Czytania

Niedziela, 28 czerwca 2026

XIII Niedziela Zwykła

Czytanie pierwsze (2 Krl 4,8-11.14-16a)
Pewnego dnia Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam kobieta bogata,
która zawsze nakłaniała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc
przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek. Powiedziała ona do
swego męża: Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten,
który ciągle do nas przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny,
obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę.
Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda. Gdy więc pewnego dnia Elizeusz
tam przyszedł, udał się do górnego pokoju i tamże położył się do
snu. Mówił dalej: Co więc można uczynić dla niej? Odpowiedział
Gechazi: Niestety, ona nie ma syna, a mąż jej jest stary. Rzekł więc:
Zawołaj ją! Zawołał ją i stanęła przed wejściem. I powiedział: O
tej porze za rok będziesz pieściła syna.

Psalm (Ps 89,2-3.16-19)
REFREN: Na wieki będę sławił łaski Pana

Na wieki będę śpiewał o łasce Pana,
moimi ustami będę głosił Twą wierność
przez wszystkie pokolenia.
Albowiem powiedziałeś:
„Na wieki ugruntowana jest łaska”,
utrwaliłeś swą wierność w niebiosach.

Błogosławiony lud, który umie się cieszyć
i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności.
Cieszą się zawsze Twym imieniem,
wywyższa ich Twoja sprawiedliwość.

Bo Ty jesteś blaskiem ich potęgi,
a przychylność Twoja dodaje nam mocy.
Bo do Pana należy nasza tarcza
a król nasz do świętego Izraela.

Czytanie drugie (Rz 6,3-4.8-11)
Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest
zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć?
Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim
pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus
powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Otóż, jeżeli umarliśmy razem z
Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że
Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim
nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że
żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu,
żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.

Aklamacja (Mt 10,40)
Kto przyjmuje apostoła, przyjmuje Chrystusa, a kto przyjmuje Chrystusa,
przyjmuje Ojca, który Go posłał.

Ewangelia (Mt 10,37-42)
Jezus powiedział do apostołów: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż
Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż
Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną,
nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto
straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie
przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto
przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje
sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto
poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego
że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.

Komentarz:

Tylko Bóg może żądać dla siebie miłości tak heroicznej,
przewyższającej miłość do matki i ojca, syna, córki.
Wymagania Jezusa są „nieludzkie”, gdyż są one
boskie. W ewangelicznej perspektywie każda strata przeradza się
w zysk, a kluczem ułatwiającym akceptację tej logiki
jest paradoks codziennego krzyża. Można wprawdzie iść za Jezusem bez
krzyża, ale wówczas trudno liczyć na twórczy udział
w misterium paschalnym – w zanurzeniu przez
chrzest w śmierci Chrystusa, po to, by wraz z Nim
wkroczyć w nowe życie.

O. Piotr Stasiński

Zanim uklękniesz w konfesjonale
Rozliczenie z grzechów czy sakrament uzdrowienia i pojednania? Spotkanie z bezwzględnym Sędzią czy z przebaczającą Miłością? O tym, jaki jest sens spowiedzi i co warto o niej wiedzieć, zanim się do niej przystąpi.

Nigdy nie poznajemy Boga lepiej, niż wtedy, kiedy On nam przebacza grzechy – napisał papież Franciszek w bulli Spes non confundit. Sakrament pokuty i pojednania jest zatem nieocenionym darem, dzięki któremu możemy nie tylko trwać przy Bogu mimo naszej ludzkiej grzeszności, ale także poznać Go tak, jak nie jest to możliwe nigdzie indziej. Oto kilka zamyśleń i uwag, które pomogą zarówno w głębszym zrozumieniu spowiedzi, jak i w bardziej adekwatnym jej przeżywaniu.

Przebaczenie przed skruchą
Na samym początku warto przypomnieć, że – jak zauważył w jednej z homilii papież Leon XIV – „przebaczenie uprzedza skruchę”. Stąd w naszym myśleniu o spowiedzi i przygotowaniu do niej należy pamiętać o tym, że pierwszy krok w stronę naszego pojednania został już zrobiony: postawił go Jezus. Ojcowie Kościoła, komentując w tym duchu Ewangelię o Bożym Narodzeniu, widzą w żłobie Pana symbol naszego ludzkiego grzechu: tak jak zwierzęta nieustannie wracają do paśnika, gdyż głodnieją, tak my, ludzie, wracamy nieraz do tych samych grzechów. W samym ich środku został jednak złożony Jezus – Zbawiciel. Dlatego muszę wiedzieć, że zanim w ogóle pomyślę, by zgrzeszyć, już czeka na mnie On, by mnie rozgrzeszyć. To nie jest tak zatem, że ja muszę się nawrócić, by otrzymać łaskę. Jest odwrotnie: łaska dana mi w samym środku mojego „nienawrócenia” umożliwia postawienie kroków w dobrą stronę i je uprzedza. Przebaczenie jest – jak uczył Franciszek – dla „wszystkich, wszystkich, wszystkich”, bez warunków wstępnych. Wystarczy podejść, a i to już jest łaską. Pierwsza zachęta dotycząca spowiedzi jest zatem następująca: podejdź do niej, cokolwiek by się w twoim życiu w przeszłości nie działo lub cokolwiek nie dzieje się w nim teraz. U Jezusa Miłosiernego jesteś zawsze, bezwarunkowo, mile widziany.

Lekarstwo na zło
Osobiste doświadczenia spowiedzi bywają różne. Wiele zależy od wieku, środowiska, w którym dorastaliśmy, od spowiedników, wreszcie od naszej wrażliwości… Niewątpliwie sporo w tej kwestii mają do zrobienia rodzice. Profesor Magdalena Wanot-Miśtura w najnowszym temacie numeru przyznaje: „Bardzo mi zawsze zależało, aby córki widziały mnie przystępującą do spowiedzi, (…) żeby poczuły wagę chwili, a w przyszłości również szły tą drogą” (s. 12).

Skąd spowiedź jako temat wiodący w numerze już wakacyjnym? A czemu nie? – można zripostować. Czy lato ma nieść wyłącznie lekką lekturę? Przecież wolny czas oznacza także możliwość podjęcia głębszej refleksji, zwolnienia, popatrzenia na siebie w szerszej perspektywie. I od razu przepraszam tych spośród Państwa, którzy są przekonani do spowiedzi, którzy doświadczają wielkiej mocy płynącej z tego sakramentu. Dziś zależy nam głównie na dotarciu do osób, które wzięły sobie do serca pojawiające się co jakiś czas medialne sensacje podważające istotę spowiedzi. Do ludzi, którzy pytają: po co rozliczać się z grzechów? Co zyskam na spowiedzi, jaki w niej sens?

Lepiej być irytującym niż nieistotnym
Nie żyje kard. Camillo Ruini. Wraz z jego śmiercią kończy się pewna epoka w historii Kościoła.
Kiedyś, gdy zarzucano Janowi Pawłowi II, że za dużo podróżuje i przez to zaniedbuje sprawy watykańskie, papież odpowiedział: „Mogę podróżować, bo w Watykanie jest kard. Ratzinger, a w Rzymie kard. Ruini”. Świadczy to najlepiej o tym, jak wielką rolę w pontyfikacie Jana Pawła II odegrał ten włoski purpurat, który przez kilkanaście lat, począwszy od 1991 r., był wikariuszem dla diecezji rzymskiej oraz przewodniczącym Konferencji Episkopatu Włoch (CEI). Był najbliższym współpracownikiem papieża i jedną z najbardziej wpływowych osobistości Kościoła we Włoszech.
Opowiadał mi kiedyś, że po raz pierwszy spotkał Jana Pawła II w 1984 r. Był wtedy jednym z wiceprzewodniczących komitetu przygotowującego kongres Kościoła włoskiego w Loreto, do którego papież przywiązywał wielką wagę. Został na kolacji i podczas długiej rozmowy z papieżem zdał sobie sprawę, że zna on dogłębnie sytuację włoską, a przede wszystkim zorientował się, iż podzielali przekonania na temat tego, czego potrzebowały wtedy Włochy i Kościół we Włoszech. W ciągu lat współpracy papież uznał, że to właśnie Ruiniemu powinien powierzyć najważniejsze urzędy w Kościele we Włoszech i w Rzymie.

Kult Boga czy obrazów?
Skoro Bóg sam ukazał się w postaci człowieka, to można tę postać przedstawić w obrazach lub rzeźbach. Nie dla wszystkich jednak jest to jasne.
Planujesz dłuższy pobyt za granicą, daleko od bliskich. Ale przecież sercem zawsze będziesz przy nich. Zabierasz ze sobą rodzinną fotkę, aby nie zanikła pamięć o tym, co im zawdzięczasz i co możesz im ofiarować. Oprawiona w ramkę jest prezentem od nich. Czy gdy wpatrujesz się w postacie na tym zdjęciu, oddajesz im cześć? Nie, zdjęcie jest po prostu czynnikiem materialnym, który pomaga podtrzymywać miłość do znajdujących się na nim osób.

Jezus podobny do Matki
W treści pierwszego przykazania jest wezwanie, aby nie czynić żadnej rzeźby czy obrazu „tego, co jest na niebie”, i nie oddawać im pokłonu. Na te słowa powołują się Świadkowie Jehowy, którzy zarzucają chrześcijanom, że są nieposłuszni Bogu, bo oddają kult obrazom. Słowo Boże zawsze jest aktualne w swojej zbawczej mocy, a dociera do człowieka w jego konkretnej rzeczywistości historycznej. My zaś, jak pisze św. Paweł Apostoł w Liście do Galatów, żyjemy w pełni czasów, która rozpoczęła się od Wcielenia Syna Bożego (Ga 4, 4), co stało się faktem. Bóg stał się człowiekiem w konkretnej rzeczywistości historycznej. Był spotykany, widziany, a nawet dotykany w konkrecie swojego człowieczeństwa. Miał określony wzrost, kolor włosów, oczu i zapewne był podobny fizycznie do swojej Matki.

Jak słuchać papieża?
Posłuszeństwo wobec papieskiego nauczania nie oznacza zawieszenia rozumu. Czym jest zatem nieomylność papieża i jaki należy mieć do niej stosunek?
Kiedy pojawia się temat autorytetu papieża, rozmowa szybko schodzi na dwa skrajne tory. Jedni sądzą, że katolik powinien przyjmować każde papieskie zdanie z takim samym stopniem zobowiązania, niezależnie od tego, czy chodzi o definicję dogmatyczną, homilię podczas porannej Mszy św. czy o wywiad udzielony dziennikarzom w samolocie. Inni reagują odwrotnie: uznają papieża za ważny symbol jedności, ale jego nauczanie traktują jak prywatną opinię teologa, którą można przyjąć lub odrzucić według własnego uznania. Obie postawy są uproszczeniem.

Schizma w Kościele?
Lefebryści – wbrew przestrogom Stolicy Apostolskiej – zdecydowali się w imię głoszonej „wyższej konieczności” dokonać 1 lipca święceń kolejnych biskupów. Taki akt bez zgody papieża oznacza w Kościele schizmę, czyli zerwanie jedności kościelnej.
Do pewnego stopnia z obowiązku byłem w marcu na filmie Arcybiskup Lefebvre – dlaczego? Pomijając wartość artystyczną filmu, która nie jest najwyższych lotów, ma on niewątpliwie jednoznaczne przesłanie, sformułowane już na początku. Arcybiskup Marcel Lefebvre, a teraz jego kontynuatorzy mieliby stanąć wobec „wyższej konieczności” rozbicia Kościoła w imię wierności Kościołowi. Moim zdaniem, film zmierzał do pokazania jedynie tego, że ta „wyższa konieczność” została już zdecydowana, o czym zresztą powiedziałem, zabierając głos po seansie. Odwołano się przy tym na samym początku filmu do kłamstwa, jakoby kard. Karol Wojtyła w okresie krakowskim, opierając się na takiej zasadzie, święcił księży dla Kościoła w Czechosłowacji, gdy nie można tam było tego czynić z powodów prześladowania Kościoła przez państwo czechosłowackie.

Obudził ducha wiary w zwycięstwo
„Jan Paweł II przypominał Ukraińcom o chrześcijańskich korzeniach”. Rozmowa z abp. Mieczysławem Mokrzyckim.

Grzegorz Polak: Księże Arcybiskupie, czy mimo wojny Ukraińcy pamiętają o wizycie Jana Pawła II na Ukrainie przed 25 laty?

Abp Mieczysław Mokrzycki: Od początku roku przygotowujemy się do obchodów 25. rocznicy pielgrzymki Jana Pawła II do Kijowa i Lwowa. Już 13 stycznia świętowaliśmy 35-lecie odnowienia struktur Kościoła łacińskiego na Ukrainie. To nas skłaniało do tego, żeby pamiętać także o pielgrzymce papieża do Lwowa. Powstał Komitet organizacyjny obchodów rocznicy wizyty Jana Pawła II w naszym mieście. W obchody włączyli się miasto, rada miejska, parlamentarzyści, władze wojewódzkie, działacze społeczni i religijni, a także – ku mojej wielkiej radości – lwowskie wyższe uczelnie. Odbyło się już kilka sympozjów poświęconych wizycie Jana Pawła II. Zaangażowały się Politechnika Lwowska, Uniwersytet Iwana Franka czy Uniwersytet Medyczny. Będą też kolejne sympozja, w trakcie których poruszone zostaną różne tematy z nauczania św. Jana Pawła II. Cieszę się z tego, bo widzę, że Ukrainie bardzo zależy na tym, by podnieść ducha narodu. Temu właśnie służyła wizyta Ojca Świętego, która zapisała się głęboko w sercach Ukraińców.

Krzyż przeszkadza w Berlinie
W Berlinie 16 czerwca doszło do interwencji niemieckiej policji wobec Polaków, którzy chcieli oddać hołd polskim ofiarom niemieckich zbrodni z okresu II wojny światowej. Brutalność tej interwencji wywołała burzę, nie tylko ona jednak bulwersuje.

Nie może być obywateli drugiej kategorii. Wyobrażam sobie, jak zdecydowana byłaby reakcja ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, gdyby w Niemczech zostali pobici działacze Koalicji Obywatelskiej przez aktywistów organizacji neonazistowskiej, a takich u naszych zachodnich sąsiadów nie brakuje. Tymczasem lidera Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza i jego współpracowników poturbowano w centrum Berlina, następnie przewieziono na komisariat berlińskiej policji, a ze strony rządu nikt za polskimi obywatelami się nie ujmuje! „Wsadzali mi palce do oczu, do nosa, dusili mnie, bili od razu. Pięściami i kolanami zaczął bić mnie jeden policjant, potem rzucili, bili dalej nogami, przyduszali” – relacjonował Robert Bąkiewicz. Na portalu wpolityce.pl można zobaczyć rany na jego głowie. Opowiadał, że został umieszczony w areszcie w klatce, w której brakowało mu powietrza. Konsul RP w Berlinie poinformowała, że poszkodowani nie złożyli skargi na działanie niemieckich służb. Czyli sprawy nie ma?! Ręce opadają! Jeśli polskie media nagłaśniają incydent, robi się skandal, lider ROG przebywa w areszcie, a potem w szpitalu, to konsul nie powinna czekać na zaproszenie, tylko natychmiast zjawić się na miejscu i bronić Polaków! Za to jej płacimy! Minister Sikorski winien połączyć się ze swoim niemieckim odpowiednikiem, a następnego dnia wezwać na dywan ambasadora RFN w Warszawie. To byłby sygnał ze strony Polski, że nie godzi się na bicie bez powodu obywateli naszego kraju! I nie powinno mieć znaczenia, że Robert Bąkiewicz krytykuje rząd Donalda Tuska, a działacze jego ruchu udowadniali, iż przez naszą granicę zachodnią są podrzucani nielegalni migranci.

Czytamy Leona XIV
Jeśli chcemy, aby świat żył w pokoju, musimy zacząć od samych siebie. Dość słów nienawiści. Dość obelg. Dość prześladowania i przemocy.

Podczas różnych spotkań dostrzegłem potrzebę usłyszenia w głosie Papieża Ewangelii nadziei dla naszej dzisiejszej ludzkości, dotkliwie doświadczonej negatywnymi konsekwencjami zwodniczego modelu rozwoju. Potrzebę tę – wyrażoną w licznych świadectwach, których mogłem wysłuchać, czasem wzruszających, czasem budujących – rozpoznałem także, a przede wszystkim, w twarzach najmniejszych i ubogich, których spotkałem: w twarzy dziecka, które czekało na mnie w parafii, aby wręczyć mi swój list; w twarzach więźniów, którzy czekali na mnie w więzieniu; w twarzach młodych, którzy oczekiwali na mnie na placach, pełni niepokoju i planów; w twarzach migrantów, którzy czekali na mnie w ośrodkach dla migrantów na Wyspach Kanaryjskich. (…) Wiemy, że zjawisko migracji jest złożone i wymaga całościowych oraz uzgodnionych planów działania. Ten klucz odczytania otwiera jednak inną, szerszą perspektywę: pozwala nam zrozumieć, że jesteśmy wezwani, by na nowo odczytywać Ewangelię w dzisiejszym świecie, wymieniając się darami właściwymi naszym kulturom, a zwłaszcza owocami, które wydała w nich płodność orędzia Chrystusa. Jednym z tych owoców jest właśnie dialog między osobami i między ludami, spotkanie w duchu braterstwa, które pozwala wzajemnie odkrywać i doceniać wartości, jakie niesie w sobie drugi człowiek. Ta droga nie jest łatwa, wymaga dobrej woli i pomocy Boga, ale jest drogą prowadzącą do cywilizacji miłości.

Audiencja generalna, 17 czerwca 2026 r.

Czym jest władza kluczy?
„Władza kluczy” to jedno z najbardziej charakterystycznych i zarazem najgłębiej teologicznych pojęć związanych z misją Kościoła. Jego źródło tkwi w słowach samego Chrystusa, a znaczenie obejmuje zarówno duchowy autorytet, jak i odpowiedzialność za prowadzenie wspólnoty wierzących ku zbawieniu.
Pojęcie „władza kluczy” wywodzi się bezpośrednio z Ewangelii. Jezus mówi do Piotra: „Tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 19). W tradycji żydowskiej klucze symbolizowały autorytet zarządcy, który działał w imieniu króla. Chrystus, powierzając je Piotrowi, stawia go na czele tworzącej się wspólnoty Kościoła i czyni pierwszym odpowiedzialnym za jej jedność oraz nauczanie. Warto zwrócić uwagę, że klucze oznaczają autorytet nauczania, który wiąże się ze strzeżeniem depozytu wiary i z jego właściwą interpretacją. To także władza sądzenia, z której wynika rozeznawanie, co jest zgodne z Ewangelią, a co jej przeczy. To również władza przebaczania grzechów, która została udzielona najpierw Piotrowi, a później pozostałym Apostołom i ich następcom. Ważna jest także odpowiedzialność za jedność Kościoła, związana z troską o to, by wspólnota trwała w prawdzie i miłości. Gdy patrzy się z tej perspektywy, można powiedzieć, że władza kluczy ściśle jest powiązana ze służbą i prowadzeniem wiernych do zbawienia.

Strażnik pamięci
Gdy Kościół stanął wobec zamętu i fałszywych nauk, św. Ireneusz stał się jego rzecznikiem i obrońcą.

Drugi wiek był czasem, gdy chrześcijaństwo dopiero szukało własnego języka i form wyrażania istoty wiary, co rodziło liczne herezje. Właśnie wtedy pojawił się człowiek, który pomógł odróżnić wiarę apostolską od jej imitacji. Był nim św. Ireneusz, biskup Lyonu. Od Apostołów dzieliło go zaledwie jedno pokolenie, dzięki czemu stał się on jednym z najważniejszych świadków początków Kościoła i człowiekiem, który połączył świat pierwszych chrześcijan z kolejnymi wiekami.

Wizyta, która była inspiracją
W 2001 r. miałem 11 lat i choć mieszkałem w Odessie i nikt z mojej rodziny nie był katolikiem, to dobrze pamiętam cały rozgłos związany z wizytą papieża Jana Pawła II na Ukrainie. Mówiono o tym na każdym kanale telewizyjnym, transmitowano wydarzenie na żywo, a temat był obecny także w rozmowach zwykłych ludzi. Przez kilka tygodni była to kwestia numer jeden na Ukrainie. Choć dziś wiem o protestach Patriarchatu Moskiewskiego wobec tej wizyty, w moich dziecięcych wspomnieniach pozostała ona wydarzeniem odbieranym przez większość ludzi wokół mnie bardzo pozytywnie i z wielką inspiracją.

Kiedy przyglądam się szczegółom tej wizyty już w dorosłym życiu, jako politolog, mam wrażenie, że dla społeczeństwa ukraińskiego miała ona znaczenie podobne do tego, jakie dla Polaków miała pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w 1979 r. Ludzie poczuli, że nie są obcy tradycji łacińskiej i europejskiej. Patrząc na tłumy w Kijowie i Lwowie, zobaczyli również, że są miliony Ukraińców, dla których wizyta papieża ma ogromne znaczenie. Uświadomili też sobie, że mimo podziałów religijnych, kulturowych i światopoglądowych Ukraińcy pozostają społeczeństwem spójnym i bliskim Europejczykom. Nie jestem pewien, czy bez wizyty papieża w 2001 r. możliwa byłaby pomarańczowa rewolucja 3,5 roku później. Dlatego uważam, że wizyta Jana Pawła II była jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach narodu ukraińskiego w okresie niepodległości.

Ksiądz dziadów
To imię szczególnie zasłużone dla historii polskiej państwowości i polskiej świętości. Zygmunt Karol Gorazdowski z Gorazdowa, herbu Prawdzic, urodził się w Sanoku 1 listopada 1845 r. Był drugim z siedmiorga dzieci Feliksa i Aleksandry z Łazowskich h. Łada. Pierwsze miesiące życia spędził w majątku swojej babki i cudem uniknął śmierci w czasie rzezi galicyjskiej.

Naprzód ku Bogu!
Wychował się w dobrej rodzinie katolickiej, w której pielęgnowano głęboki patriotyzm. Szkołę elementarną i gimnazjum ukończył w Przemyślu, dokąd przeniosła się jego rodzina. Wykazał się jako uczeń pilny i pracowity – znajdował się zwykle w czołówce najlepszych uczniów w klasie. Odznaczał się szczególnym zamiłowaniem do historii, geografii i języka polskiego.
W 1863 r. uciekł z gimnazjum, by wziąć udział w powstaniu styczniowym. Po jego klęsce wrócił do rodzinnego domu. Ukończył gimnazjum i podjął studia prawnicze na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie.

Poznański krzyk wolności
W dziejach narodów są chwile, gdy milczenie staje się niemożliwe, bo ludzie, którzy przez lata znoszą niesprawiedliwość, poniżenie i kłamstwo, z nadzieją wyczekują dnia, w którym strach przegra z godnością.
Takim dniem dla Polaków był 28 czerwca 1956 r. w Poznaniu. Wtedy rozległo się wołanie robotników, że mają prawo nie tylko do sprawiedliwego życia, ale także do wolności.

Po śmierci demona
Rok 1956 był szczególny. Trzy lata wcześniej zmarł jeden z największych zbrodniarzy wszech czasów – Józef Stalin i w całym imperium sowieckim zaczynały się pojawiać pierwsze pęknięcia. W lutym 1956 r. podczas XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego Nikita Chruszczow wygłosił słynny referat O kulcie jednostki i jego następstwach, w którym potępił część zbrodni dokonanych w czasie terroru stalinowskiej nocy. Wielu ludzi uwierzyło, że nadejdzie liberalizacja systemu, choć wnikliwi analitycy – tacy jak Józef Mackiewicz – wskazywali, że komunizmu zliberalizować się nie da, bo jest to system z gruntu zbrodniczy, a zatem można stworzyć tylko złudne pozory jego reformowania. Codzienność życia Polaków w tym czasie pozostawała niezmienna: PRL był od ponad dekady sowiecką kolonią, a najważniejsze decyzje podejmowano nie w Warszawie, lecz na Kremlu.

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

Droga pełna łaski
Po 30 latach posługi istotne są: dobroć, obecność i życzliwość – powiedział podczas uroczystej Eucharystii abp Wiesław Śmigiel.
Trzynastu jubilatów dziękowało Bogu z abp. Wiesławem Śmiglem za sakrament kapłaństwa i posługę duszpasterską.
„1 czerwca br. rozpoczęło się w naszym życiu coś pięknego i wielkiego. Patrzymy wstecz na minione lata, widzimy ludzi i zdarzenia, przez które Bóg prowadził nas do tego dnia. Stajemy na progu posługi kapłańskiej z bogactwem tego wszystkiego, co Bóg zdziałał w naszym życiu.

Nowe miejsce, ta sama misja
Jestem zbudowany waszym zaangażowaniem w to dzieło, bo ono pokazuje, że jeśli wspólnie podejmujemy inicjatywę i wspólnie działamy, to naprawdę można zrobić wiele – powiedział abp Wiesław Śmigiel.
Po wielomiesięcznych staraniach i kilku latach budowy 5 czerwca br. oficjalnie został oddany do użytku i poświęcony dom parafialny w Parafii Chrystusa Króla w Żarnowie. Aktu tego, w obecności licznie przybyłych parafian i zaproszonych gości, dokonał metropolita szczecińsko-kamieński abp Wiesław Śmigiel.
Żarnowo to niewielka wiejska parafia licząca niespełna 1700 wiernych. Położona jest na terenie trzech gmin: Stepnica, Wolin i Przybiernów; w jej granicach znajdują się trzy zabytkowe kościoły.

Przystań wiary
Gdy transport repatriantów, który w 1945 r. dotarł do Gryfina, po trzech tygodniach pobytu w nowym miejscu dostrzegł księdza w sutannie, było to dla nich największym świętem.

Arcybiskup Wiesław Śmigiel podczas homilii wygłoszonej w czasie ingresu do szczecińskiej bazyliki archikatedralnej, nawiązując do historii ziem naszej archidiecezji, powiedział: – Dzieje tych ziem nie są łatwe, ale jednocześnie najnowsza historia uczy, że to stąd rozchodziły się na całą Ojczyznę odważne dążenia do wolnej i demokratycznej Polski. Szczecinianie i mieszkańcy tej części Pomorza pokazali na czym polega solidarność oraz zdecydowanie sprzeciwiali się złu i niesprawiedliwości, nawet za cenę życia.

Potężny wysiłek duchowy
26 czerwca 2001 r., podczas liturgii na hipodromie we Lwowie, z udziałem papieża Jana Pawła II, kard. Lubomyr Huzar oficjalnie poprosił o przebaczenie krzywd, jakie naród ukraiński wyrządził Polakom w historii.
Prezydent Karol Nawrocki nie mógł zrobić inaczej, odbierając Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Swoją decyzją o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA prezydent Ukrainy postawił polskie władze właściwie pod ścianą. Nie można bez końca udawać, że nic złego się nie dzieje. Wcześniej czy później trzeba było powiedzieć stronie ukraińskiej: „Stop, musicie się opamiętać, na gloryfikowaniu morderców nie możecie budować przyszłości”. Gdyby teraz to się nie stało, to sprawa z jeszcze większą mocą wybuchłaby za rok czy dwa. Zbrodni wołyńskiej nie da się bowiem zasypać ziemią niepamięci. Upłynęło już ponad 80 lat, a ona ciągle żyje i będzie żyła, a co za tym idzie, będzie dzieliła, jątrzyła, wsączając jad wzajemnej niechęci, dopóki Ukraińcy w swej zbiorowości nie zdobędą się na potężny wysiłek duchowy. Muszą przyjąć do wiadomości, że ich przodkowie dopuścili się okrutnej zbrodni. Muszą tę prawdę uznać, a potem pozwolić na bezproblemowe poszukiwanie ofiar, ich ekshumacje i pogrzeby. Kiedy zostanie wbity krzyż na grobie ostatniej odnalezionej ofiary, sprawa ostatecznie wygaśnie.

Odnaleźć wszystkich zamordowanych
O najnowszych odkryciach w Hucie Pieniackiej mówi ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.
Agnieszka Huf: Co udało Wam się znaleźć podczas pierwszego etapu poszukiwań w Hucie Pieniackiej?

ks. Tomasz Trzaska: Odkryliśmy zbiorową mogiłę o powierzchni około 72 m kw. Na razie nie wiemy, jaka jest jej głębokość, więc możemy tylko szacować, że spoczywa w niej kilkaset osób. W samej Hucie Pieniackiej zostało zamordowanych ponad 800 mieszkańców wioski i uciekinierów, którzy szukali tam schronienia przed agresorami.

Upadek polityki pamięci i polityki w ogóle
Trudne do tej pory stosunki polsko-ukraińskie rozbiły się po raz kolejny o OUN i UPA. Można mówić o złej woli prezydenta Zełenskiego i konsekwentnym braku woli głównych polskich polityków. Ofiarami tego stanu rzeczy są nie tylko ofiary rzezi wołyńskiej, ale także struktura bezpieczeństwa obu państw w kolejnych dekadach. To gorzej niż zdrada – to błąd. Najgorsze, co Ukraińcy i Polacy mogą dać Rosjanom, to prawda jako narzędzie polityki. I to właśnie zrobili Ukraińcy, przy tradycyjnym bezwładzie Rzeczpospolitej.

„Poszły w ruch siekiery i żagwie”. Zbrodnia wołyńska to niezagojona rana
Banderowcy zabijali Polaków tak okrutnie, żeby pozostałych przy życiu przerazić i zmusić do ucieczki.Członkowie banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (czyli OUN-B) łudzili się, że likwidacja Polaków przysłuży się niepodległości Ukrainy. Choć unurzali sobie ręce we krwi aż po ramiona, nic dobrego na tym nie zyskali. Banderowcy odcinali Polakom nogi, ręce, genitalia. Pozbawiali ludzi głów, przecinali ich piłami, nadziewali na widły, palili żywcem. Mordowali dzieci. Zabijali także Ukraińców, którzy próbowali ratować polskich sąsiadów.

Bóg, który zna serce człowieka
1 lipca 314 r. Konstantyn Wielki zwołał Synod w Arles na terenie ówczesnej Galii.
Celem obrad było rozwiązanie wewnątrzkościelnego sporu między katolikami a donatystami. Do uczestników wydarzenia cesarz skierował list znany szerzej jako „Orędzie do zgromadzonych świętych”. Z pisma przebija zadziwienie autora swoim odkryciem związanym z nową wiarą. Imperator nie może wyjść ze zdumienia, że Bóg zna jego myśli i ma wgląd w nasze „najskrytsze zakamarki serca”.

Padre Guihlerme – ksiądz, który taneczną muzyką obudził uczestników Światowych Dni Młodzieży
Ksiądz, który muzycznym show zaskoczył uczestników Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie, szuka nowych języków, by wyjść z Dobrą Nowiną na peryferie.

Doktor Kościoła, patron Europy?
Święty Jan Paweł II z pewnością na oba te tytuły zasługuje.
Takie przekonanie wyrazili uczestnicy międzynarodowej konferencji zorganizowanej w ramach X Kongresu Ruchu Europa Christi. Megalomania Polaków? Na pewno nie! Jan Paweł II naprawdę był wielkim papieżem, cieszącym się niezaprzeczalnym autorytetem nie tylko w Kościele katolickim, ale i w wielu innych środowiskach religijnych, społecznych, politycznych na całym świecie. Był też wybitnym teologiem i filozofem. To za jego pontyfikatu promulgowany został Kodeks prawa kanonicznego. Drugi w historii Kościoła. W 1992 roku ogłoszony został Katechizm Kościoła Katolickiego. Pierwsze takie dzieło od czasów Katechizmu Rzymskiego z… 1566 roku. Dwa mocno podstawowe dla Kościoła dokumenty podczas jednego pontyfikatu. Do tego zwołanych przez niego 15 zgromadzeń synodu biskupów, 14 encyklik, 15 adhortacji apostolskich, 11 konstytucji apostolskich, 45 listów apostolskich. Wśród nich niezwykle ważne, broniące tradycji chrześcijańskiej wiary. To on wyznaczył zupełnie nowy styl sprawowania urzędu papieskiego, stając się pasterzem całego świata, czego wyrazem były m.in. jego podróże apostolskie do różnych krajów czy Światowe Dni Młodzieży. Jan Paweł II naprawdę był wyjątkową osobistością w Kościele przełomu tysiącleci. I jak mało kto z współczesnych mu ludzi Kościoła zasługuje na tytuł zarówno doktora Kościoła, jak i patrona Europy.

Medjugorje – miejsce nawróceń. Dlaczego właśnie tam tysiące ludzi odnajduje Boga?
Miliony pielgrzymów, niekończące się kolejki do konfesjonałów i świadectwa ludzi, którzy po latach wrócili do Boga. Choć Kościół wciąż nie wypowiedział się definitywnie o nadprzyrodzonym charakterze domniemanych objawień, Medjugorje od ponad czterech dekad pozostaje miejscem, gdzie – jak przekonują pielgrzymi – największe cuda dokonują się w ludzkich sercach.

Dla oka, dla ucha i dla ducha. Wakacyjna oferta katolickich festiwali
Wakacyjnych imprez u nas dostatek, ale wśród nich są takie, które pozwalają nie tylko dobrze się bawić, ale pomagają też się zbawić.

Nowi metropolici z Polski otrzymują paliusze. Czym jest ten specjalny znak?
Co roku w uroczystość Świętych Piotra i Pawła wybrani biskupi otrzymują specjalny znak więzi łączącej metropolitów z następcą św. Piotra. uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła Leon XIV nałoży paliusze nowo mianowanym arcybiskupom metropolitom. Wśród nich będą trzej polscy arcybiskupi: metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś, metropolita łódzki kard. Konrad Krajewski i metropolita katowicki abp Andrzej Przybylski

Czy angielski konwertyta Gavin Ashenden znalazł swoje miejsce w Kościele katolickim?
Wśród anglikanów, którzy przeszli do Kościoła katolickiego, najbardziej znaczącą postacią jest Gavin Ashenden. Były duchowny, wykładowca, kapelan królowej. Dziś świecki publicysta katolicki.

Kościół ofiarny
Przeszłości się nie naprawia – wyciąga się z niej wnioski.

Przeglądam sobie internet i widzę, że na portalu Gazeta.pl NOW pojawił się post pt. „Szkoły śmierci – potworny eksperyment na dzieciach”. W środku czytam o straszliwym Kościele katolickim, o „przerażających odkryciach masowych grobów dzieci, jakie dokonywane są obecnie…”. Post otwierał świeży wpis od redakcji: „Papież nigdy nie nawiązał do tego, co wydarzyło się za przyzwoleniem i przy udziale Kościoła katolickiego”. Reszta była nieświeża, bo artykuł był z 2021 roku. To trochę stara rzecz jak na „NOW” (teraz), ale nowe były komentarze. Parę przykładów: „Kościół katolicki powinien być zdelegalizowany”, „Buta i arogancja nic więcej”, „Kler to zło, do likwidacji, opasy pogonić do roboty, dość życia za friko”, „Obrzydliwa zakłamana zbrodnicza korporacja”, „Cały kler i Watykan powinno się zrównać z ziemią, żeby żaden klecha nie pozostał na kuli ziemskiej, co do jednego”.

Lekcja z Radomia
Dwie Polski to już nie tyle PiS – PO, ile „góra – dół”, wygrani i przegrani, metropolie i prowincja.Wbrew temu, czym żyją media, coraz mniej znaczą w Polsce podziały polityczne. Taką tezę można znaleźć w wielu badaniach socjologów. Nie są jednak one wcale optymistyczne, bo ostrzegają przed innym, dużo poważniejszym pęknięciem wspólnoty. Dwie Polski to już nie tyle PiS – PO, ile „góra – dół”, wygrani i przegrani, metropolie i prowincja. Łatwiej niż kiedyś można nas dziś między sobą rozgrywać, co też się dzieje. Hasło „jedni drugich ciężary noście” nie natrafia już na inny odzew niż oburzenie lub wzruszenie ramion. Widać za to duży popyt na wszelkiej maści nagonki.

Lekcja słuchania
Wiele razy mi pomogła: ustawiła kierunek, zamknęła skłaniające się do osądu usta. To znakomita rada dla tych, których pasją jest „zaoranie innych”. d nas zależy, czy skupimy się na podziałach, czy będziemy starali się budować mosty. W »Dzienniku końca świata« opisuję obrazek, który znalazłem w internecie. Przy biurku otoczony książkami mężczyzna notuje coś na kartkach. »Co robisz?« – pyta żona. »Przygotowuję się do świątecznej kłótni na tematy polityczne. Tym razem będzie pozamiatane«. Jak wiele to o nas mówi! Wielu ludzi lubi to słowo: pozamiatane. A ono przecież oznacza, że nie chcemy się z drugim porozumieć, tylko chcemy sprawić, żeby zniknął, żeby nie został po nim najmniejszy ślad. Posprzątane i już” – opowiadał mi Wojciech Bonowicz.

Ty jesteś Skała. Ty jesteś Łza
Papież jest w Kościele tym, czym Sumienie w człowieku. O tych dwóch władzach, instancjach, można mówić tylko razem – jak oddycha się dwoma płucami. Podobno twarz miał wyżartą łzami jak kwasem. W łagodniejszej wersji – nie rozstawał się z chusteczką, służącą do ocierania wiecznie płynących mu z oczu słonych strumieni. Kiedy tylko w Skałę uderzało jedno ze wspomnień, płynęły z niej łzy. Płakał ze szczęścia, gdy przypominał sobie obecność i nauki Chrystusa. I z wyrzutów sumienia, na wspomnienie własnej zdrady, wszystkich niepotrzebnych i niemądrych rzeczy, jakie wygadywał w Jego obecności. A kiedy w nocy budziło go pianie koguta, na wspomnienie tamtej nocy w Galilei, zaczynał dzień od litanii zawodzeń i łkań. W średniowiecznych legendach jest oczywiście mnóstwo przesady. Ale tym razem zamiast zaciemniać, oświetla ona najważniejszy rys tamtej świętości. Tego, który jednym tchem był przez Chrystusa błogosławiony i przeklinany. „Ty jesteś Skała i na tej Skale zbuduje Kościół mój” i „Zejdź Mi z oczu, szatanie”. Wymachuje mieczem, żeby chwilę potem uciec. Święty Augustyn twierdził, że to ze strachu przed nadpobudliwością Piotra Judasz nie został z imienia nazwany w Wieczerniku zdrajcą. Bo Jezus wiedział doskonale, że przyszły papież rzuciłby się na Iskariotę, zamordował gołymi rękami, zagryzł zębami. Co też nie przeszkodziło Piotrowi za moment słodko się zdrzemnąć w ogrodzie Getsemani. Każdy kolejny papież, który przyjmuje na siebie ten urząd, słysząc wypowiadanie do siebie słowa: „Ty jesteś Piotr” ma zapewne przed oczami każdą z tych scen. A na pewno mieć powinien. Bo nie tylko wierność aż do śmierci, posiadanie kluczy do królestwa, moc zawiązywania i rozwiązywania zdefiniowały charakter papieskiego urzędu. Ty jesteś Piotr, ty jesteś ten, który zwątpił na środku jeziora. Ten, który nie mógł czuwać choćby godziny. Piotr, który myśli bardziej po ludzku niż po Bożemu. Nie ma na kartach Ewangelii drugiej postaci, która myliłaby się tak często. Ty jesteś „każdym z tych błędów”. I tym bardziej: Ty jesteś Skała. Nie ma innej. I nigdy nie będzie. Jeśli urząd papieski byłby rośliną, to nawadniałyby ją, utrzymując przy życiu, te dwa, równolegle płynące strumienie łez. Wspomnienie słów Pana – cześć i troskliwość w strzeżeniu niezmiennego depozytu wiary. I równie mocny – żal nad własną słabością. „Ja jestem Piotr: ten, który się myli, tonie, ucieka. Ten, który nie wie. Ale wie jedno: że Ty wiesz, Panie”. Kiedy w Rzymie, nad grobem rybaka, płyną łzy – papiestwo kwitnie i owocuje. A gdy płynąć przestają – zaczyna więdnąć i usychać. Jakie są kryteria wierności papieżowi? Na pewno nie bezrefleksyjna wiernopoddańczość.

Kiedy wydobyto zwłoki ks. Popiełuszki? Polemika z tygodnikiem „Niedziela”
Dochodzenie prawdy o okolicznościach śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki wymaga staranności, weryfikacji różnych źródeł, a przede wszystkim oparcia na twardych faktach, gdyż każdy z nich może przesądzić o ocenie innych wydarzeń.W serwisie internetowym tygodnika „Niedziela” ukazała się publikacja pt. „Tajna akcja wydobycia z Wisły zwłok ks. Popiełuszki”. To rozmowa dr Mileny Kindziuk i ks. prof. Józefa Naumowicza z Piotrem Laudańskim, płetwonurkiem, który – jak głosi podtytuł wywiadu – „wydobył zwłoki ks. Jerzego 26 października 1984 roku, cztery dni przed oficjalnym ich wyłowieniem”. Ta wersja przeczy ustaleniom procesu toruńskiego i powinna być starannie zbadana.

Rzucił pracę w korporacji. Dziś tworzy witraże dla kościołów
Pan Jakub pracował w korpo. Został jednak… witrażownikiem.

Kalifaty zbrodni i terroru. Jak dżihadyści próbują wprowadzać swoje rządy w Afryce
Brutalna przemoc, egzekucje, indoktrynacja dzieci, palenie kościołów… W Afryce, od pasa Sahelu, przez DR Konga, po Mozambik i Somalię dżihadyści próbują wprowadzać swoje rządy oparte na szariacie. Dramat mordowanych przez nich chrześcijan mało jest jednak w świecie nagłaśniany.

Tylko na przełomie maja i czerwca dżihadyści kongijskich Zjednoczonych Sił Demokratycznych (ADF) zamordowali kilkudziesięciu chrześcijan w prowincji Kiwu Północne. Region ten częściej trafia do światowych mediów z powodu kolejnych epidemii eboli niż trwającego tam od trzech dekad terroru, który systematycznie niszczy życie lokalnych mieszkańców. Tymczasem notoryczne napady islamistów i strach, jaki one wywołują, zmuszając ludzi do ucieczki, utrudniają walkę z 17. już w tym rejonie epidemią eboli (pierwsza w 1976 r.). Jak przyznają mieszkańcy, choć „ebola zabija, to nie przez ścinanie głów”, a właśnie w ten sposób często mordują kongijscy islamiści. „Tracimy bliskich w wyniku okrucieństw ADF” – relacjonuje [za serwisem Barnabas Aid – przyp. K.B.] Albert Lusenge, jeden z liderów chrześcijańskiej społeczności w regionie Beni, gdzie z końcem maja doszło do masakr w kilku miejscowościach. I dodaje, że trudno w takiej sytuacji przekonywać mieszkańców, aby pozostawali na miejscu, gdy są wyniszczani zbrodniami dżihadystów. Ludzie uciekają, bo nie mają alternatywy. Po ostatnich atakach bojownicy ADF opublikowali w mediach społecznościowych jasny komunikat: „Niech czciciele krzyża wiedzą, że nie mają żadnego bezpieczeństwa, chyba że dobrowolnie się podporządkują albo będą płacić dżizję [usankcjonowany przez Koran podatek nałożony na innowierców – przyp. K.B.] w upokorzeniu”. A to więcej niż groźba – to ich wizja co do przyszłości rejonu.

Ostatnie dni św. Piera Giorgia Frassatiego oczami jego siostry
Tę książkę czyta się jednym tchem, choć wiadomo, jak ta historia się zakończy. To przejmująca relacja z ostatnich sześciu dni życia św. Pier Giorgia Frassatiego. tej opowieści-świadectwie Luciany Frassati przenikają się dwie warstwy. Na pierwszym planie jest dramat niespodziewanego odejścia brata, połączony z żalem do siebie, że niemal do końca nikt z bliskich nie zorientował się, iż Pier Giorgio umiera. Drugi nurt, głębszy, ale stale obecny, to podziw dla brata, który odchodził pokornie i cicho, bez śladu pretensji – do Boga i do ludzi. Z nadzieją.

Najświętsze Serce
Film Sabriny i Stevena Gunnellów, którzy otwarcie mówią o swoim nawróceniu, jest dokumentem fabularyzowanym. twiera go inscenizacja objawień Jezusa św. Małgorzacie Marii Alacoque w klasztorze Paray-le-Monial we Francji. Twórcy uniknęli błędów, jakie często towarzyszą fabularyzowanym dokumentom, w których nieumiejętna inscenizacja budzi politowanie. Tu takie sceny są wplecione w narrację w sposób oszczędny.

Pracuj z braćmi w winnicy. Dominikanie świętują 800-lecie obecności w Sandomierzu

W niedziele po Mszach św. sandomierscy dominikanie zapraszają do swojej winnicy na lampkę wina, kawę, deser. Dominikanie świętują 800-lecie swojej obecności w Sandomierzu. Z tej okazji pokazali nam to piękne, kameralne miasto, swój kościół oraz swoją Winnicę Świętego Jakuba. Założyli ją na południowo-zachodnim stoku wzgórza, naprzeciw sandomierskiego zamku. Chyba nie ma w Polsce winnicy piękniej położonej.

Komentarze są wyłączone.