Czytania

Niedziela, 1 listopada 2026

Uroczystość Wszystkich Świętych

Czytanie pierwsze (Ap 7, 2-4. 9-14)
Ja, Jan, ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca,
mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do
czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu:
„Nie wyrządzajcie szkody ziemi ani morzu, ani drzewom, aż
opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego”. I usłyszałem
liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące
opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela. Potem ujrzałem
wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i
wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed
Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem
donośnym tak wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na
tronie, i Barankowi”. A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i
Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicze swe padli przed tronem, i
pokłon oddali Bogu, mówiąc: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i
mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na
wieki wieków. Amen!” A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi
słowami: „Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd
przybyli?” I powiedziałem do niego: „Panie, ty wiesz”. I
rzekł do mnie: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i
opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”.

Psalm (Ps 24,1-6)
REFREN: Oto lud wierny, szukający Boga

Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia,
świat i jego mieszkańcy.
Albowiem On go na morzach osadził
i utwierdził ponad rzekami.

Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
który nie skłonił swej duszy ku marnościom.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
Oto pokolenie tych, co Go szukają,
którzy szukają oblicza Boga Jakuba.

Czytanie drugie (1 J 3, 1-3)
Najmilsi: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy
nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś
dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy
dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy,
że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim,
jaki jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się,
podobnie jak On jest święty.

Aklamacja (Mt 11,28)
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a
Ja was pokrzepię.

Ewangelia (Mt 5,1-12a)
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do
Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi
słowami: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy
królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni
będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność
posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną
sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni
miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni
czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni,
którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście,
gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie
wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem
wielka jest wasza nagroda w niebie”.

Komentarz:

„Oto lud wierny, szukający Boga”.
Jakże mocno brzmią te słowa w kontekście naszego pielgrzymowania na
cmentarze, kiedy patrzymy na ten las krzyży. Patrzymy na tych, którzy
wyprzedzili nas w biegu po wiarę. Oto lud wierny, szukający Boga – ci w
czyśćcu wielbiący i ci w niebie, którzy Boga znaleźli. Oto zaproszeni,
żeby brać udział w liturgii niebieskiej.
Do tego nas zachęca Apokalipsa, żeby dostrzec, zobaczyć tych wszystkich,
którzy przychodzą z wielkiego ucisku, którzy opłukali swe szaty w krwi
Baranka. Krew Baranka, która oczyszcza, która daje życie. Uczestniczyć
w tej liturgii i oddawać pokłon Barankowi, zmartwychwstałemu
Chrystusowi, razem ze wszystkimi rzeczywistościami nieba, żeby i w nas
był zachwyt, o którym mówi Apostoł Jan w swoim liście: zobaczcie,
popatrzcie jak wielką miłością obdarzył nas Ojciec. Dlatego też
trzeba nam sobie zadać trud i wyznaczyć zadanie, żeby przyjąć choć
jedno z błogosławieństw jako swój plan życia. Oto świętych nazywa
się często ludźmi ośmiu błogosławieństw. Oni są dla nas jak
drogowskazy, żeby odnaleźć drogę do domu Ojca, żeby pośród różnych
doświadczeń zobaczyć, że zawsze i wszędzie można żyć mocą
Ewangelii. Błogosławieństwa to jest pisany słowem obraz Jezusa, który
jest cichy, pokorny, czysty, który cierpi niesprawiedliwość dla
Królestwa Niebieskiego, który przyjmuje na siebie wszelkie cierpienie,
żebyśmy my zostali umocnieni i oczyszczeni. Świat wokół nas gorszy
się cierpieniem. Czy to jest fizyczne, czy to jest psychiczne – nie chce
go. To prawda, że ono jest często ponad siłę, ale niesione mocą
Chrystusa może, o dziwo, stać się błogosławieństwem. Potrzeba nam
dzisiaj ludzi wprowadzających pokój i niosących pociechę, żyjących
miłością czystą i ofiarną. Potrzeba nam ludzi, którzy są gotowi w
każdych okolicznościach stawać się świadkiem Chrystusa chwalebnie
zmartwychwstałego.

ks. Wenancjusz Zmuda

Niekończąca się batalia
Życie ludzkie jest wartością bezcenną – z tym zgadza się każdy, bez względu na wyznawane poglądy. Gorzej, gdy dodamy, że w każdej fazie istnienia człowieka. I że z tego powodu powinno ono być chronione przez prawo. Nie można przecież mówić o godności człowieka i bezcennej wartości, którą stanowi jego istnienie, jeśli nie zostały stworzone wystarczające warunki do ochrony tego życia u jego początku… A jednak Sejm niedawno uchwalił dwie ustawy, które zezwalają na zabijanie nienarodzonych dzieci. Jedna wprowadza aborcję na życzenie, druga przywraca aborcję eugeniczną. Przypominam, że aborcja eugeniczna została zakwestionowana w 2020 r. przez Trybunał Konstytucyjny, który orzekł, że „zabijanie nienarodzonych dzieci, u których istnieje podejrzenie występowania choroby lub niepełnosprawności, jest sprzeczne z Konstytucją RP”. O kulisach tej sprawy i realnych tragicznych skutkach sejmowych ustaw pisze Artur Stelmasiak (s. 10-13).Obrona życia przypomina niekończącą się bitwę. Temat ten powraca w Polsce przy każdej zmianie władzy. Mogliśmy się więc spodziewać po obecnie rządzących, że prędzej czy później zabiorą się za realizację przynajmniej części swoich przedwyborczych obietnic. Dlatego jako ludzie wierzący musimy stale wołać: każde życie jest bezcenną wartością! Wszyscy ludzie są istotami ludzkimi od momentu poczęcia! Istota ludzka nigdy nie jest bezładną masą protoplazmy lub komórek! Przy każdym zdaniu stawiam wykrzyknik, by podkreślić znaczenie tych słów. Musimy o tym głośno mówić. Ciągle wraca do mnie wstrząsająca historia z Włoch: 22-tygodniowy chłopiec przeżył zabieg aborcji, czego nie zauważył lekarz. Gdy następnego dnia szpitalny kapelan przyszedł pomodlić się nad „zmarłym” maleństwem, zdumiony odkrył, że dziecko żyje. Zaalarmował lekarzy, ruszyły procedury – dziecko przewieziono błyskawicznie na oddział intensywnej terapii, podjęto natychmiast reanimację, ale niestety było za późno. Wszczęto więc… dochodzenie w sprawie zabójstwa, ale nie dotyczyło ono aborcji, bo ta była legalna. Zarzuty dotyczyły pozostawienia dziecka bez opieki. To tylko jeden z wielu przykładów aborcyjnego dramatu. Dlatego trzeba walczyć o każde, bez wyjątku, życie i nikomu nie wolno odbierać na nie szansy. W razie jakichkolwiek wątpliwości polecam lekturę historii ludzi wyrwanych aborcji. Ukazywały się one także na łamach Niedzieli, która jako pismo katolickie zawsze broniła życia. Dlatego i tym razem nie możemy milczeć.Uroczystość Wszystkich Świętych i kolejne dni listopada są znakiem naszej więzi z tymi, którzy przeszli już do wieczności. Przypomnieniem prawdy o świętych obcowaniu, czyli zjednoczeniu w wierze z tymi, którzy już zjednoczyli się z Chrystusem w niebie. W tych dniach Kościół jakby uchylał drzwi ku wieczności, dając też okazję do refleksji nad przemijaniem i nieuniknioną śmiercią.
O niej, ale nie tylko o niej, traktuje rozmowa z prof. Eugeniuszem Sakowiczem, znanym z naszych łamów, który zdecydował się właśnie w Niedzieli opowiedzieć o swoim doświadczeniu śmierci klinicznej. O spokoju, jakiego doświadczył, balansując na granicy życia i śmierci, oraz o strachu, który pojawił się dopiero wtedy, gdy został uratowany. Profesor dzieli się swoim przeżyciem szczerze, bez sensacji, z mądrością człowieka, który wie więcej niż większość z nas. Umierał, gdy ratownicy medyczni przystąpili do reanimacji. „Nie było tunelu, światła, unoszenia się nad własnym ciałem ani spotkania z kimkolwiek” – wyznaje prof. Sakowicz. I dodaje: „To był głęboki sen. Dlatego mówię bardzo wyraźnie: byłem na granicy życia i śmierci, ale nie «po tamtej stronie». (…) Śmierć kliniczna wymaga szacunku, powagi, zastanowienia” (s. 18-19). Profesor, wybitny teolog, postanowił więc przygotować publikację pt. Śmierć kliniczna i inne studia…, w której znajdziemy odpowiedzi na wiele trudnych pytań, z różnych perspektyw – zarówno medycznej, jak i teologicznej. To bardzo cenna opowieść o zjawisku, które rozpala wyobraźnię ludzi nie tylko w początkach listopada (s. 16-17).
Życie wymaga poważnego traktowania zarówno u bezbronnych początków, jak i gdy zmierza ku nieuchronnemu końcowi. W obu przypadkach to niekończąca się batalia.

Nie całkiem umarły…
Co dzieje się z człowiekiem, gdy zatrzymuje się jego serce, a personel medyczny walczy z czasem? Czy ludzie, którzy doświadczyli śmierci klinicznej, wiedzą, jak wygląda życie po życiu?
Adrenalina rozchodzi się po ciele lekarza, tętno przyśpiesza, rośnie napięcie mięśni. Personel medyczny jednak nie może pozwolić sobie na poddanie się emocjom. Musi pamiętać o kolejności czynności i podejmować decyzje w ciągu sekund – tak wygląda zatrzymanie krążenia z perspektywy lekarza. „W reanimacji nie ma miejsca na zawahanie. Nie ma miejsca na emocje. Przynajmniej w teorii. W praktyce – zawsze są” – pisze kardiolog dr Piotr Fic w książce Śmierć kliniczna i inne studia…, w której autorzy przyglądają się z różnych perspektyw stanowi, w którym człowiek zostaje zawieszony między życiem a śmiercią. Podczas uciskania klatki piersiowej można poczuć pod palcami chrupnięcie łamanych żeber. Mimo to lekarz nie przerywa czynności, bo najważniejsze jest utrzymanie przepływu krwi do mózgu. Tak rozpoczyna się opowieść o zjawisku, które rozpala wyobraźnię każdego – śmierci klinicznej. Czy jest ona bramą do tamtego świata? Czy dowodzi istnienia nieśmiertelnej duszy?

Na granicy życia i śmierci
Umierał, gdy ratownicy medyczni przystąpili do reanimacji. W tym czasie nie widział ani tunelu, ani światła. Profesor Eugeniusz Sakowicz opowiada o śmierci klinicznej, spokoju na granicy życia i śmierci oraz o strachu, który pojawił się dopiero wtedy, gdy został uratowany.

Ireneusz Korpyś: Kilku lekarzy powiedziało Panu później: „Pan był zmarły”. Co właściwie wydarzyło się tamtego dnia?

Prof. Eugeniusz Sakowicz: Te słowa rzeczywiście mną wstrząsnęły. Jak to możliwe, że byłem zmarły i jestem? Oczywiście jest w tym pewien skrót. Doświadczyłem śmierci klinicznej – zatrzymania pracy serca i układu krążenia. Reanimacja trwała ok. 25 minut. W tym czasie serce podejmowało pracę i ponownie się zatrzymywało. Gdyby zatrzymało się na 10 minut bez przerwy, dzisiaj byśmy nie rozmawiali.

Dwa dni wcześniej przeszedłem rozległy zawał serca. Byłem na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej. W nocy praktycznie nie spałem, z ogromnym wysiłkiem łapałem powietrze. Rano wreszcie bardzo głęboko zasnąłem. Obudziłem się i zobaczyłem pochylonego nade mną pielęgniarza uciskającego moją klatkę piersiową. Dopiero po chwili zrozumiałem, że właśnie kończy się reanimacja.

Aborcja na biurku prezydenta
Sejm uchwalił dwie ustawy, które zezwalają na zabijanie dzieci nienarodzonych. Jeśli Senat nie zgłosi żadnych poprawek, to projekty trafią na biurko prezydenta Karola Nawrockiego, który obiecywał weto w takich sytuacjach.

W lutym 2019 r. w Gryficach w 22. tygodniu życia płodowego rodzi się maleńka dziewczynka. Walka o jej życie trwała 16 tygodni, po których Lilianka opuszcza szpital w dobrym stanie. Lekarze określają ten przypadek jako wręcz cudowny, ponieważ na tak wczesnym etapie szanse na przeżycie są marginalne. Historia uratowanego wcześniaka bardzo mocno kontrastuje z tragedią w warszawskim Szpitalu Świętej Rodziny z 2016 r. Wówczas lekarze zamiast „cudu” dokonali aborcji na dziecku w 24. tygodniu ciąży. Dziecko miało zespół Downa. Przeżyło, płakało przez kilkadziesiąt minut, ale nikt go nie ratował, nikt mu nie pomagał i ostatecznie w cierpieniach umarło.

Co nam daje modlitwa za zmarłych?
Kościół od początku czci zmarłych, o czym świadczy pamięć o grobach pierwszych męczenników, nad którymi wznoszą się okazałe bazyliki (m.in. w Rzymie). Świadectwem pozostają też katakumby i inne miejsca, gdzie grzebano ciała współbraci w Chrystusie. Od początku groby pierwszych chrześcijan stawały się miejscem modlitwy za zmarłych. Świadczą o tym zapiski starożytnych autorów, w tym Ojców Kościoła, które stały się dokumentem potwierdzającym, że modlitwa za zmarłych była praktyką od początku chrześcijaństwa. Wynikała ona z przekonania, że ci, którzy odeszli, potrzebują wsparcia w oczyszczeniu się, aby stać się gotowymi stanąć twarzą w twarz z Bogiem.

O czym dyskutowali pierwsi chrześcijanie?
Motto wielkiego teologa św. Anzelma z Canterbury: Fides quaerens intellectum – Wiara poszukująca zrozumienia – powtórzone po wielu wiekach w encyklice Jana Pawła II Fides et ratio (Wiara i rozum), to właściwie charakterystyka myśli chrześcijańskiej od jej zarania.

Już św. Paweł Apostoł w swoich listach nauczał o nowym stworzeniu, o człowieku wiary odrodzonym w sercu i umyśle. Tłumacząc nauczanie samego Jezusa, Apostoł Narodów budował teologię ciała ludzkiego. Nie były to, oczywiście, początki nowożytnego humanizmu, w którym człowieka rozumiano jako główny punkt odniesienia oraz centrum całego stworzonego świata, ale to raczej wizja człowieka zintegrowanego duchowo, emocjonalnie i fizycznie, którego rozumne życie jest jednocześnie podporządkowane zmysłowi wiary. Na progu naszej ery, u schyłku epoki antycznej, było to absolutne novum. Na tle z jednej strony gloryfikacji ciała ludzkiego, z drugiej zaś – jego pogardy, kiedy bez oporów sankcjonowano urzędowo niewolnictwo czy dostępność szerokiego ogółu do igrzysk z udziałem gladiatorów i dzikich zwierząt, nauczanie o ciele ludzkim jako świątyni Ducha Świętego brzmiało dla wielu zbyt radykalnie.

7 grzechów głównych
Nieumiarkowanie. Głód, którego nie da się nakarmić
Kiedyś człowiek, który chciał schudnąć, musiał mniej jeść. Potem przyszły diety, aplikacje i opaski. A teraz mamy Ozempic i jego farmakologicznych krewnych.

Otyłość jest chorobą. Dobrze, że medycyna umie ją leczyć. Ale warto zauważyć, że stworzyliśmy cywilizację, która najpierw wydaje miliardy, żeby wzmóc apetyt, a potem kolejne miliardy, żeby ten apetyt wyłączyć. To dopiero interes.

„Jeszcze” cywilizacja
Pół miasta świeci billboardami z hamburgerem, pizzą i colą, a nasz telefon już wie, że jesteśmy głodni, kiedy nasz żołądek jeszcze niczego nie podejrzewa i bombarduje nas promocjami i smakowitymi memami. Dostawca przywiezie kolację nawet wtedy, gdy rodzina sprawdza swemu bliskiemu puls i pali gromnicę. A kiedy waga zaprotestuje, rynek uspokoi: na to też mamy produkt.
Człowiek osiągnął coś, czego chyba nie przewidział nawet mistrz Lem. Skonstruował urządzenia wykonujące za niego pracę, a potem kupił bieżnię, by chodzić donikąd i spalać kalorie zdobyte podczas siedzenia.

Łaska nie płynie światłowodem
O mediach, Kościele i cyfrowej rewolucji z o. Krzysztofem Ołdakowskim, jezuitą, rozmawia ks. Paweł Gabara.

Ks. Paweł Gabara: Przez wiele lat pracował Ojciec w Polskim Radiu i w Telewizji Polskiej, a także w mediach watykańskich. Z tej perspektywy chciałbym zapytać: dlaczego Kościół potrzebuje dziś mediów?

O. Krzysztof Ołdakowski SJ: Media są jednym z narzędzi głoszenia Ewangelii i pozwalają docierać z Dobrą Nowiną do ludzi na całym świecie. Problem polega nie na tym, czy Kościół powinien posiadać własne media, ale na tym, w jaki sposób z nich korzysta. Sama obecność w przestrzeni medialnej nie wystarczy. Równie ważna jak treść jest forma przekazu, aby była zgodna z naturą konkretnych mediów – chodzi o to, żeby mówić o Bogu i wierze językiem telewizji, radia oraz nowoczesnej prasy.

Tydzień w Kościele
SPOTKANIE
Konferencja KEP

Relacja z watykańskiego spotkania przewodniczących episkopatów z okazji 10-lecia publikacji adhortacji Amoris laetitiato jeden z tematów 406. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, które miało miejsce w dniach 22-24 października br. w Zakopanem. Polscy biskupi przypomnieli, że „sakramentalne małżeństwo i rodzina są jedną z dróg osiągnięcia szczęścia i świętości. Pozostają też filarem i nadzieją Kościoła oraz społeczeństwa”. Wskazali, że wsparcia „potrzebują ludzie młodzi, aby odważnie odpowiadali na powołanie do miłości i podejmowali decyzję o zawarciu sakramentalnego małżeństwa” – czytamy w komunikacie po konferencji. Biskupi sprzeciwili się przegłosowanym przez Sejm zmianom osłabiającym prawną ochronę życia dzieci nienarodzonych i zaapelowali „o poszanowanie życia każdego dziecka, także nienarodzonego, które jest podmiotem prawa, oraz o zapewnienie kobietom w trudnej sytuacji życiowej i ich rodzinom (…) pomocy”. Biskupi dyskutowali też o tragicznych wydarzeniach w polskich szkołach. Podkreślili w komunikacie, że niezbędna jest „refleksja nad miejscem wartości moralnych i religijnych w wychowaniu”. Napisali: „Ważną przestrzenią kształtowania tych wartości są lekcje religii i etyki, które mają duży potencjał w rozwijaniu postaw szacunku, odpowiedzialności i wrażliwości na drugiego człowieka”. KEP zaakceptował też znowelizowaną wersję statutu Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele Katolickim w Polsce. Na przewodniczącego komisji został powołany historyk, prof. dr hab. Piotr Franaszek. Różne instytucje zgłosiły do projektu szereg uwag. Kościół je uwzględnił. Teraz wszystko jest w rękach władz państwowych.

Miłość, która wymyśliła człowieka
Dramat człowieka polega nie na tym, że ma ciało, ale na tym, że potrafi przestać dostrzegać osobę, której to ciało jest wyrazem.
Nie jest dobrze” – to hasło w Biblii pada przed grzechem. Bóg patrzy na Adama i stwierdza: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam”. Osobliwa rzecz: można mieszkać w raju, mieć do dyspozycji całe stworzenie, a jednak doświadczać braku. Bóg stworzył człowieka tak, że nawet raj nie wystarcza mu bez drugiego człowieka. Do tego pytania powrócono w Sosnowcu podczas VIII Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji „Ciało do kochania”. W gruncie rzeczy chodziło jednak o coś bardziej podstawowego: dlaczego człowiek potrzebuje miłości i skąd w ogóle bierze się nasza zdolność kochania?
Wykład inaugurujący „Małżeństwo w epoce postsekularnej” kard. Willem Jacobus Eijk rozpoczął od liczb. W jego rodzinnej Holandii w 1970 r. zawarto ponad 123 tys. małżeństw, w 2025 r. – niewiele ponad 70 tys. Statystyka ta odsłania głębszy problem: przemianę samego rozumienia miłości. W kulturze, która uczucie myli z trwałym oddaniem, a wolność – z nieograniczonym wyborem, wierność zaczyna uchodzić za ograniczenie. Tymczasem, jak przekonywał arcybiskup Utrechtu, to właśnie w całkowitym darze z siebie wolność może osiągnąć swoją najdojrzalszą postać. Zakochanie, choć potrafi rozpocząć piękną historię, nie wystarczy, żeby ją udźwignąć. Miłość małżeńska – powiedział kardynał – pozostaje „wzajemnym, całkowitym darem” również wtedy, kiedy mija pierwsze zauroczenie, przychodzą choroba, zmęczenie i rozczarowania. Właśnie wówczas okazuje się, czy drugiego człowieka kochamy jako osobę, czy raczej jako źródło własnego zadowolenia. Człowiek nie jest przecież produktem, którego wartość kończy się wraz z utratą atrakcyjności.

Obowiązek świętowania?
Uczestnicząc w Eucharystii, czynimy to, co polecił nam czynić Jezus na Jego pamiątkę. Ale czy nie zniekształcimy jej sensu, gdy uczestniczymy w niej ze zwykłego obowiązku?
Czy można kogoś zmusić do świętowania? Odpowiedź na to pytanie zawiera się w tym, jak traktujemy naszą relację z Bogiem.

Relacja wiary
Jak wygląda moja relacja z Bogiem? Jeśli jest ona oparta na doświadczeniu bycia bezwarunkowo umiłowanym przez Boga, to budowanie tej relacji nie będzie dla człowieka obowiązkiem czy przymusem. Jeśli natomiast lękam się Boga, bo mam fałszywy Jego obraz (np. jako policjanta, który czyha na moje potknięcia, aby zaraz mnie za nie ukarać), to wszystko, czego ode mnie wymaga, będzie nie tylko trudem, ale i narzuconym obowiązkiem. Rozumienie świętowania zależy zatem od jakości mojej relacji wiary, a ta – od mojego obrazu Boga.

Obowiązek miłości
Dlaczego dobrowolne opuszczenie Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym? Bo to odrzucenie zaproszenia od samego Boga. Jakże nas zasmuca, gdy ktoś przez nas zaproszony lekceważy nas i nie przychodzi z byle powodu. Wynajduje racje, które mogą być zasłoną dymną jego lenistwa czy pychy. Mamy do dyspozycji tygodniowo 168 godzin, a nie stać nas na poświęcenie jednej godziny na spotkanie z Chrystusem, by przez udział w Jego zbawczej Ofierze oddać cześć Trójcy Świętej? By podziękować za otrzymane dobro, którego doświadczyliśmy w minionym tygodniu, oraz prosić o wsparcie w nowym, który się rozpoczyna? Taki jest normalny stan rzeczy. Ale mogą się zdarzyć wyjątki.

Czytamy Leona XIV

Życie należy chronić z największą troską od samego poczęcia, a aborcja i dzieciobójstwo powinny być stanowczo odrzucone.
Przekazując i wychowując życie ludzkie, którego nigdy nie wolno odrzucać, małżonkowie stają się „współpracownikami miłości Boga Stwórcy i jak gdyby jej interpretatorami” (Gaudium et spes, 50). Wezwani do podjęcia tej ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności małżonkowie są zobowiązani do kierowania się właściwym osądem, dążąc do dobra swojego i swoich dzieci, zarówno tych już urodzonych, jak i oczekiwanych w przyszłości. Taki osąd, który ostatecznie sami małżonkowie muszą sobie wyrobić w obliczu Boga, wymaga, aby ich sumienie było zgodne z prawem Bożym, interpretowanym przez Nauczycielski Urząd Kościoła w świetle Ewangelii.
Docenienie miłosnej wspólnoty i płodności prokreacyjnej w małżeństwie prowadzi sobór do wykluczenia możliwości zaistnienia „rzeczywistej sprzeczności pomiędzy Boskimi prawami przekazywania życia a pielęgnowaniem prawdziwej miłości małżeńskiej” (GS, 51). Sobór stwierdza natomiast, że „tam, gdzie chodzi o harmonijne łączenie miłości małżeńskiej z odpowiedzialnym przekazywaniem życia”, należy zachować „sens wzajemnego obdarowania i prokreacji ludzkiej w kontekście prawdziwej miłości” (tamże). Wynika stąd zarówno to, że „życie należy chronić z największą troską od samego poczęcia”, a „aborcja i dzieciobójstwo” powinny być stanowczo odrzucone. (…)

Elementarz biblijny
Cztery Istoty żyjące

Cztery Istoty żyjące (w starszych przekładach: Zwierzęta) są wspominane w Apokalipsie św. Jana Apostoła w kilku miejscach. Pierwszy raz wymienia je fragment 4, 6-11. To wizja tronu Boga. Owe Istoty znajdują się pośrodku i dookoła niego. Mają oczy z tyłu, z przodu oraz po sześć skrzydeł. Przypominają kolejno lwa, cielca, człowieka i orła. Oddają chwałę, cześć i dziękczynienie Bogu. Posiadają dar życia. Są stworzeniami, ale mają duchowy charakter. Wielość ich oczu wskazuje na głębię ich wiedzy oraz czujność. Skrzydła mówią o ich komunikacji między światem Boga i światem ludzi. Wskazane podobieństwa podkreślają ich szczególne cechy: odwagę, siłę, inteligencję i szlachetność.

Patron tygodnia
Biskup przełomu

Należał do najważniejszych realizatorów reformy soboru trydenckiego. Swoim życiem dawał przykład mądrego i odpowiedzialnego pasterza.

Święty Karol Boromeusz urodził się w Aronie nad jeziorem Maggiore, w zamożnej i wpływowej rodzinie. Jako młodszy syn był – zgodnie z obyczajem epoki – przeznaczony do kariery kościelnej. Jego matka, Małgorzata de Medici, była siostrą przyszłego papieża Piusa IV, co otworzyło Karolowi drogę do najwyższych urzędów.
Jako kardynał mógł korzystać z przysługujących mu przywilejów. On jednak wybrał drogę poświęcenia i służby wiernym. Ograniczył dworski przepych, wiele czasu poświęcał na modlitwę i podejmował praktyki umartwiania. Realizację reformy Kościoła rozpoczął od zmiany własnego życia.

Ochrzczono mnie bez mojej woli
Odwieczne dążenie człowieka do totalnej wolności sprawia, że buntujemy się przeciwko wszelkim oznakom jej ograniczania. Będąc wśród młodych dorastających, łykających pasjami wszystko, co niesie świat, nieraz byłem świadkiem objawów buntu: „Jakim prawem rodzice zdecydowali o moim chrzcie, pozbawiając mnie szansy wyboru życiowej drogi?!”.
Nie pomyślał młody gniewny, kiedy się buntował przeciwko włączeniu go przez chrzest w niemowlęctwie do Kościoła Świętego, że kochający i odpowiedzialni rodzice tym samym zapewnili dziecku polisę na osiągnięcie Celu życia.
Polisa ta nie zmusza do niczego, lecz jest szansą, bo wskazuje Drogę. Z donacji można skorzystać lub pozostawić tylko wspomnienie o niej w zasobach rodzinnych pamiątek. Polisa jest drogowskazem, szczególnie dla tych, którzy w dorosłym życiu zachwycają się jedynie samą podróżą (jej urokami i emocjami z tym związanymi), a nie jej celem. Cóż warta jest droga, na której końcu brakuje Kościoła Świętego? Wprawdzie Kościół nie zbawia, ale w nim jest Chrystus-Zbawiciel!

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

Święty patron Pełczyc
Autentycznie żyć wiarą, nigdy się jej nie zaprzeć, nigdy się jej nie wstydzić, wyznawać ją i dzielić się nią z innymi, to zadanie, które daje nam św. Franciszek – powiedział ks. kan. Maciej Szmuc.
Szczególnym miejscem kultu św. Franciszka w naszej archidiecezji jest Kościół Narodzenia NMP w Pełczycach. Tu znajdują się relikwie Biedaczyny z Asyżu, gdyż patronuje on miastu i gminie Pełczyce.
Z okazji 800. rocznicy narodzin dla nieba św. Franciszka, w Pełczycach odbyły się uroczystości jubileuszowe. Przewodniczył im oraz homilię wygłosił dyrektor Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej ks. kan. Maciej Szmuc. Do modlitwy włączyli się proboszcz Pełczyc ks. Sebastian Kubiński, ks. Przemysław Ciupak, a także licznie zgromadzeni parafianie na czele w przedstawicielami władz samorządowych, oraz pielgrzymi, czciciele św. Franciszka.

Akademicy „w Sercu” Szczecina
W sposób szczególny towarzyszy nam dziś modlitwa o Boże błogosławieństwo dla całego środowiska naukowego, akademickiego w naszym mieście. Prosimy o to pokornie, świadomi tego, że Bóg za nas niczego nie wykona, ale jednocześnie nasza pracowitość i wytrwałość potrzebuje Bożej pomocy – powiedział podczas inauguracji roku akademickiego w Szczecinie abp Wiesław Śmigiel.

W Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa, przy którym od wielu lat działa i rozwija się Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego „W Sercu”, odprawiona została uroczysta Msza św. inaugurująca nowy rok akademicki w Szczecinie. Przewodniczył jej abp Wiesław Śmigiel w asyście bp. Henryka Wejmana, wikariusza generalnego Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej ks. Pawła Jasiny; dziekana Wydziału Teologicznego US ks. Grzegorza Wejmana, prof. US; rektora Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego w Szczecinie ks. dr. Zbigniewa Woźniaka; prefekta Wyższego Seminarium Duchownego Chrystusowców w Poznaniu ks. Michała Kłosa, oraz duszpasterzy akademickich ze zgromadzeń jezuickich i dominikańskich, a także kapłanów pełniących funkcje wykładowców na uczelniach Szczecina.
Zachodniopomorskie uczelnie reprezentowali ich rektorzy, prorektorzy, dziekani, prodziekani oraz pracownicy naukowi i administracyjni, m.in.: rektor Uniwersytetu Szczecińskiego prof. dr hab. Waldemar Tarczyński; rektor Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego prof. dr hab. inż. Arkadiusz Terman; rektor Politechniki Morskiej dr hab. inż. kpt. ż. w. Wojciech Ślączka, prof. PM; rektor Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie prof. dr hab. n. med. Leszek Domański. Uroczystość tradycyjnie uświetniła obecność uczelnianych pocztów sztandarowych, a przed Eucharystią odśpiewano hymn Gaude Mater Polonia. Przybyłych powitał opiekun ODA „w Sercu” ks. Mateusz Socha, przewodniczący archidiecezjalnej Konsulty Duszpasterstw Akademickich.

Modlitewny oręż
Mimo jesiennej szarugi do Sanktuarium Dzieci Fatimskich na os. Kasztanowym w Szczecinie zjechał tłum pielgrzymów. Przybyli, by z różańcem w dłoni dziękować Bogu za wstawiennictwem Pięknej Pani i świętych pastuszków z Fatimy za otrzymane łaski.

Październikowe spotkanie u stóp Matki Bożej Fatimskiej dopełnia czas nabożeństw różańcowych, odprawianych co miesiąc od maja, przebiegających w klimacie modlitewnych rozważań objawień Maryi w Fatimie sprzed 109 lat. O ich wymowie pisaliśmy już na łamach Niedzieli wielokrotnie. Tym razem chciałbym zwrócić uwagę na fenomen modlitwyróżańcowej, towarzyszącej tak ludziom osadzonym w realiach czasu objawień maryjnych, jak i współcześnie żyjącym. W sposób tak zwyczajny, za pośrednictwem niewiele mogących dzieci Matka Boża wyposaża ludzi w niezwykły duchowy oręż i zachęca, prosi, nalega, by z niego korzystać, by dzielić się nim w rodzinach, w społeczeństwie, na świecie.

Cała nadzieja w sądzie ostatecznym
Zło, jakiego się dopuszczają, jest wprost niewyobrażalne, a tu sprawiedliwość raczej ich nie dosięgnie. Pozostaje sąd ostateczny.
Dzięki Bogu, doczekamy się sądu ostatecznego. Bez niego sprawy wyglądałyby beznadziejnie, bo ostatnie słowo należałoby do zła. Ilu ludzi odeszło z tego świata, nie doczekawszy się sprawiedliwości. Żeby sięgnąć po grubsze przykłady. Na naszych oczach na Ukrainie każdego dnia giną nie tylko żołnierze, ale też cywile, a wśród nich dzieci. Czy Rosjanie, którzy rozpoczęli tę wojnę, zostaną sprawiedliwie ukarani? Tylko skrajny naiwniak może tak sądzić. Nie przypuszczam, by jakiś międzynarodowy trybunał miał wolę i siłę, by sięgnąć po tych, którzy rozpoczęli wojnę. Pozostaje więc sąd ostateczny. A nasi rodacy, pozabijani na Wołyniu w latach 40. ubiegłego wieku, czy doczekali się sprawiedliwości? W żadnym razie. Większość z nich nie ma nawet swojego grobu z wypisanym imieniem i nazwiskiem. A jeżeli zgody strony ukraińskiej na poszukiwania i ekshumacje będą nadal wydawane w homeopatycznych porcjach i w tak wolnym tempie jak do tej pory, to ostatnie ofiary doczekają się grobu w XXII wieku. W praktyce nigdy to nie nastąpi, co oczywiście nie znaczy, że tych działań należy zaprzestać. Pozostaje więc sąd ostateczny. Lista krzyczących do nieba niesprawiedliwości właściwie nie ma końca. Często wracam myślami do mieszkańców Taybeh, jedynej w całości chrześcijańskiej wioski na Zachodnim Brzegu, nieustannie nękanych przez swoich sąsiadów. Leży ona około 30 kilometrów od Jerozolimy. Nigdy tam nie byłem, ale mieszkańcy tej wsi są mi bliscy. Obawiam się jednak, że nasi bracia w wierze ostatecznie przegrają walkę o swoje domy i stracą ziemię, na której mieszkali od pokoleń, a napastników sprawiedliwość raczej nie dosięgnie. A twórcy niezliczonych wprost internetowych platform pornograficznych, którzy zatruli życie milionów ludzi? Wpędzili ich w nałogi i depresję, z których często nie wygrzebali się do końca życia. Zło, jakiego się dopuszczają, jest wprost niewyobrażalne, a tu sprawiedliwość raczej ich nie dosięgnie. Pozostaje sąd ostateczny.

Zebranie KEP – projekty i konkrety
Biskupi o duszpasterstwie rodzin, lekcjach religii i agresji w szkołach.

Kto poparł zabijanie dzieci?
Sejm przyjął dwie ustawy, które mają zwiększyć w Polsce skalę legalnego zabijania dzieci w fazie prenatalnej.

Prowokacja!
Lwowska Rada Obwodowa, władza samorządowa w obwodzie lwowskim, ogłosiła rok 2027 Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii, jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Ołeha Olżycza.

Władze uderzają w grekokatolików
Kolejna smutna wiadomość z Białorusi. Decyzją Sądu Okręgowego w Witebsku zlikwidowana została greckokatolicka parafia w Orszy.

Pierwsze na świecie sanktuarium męczenników z Pariacoto
Zginęli z rąk partyzantów spod znaku „Świetlistego Szlaku” 9 sierpnia 1991 roku.

Starcie dwóch wizji
Dwa oblicza Francji. Jedno widzimy w medialnych relacjach z ulic francuskich miast.

Jak dzisiejszemu światu głosić Dobrą Nowinę?
Na tytułowe pytanie próbuje odpowiedzieć watykańska Dykasteria Nauki Wiary w dokumencie zatytułowanym „Przyjdźcie do Mnie. Rozważania na temat przekazywania wiary w obliczu epokowych zmian”.

Lepiej się nie łudzić
Interesujące wieści nadeszły z Wielkiej Brytanii. Tamtejsi obserwatorzy życia społecznego zauważają wzrost zainteresowania młodych działaniami pro-life.

„Widziałam, że przybliżył się do Boga”. Pomoc duchowa umierającym
Ratownictwo medyczne jest ważne. Ratownictwo duchowe – jeszcze ważniejsze.

Razem w tym i w przyszłym życiu
Czy w wieczności z Bogiem spotkamy swoich bliskich zmarłych, za którymi teraz tęsknimy? Czy odnajdziemy tam tych, których kochaliśmy, a którzy za życia na ziemi oddalili się od Boga?

Od Boga zemsty do Boga przebaczenia. Rozmowa z biografem Romana Brandstaettera
O przypadkach Romana Brandstaettera mówi Jan Grzegorczyk, autor jego biografii.

Ciało do kochania. O czym rozmawiano podczas VIII Kongresu Nowej Ewangelizacji?
O ciele, seksualności, miłości i chrześcijańskiej wizji człowieka rozmawiali uczestnicy VIII Kongresu Nowej Ewangelizacji w Sosnowcu.

Sąd rzeczywiście najwyższy. Wiara w Sąd Ostateczny jest prawdą o nadziei
Prawda o sądzie po śmierci mówi o tym, że o nasze życie ktoś zapyta i nie będzie od tego pytania ucieczki. Istnieje ostateczna sprawiedliwość. Taką mamy nadzieję. Czy powinniśmy się także lękać?

Z Chojnic do Zamartego, do Maryi po powołanie
Co miesiąc nawet 200 osób pielgrzymuje pieszo z Chojnic do Zamartego. To chyba jedyna taka pielgrzymka w Polsce.

„Pieczętowanie wybranych” w dziele Albrechta Dürera
Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: „Nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy czoła sług Boga naszego”. (Ap 7,2-3)

Dzień Zaduszny i rozejm Boży
Do dziś nie ma wśród historyków zgodności, czy było to w roku 988, czy po 1030, ale jedno jest pewne: działo się to 2 listopada.

Przyjdzie czas
Nieważne, jak się odchodzi, ważne dokąd.Niedawno świat obiegło nagranie Mszy św. z kościoła w Guayaquil w Ekwadorze, podczas której na celebransa, o. Patricio Molinariego, spadł ze ściany wielki krucyfiks, zabijając go na miejscu. Wśród komentatorów wyróżniła się poseł Anna Żukowska, która na platformie X napisała: „Jeżeli Bóg istnieje, to co chciał przez to przekazać?”.

Co poszło nie tak?
Mamy piękne stadiony wypełnione kibicami, kluby mają stabilne podstawy finansowe, a wyniki są… zawstydzające.Oglądając występy polskich drużyn w europejskich rozgrywkach piłkarskich, trudno nie popaść w konfuzję. Są już piękne stadiony wypełnione po brzegi kibicami, kluby wreszcie mają stabilne podstawy finansowe, po naszych boiskach biegają piłkarze z przeszłością w najlepszych ligach, a wyniki są… zawstydzające. W dużo biedniejszych realiach Wisła, Legia czy Lech tanio nie sprzedawały skóry, dziś ich następcy dostają solidne lanie. Co poszło nie tak?

Zawiniona porażka. Jaką rangę ma życie dzieci w polskim Sejmie?
Zwycięstwo obozu rządzącego w dwóch sejmowych głosowaniach dotyczących aborcji powinno być ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy prawną ochronę życia dzieci nienarodzonych uważają za najważniejszą sprawę.

Prezesa Glapińskiego wyprowadzić! Jak rząd walczy z prezesem NBP
Czy koalicja rządowa zdecyduje się sparaliżować bank centralny?

Ziemia za ziemię. Cmentarz na Grzance – lekcja, której nikt nie odrobił
Ihor Łytwyn zginął pod Bachmutem w 2023 roku. Wałentyna Sawustianenko czekała prawie rok, aż test DNA potwierdzi, że ciało zwrócone przy wymianie to jej jedyny syn. Melania Kudria, też z Ukrainy, szukała swojego jedynego syna 38 lat. Trop zaprowadził ją do Makowa Mazowieckiego. Dzieli je 80 lat i strona, z której przyszedł najeźdźca.

Niespełnione sny powstają z mogił
Państwowy pogrzeb 49 ofiar terroru komunistycznego we Wrocławiu, z udziałem prezydenta RP, był wyjątkowy na skalę kraju. Dlaczego? Bo tu wszystko się zaczęło.

Żywe tarcze z Oleszek
– Rosjanie zrobili z mieszkańców Oleszek żywą tarczę, osłaniającą ich wojska w tym rejonie, dlatego nie wypuszczali ich z miasta i doprowadzili do katastrofy humanitarnej – mówi bp Stanisław Szyrokoradiuk z diecezji odesko- -symferopolskiej, na której terenie położona jest miejscowość.

Marian Szerszeń – pierwszy ksiądz od 47 lat
Wśród polskich kapłanów, którzy zostali ostatnio zmuszeni do zakończenia posługi na Białorusi, są pionierzy, którzy pracowali tam od lat 90. XX wieku. Ks. Marian Szerszeń głosił tam Ewangelię w czasach, gdy istniał jeszcze Związek Radziecki.

Drogi do Santiago
Skąd wziął się św. Jakub na Półwyspie Iberyjskim i co tam robił?

Golgota Wołynia
Opowieść o działalności Janusza Horoszkiewicza, którego misją stało się upamiętnianie Polaków wymordowanych na Wołyniu przez OUN-UPA w 1943 roku.

Mnich z Butiamy. Trwa proces beatyfikacyjny pierwszego prezydenta Tanzanii
– Ojciec każdy dzień rozpoczynał Mszą św. Kochał ludzi, a oni czuli, że jest jednym z nich – wspomina syn Juliusa Nyerere. Proces beatyfikacyjny pierwszego prezydenta Tanzanii wszedł właśnie w etap wysłuchiwania świadków.