1. Teksty Liturgiczne na Niedzielę
2. Co przeczytasz w tygodniku „Niedziela”
3. Co przeczytasz w „Gościu Niedzielnym”
Niedziela, 25 października 2026
XXX Niedziela Zwykła
Czytanie pierwsze (Wj 22, 20-26)
Tak mówi Pan: „Nie będziesz gnębił ani uciskał przybysza, bo wy
sami byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził
żadnej wdowy ani sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i poskarżą Mi się,
usłyszę ich skargę, rozpali się gniew mój, i wygubię was mieczem; i
żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami. Jeśli pożyczysz
pieniądze ubogiemu z mojego ludu, żyjącemu obok ciebie, to nie będziesz
postępował wobec niego jak lichwiarz i nie każesz mu płacić odsetek.
Jeśli weźmiesz w zastaw płaszcz twego bliźniego, winieneś mu go oddać
przed zachodem słońca, bo jest to jedyna jego szata i jedyne okrycie jego
ciała podczas snu. I jeśliby się on żalił przede Mną, usłyszę go,
bo jestem litościwy”.
Psalm (Ps 18 (17), 2-3a. 3b-4. 47 i 51ab)
REFREN: Miłuję Ciebie, Panie, Mocy moja
Miłuję Cię, Panie,
Mocy moja,
Panie, Opoko moja i Twierdzo,
mój Wybawicielu.
Boże, Skało moja, na którą się chronię,
Tarczo moja, Mocy zbawienia mego i moja Obrono.
Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół.
Niech żyje Pan, niech będzie błogosławiona moja Opoka,
niech będzie wywyższony mój Bóg i Zbawca.
Ty dałeś wielkie zwycięstwo królowi
i łaską obdarzyłeś Dawida, Twego pomazańca.
Czytanie drugie (1 Tes 1, 5c-10)
Bracia: Wiecie, jacy dla was byliśmy, przebywając wśród was. A wy,
przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha
Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana, tak że
okazaliście się wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai.
Dzięki wam nauka Pańska stała się głośna nie tylko w Macedonii i
Achai, ale wasza wiara w Boga wszędzie dała się poznać, tak że nawet
nie potrzebujemy o tym mówić. Albowiem oni sami opowiadają o nas,
jakiego to przyjęcia doznaliśmy od was i jak nawróciliście się od
bożków do Boga, by służyć Bogu żywemu i prawdziwemu i oczekiwać z
niebios jego Syna, którego wskrzesił z martwych, Jezusa, naszego wybawcę
od nadchodzącego gniewu.
Aklamacja (J 14, 23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój
umiłuje go i przyjdziemy do niego.
Ewangelia (Mt 22, 34-40)
Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się
razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę,
zapytał: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest
największe?” On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga
swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim
umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne
jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie
samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i
Prorocy”.
Komentarz:
Są dwa psalmy, które zaczynają się od wyznania miłości:
Psalm 18: „Miłuję Cię, Panie, mocy moja” i Psalm 116 śpiewany na Paschę: „Miłuję Pana, albowiem usłyszał głos mego błagania.” W tą niedzielę, kiedy sięgamy po czytania z trzydziestej niedzieli zwykłej, mamy Psalm 18 – to niezwykłe wyznanie miłości. „Miłuję Cię, Panie, Mocy moja. Panie, Opoko moja i Twierdzo moja, mój Wybawicielu.” Miłuję Cię, Panie. Jaka jest ta moja miłość? Jak ona się weryfikuje w relacji do Boga, do bliźniego i do samego siebie? Oto wezwani, zaproszeni jesteśmy, żeby wiara w Boga wszędzie dała się poznać, wszędzie, gdzie Bóg mnie postawi. Oto razem z Jezusem ciągle jesteśmy w świątyni Jerozolimskiej. Jezus naucza i też odpowiada na pytania. Przed chwilą pytany był, czy należy płacić podatek Cezarowi. Chwilę później pojawiają się saduceusze, którzy mają problem uwierzyć w życie wieczne, w zmartwychwstanie. Jezus zaprasza ich, żeby z wiarą słuchali słowa, że Bóg Abrahama i Izaaka nie jest bogiem umarłych, lecz żywych. I chwilę później pojawiają się faryzeusze, zadowoleni, że zamknął usta saduceuszom, pytają Jezusa: Jakie jest największe przykazanie? I kiedy Jezus recytuje im Szema Izrael: Słuchaj, Izraelu, będziesz miłował Boga nie byle jak, ale całym sercem, całym umysłem, ze wszystkich sił. Tak należy miłować Boga. Warto pamiętać, że Syn Boży, który idzie na krzyż, zaraz pokaże, co znaczy miłować całym sercem, bo Jego serce będzie otworzone na krzyżu. Zaraz pokaże, co znaczy miłować całym umysłem, kiedy na Jego skroniach spocznie korona cierniowa. I pokaże także, co to znaczy miłować Boga ze wszystkich sił, kiedy ręce i nogi będą przybite do krzyża. Jezus na krzyżu pokaże, co znaczy miłować bliźniego, pokaże wtedy, kiedy będzie wołał Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią i kiedy to łotrowi otworzy Królestwo Niebieskie. Wołanie łotra: „Jezu, wspomnij na mnie”, to modlitwa, która niebo otwiera.
ks. Wenancjusz Zmuda
Księża, co oczywiste, będą przekonywać, że Kościół jest niezbędny do zbawienia. A co myślą świeccy?
Kościół sprawdza się najlepiej
Słyszy się i widzi często hasła typu: „wierzę w Boga, ale nie w Kościół”, „wierzę na swój sposób”, „Bóg jest wszędzie, żeby z Nim rozmawiać, nie muszę wychodzić z domu”. Z czego to wynika? Nie trzeba chyba wielkich badań, wystarczą proste obserwacje. Gdy zapyta się kogoś, kto twierdzi, że wierzy w Boga, dlaczego odrzuca Kościół, często padają podobne odpowiedzi: bo nuda, bo straszenie piekłem, bo księża tacy i tacy (tutaj padają koronne argumenty dotyczące przypadków pedofilii, alkoholizmu i robienia na plebanii biznesów); bo to obciach, bo to dla starych, zdewociałych babć, bo nie chcę być kojarzony(-a) z ciemnogrodem. Itd., itd. Do tego dochodzą niechęć do szeroko pojętej, oderwanej od współczesności hierarchii kościelnej i – co chyba najważniejsze – przekonanie, że aby pójść do nieba (a do tego intuicyjnie dąży większość społeczeństwa, nawet jeśli zaciekle utrzymuje, że nie ma nic „po życiu”), wystarczy być dobrym człowiekiem.
Edytorial
Wspólnota o wielu twarzach
Pytanie, czy Kościół jest potrzebny do wiary w Boga, wciąż wraca, bo część ludzi – zarówno w Kościele, jak i poza nim – Kościoła nie rozumie, czuje do niego niechęć i w konsekwencji go odrzuca. Mawiają, że Kościół jest przestarzałą instytucją, siedliskiem wszystkich możliwych przesądów. Niektórzy utrzymują nawet, że przeszkadza w wierze. I choć przyznają, że kochają Chrystusa i Jego Ewangelię, szybko dodają, że nie tolerują tego wszystkiego, co nazywają instytucją, że Kościół ciąży im niczym ołowiany kaftan. Wieszczą jego rychły upadek, głoszą hasła typu: „Kościół kończy się na naszych oczach”, „kolos na glinianych nogach upada”.
Wielu z nas jest szczerze zaniepokojonych kryzysami, które dotykają kościelną wspólnotę. Nie jesteśmy ślepi, widzimy niszczące ją słabości, ale dobrze wiemy, że Kościół to nie wielka korporacja o międzynarodowym zasięgu. Nie może upaść z prostego powodu: bo Chrystus nie opuści swego Kościoła. Tak nam obiecał. Owszem, żeby dostrzec w Kościele – tej wspólnocie Bosko-ludzkiej – Boga, nieraz potrzeba naprawdę solidnej wiary w Jego realną obecność na ziemi. Jeśli jednak tej wiary brakuje – powiedział Benedykt XVI – wszystko inne okazuje się niewystarczające i może wówczas powstać tylko „nasz”, ludzki Kościół.
Duch Asyżu unosi się nad światem
Czterdzieści lat temu, 27 października 1986 r., w Asyżu, z inicjatywy Jana Pawła II, doszło do bezprecedensowego wydarzenia. Na zaproszenie Jana Pawła II do miasta św. Franciszka przybyło 47 delegacji reprezentujących 13 religii: chrześcijaństwo, judaizm, islam, buddyzm, hinduizm, dżinizm, sikhizm, zaratustrianizm oraz kilka tradycyjnych religii afrykańskich i amerykańskich.
To największe zgromadzenie międzyreligijne w dziejach świata mogło dojść do skutku tylko dlatego, że zaangażował się w nie człowiek uznany za powszechny autorytet moralny, który dał się poznać jako autentyczny zwolennik dialogu międzyreligijnego. Świat jeszcze miał żywo w pamięci jego przemówienie do młodzieży muzułmańskiej w Casablance 19 sierpnia 1985 r., a następnie historyczną wizytę w rzymskiej synagodze 13 kwietnia 1986 r.; już wtedy uznawany był za przyjaciela i autorytet ludzi wiary na całym świecie.
Wielki symbol pokoju
Kiedy pytamy w Watykanie o dziedzictwo Jana Pawła II w Kościele Katolickim, bardzo często pada odpowiedź: „duch Asyżu”. Pod tym określeniem należy rozumieć nie tylko tradycję spotkań międzyreligijnych w mieście św. Franciszka, którą kontynuują następcy Jana Pawła II, ale też wszelkie inicjatywy, spotkania i działania, które służą pokojowi i dialogowi międzyreligijnemu. Jak powiedział podczas Światowego Dnia Modlitw o Pokój w Warszawie 1 września 1989 r. wysłannik papieski kard. Roger Etchegaray: „27 października 1986 r. słowo «Asyż», wcześniej już pełne wymowy i duchowej harmonii, stało się również wielkim symbolem pokoju”. Określenia „duch Asyżu” używał też Jan Paweł II.
Dzieci nieutracone
Za nami Dzień Dziecka Utraconego, obchodzony 15 października, a przed nami uroczystość Wszystkich Świętych. W ten czas smutku, tęsknoty i nadziei wpisują się historie, z których dwie pragnę przytoczyć. Pierwsza dotyczy Antosia. „W maju 2016 r. na świat miał przyjść Antoś. Nasz wymarzony synek. Miał już swoje miejsce w domu, swój pokoik, swoje łóżeczko. Miał także swoje miejsce w naszych sercach. Czekaliśmy na niego z ogromną miłością. Wszystko przebiegało prawidłowo. Nic nie zapowiadało tragedii. Do porodu zostało 6 dni. Pojechałam na badanie dlatego, że przestałam czuć ruchy dziecka. Pamiętam tamto gorące majowe popołudnie. Pamiętam słowa lekarza: «Nic nie widać. Nic nie słychać». I pamiętam moment, w którym zawalił się cały mój świat. Nie potrafię opisać tego bólu. Był większy niż wszystkie słowa. Większy niż łzy. Większy niż rozpacz. To był moment, w którym po raz pierwszy naprawdę krzyknęłam do Boga: «Dlaczego? Dlaczego moje dziecko?».
Niezłomni w sutannach
Komunizm chciał odebrać człowiekowi własność, wolność i pamięć, ale reżimowi najbardziej zależało na czymś jeszcze – na ludzkim sumieniu. Dlatego tak bardzo bali się kapłanów.
Duchowny, który wierzył i nauczał, że ponad partią istnieje Bóg, ponad ustawą – prawo moralne, a ponad państwem – prawda, pozostawał dla systemu niebezpiecznie wolny.
Spór Kościoła z komunizmem nigdy nie był tylko konfliktem o lekcje religii, majątek kościelny czy obecność krzyża w przestrzeni publicznej. Był sporem znacznie głębszym – o człowieka. Komunizm głosił, że Boga nie ma, historią rządzą prawa walki klas, a człowiek ma zostać podporządkowany partii i państwu. Kościół odpowiadał, że jego godność jest wcześniejsza od każdej władzy. Pius XI w encyklice Divini Redemptoris z 1937 r. ostrzegał, że komunizm odmawia osobie ludzkiej „wszelkiej godności i wolności moralnej”. Po wojnie za tym sporem stanęły więzienia, tortury, plutony egzekucyjne, cenzura, agentura i kłamstwo. Istniała jednak granica, której Kościół przekroczyć nie mógł. Prymas Stefan Wyszyński określił ją w 1953 r.: „Rzeczy Bożych na ołtarzach cezara składać nam nie wolno. Non possumus!”. Ta sama myśl prowadziła przez 45 lat wielu polskich kapłanów.
Trudna sprawa z Halloween
Czy Halloween jest niebezpieczne? A może jest tylko niewinną igraszką, polegającą na kolekcjonowaniu słodyczy w zamian za powstrzymanie się od zrobienia psikusa? Dla współczesnych rodziców odpowiedź na te pytania wcale nie jest prosta.
Kwestia Halloween nie jest banalną. Z jednej strony nie chciałem, aby moje dzieci brały udział w wyłudzaniu słodyczy w przebraniu kościotrupa, śmierci, czarownicy czy ducha. Z drugiej – małym dzieciom trudno odmówić udziału w atrakcyjnej zabawie, szczególnie gdy cała klasa bierze w niej udział. Mógłbym się pochwalić, że żadne z moich dzieci nie brało udziału w halloweenowych obrządkach, i swojej stanowczości przypisać za to zasługę, ale byłaby to półprawda. Sprawę bowiem załatwił za mnie mój zmarły ojciec… Wyjazd na Wszystkich Świętych nierozerwalnie związany z odwiedzeniem grobu taty i towarzyszącymi temu spotkaniami rodzinnymi definitywnie pozbawił moje dzieci przyjemności wiążących się z Hallowen, a mnie – wyrzutów sumienia z tego wynikających. Nie każdy jednak rodzic znajdzie wystarczająco mocną wymówkę. Spora część rodziców musi się zmierzyć z żądaniami rozemocjonowanych dzieci.
Bunt po francusku
Niedawne zamieszki we Francji z udziałem licealistów wprawiły w osłupienie całą Europę; skomentował je nawet Donald Trump. Te protesty nie wzięły się znikąd, o co więc poszło?
Kontrast między młodymi Francuzami witającymi papieża pod koniec września a młodocianymi demonstrantami z początku października jest uderzający. Z jednej strony młodzież przybywająca tłumnie w atmosferze radości i życzliwości, sprzątająca po sobie śmieci, oklaskująca policję i strażaków. Z drugiej – uczestnicy zamieszek podpalający własne licea, wznoszący okrzyki „śmierć policji!” i atakujący siły porządkowe, strażaków, dyrektorów szkół, nauczycieli, a nawet zwykłych przechodniów.
Dwa oblicza
Wszyscy widzieli te dwa oblicza francuskiej młodzieży. Jedna różnica od razu rzuca się w oczy: młodzi z końca września są w zdecydowanej większości pochodzenia europejskiego; uczestnicy październikowych zamieszek – w przytłaczającej większości mają afrykańskie korzenie. Można by to wszystko tłumaczyć imigracją, byłoby to jednak myleniem przyczyn ze skutkami. Masowa imigracja wraz z towarzyszącą jej falą przemocy to tylko jedno z wielu następstw głębokiego zamętu intelektualnego i moralnego, w którym społeczeństwo francuskie żyje od Maja ’68; zamętu podtrzymywanego przez permanentne kłamstwo.
Polskie drogi do amerykańskiej bazy
Premier Donald Tusk robi wiele, aby spowolnić powstanie stałych baz US Army w Polsce. Historia się powtarza, bo już kiedyś w ramach polityki resetu Warszawy z Moskwą torpedował powstanie bazy antyrakietowej.
Marzeniem Władimira Putina jest wypchnięcie amerykańskich wojsk z Europy, a już na pewno z Europy Środkowej. Marzeniem wielu pokoleń polskich elit była stała obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą na wzór Republiki Federalnej Niemiec w czasie zimnej wojny albo w Korei Południowej. Wydawało się, że wobec dyplomatycznych starań o wzmocnienie wojskowej obecności US Army w Polsce panuje polityczny konsensus. Tymczasem premier Donald Tusk kolejny raz torpeduje zbliżenie Warszawy z Waszyngtonem. – Jako historyk pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że historia dosłownie się powtarza. Po decyzji Donalda Trumpa o możliwości zwiększenia wojskowej obecności w Polsce zaobserwowałem, że rząd Donalda Tuska zmierza w zupełnie odwrotnym kierunku – mówi prof. Sławomir Cenckiewicz, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Wiara potrzebuje wspólnoty
W naszej parafii trwają właśnie misje. Przychodzimy do Chrystusa, ale także do siebie nawzajem. Obok klęczy sąsiad, kilka ławek dalej – ktoś dawno niewidziany. Każdy przynosi własne życie, lecz przeżywamy ten czas razem. I wtedy wyraźniej widać, że wiara, choć bardzo osobista, potrzebuje bycia razem.
Pamiętam wielką księgarnię, do której wszedłem w młodości. Dziesiątki metrów półek, tysiące grzbietów, tytułów, obietnic. W dziale religijnym stały obok siebie książki o rozmaitych wierzeniach: Koran, Wedy, pisma innych tradycji. Była także Biblia. Dla przypadkowego obserwatora – po prostu jedna z wielu książek. Dlaczego miałby sięgnąć właśnie po nią? Co sprawiało, że dla mnie miała zupełnie inne znaczenie niż sąsiednie tomy?
Znałem ludzi, którzy próbowali nią żyć. Słyszałem jej słowa w kościele. Widziałem, jak stają się modlitwą, pocieszeniem, wezwaniem do przebaczenia. Ta książka miała dla mnie twarze konkretnych osób. Oczywiście, można zainteresować się Biblią ze względu na jej piękno, historię czy wpływ na kulturę. Ale do wiary prowadzi coś więcej: spotkanie z ludźmi, dla których jej treść jest żywa. Za drukowanymi zdaniami stoi świadectwo życia.
Czytamy Leona XIV
Wspólna modlitwa i sakramenty są solidnym pokarmem i zbawiennym lekarstwem.
Miłość rodzinna – konkretna, niepozbawiona chwil zmęczenia, błędów i upadków, a jednocześnie cudowna w swojej nieprzewidywalnej codzienności – jest pierwszą szkołą uczuć, pierwszym cennym i niezastąpionym przysposobieniem do „radości miłości”. Dlatego na uznanie i wsparcie zasługują wysiłki tak wielu rodzin, które w naszych miastach i wioskach przeżywają swoje powołanie i misję dzień po dniu, bez rozgłosu, ale z wiernością, bywa, że heroiczną. (…) Przez świadectwo tych rodziców, dzieci, dziadków, młodzieży i osób starszych, małych i dużych, orędzie prawdy i pełni życia Ewangelii skutecznie rozprzestrzenia się w świecie. (…) Pamiętajmy, że niezależnie od tego, jak dana rodzina może być poraniona, zawsze może się ona rozwijać, wychodząc od miłości. W tej miłości (…) zakorzeniają się również wartości takie jak otwartość i szacunek dla życia od poczęcia aż do jego naturalnego końca. Rodzina jest par excellence strażniczką tych wartości, niczym latarnia morska dla dobra ludzkości. (…)
Czy Marszałek był katolikiem?
Co wiemy o religijności Józefa Piłsudskiego i jego stosunku do Matki Bożej?
Matka Najświętsza wzięła na siebie jakby ministerium dobroci, bo kiedy człowiek chociażby na Jej obraz tylko popatrzy, to czuje się lepszym” – miał powiedzieć Józef Piłsudski, a w tych słowach jest więcej prawdy o jego religijności niż w dziesiątkach późniejszych rozpraw, w których usiłowano dowieść, że Marszałek był ateistą, człowiekiem bezwyznaniowym albo niemal wrogiem Kościoła. Religijność Piłsudskiego nie była prosta i na pewno nie była ostentacyjna, na co miało wpływ jego burzliwe życie osobiste i polityczne, ale gdy zamiast do utrwalonych legend i obiegowych sądów sięgniemy do dokumentów, ukazuje się historia znacznie bardziej skomplikowana. To historia człowieka, który odszedł od Kościoła, powrócił do niego, a przez niemal całe życie zachował niezwykłe przywiązanie do „Tej, która w Ostrej świeci Bramie”.
Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)
Otwarci na Boże jutro
Udzielamy święceń w stopniu diakonatu mężczyznom, którzy mają swoje rodziny, żyją w świecie, ale jednak odczytali Boże powołanie i chcą być diakonami stałymi – powiedział w szczecińskiej bazylice katedralnej abp Wiesław Śmigiel.
Podziesięciu latach od święceń pierwszych czterech diakonów stałych w archidiecezji szczecińskokamieńskiej Kościół nad Odrą i Bałtykiem powołał kolejnych dwóch mężczyzn do pełnienia tej posługi. Od 4 października 2026 r. sprawować ją będą: Andrzej Ochrymiuk z Parafii św. Jadwigi Królowej w Szczecinie oraz Bogusz Downal-Zapolski z Parafii św. Katarzyny w Trzechlu (kościół filialny św. Stanisława BM w Dzisnej). Obydwaj ukończyli studia teologiczne i będą podobnie jak kapłani m.in. głosić słowo Boże, a ich posługa nie będzie zasadniczo odbiegać od tej sprawowanej przez kandydatów do kapłaństwa poza tym, że pełnić ją będą, realizując równolegle powołanie do życia małżeńskiego i rodzinnego.
Zawierzmy serca zlęknione
Ojczyzna potrzebuje nie tylko bezpiecznych granic, potrzebuje przede wszystkim dobrych ludzi: dobrych małżonków i rodziców, dobrych kapłanów, ludzi wiernych danemu słowu. Potrzebuje młodych, którzy nie boją się wymagać od siebie i odpowiadać na wezwanie, które kieruje do nich Bóg – mówił w Widuchowej w ramach „Różańca do granic” abp Wiesław Śmigiel.
W pierwszą sobotę października Widuchową, niewielką miejscowość województwa zachodniopomorskiego położoną nad Odrą, odwiedził tłum gości z różańcami w dłoni i sercami przepełnionymi modlitwą. Była to odpowiedź w ramach wydarzenia „Różaniec do granic” na potrzebę modlitwy o pokój na świecie, a także odniesienie do przypadającego w tym roku jubileuszu 200-lecia Żywego Różańca.
Orszakowa pielgrzymka na Jasną Górę
Ośmioosobowa grupa pielgrzymów z Parafii św. Jadwigi Królowej w Choszcznie pod duchową opieką proboszcza ks. Karola Wójciaka udała się do Częstochowy w ramach Pierwszej Jesiennej Pielgrzymki Orszakowej.
Wyjazd, który odbył się w dniach 9-10 października, połączony był z ogólnopolskim spotkaniem sympatyków i organizatorów Orszaku Trzech Króli, które stało się okazją do głębokiej refleksji nad współczesnymi drogami ewangelizacji. Głównym punktem pielgrzymki była uroczysta Msza św. odprawiona 10 października w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił kard. Kazimierz Nycz.
Nie śniło się nawet świętemu Pawłowi
W słowach biskupa Erica Vardena jest coś twórczego, a jednocześnie trzymającego się zdrowej katolickiej ortodoksji.
Niespodziewana informacja o chorobie i nagła operacja papieża Leona XIV przykryły nieco spotkanie biskupów z całego świata poświęcone encyklice Amoris laetitia ogłoszonej 10 lat temu przez papieża Franciszka. Ojciec Święty zamiast przewodniczyć uroczystej Mszy św. kończącej spotkanie, przebywał już w Poliklinice Gemelli. Kiedy piszę te słowa, czeka na dokładne wyniki badań, które określą rzeczywisty stan jego choroby. To jest ten czas, może szczególnie trudny, kiedy nadzieja na dobry wynik miesza się z lękiem przed trudną diagnozą. Ilu naszych bliskich czy znajomych przez to przechodziło… Katolicy mają obowiązek stale modlić się za papieża. Kościół robi to w czasie każdej Mszy św., wymieniając jego imię. W Drugiej Modlitwie Eucharystycznej brzmi ona w sposób następujący: „Pamiętaj, Boże, o Twoim Kościele na całej ziemi. Spraw, aby lud Twój wzrastał w miłości razem z naszym papieżem Leonem, naszym biskupem – tu pada imię biskupa ordynariusza – oraz całym duchowieństwem”. Wydaje się, że w czasie choroby papieża do modlitwy wynikającej z obowiązku powinna dojść modlitwa mająca źródło w miłości do Ojca Świętego i do całego Kościoła. Do takiej modlitwy – i z obowiązku, i z miłości – bardzo zachęcam.
Kościół się rozwija. Głównie w Afryce
Ilu jest nas, katolików? Z raportu opublikowanego przez misyjną agencję Fides wynika, że więcej niż przed rokiem – o 16,69 mln
Ilu jest nas, katolików? Z raportu opublikowanego przez misyjną agencję Fides wynika, że więcej niż przed rokiem – o 16,69 mln. Dziś Kościół katolicki ma 1,422 mld członków. I chociaż ciągle najwięcej katolików mieszka w obu Amerykach, to największy wzrost liczby wierzących w Chrystusa zanotowano po raz kolejny w Afryce. Po raz pierwszy od pięciu lat, chociaż nieznacznie, bo tylko o 425, wzrosła też liczba księży. Obecnie jest ich na świecie 407 421. I ten wzrost zawdzięczamy przede wszystkim Afryce, a także Azji. Europa natomiast po raz kolejny notuje spadek liczby kapłanów. I to znaczący, bo aż o 2483. Spadki notują także żeńskie zgromadzenia zakonne. Ale nie w Afryce – tam sióstr przybywa. Serce Kościoła bije w Afryce – pisaliśmy przed laty na okładce „Gościa”. Dziś można dodać, że coraz mocniej.
Kurytyba światową stolicą pro-life
Kurytyba nazywana bywa stolicą brazylijskiej Polonii. Teraz otrzymała też oficjalny tytuł stolicy pro-life.
Wyrzuceni księża
Białoruski reżim pozbywa się z kraju polskich księży, w tym pionierów, którzy przyczynili się do odrodzenia Kościoła katolickiego nad Niemnem, Prypecią i Berezyną w latach 90. XX wieku.
Telefon do Putina
Przechodzący rekonwalescencję po operacji usunięcia nowotworu płuca papież Leon XIV odbył rozmowę telefoniczną z prezydentem Putinem.
Ten pokarm ma moc
Informacja, wydawałoby się, jedna z wielu: w portugalskim Balazar powstało nowe sanktuarium eucharystyczne. Informacja, wydawałoby się, jedna z wielu: w portugalskim Balazar powstało nowe sanktuarium eucharystyczne. Co jest w tym tak niezwykłego, że warto fakt ten zauważyć, i to na drugim końcu Europy? W kościele w Balazar spoczywa ciało zmarłej w 1955 roku mistyczki bł. Aleksandriny Costy. A to niezwykle ciekawa postać. Warto ją naśladować w oddawaniu czci Chrystusowi Eucharystycznemu.
Zamieszki we Włoszech
W czasie, gdy oczy całego świata zwrócone są na zalaną brutalnymi demonstracjami Francję, która zdaje się udowadniać światu, że samobójczy gen rewolucyjny nadal jest w społeczeństwie żywyW czasie, gdy oczy całego świata zwrócone są na zalaną brutalnymi demonstracjami Francję, która zdaje się udowadniać światu, że samobójczy gen rewolucyjny nadal jest w społeczeństwie żywy, gwałtowne protesty rozlały się także na Włochy. Choć skala zamieszek nie jest tak duża jak nad Sekwaną, w niektórych miastach protesty dorównują brutalnością tym z Paryża. Na przykład na placu przed katedrą w Mediolanie kilkuset protestujących starło się z policją, atakując funkcjonariuszy kamieniami, petardami, a nawet rzucając w nich barierkami. W centrum miasta zbudowano prowizoryczne barykady, a także spalono wyposażenie kilku lokali gastronomicznych. Choć Francuzi i Włosi protestują przeciwko wysokim kosztom życia, trudno spodziewać się, że dewastowanie sklepowych witryn, kradzieże i podpalenia pomogą obniżyć ceny za chleb i prą
Kto podpala Francję?
Po miesiącu protestów uczniowskich demonstracje we Francji przerodziły się w falę gwałtownych zamieszek, rabunków i podpaleń, których skutki kraj ten będzie odczuwać jeszcze przez długi czas. Nie chodzi tylko o konieczność uprzątnięcia ulic Paryża czy Marsylii. Dziś widać, że kraj nad Sekwaną wchodzi w okres coraz głębszej politycznej traumy, która może mieć także konsekwencje polityczne.
Papież może lecieć do Ameryki Południowej
Wszystko wskazuje na to, że mimo przebytej operacji papież uda się w najdłuższą z dotychczasowych zagranicznych pielgrzymek – do Ameryki Południowej.
Co przyniesie spotkanie wokół „Amoris laetitia”?
Od 7 do 14 października w Watykanie odbyło się spotkanie „10 lat po Amoris laetitia: głoszenie Ewangelii wraz z rodzinami dzisiaj”.
Od 7 do 14 października w Watykanie odbyło się spotkanie „10 lat po Amoris laetitia: głoszenie Ewangelii wraz z rodzinami dzisiaj”. Leon XIV zaprosił zwierzchników katolickich Kościołów wschodnich, przewodniczących konferencji episkopatów, małżeństwa i ekspertów. Polskę reprezentował abp Tadeusz Wojda. Celem było dzielenie się i ocena doświadczeń duszpasterskich. Harmonogram obrad zmieniła hospitalizacja papieża. Zapowiadana synteza spotkania nie zostanie na razie opublikowana. Papież chce najpierw zapoznać się z zebranym materiałem. Publicznie udostępniono tylko niektóre wystąpienia. W prasie po spotkaniu ukazało się kilka wywiadów z uczestnikami spotkania. Na tej podstawie można wyrobić sobie częściowy obraz, ale trudno o pełny bilans. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie o rozwiązanie sporów wokół 8. rozdziału adhortacji związanych z udzielaniem sakramentów osobom żyjącym w związkach nieregularnych.
Czego potrzebuje rodzina? „Amoris laetitia” po 10 latach
Jak pomagać rodzinie w świecie, który kontestuje jej fundamenty? Refleksje bp. Erika Vardena są próbą odpowiedzi na to pytanie.
Biznesmen z Łomży: Kiedy nie mam na coś wpływu, mówię: „Jezu, ufam Tobie”
O biznesie duchowym oraz życiowym opowiada Sebastian Jaworowski.
„Krzyż i kartele”, czyli Jan Paweł II wśród Latynosów. Mniej znane oblicze pontyfikatu polskiego papieża
Podczas swojego pontyfikatu Jan Paweł II odwiedził Amerykę Łacińską aż osiemnaście razy.
Odważnie rozmawiał z dyktatorami, piętnował uwikłania ludzi Kościoła w politykę, upominał się o biednych i wykluczonych. W wielu krajach okazywał się inicjatorem ważnych i trwałych przemian. Mówił, że stanowią one część duszpasterskiej misji Kościoła. Nawoływał do nowej ewangelizacji – „nowej w zapale, w metodach i w sposobie wyrazu”. I tak się działo – zstępował Duch Święty i odnawiał oblicze ziemi, tamtej ziemi.
Po stronie niewidocznych
Właśnie ukazała się książka „Krzyż i kartele. Jan Paweł II w Ameryce Łacińskiej. Między dyktaturami, przemocą a wiarą”. Jej autorem jest Mirosław Olszycki Olsensis – filmowiec, filolog i historyk, autor esejów i powieści, dyrektor festiwalu Mediatravel. Słowem – człowiek renesansu, który w dodatku zrealizował odkrywczo-naukowe wyprawy m.in. do Argentyny, Brazylii, Urugwaju, Meksyku, Peru, Gwatemali, Paragwaju i Chile. Trudno więc o osobę bardziej kompetentną do stworzenia portretu Jana Pawła II pod tym właśnie kątem. A jest to, dodajmy, ta strona papieża Polaka, która pozostaje, przynajmniej u nas, ciągle mało znana. Tymczasem tam, na drugim końcu świata, na dźwięk imion człowieka z Wadowic otwierają się – jak przekonuje autor – „drzwi domów, urzędów i serc”. „(…) zrozumiałem, że historia papieża Polaka w Ameryce Łacińskiej nigdy nie została opowiedziana do końca. Dlatego zacząłem szukać. Rozmawiałem ze świadkami wydarzeń, docierałem do archiwów, przemierzałem miejsca oddalone o setki kilometrów od cywilizacji” – opowiada Olszycki. Owocem tych poszukiwań jest właśnie wspomniana książka.
Niezłomni duchowni potrzebują naszej pamięci
Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych to święto państwowe ku czci tysięcy bohaterskich kapłanów, którzy zapłacili ogromną cenę za wiarę i ojczyznę. Niewielu ich zna, a jeszcze mniej liczni wiedzą, jaka to była cena.W piwnicy więzienia przy Rakowieckiej w Warszawie, za metalowymi drzwiami, była starannie ukryta cela, w której znajdował się karcer „mokry”. W korytarzyku obok funkcjonariusze UB strzelali ludziom w tył głowy, a pozostałe po egzekucji szczątki spłukiwali wodą. Woda spływała do karceru „mokrego”, w którym nie było odpływu ani wiadra na odchody, a temu, kto tam był, fekalia kapały nawet na głowę. To było jak siedzenie w szambie. Jeśli „władza ludowa” przetrzymywała kogoś w takich warunkach, to znaczyło, że ten człowiek koniecznie miał zostać złamany i zmuszony do obciążających kogoś ważnego zeznań. Jednym z osadzonych w tym karcerze był bp Antoni Baraniak, dyrektor sekretariatu prymasa Stefana Wyszyńskiego. Wrzucano go tam nagiego, a po jakimś czasie wydobywano i podstawiano mu do podpisania lojalkę. Jako najbliższy współpracownik internowanego wówczas prymasa miał dostarczyć „informacji” pozwalających na zorganizowanie procesu pokazowego przeciw kard. Wyszyńskiemu. „A on był tak wykończony, był tak wymęczony, że mówił do siebie tylko jedno: »Baraniak, ty się nie możesz ześwinić«. I nie podpisał” – pisze dziennikarka Jolanta Hajdasz w biuletynie IPN, na podstawie relacji ks. Henryka Grześkowiaka, który słyszał to od samego biskupa.
Śledczy UB nie wydobyli z biskupa Baraniaka nic – ani wyrywaniem paznokci, ani biciem, ani głodzeniem i pozbawianiem snu. Duchowny przetrwał 27 miesięcy bestialskiego traktowania, po którym pozostały na jego ciele głębokie blizny. Ślady pozostały także w jego psychice. „Nie mogę o tym mówić, nie mogę tego wspominać, to było tak koszmarne” – tłumaczył nieraz pytającym. Czasami jednak zdobywał się na zwierzenia wobec wąskiego grona słuchaczy. Dzięki temu wiemy, że gdy przez jakiś czas trzymano go z innymi więźniami, jeden z nich uczulił go na kryzys psychiczny, który przychodzi na każdego osadzonego. I wtedy człowiek jest gotów się załamać. Wówczas bp Baraniak odprawił w celi wraz z innymi rekolekcje i modląc się na kolanach, uczynił postanowienie, że cokolwiek się zdarzy, on nie będzie świadczył przeciw prymasowi, i że gotów jest oddać swoje życie za sprawę Kościoła. I nie ugiął się.
Ślub posłuszeństwa to nie przemoc. Ale jak opowiadać o tym młodym ludziom?
O szukaniu odpowiedzi na wyzwania stojące przed siostrami zakonnymi mówi s. Radosława Podgórska FSK.
Blisko naszego papieża. Cały świat jednoczył się w modlitwie za Leona XIV
W dzisiejszych czasach wiemy znacznie więcej niż kiedyś o chorobach papieża. I ta „ludzka” strona jego zmagań sprawia, że staje nam się jeszcze bliższy.
Rzym, Gaza, Ameryka Łacińska – cały świat jednoczył się w modlitwie za Leona XIV. W Fatimie wstawiennictwu Maryi powierzało papieża aż 100 tys. pielgrzymów. Wierni gromadzili się tłumnie także na Placu św. Piotra i przed Polikliniką Gemelli, gdzie Ojciec Święty przeszedł operację usunięcia dolnego płata prawego płuca. „To czas, by być blisko naszego papieża” – mówili.
Niewielki guzek, rutynowy zabieg
O chorobie Leona XIV dowiedzieliśmy się całkiem niedawno. Papież poinformował o niej w niedzielę, 11 października, na zakończenie pozdrowień kierowanych do wiernych po modlitwie Anioł Pański. „Najdrożsi, niedawno podczas badań kontrolnych lekarze wykryli u mnie niewielki, ograniczony guzek w płucu. Został on wykryty na bardzo wczesnym etapie i jest dobrze zlokalizowany. Lekarze uznali, że wskazana jest interwencja chirurgiczna. Dlatego, zgodnie z ich zaleceniami, zdecydowałem się na operację, aby go usunąć. Zabieg jest już zaplanowany na najbliższe dni. Dziękuję Wam za duchową bliskość i powierzam się Waszej modlitwie” – powiedział Leon XIV.
Królowa, papież i pastuszkowie
Dnia 31 października 1942 roku Pius XII wygłosił w języku portugalskim przemówienie radiowe skierowane do pielgrzymów zgromadzonych w Fatimie.
Dnia 31 października 1942 roku Pius XII wygłosił w języku portugalskim przemówienie radiowe skierowane do pielgrzymów zgromadzonych w Fatimie. W swej mowie poświęcił Niepokalanemu Sercu Maryi m.in. „narody oddzielone przez błąd lub niezgodę, a zwłaszcza te, które żywią ku Tobie szczególne nabożeństwo i wśród których nie było domu, gdzie by nie otaczano czcią Twojej czcigodnej ikony – dziś być może ukrytej i przechowywanej na lepsze dni”. Wielu słuchaczy odkryło w tym opisie Rosję i zniewolone przez nią narody. Tym aktem najwyższy zwierzchnik Kościoła podporządkował się poleceniu skierowanemu do niego przez trójkę niepiśmiennych dzieci pasących owce. Według owych pastuszków Matka Boża nie poprosiła, lecz zażądała od niego (a żądać może tylko Królowa) poświęcenia Jej Rosji.
Czy polska prawica porzuciła ochronę życia poczętego?
W październiku 2016 roku przez ulice polskich miast przeszły tzw. czarne marsze przeciwko prawu do życia nienarodzonych. Tamte wydarzenia znacząco wpłynęły na podejście liderów prawicy do ochrony poczętego życia.
Nawróciła się czytając C.S. Lewisa. Dziś jest wybitną astrochemiczką
Jako 23-letnia dziewczyna nawróciła się w czasie… czytania książki C.S. Lewisa „Chrześcijaństwo po prostu”. Dzisiaj Karin Öberg jest wybitną astrochemiczką, profesorem astronomii na Uniwersytecie Harvarda. Właśnie otrzymała medal z rąk Leona XIV.
Czego o raku uczy nas choroba papieża?
Ojciec Święty ma złośliwego raka płuc, ale jest w grupie pacjentów, którzy mają szczęście w nieszczęściu – uważa prof. dr hab. n. med. Szymon Skoczyński.
Junipero Serra – franciszkanin, który zewangelizował Kalifornię
Mógł pozostać cenionym profesorem teologii na Majorce. Wybrał misyjne drogi Kalifornii. Wierny zawołaniu „Zawsze naprzód” przemierzał setki mil mimo niesprawnej nogi, przekonany, że ludzie czekają na Chrystusa.


