1. Teksty Liturgiczne na Niedzielę
2. Co przeczytasz w tygodniku „Niedziela”
3. Co przeczytasz w „Gościu Niedzielnym”
Niedziela, 7 listopada 2026
XXXII niedziela zwykła
Czytanie pierwsze (Mdr 6,12-16)
Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą,
którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza
bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać. Kto dla niej
wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u
drzwi swoich. O niej rozmyślać to szczyt roztropności, a kto z jej
powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie: sama bowiem obchodzi i szuka
tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na drogach i popiera
wszystkie ich zamysły.
Psalm (Ps 63,2.3-4.5-6.7-8)
REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie dusza moja
Boże mój, Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.
Będę Cię wielbił przez całe me życie
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.
Gdy myślę o Tobie na moim posłaniu
i o Tobie rozważam w czasie nocnych czuwań.
Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie.
Czytanie drugie (1 Tes 4,13-18)
Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy
umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają
nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i
zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg
wyprowadzi wraz z Nim. To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my,
żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy
pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i
na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem
my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na
obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto
wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami.
Aklamacja (Mt 24,42a.44)
Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie,
Syn Człowieczy przyjdzie.
Ewangelia (Mt 25,1-13)
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo
niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje
lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było
nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie
wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również
oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem
wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie:
„Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”. Wtedy powstały
wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do
roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”.
Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć.
Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły
kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na
ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny,
prosząc: „Panie, panie, otwórz nam”. Lecz on odpowiedział:
„Zaprawdę powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie
znacie dnia ani godziny”.
Komentarz:
Podczas każdej Eucharystii, po słowach konsekracji, mówimy wyznanie o
Oblubienicy, który czeka na Oblubieńca.
Panie, przyjdź. Przyjdź, Panie Jezu Maranatha.
Coraz bardziej liturgia zaprasza nas do postawy czuwania. Słuchając
historii o pannach głupich i mądrych, patrzymy, że czas dobiega końca.
Od następnego rozdziału Ewangelii Świętego Mateusza, zaczyna się opis
Paschy Jezusa, Jego męki, śmierci i chwalebnego zmartwychwstania.
Zaraz po ostatniej wieczerzy Jezus zabierze uczniów do Ogrójca i zaprosi
uczniów do czuwania i do modlitwy, szczególnie Piotra, Jakuba i Jana.
Oto Oblubieniec idzie. Wyjdźcie mu na spotkanie. Wyjść na spotkanie
przygotowanym. Opatrzonym nie tylko w lampę, ale także w oliwę.
Oliwą jest Światło Ducha Świętego, moc Słowa Bożego.
To jest to uzbrojenie mocą z wysoka, żeby pośród ciemności mieć w
sobie światło Słowa. Żeby w świetle słowa umieć czytać swoje
życie, żeby być gotowym na przyjście Pana. Czuwajcie, bo nie znacie
dnia ani godziny.
ks. Wenancjusz Zmuda
Przy okazji 11 listopada sporo mówi się o historii, o bohaterach, którym zawdzięczamy niepodległość i życie w wolnym kraju. A co oznacza miłość ojczyzny w czasach, gdy nie trzeba jej udowadniać na barykadach z bronią w ręku, na zsyłkach i w kazamatach? Za co kochamy nasz kraj dzisiaj? Dlaczego, mimo że możemy mieszkać w zasadzie w każdym miejscu na świecie, wybieramy dom nad Wisłą?
Mała i wielka ojczyzna
Moja wdzięczność i miłość do ojczyzny wyrastają z doświadczenia ludzi, miejsc i więzi, które tworzą naszą tożsamość. Kocham Polskę za fenomen lokalnych społeczności. Za sprawą pracy naukowej i edukacyjnej docieram w różne zakątki kraju, co pozwala mi z bliska obserwować, jak niezwykłą przemianę przeszła Polska w ostatnich dekadach.
Ze szczególną radością przyjmuję zaproszenia z niedużych miejscowości – takich jak Grębocin, Miedziana Góra, Sokółka czy Tarczyn. Ilekroć jadę tam na dyktanda, warsztaty czy spotkania, patrzę z zachwytem na ludzi, którym chce się chcieć i którzy podejmują trud integrowania lokalnej społeczności. Jest ich naprawdę wielu.
Czy jest szansa na pojednanie?
Czego jest w nas więcej: obaw czy nadziei? Obaw, które wywołują rozlewające się wokoło nienawiść, skrajne emocje, eksplozje wrogości i pogardy? Czy nadziei, że wojna polsko-polska w obecnej odsłonie kiedyś się skończy, bo ostatecznie znajdziemy jakąś, choćby najcieńszą, nić porozumienia? Człowiek ma nadzieję, dopóki wierzy, że istnieje szansa na rozwiązanie problemu; traci ją w chwili zwątpienia i wtedy najczęściej przegrywa. Czy w obecnej sytuacji polityczno-społecznej można być wyłącznie pesymistą albo optymistą? I nie dostrzegać niczego pomiędzy? Mówi się, że optymista to człowiek, który patrzy nam w oczy, a pesymista to ten, który patrzy na nasze nogi. Optymista widzi w człowieku serce i rozum, a pesymista także nogi – symbol działania, bywa, że tylko ucieczki. Sztuką jest nie tylko umiejętność rozróżniania tych dwóch postaw, ale też uświadomienie sobie, że rzeczywistość tworzy ich mieszanka. Jeśli więc mamy w obecnej sytuacji dojść do porozumienia, to obie strony sporu muszą zrozumieć, że świat nie jest ulicą jednokierunkową – na zasadzie, że „teraz my!”. Trzeba na rzeczywistość spojrzeć realnie – czyli trochę jak pesymista, trochę jak optymista… Jak to w życiu.
A jakość tego życia budują relacje, umiejętność komunikowania się na wszystkich poziomach, na których się ono toczy – na płaszczyznach międzyosobowej, społecznej, politycznej itp. Do tego my, chrześcijanie, uważamy za wzorzec wszelkiej komunikacji ten, który ma miejsce na płaszczyźnie wiary, która pozwala na bycie w komunii z Bogiem. Komunikowanie oznacza dialog, a ten – wzajemność. Bez gotowości rozmowy nie zbudujemy narodowej zgody. Wiem, że taka postawa wymaga odwagi, dobrej woli i… pokory, bo zdolny do rozmowy jest tylko ten, kto zna swoje ograniczenia. Sztuką nie jest bowiem mieć rację, sztuką jest umieć ją mieć. Możemy mieć rację i zmiażdżyć nią drugiego, wykazując mu – np. politykowi przeciwnej opcji – że jest tak zakłamany, przewrotny i podły, iż w związku z tym powinien zostać natychmiast znokautowany. I co uzyskamy poza chwilową satysfakcją? Prawdę w oczy trzeba umieć powiedzieć z szacunkiem, w atmosferze przynajmniej minimalnej chrześcijańskiej miłości bliźniego, która obowiązuje także w polityce. I nie są to mrzonki czy pobożne życzenia księdza, który nie rozumie polityki. Niezaprzeczalnie i bezdyskusyjnie potrzebujemy dziś porozumienia. To jedyna droga do naprawienia relacji, do – daj Boże! – pojednania. Staliśmy się chorzy z zawiści, zamknęliśmy się we własnych światach i pozwoliliśmy, by sparaliżowały nas pogarda i nienawiść… Podzielona Polska potrzebuje szybkiego wyjścia z tego impasu, bo historialubi się powtarzać, a co mieliśmy w przeszłości, pamiętamy aż za dobrze. Najwyższy czas na opamiętanie!
Nie sądziliśmy, że wybrany przez nas temat numeru tak wstrzeli się w ostatnie wydarzenia. Z okazji Narodowego Święta Niepodległości pytamy (s. 10-13): co oznacza miłość ojczyzny w czasach, gdy nie trzeba jej udowadniać na barykadach z bronią w ręku? Za co kochamy nasz kraj dzisiaj? Obecnie nie jest to pytanie z oczywistą odpowiedzią. Dla jednych ta miłość to temat wyłącznie historyczny, interesuje ich tylko teraźniejszość, bo to, co było kiedyś, dziś nie ma najmniejszego znaczenia. Trzeba patrzeć tylko do przodu, najlepiej w niedaleką przyszłość, bo – mówią – bezsensem jest ciągłe oglądanie się za siebie. Inni natomiast są przekonani, że to, kim jesteśmy, wynika z doświadczeń dziejowych. Polska przeszłość religijna, narodowa i państwowa jest naszym wspólnym dziedzictwem, z którego wciąż na nowo musimy czerpać. Bycie świadomym własnego dziedzictwa i jego umiejętna kontynuacja – to fundament patriotycznej postawy. I to dziedzictwo trzeba ocalić i ponieść dalej. Niestety, to temat, który brutalnie dzieli dziś Polaków. Czy jest szansa na pojednanie, na dogadanie się w imię ocalenia Niepodległej? Co można zrobić, by zamiast obrzucać się wzajemnie oskarżeniami porozmawiać jak Polak z Polakiem? Jestem bardzo ciekawy Państwa opinii i sugestii. Czekamy na Państwa listy, może wspólnie stworzymy z nich „Dziedziniec dialogu” na łamach Niedzieli. Zapraszam do rozmowy, piszcie na adres: redakcja@niedziela.pl .
Uzdrowienie czy wyleczenie?
Gdzie szukać pomocy w chorobie? Jaka jest relacja między ręką Bożą a medycyną?
Biblijna księga Mądrość Syracha wskazuje na ich współdziałanie. Mówi więc tak (Syr 38, 1-4. 9. 12-14):
„Czcij lekarza czcią należną z powodu jego posług,
Kościół, który buduje dom
W Gdyni Małym Kacku Kościół ma bardzo konkretne twarze – aktora z niepełnosprawnością, człowieka wyciągniętego spod mostu, rodziny szukającej pomocy i świeckich budujących po pracy dom dla działalności, która już dawno wykroczyła poza mury świątyni.
Mały Kack to jedna z gdyńskich dzielnic. Właśnie tutaj, w Parafii Chrystusa Króla, wyrasta dziś gmach Katolickiego Centrum Kultury. Inicjatywa nie przyszła jednak z kurialnego gabinetu. Jej źródłem byli świeccy, w dużej części związani z Domowym Kościołem i Ruchem Światło-Życie, którzy najpierw chcieli po prostu tworzyć amatorski, ale dobry teatr. Z czasem jednak sztuka okazała się początkiem jeszcze większego dobra.
Wy macie misję, ja mam plac
– Kiedy pojawił się pomysł budowy, pomyślałam: „marzyć zawsze można” – śmieje się Anna Halasz, wiceprezes Stowarzyszenia Katolickie Centrum Kultury w Gdyni Małym Kacku. – Najbardziej przerażały mnie pieniądze. Skąd weźmiemy takie kwoty? Pierwszym impulsem do działania była własna scena. Grupa związana z parafią przygotowywała przedstawienia, ale za każdym razem trzeba było szukać sali, przewozić reflektory i nagłośnienie. Wtedy proboszcz ks. Zenon Pipka, wskazując niewykorzystany teren przy parafii, wypowiedział słowa: „Wy macie misję, a ja plac, trzeba czytać znaki”. Pomysł zaczął obrastać kolejnymi funkcjami. Skoro w środowisku silny był Domowy Kościół, pojawiła się idea domu rekolekcyjnego dla rodzin. Skoro powstawała scena – potrzebne były sale warsztatowe, studio nagrań i zaplecze dla artystów. Ale prawdziwy przełom nastąpił wtedy, kiedy po spektaklach ludzie zaczęli przychodzić nie tylko z gratulacjami. Przychodzili z problemami.
Nie ma kryzysu powołań?
Droga do powołania zaczyna się w domu, na lekcji religii i w parafii. Musimy młodych zainteresować pogłębianiem wiary. Rozmawiamy z ks. Sebastianem Stawierejem, duszpasterzem powołań Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej.
Wojciech Dudkiewicz: Liczba wstępujących do seminariów duchownych regularnie spada. Zwykło się mówić, że kryzys powołań to kryzys Kościoła. Co Ksiądz o tym sądzi?
Ks. Sebastian Stawierej, chrystusowiec: Liczba osób wstępujących do seminariów rzeczywiście wyraźnie spadła, może nawet kilkakrotnie, z czym wiąże się mniejsza liczba wyświęconych księży. To wszystko prawda, także ewentualna zależność kryzysu Kościoła od kryzysu powołań. Ale ja uważam, że kryzysu powołań nie ma! Powołanych jest mniej więcej tylu, ilu było. Nie mogę tego potwierdzić liczbami, nie ma takich wyliczeń, mogę natomiast mówić o moich – i nie tylko moich – obserwacjach. Wynika z nich wprost, że Pan Bóg daje tylu młodych kandydatów, ilu potrzeba.
Nie ma żadnej świętej wojny…
W 40. rocznicę Dnia Modlitwy o Pokój, zainicjowanej przez św. Jana Pawła II, z Asyżu znów poszedł w świat antywojenny apel.
Musimy wszędzie odbudowywać pokój, a nie przygotowywać kolejne wojny! Nigdy nie wolno prowadzić wojny w imię Boga! Nie ma żadnej świętej wojny – tylko pokój jest święty! Dlatego droga zapoczątkowana w Asyżu we wspólnym dążeniu do pokoju jest przede wszystkim drogą modlitwy”. Tak Leon XIV zwrócił się do uczestników spotkania „Pokój nieuzbrojony i rozbrajający”, które odbyło się w Asyżu 27 października.
Wideo z przesłaniem Leona XIV odtworzono na placu przed dolną Bazyliką św. Franciszka w Asyżu, papież bowiem nie mógł, z powodu przeprowadzonej niedawno operacji płuc, osobiście uczestniczyć w spotkaniu. Dzień kończący spotkanie „Pokój rozbrojony i rozbrajający”, które zostało zorganizowane przez Wspólnotę Sant’Egidio, rozpoczął się od dobrej, a tak długo wyczekiwanej wiadomości o zawieszeniu broni między Rosjanami a Ukraińcami. Umożliwiło ono wysłanie pomocy humanitarnej dla oblężonego od miesięcy ukraińskiego miasta Ołeszki oraz ewakuację jego mieszkańców pozostających w sytuacji krytycznej. O istnieniu tego miasta w obwodzie chersońskim nad Dnieprem, znajdującego się pod krzyżowym ostrzałem obu armii, do niedawna nie wiedział nikt. Rozejm humanitarny został osiągnięty dzięki dyskretnej dyplomacji Stolicy Apostolskiej, spotkaniom kard. Matteo Zuppiego w Kijowie i Moskwie oraz osobistemu zaangażowaniu papieża Leona XIV, który zadzwonił do Putina i Zełenskiego, aby wyrazić swoje zaniepokojenie dramatyczną sytuacją humanitarną w Ołeszkach.
7 grzechów głównych
Kraina Kaina: Zazdroszczę ci, więc musisz zginąć
Kain nie wypowiedział tych słów. Ale tak można streścić logikę jego czynu. Bóg przyjął ofiarę Abla, więc Kain patrzył na brata i widział już nie brata, tylko człowieka, który dostał coś, czego jemu odmówiono. Uznanie dla kogoś staje się osobistą krzywdą. Zamiast zapytać, co się dzieje w jego sercu, Kain chciał usunąć tego, komu się powiodło.
Czy dzieci powinny znać błędy młodości rodziców?
Pytanie to niesie za sobą także kolejne – czy taka szczerość pomaga dzieciom dojrzewać, czy przeciwnie – w jej efekcie odbieramy sobie autorytet?
Konstytucyjna noc prezydenta
Prezydent Karol Nawrocki jest zwycięzcą próby zamachu na Trybunał Konstytucyjny.
Inicjatorzy tej ponurej akcji zapewne zakładali, że prezydent w połowie podróży do Senegalu nie zdecyduje się zawrócić samolotu, by interweniować w kraju. A jednak to zrobił. Nie zawiódł go polityczny instynkt, bo po weekendzie mogło być już po herbacie. Prezydent zdecydował się na bezpośrednią konfrontację z Anną Korwin-Piotrowską czy Maciejem Berkiem, wybranymi przez Sejm na sędziów, ale niezaprzysiężonymi przez głowę państwa. Fetowany przez tłum pokazał, że nie uchyli się, gdy potrzebna jest jego obecność w starciu o demokratyczny charakter państwa i zachowanie ustroju republikańskiego. Przedzieranie się prezydenta przez powstrzymujących go fizycznie niedoszłych sędziów TK to szokujący obraz i kompromitacja Służby Ochrony Państwa – coś niewyobrażalnego w USA, we Francji, właściwie w żadnym kraju, który szanuje instytucje państwa. Funkcjonariusze SOP-u powinni udrożnić Karolowi Nawrockiemu przejście do budynku Trybunału. To nie podlega dyskusji! Incydent wymaga dochodzenia i powinien zakończyć się dymisjami w SOP-ie. Naruszanie nietykalności fizycznej prezydenta Polski ma zostać zgłoszone do prokuratury.
Czytamy Leona XIV
Bóg dostrzega dobro, którego my nie widzimy, zna historie, których my nie znamy, i dociera do serc, do których my nie mamy dostępu.
Kościół Katolicki zawsze dbał o to, by głoszeniu Ewangelii towarzyszyło zakładanie różnego rodzaju szkół, mających na celu pogłębianie ludzkiej, kulturowej i duchowej formacji mężczyzn i kobiet na pięciu kontynentach. Uniwersytety średniowieczne zrodziły się – jak wiemy – z serca Kościoła, wnosząc decydujący wkład w rozwój cywilizacji zachodniej. Jednocześnie postęp kultury i wiedzy stawia coraz to nowe i głębsze pytania, pobudzając wierzących do uzasadniania swojej wiary. Wreszcie, różne przejawy kultury – jako wyraz duchowego wymiaru człowieka – przyczyniają się do otwierania umysłów na odwieczne pytania o sens świata i ludzkiej egzystencji, przygotowując w ten sposób do przyjęcia Ewangelii Jezusa Chrystusa. (…)
Wiara może wcielać się w każdą kulturę, ponieważ nie utożsamia się w sposób szczególny z żadną z nich. Przenika je, kształtując je od wewnątrz na „wzór” Jezusa Chrystusa, tzn. przez miłość, służbę i synowskie uznanie ojcostwa Boga. W ten sposób Kościół dostrzega w różnych kulturach to, co dobre, piękne i prawdziwe, aby wcielać w życie i przekazywać orędzie Ewangelii. (…) Kościół wspiera rozwój kultury, ponieważ jest ona dobrem samym w sobie, służy człowiekowi i realizacji jego powołania na ziemi. (…)
Patron tygodnia
Mistrzyni przebaczenia
Bała się cierpienia, ale kiedy przyszła próba, została przy tych, za których była odpowiedzialna.
Alicja Kotowska dorastała w domu, w którym codziennie czytano Pismo Święte i wspólnie odmawiano Różaniec. To doświadczenie ukształtowało jej zaufanie do Chrystusa i poświęcenie dla innych. Realizowała je m.in. w czasie wojny polsko-bolszewickiej – jako sanitariuszka opatrywała rannych. Już wtedy wiara oznaczała dla niej służbę.
Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)
Osiem dekad wiernej służby
Dziękujemy Bogu za to, że w swojej dobroci daje ludziom możliwość czynienia innym dobra – powiedział bp Henryk Wejman podczas Mszy św. z okazji jubileuszu szczecińskiej wspólnoty służebniczek starowiejskich.
Po zawierusze wojennej na Pomorze Zachodnie zaczęli przybywać nowi mieszkańcy wraz ze swymi duszpasterzami. Do Szczecina przybył też chrystusowiec ks. Witold Stańczak. To właśnie on zabiegał, by do pomocy w duszpasterstwie przybyły Siostry Służebniczki NMP ze Starej Wsi. Pisał dwukrotnie w tej sprawie do matki generalnej, lecz decyzje były odmowne. Gdy witał transporty repatriantów na dworcu kolejowym w Szczecinie, zauważył, że w jednym z nich przybyła jedna siostra służebniczka, s. Edwarda Chomyszyn. Udostępnił więc siostrze mieszkanie przy Kościele Królowej Korony Polskiej w Parafii Świętej Rodziny w Szczecinie i wysłał list z prośbą o przysłanie kolejnej siostry, aby można było erygować dom zakonny. W tej sytuacji matka generalna, widząc działanie Bożej Opatrzności, skierowała do pracy w Szczecinie s. Hilarię Abramowicz. Obie siostry podjęły się posługi parafialnej i założyły ochronkę, przekształconą następnie w przedszkole. W latach stalinizmu przedszkole zostało odebrane siostrom przez władze państwowe. Przez lata siostry w Szczecinie prowadziły i prowadzą duszpasterstwo dzieci i młodzieży wychowując w wierze młode pokolenie Pomorzan.
Elitarne misterium
Z roku na rok każdy z nas staje się innym człowiekiem i to przenosi się na to, jak gramy – mówi Bartłomiej Przybył.
Mieszkańcy Polic-Jasienicy od 13 lat wystawiają Misterium Męki Pańskiej w ruinach średniowiecznego klasztoru. Teraz ich widowisko trafiło do Krajowego rejestru dobrych praktyk w ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego, elitarnej listy, na której jest tylko 18 pozycji z całej Polski; w woj. zachodniopomorskim trzy: jeszcze Trzebiatów i Żabnica.
Wyróżnienie z Ludźmierza
Jasienickie misterium dopisano do rejestru w czerwcu na wniosek Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Uroczyste wręczenie wyróżnienia odbyło się 16 października w Domu Podhalan w Ludźmierzu podczas gali, na której przyznano też medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Dyplom i złotą tablicę odebrała delegacja z proboszczem na czele. Razem z Jasienicą do rejestru trafiły m.in. Barbórka górników Cementowni Odra w Opolu i pielęgnowanie tradycji tatarskich w Studziance.
WOLIN
Pierniki dla Afryki
Z okazji Światowego Dnia Misyjnego mieszkańcy Wolina uczestniczyli w akcji charytatywnej „Pierniki dla Afryki” organizowanej przez Publiczną Szkołę Podstawową im. Bolesława Krzywoustego w Wolinie.
Koordynatorzy przedsięwzięcia Irena Wolińska i Dariusz Felisiak, nauczyciele wolińskiej podstawówki, angażują dzieci, młodzież oraz ich rodziców do upieczenia pierników, które następnie rozprowadzane są w wolińskich kościołach oraz w szkole podstawowej, a dochód przeznaczony jest na wsparcie polskich misjonarzy posługujących na krańcach świata. Przy okazji tej akcji w szkole przygotowane są prelekcje dotyczące pracy misyjnej dla uczniów oraz organizowane są konkursy misyjne. Środki zbierane podczas akcji przekazane są na Papieskie Dzieła Misyjne.
Emocji niestety nie brakuje
Emocje i niepokój są uzasadnione, bo sprawa jest poważna. Dlatego idąc za głosem biskupów, zachęcamy do modlitwy za naszą ojczyznę.
Emocji nie brakuje. Najpierw, w pierwszej połowie zeszłego tygodnia, media społecznościowe do czerwoności rozgrzała dyskusja wokół felietonu ks. Jerzego Szymika pt. „List do młodego księdza”. Chyba nie było dotąd w „Gościu” tekstu, który tak szeroko byłby komentowany. Ja nie jestem już młodym księdzem, ale też poczułem się adresatem „Listu…”. W każdym wieku warto sobie przypomnieć, że życie księdza ma być oparte na trzech filarach: Crux, Virgo, Hostia, czyli Krzyż Najświętsza Maryja Panna i Eucharystia. Albo żeby – to szczególnie ważne po sześćdziesiątce – wiernie wytrwać w powołaniu aż do końca, co w felietonie zostało wyrażone słowami Zbigniewa Herberta: „Bądź wierny, idź”. Kapitalnie odniósł się do sprawy w tym numerze „Gościa” Jan Maciejewski. Już sam tytuł jego felietonu budzi ekscytację: „Sutanna wysokiego napięcia” (s. 17). Wzruszyłem się po lekturze tego tekstu. W każdym księdzu istnieje napięcie między naturą i łaską. Jak ksiądz ma pogodzić w sobie słabą naturę z potężną łaską, która przez niego przechodzi?
Koniec rozejmu w Ołeszkach
Rosja odrzuciła możliwość przedłużenia rozejmu w położonym w pobliżu Chersonia mieście Ołeszki. Wstrzymanie rosyjskich ataków stało się możliwe dzięki inicjatywie amerykańskiej Pierwszej Damy Melanii Trump, za co podziękował jej Dmytro Łubinec, ukraiński Komisarz Parlamentarny ds. Praw Człowieka. Czterodniowy rozejm dał szansę na ucieczkę odciętym od świata od początku wojny mieszkańcom ukraińskiej miejscowości. Przed wojną Ołeszki zamieszkiwało 24 tysiące osób. Obecnie to zaledwie 2 tysiące, z których blisko 800 zdecydowało się skorzystać z możliwości ewakuacji. „Wróciliśmy z piekła” – tak opisują to, co dzieje się w mieście, w którym panował skrajny głód, brakowało wody, lekarstw, artykułów higienicznych i nie było prądu, a jedyna droga wylotowa została przez Rosjan zaminowana. Kreml bierze w tej wojnie cywili za zakładników.
Nowa kaplica dla katolików
W Kazachstanie katolicy stanowią mniejszość religijną, szacowaną na ok. 2 proc. ogółu ludności.
Liturgia to nie prywatna sprawa
Dykasteria ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów opublikowała podsumowanie rozmów z odbywającymi wizytę ad limina biskupami z Panamy. Warto na ten dokument zwrócić uwagę, ponieważ są w nim wnioski ważne nie tylko dla tego konkretnego lokalnego Kościoła. Zwrócono m.in. uwagę na niebezpieczeństwo psychologizacji spowiedzi, zaciemniające naturę tego sakramentu jako spotkania między penitentem a „Ojcem miłosierdzia”, oraz na instrumentalizm i „logikę komercyjną” otaczające sprawowanie sakramentu małżeństwa. I, co najważniejsze, wypunktowano nieprawidłowości dotyczące sprawowania Eucharystii (dodatkowe gesty, modlitwy i odpowiedzi) oraz spory wokół przyjmowania Komunii św. w postawie klęczącej i na rękę. Dykasteria podkreśliła, że „Eucharystia jest sakramentem jedności i nie może stać się przedmiotem sporów”. Warto, byśmy i w Polsce zrobili pod kątem tych zastrzeżeń rachunek sumienia. Na ile zarówno ci, którzy sprawują Eucharystię, sakrament pokuty oraz przewodniczą liturgii udzielenia sakramentu małżeństwa, jak i ci, którzy w tych liturgiach uczestniczą, mają świadomość, że nie uczestniczą w jakiejś prywatnej, choć pobożnej uroczystości; że nie są jej właścicielami. Liturgia należy do Kościoła i zawsze powinna być sprawowana zgodnie z jego wskazaniami i w jedności z nim. Osobista relacja z Bogiem jest istotna. Świadomość bycia Kościołem i w Kościele jest jednak też bardzo ważna.
Peregrynacja przynosi owoce
Bardzo dobre owoce duchowe przynosi peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej w parafiach Anglii i Walii.Bardzo dobre owoce duchowe przynosi peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej w parafiach Anglii i Walii. Przypominając najważniejsze wezwania objawień fatimskich, stała się zachętą do modlitwy, pokuty, nawrócenia. Najbardziej widocznym jej owocem jest wprowadzanie nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca w kolejnych parafialnych wspólnotach. Spowiedź, udział w Eucharystii, Różaniec i 15-minutowe rozważania zyskują w pobożności Brytyjczyków coraz większe uznanie. Wrastać zdaje się też kult maryjny, co widać choćby we wzrastającej liczbie pielgrzymów nawiedzających „angielski Nazaret”, czyli sanktuarium w Walsingham. Co ciekawe, podobne ożywienie dostrzec można również w niektórych wspólnotach anglikańskich. Jak widać, wiarę buduje powrót do podstaw, a nie łagodzenie wymagań.
Szukajcie innych nauczycieli
Coraz trudniej żyje się chrześcijanom w Ziemi Świętej. Coraz trudniej żyje się chrześcijanom w Ziemi Świętej. Władze Izraela rzuciły im pod nogi kolejną kłodę. Jak ujawnia o. Ibrahim Faltas, franciszkanin odpowiedzialny w Kustodii Ziemi Świętej za edukację, zażądano właśnie, by w szkołach chrześcijańskich nie zatrudniano nauczycieli pochodzących z Zachodniego Brzegu. „Powiedziano nam jasno: szukajcie innych nauczycieli, bo nie chcemy, aby ludzie z Zachodniego Brzegu przyjeżdżali do Jerozolimy” – mówi o. Faltas. Zmiany zapowiedziano już w marcu. Miały obowiązywać od września, czyli od nowego roku szkolnego, jednak po strajkach warunkowo zgodzono się na przedłużenie starych zasad do 31 grudnia.
Trybunał wzięty
Obóz władzy przekroczył czerwoną linię. To nie przesilenie, lecz eskalacja konfliktu.
Mieliśmy już stan wojenny, teraz mamy „stan wyższej konieczności konstytucyjnej”. Oba łączy to, że legitymizują łamanie prawa i używanie siły w imię jakiegoś wyższego dobra. I oba de facto zawieszają obowiązywanie Konstytucji RP. 30 października w asyście potężnych sił policyjnych grupa sędziów przejęła Trybunał Konstytucyjny i „zarządziła przerwę w czynnościach służbowych” prezesa i wiceprezesa TK, powołując się na art. 130 ustawy – prawo o ustroju sądów powszechnych. Ten przepis nie dotyczy sędziów Trybunału Konstytucyjnego, ale w „stanie wyższej konieczności” to detale. Premier i minister sprawiedliwości, którzy zdecydowali się na siłowe przejęcie Trybunału, przekroczyli czerwoną linię, przejmując poza wszelkimi procedurami inny organ konstytucyjny. By temu przeciwdziałać, prezydent zawrócił samolot lecący do Senegalu i – przełamując opór sędziów – wszedł do budynku TK. Sceny szarpaniny z udziałem Karola Nawrockiego obiegły świat. W związku z kryzysem prezydent zaprosił na konsultacje partie polityczne, a premier w telewizyjnym orędziu oskarżył prezydenta… o stosowanie przemocy i rozwiał nadzieje na jakikolwiek krok wstecz umożliwiający kompromis.
Umęczeni za obronę nauki o małżeństwie
Żyli w XVI wieku, ale ich świadectwo jest aktualne i dziś, gdy wiara bywa podważana, a na głoszących Ewangelię wywierana jest presja, by Dobrą Nowinę dostosować do ducha świata.
Świat krytycznie o przejęciu polskiego TK
Przejęcie w asyście policji Trybunału Konstytucyjnego nie tylko rozpaliło do czerwoności emocje w Polsce, ale również było szeroko komentowane w mediach na całym świecie.
„Chrześcijanie” przeciw chrześcijanom. Jak Rosjanie na Ukrainie prześladują wyznawców Chrystusa
Kościół prześladowany to nie tylko chrześcijanie w odległych stronach świata. Na ziemiach Ukrainy, zagarniętych przez rosyjskich agresorów, wyznawcy Chrystusa też cierpią za wiarę.
Tak Pakistan prześladuje chrześcijan. Rozmowa z ks. Bernardem Emmanuelem
O dramatycznej sytuacji chrześcijan w Pakistanie mówi ks. Bernard Emmanuel.
Co to znaczy „zachować się jak trzeba”? Rozmowa z kapelanem prezydenta RP
O wierności bohaterów, obronie wartości i większości, która jest obojętna, mówi kapelan prezydenta, ks. prof. Jarosław Wąsowicz SDB.
Biskup Andrzej Jeż nie tuszował pedofilii
Jej przypadki zgłosił organom ścigania. Zdaniem sądu nie uczynił tego niezwłocznie – i za to został ukarany.
300 w „poczekalni na ołtarze”. Poznaj polskich kandydatów do beatyfikacji
Co nam dziś mówią polscy kandydaci na ołtarze?
Nie tylko powrót do domu. Najważniejsze cele podróży Leona XIV do Ameryki Południowej
Papież wraca na kontynent, który go ukształtował. Trzy kraje, trzy odmienne konteksty.
Dziękuję ks. Szymikowi
O granicy między łaską a terapią, o modelu kapłaństwa mówi abp Andrzej Przybylski.
O. Kijas OFMconv: Śmierć została wydziedziczona. Nie ma dla niej miejsca w życiu współczesnym
– Żywimy czasem przekonanie, że jeśli zamknięty zostanie kościół czy klasztor, to przegra Bóg. To bzdura! – mówi o. prof. Zdzisław J. Kijas OFMConv.
Peru, czyli druga ojczyzna papieża
Według danych z 2024 roku 67 proc. Peruwiańczyków określa się jako katolicy, dekadę wcześniej było to 76 proc.
Urugwaj, czyli sekularyzacja
Urugwaj to najbardziej zsekularyzowany kraj kontynentu. Katolikami określa się tam jedna trzecia mieszkańców, ale w niedzielnej Mszy uczestniczy 7 proc. katolików. Ponad połowa mieszkańców nie deklaruje żadnej przynależności religijnej. Urugwaj należał do pierwszych krajów kontynentu, które zalegalizowały małżeństwa osób tej samej płci, aborcję i eutanazję. Ta radykalna świeckość wynika w dużej mierze z historii tego kraju, odmiennej niż innych państw Ameryki Łacińskiej. Ewangelizacja i stabilna organizacja Kościoła pojawiły się znacznie później. Władze Urugwaju na początku XIX wieku nie kryły się z przynależnością do masonerii i dokonały radykalnej sekularyzacji na wzór francuski. Stało się to bez krwawego prześladowania, jak to miało miejsce w Meksyku, ale było skuteczne. Usuwano krzyże z miejsc publicznych, zakazano nauczania religii w szkołach publicznych. Zlaicyzowano nawet święta religijne: do dziś Święto Objawienia (Trzech Króli) nazywa się Dniem Dziecka, Wielki Tydzień – Tygodniem Turystyki, a Boże Narodzenie – Dniem Rodziny. W Urugwaju brakowało księży, życie zakonne prawie nie istniało, nie było solidniejszej katechezy. Paradoksalnie sekularyzacja i ewangelizacja przebiegały równocześnie. Pod koniec XIX wieku państwo stawało się coraz bardziej świeckie, ale społeczeństwo coraz bardziej religijne. Do ewangelizacji przyczynił się pierwszy biskup urugwajski (w Montevideo), bł. Jacinto Vera. Dzisiejszy Urugwaj jest praktycznie terenem misyjnym. W całym kraju jest mniej niż czterystu księży. Istnieje jednak około osiemdziesięciu szkół katolickich, przeważnie małych, a także dwa duże uniwersytety katolickie: jeden prowadzony przez jezuitów, drugi przez Opus Dei. W jedynym w kraju seminarium jest szesnastu kleryków. W ostatnich latach zachodzi tam proces podobny do tego, który obserwuje się we Francji: rośnie liczba dorosłych przyjmujących chrzest oraz osób powracających do wiary w późniejszym wieku. Arcybiskup Montevideo kard. Daniel Sturla powtarza, że Kościół w Urugwaju jest „ubogi i wolny, mały i piękny”.
Po „Liście do młodego księdza”
Tekst ks. Jerzego Szymika wywołał szeroką dyskusję. Uczestniczyli w niej duchowni, młodsi i starsi, także abp Adrian Galbas, oraz wiele osób świeckich.
Argentyna, czyli ojczyzna Franciszka
Argentyna, choć sąsiaduje z Urugwajem, ma zupełnie inną kościelną specyfikę.
Liczba ochrzczonych katolików nadal przekracza tutaj 90 proc., ale z katolicyzmem dziś utożsamia się jedynie 57,7 proc. W ostatnich latach wzrosła liczba osób bezwyznaniowych, agnostyków i ateistów (22,4 proc.) oraz ewangelików (17,4 proc.). W latach 1980–2020, czyli do ostatniego dostępnego pomiaru, wzrosła liczba biskupów i parafii. Jednocześnie zmniejszyła się liczba osób przyjmujących sakramenty chrztu i małżeństwa. W Argentynie Leon XIV spotka się z pamięcią o Franciszku. Jorge Mario Bergoglio, urodzony i przez większość życia związany z Buenos Aires, nigdy nie odwiedził ojczyzny jako papież. Dla wielu Argentyńczyków pozostaje to zagadką, a dla części – raną. Byli dumni, że ich rodak został papieżem, i oczekiwali, że któregoś dnia wróci do domu. W 2015 roku Franciszek przyznał w wywiadzie, że nie udał się do Argentyny, bo nie chciał być wykorzystywany przez polityków. Jan Paweł II odwiedził ten kraj w 1982 roku podczas wojny o Falklandy (Malwiny), a następnie w 1987 roku.
Krew na sutannie papieża
Środa 15 listopada 1848 r. była przełomowym dniem w życiu Piusa IX.
Środa 15 listopada 1848 r. była przełomowym dniem w życiu Piusa IX. Kiedy 2,5 roku wcześniej kard. Giovanni Maria Mastai-Ferretti został wybrany na papieża, kanclerz Austrii von Metternich złapał się za głowę i jęknął: „Spodziewaliśmy się wszystkiego, ale nie liberalnego papieża”. Pod wpływem Wiosny Ludów zwierzchnik Kościoła gotów był na daleko posunięte reformy. Zgodził się na wprowadzenie konstytucji i przeprowadzenie wyborów parlamentarnych, a pierwszym świeckim premierem w historii Państwa Kościelnego mianował ekonomistę Pellegrina Rossiego – zwolennika zjednoczenia Włoch jako federacji.
Konstytucja a Kościół
Apel o dialog jest potrzebny. Ale dialog wymaga uczciwości, a pojednanie – uznania odpowiedzialności.
Sedno walki
Wsobotę obudziłem się, jak pewnie wielu Polaków, niewyspany i z dojmującym poczuciem déjà vu, jakby nam stan wojenny znowu wprowadzali: ta arogancja władzy, to łamanie prawa w panierce z bełkotu o przywracaniu praworządności, te obrazki z policją skierowaną do udziału w przestępstwie… Są też oczywiście różnice: przede wszystkim jest prezydent, który pokazał, co znaczy rola strażnika Konstytucji, są media weryfikujące oficjalny przekaz, no i nie ma sowieckiego patronatu nad tą „demokracją walczącą”. Jest wprawdzie patronat brukselski, ale to jednak nie to samo.
Wolne żarty
Żartować można ze wszystkiego, nawet obrażać uczucia innych, ale pod jednym warunkiem: że są to nie ci, którzy na żartach się nie znają.
Nie święto demokracji
Zamiast święta demokracji mamy niekiedy do czynienia z sytuacją przypominającą wojnę domową, a co najmniej stan, w którym zaczynają funkcjonować obok siebie dwa systemy prawne, dwie rzeczywistości, dwie prawdy.
Co dalej z sądownictwem? Sędzia Witkowski o możliwych scenariuszach
Obecny stan sądownictwa oraz próby jego reform ocenia sędzia Mariusz Witkowski.
Chcą stworzyć lek dla dzieci z „polską” mutacją. To może zmienić ich życie
My nie zbieramy na lek dla Felka. Zbieramy na lek, który trwale pomoże wszystkim dzieciom z mutacją PUS3. Zmieni ich życie i pozwoli na samodzielność.
Polacy Azji. Jak podobna historia i socialmedia połączyły nas z Koreańczykami
W zaskakujący sposób narodziła się na przełomie września i października przyjaźń polsko-koreańska. Koreańczycy i Polacy masowo wymieniali się w internecie komplementami i odkrywali podobieństwa swojej historii, a nawet kuchni.
Roy Peters. Jak nawrócił się autor jednego z najsłynniejszych rabunków w historii
Roy Peters zaplanował jeden z najsłynniejszych rabunków dzieł sztuki w powojennej Holandii. Po zatrzymaniu trafił do więzienia, zmagał się z uzależnieniem, a później zaczął układać sobie życie na nowo.
Kto leży w tajemniczym sarkofagu z Westminsteru? Zagadka rozwiązana po 150 latach
Choć ustalenia archeologów nie dają całkowitej pewności, jest to pierwsza spójna rekonstrukcja dziejów zagadkowego sarkofagu sprzed 1700 lat.
Czarnobyl: Ludzie ze stali
W wyniku radioaktywnego skażenia po katastrofie w elektrowni z rejonów Czarnobyla ewakuowano około 145 tysięcy ludzi.
Święty Augustyn
Jedna z najbardziej udanych ekranizacji biografii świętych.
Opowieść o Zbawicielu
Pierwsza ekranowa adaptacja Ewangelii św. Jana powstawała w tym samym czasie co „Pasja” Mela Gibsona.
Admont. Benedyktyński klasztor od tysiąca lat wyznacza rytm życia wśród alpejskich szczytów
Admont to niezwykłe miasteczko, które żyje rytmem nadawanym przez tysiącletni klasztor.


