasza nie było to, że uczynił cud, ale to, że gdy spadł ogień z nieba, lud nie mówił o cudzie, tylko wszyscy wykrzyknęli: »Pan jest Bogiem!«”.

Od „proroka jak ogień” możemy nauczyć się umiejętności rozeznawania. Od lat zachwyca mnie cytat: „Rzekł sługa: »Oto obłok mały, jak dłoń człowieka, podnosi się z morza!«. Eliasz mu rozkazał: »Idź, powiedz Achabowi: Zaprzęgaj i odjeżdżaj, aby cię deszcz nie zaskoczył«”. To dopiero rozeznanie! Zobaczyć na niebie chmurkę niewielką jak dłoń człowieka i zawołać: zbliża się ulewa! To początek duchowego przebudzenia. Eliasz był gotowy na przyjęcie Boga, który przychodzi inaczej niż dotychczas. Nie żył wedle dewizy „kopiuj-wklej”. Jego geniusz polegał na tym, że choć widział wcześniej moc Boga objawiającego się w piorunach, trzęsieniu ziemi czy ogniu spadającym na górę Karmel, doświadczając powtórnie podobnych zjawisk, rozeznał: tym razem to nie On. Tym razem przyszedł inaczej. W lekkim powiewie.

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.