Czytania

Niedziela, 26 lipca 2026

XVII Niedziela Zwykła

Czytanie pierwsze (1 Krl 3,5.7-12)
W Gibeonie ukazał się Pan Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg:
Proś o to, co mam ci dać. Teraz więc, o Panie, Boże mój, Tyś
ustanowił królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem
bardzo młody. Brak mi doświadczenia! Ponadto Twój sługa jest pośród
Twego ludu, któryś wybrał, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć
ani też spisać, z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze
serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od
zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? Spodobało się
Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział:
Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie
ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół,
ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych,
więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne,
takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie.

Psalm (Ps 119,57.72.76-77.127-130)
REFREN: Jakże miłuję prawo Twoje, Panie

Panie, Ty jesteś moim działem,
przyrzekłem zachować Twoje słowa.
Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze
niż tysiąc sztuk złota i srebra.

Niech Twoja łaska będzie mi pociechą
zgodnie z obietnicą, daną Twemu słudze.
Niech mnie ogarnie Twoja łaska, a żyć będę,
bo Twoje Prawo jest moją rozkoszą.

Przeto bardziej miłuję Twoje przykazania
niż złoto, niż złoto najczystsze.
Dlatego uważam za słuszne wszystkie Twe postanowienia,
i nienawidzę wszelkiej drogi fałszu.

Twoje napomnienia są przedziwne,
dlatego przestrzega ich moja dusza.
Poznanie Twoich słów oświeca
i naucza niedoświadczonych.

Czytanie drugie (Rz 8,28-30)
Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we
wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego]
zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył
na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym
między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też
powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których
usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą.

Aklamacja (Mt 11,25)
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa
objawiłeś prostaczkom.

Ewangelia (Mt 13,44-52)
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go
pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał
wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo
niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną
drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.
Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i
zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli
ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak
będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród
sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie
zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On
rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem
królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego
skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.

Komentarz:

Patrząc na decyzję, wsłuchując się w modlitwę króla Salomona, i my
wołamy: daj mi serce, Panie, daj mi serce mądre i pojętne.
Daj mi serce, abym pragnął stawać się na wzór obrazu Twojego Syna, jak
odpowiadał Apostoł Paweł w Liście do Rzymian.
Daj mi serce mądre i pojętne, abym dla Królestwa Bożego, abym dla
Ewangelii miał w sobie pasję szukania Twojego oblicza, żebym chciał
porzucić wszystko, bylebym tylko nie utracił wiary.
Niezwykłe są te podobieństwa Królestwa Niebieskiego do skarbu ukrytego
w roli i do kupca poszukującego pięknych pereł. Aby posiąść i skarb,
i perłę, sprzedali wszystko, co mieli.
Co ja chcę sprzedać? Czego chcę się wyrzec, żeby być bliżej Boga?
Jaką ofiarę czasu pragnę złożyć? Czy jest to czas na wagę złota,
czy tylko ochłap czasu? Moja modlitwa, moje szukanie Boga, moje
wczytywanie się w Słowo.
Oto Bóg łowi mnie w swoich sieciach. Obym okazał się tą rybą
koszerną, rybą dobrą, abym w dniu sądu stanął po stronie Jezusa.
Wybór Boga i wybór człowieka – oby te dwa wybory się spotkały.

ks. Wenancjusz Zmuda

Dlaczego zło dotyka dobrych ludzi?
Dlaczego cierpią ci, którzy starają się żyć uczciwie, kochać i czynić dobro? Dlaczego choroba, śmierć, przemoc czy inne tragedie nie omijają ludzi wierzących?
Jeszcze trudniejsze pytanie brzmi: dlaczego niektórzy nie są już w stanie tego cierpienia unieść? Dlaczego człowiek popada w rozpacz, ulega zniechęceniu, poddaje się?
Nie są to pytania teoretyczne ani wyłącznie filozoficzne. Rodzą się w konkretnych sytuacjach życia – przy szpitalnych łóżkach, na cmentarzach, w domach dotkniętych tragedią i w sercach ludzi, którzy utracili nadzieję. Dlatego niełatwo na nie odpowiedzieć. Sama definicja, teoria czy nawet najbardziej przekonujący wykład mogą nie wystarczyć. Katechizm Kościoła Katolickiego podchodzi do tego bardzo realistycznie i stwierdza, że: „Wiara w Boga Ojca wszechmogącego może być wystawiona na próbę przez doświadczenie zła i cierpienia” (KKK 272).

Edytorial
Dlaczego nas doświadczasz?

Boże, dlaczego ja? Dlaczego tak mnie doświadczasz? Ile razy zdarzyło nam się zadawać te pytania! Ile razy wadziliśmy się z Bogiem, czując, że to, co przeżywamy, jest ponad nasze siły. Nie godzimy się na ból, który nałożył na nasze barki, ale i lękamy się, by nie rozgniewać Go bardziej. Bo czy nie pokutuje w nas myślenie, że Bóg zsyła na nas nieszczęścia za winy, które popełniamy? Dlaczego zatem choroby dotykają niewinne małe dzieci? Dlaczego złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom?

Jaśkowi, zdrowemu, silnemu chłopu, ratownikowi TOPR, „odcięło prąd” bez ostrzeżenia po którymś z dyżurów. Diagnoza była druzgocąca: guz mózgu w stadium i ze złośliwością nierokującymi na leczenie. A jednak znalazł się ośrodek i lekarz, który podjął ryzyko operacji. Leczenie i rekonwalescencja zabrały Jaśkowi trochę czasu, ale nie nadzieję. Wrócił nawet do wymagającej przecież pełnej sprawności pracy. – Dostałem prolongatę od Pana Boga – pamiętam jego słowa, kiedy spotkaliśmy się w Tatrach. Choroba i niemal cudowna ucieczka „spod kosy” przewartościowały jego życie, zwróciły go ku Panu Bogu. Ale po paru latach czas prolongaty dobiegł końca. Nawrót choroby i po raz kolejny pytanie: Boże, dlaczego? – tym razem chyba głośniej wypowiadane przez bliskich Jaśka niż przez niego samego. Ciężar jego choroby jakby mocniej przygniótł ramiona jego żony i dzieci. Kolejna operacja, tym razem z komplikacjami, które przyniosły wszelkie z możliwych skutki uboczne. Cierpienie fizyczne Jaśka i cierpienie duchowe jego żony, Krysi. Jej telefony ze szpitala, płacz i moje nieporadne podtrzymywanie jej na duchu. Próby wlania w jej serce odrobiny otuchy. Odkładałam telefon i sama płakałam. Z żalu nad nimi i z bezradności, z poczucia, że tak niewiele, nic nie mogę. W końcu z czasem, powolutku – droga ku lepszemu. Pełna sprawność Jaśka już nie powróciła, ale raczysko zwolniło tempo. Pojawiły się w moich rozmowach z Krysią tematy inne niż Jaśkowa choroba, choć ta, ciągle w tle, nieubłaganie czyniła swoje kroki. Dlatego, kiedy odebrałam kolejny telefon i usłyszałam z trudem wypowiedziane przez Krysię: – Wiesz, co się stało? – pomyślałam zaraz o nim. – Jasiek?… – chyba jeszcze nie zdążyło wybrzmieć moje pytanie, kiedy wyłowiłam z jej płaczu: – Szymek zginął w górach. Śmierć syna przygniotła ich oboje. Jasiek po stracie Szymka szukał pociechy w modlitwie. – Zazdroszczę mu, ja nie potrafię się teraz modlić – ból Krysi zrodził „bunt” wobec planów Boga. – To tylko posiedź przy Jaśku, kiedy on się modli – to jedyna rada, jaka przyszła mi wówczas do głowy, bo rozumiałam ich oboje i rozumiałam, że choć każde z nich przeżywa ten ból po swojemu, są w nim razem. Moje obawy, że tragedia przyspieszy chorobę Jaśka, niestety, okazały się słuszne. Odszedł niecały rok po śmierci syna. Ile jeszcze bólu może udźwignąć Krysia? – zadawałam sobie pytanie, patrząc znów na jej cierpienie. Chyba jej limit nieszczęść już się wyczerpał – myślałam. Nie wyczerpał się. Kilka miesięcy później, w drodze z kościoła do domu, potrącona przez samochód zginęła jej mama. Boże, dlaczego? Dlaczego tak doświadczasz dobrego człowieka? Ile jeszcze może on znieść? Współczesny Hiob. Mnie najlepiej znany, ale przecież tylko jeden z wielu.

Dlaczego Bóg dopuszcza zło? Dlaczego cierpią ci, którzy starają się żyć uczciwie, kochać i czynić dobro? Dlaczego choroba, śmierć czy inne tragedie nie omijają ludzi wierzących? – odpowiedzi na te pytania szukamy w bieżącym wydaniu Niedzieli. To tylko pozornie niewakacyjny temat, bo przecież każdego dnia ktoś dowiaduje się o chorobie własnej lub kogoś z rodziny, o śmierci kogoś bliskiego, każdego dnia zdarzają się tragedie, w których ludzie tracą życie, cały swój dorobek. „Cierpienie i zło są częścią ludzkiej egzystencji na tym świecie” – dr Michał Zborowski, dogmatyk, podejmując ten trudny temat, nie pozostawia nam złudzeń (s. 10-13) – ale nie pozbawia nas, wierzących, nadziei. Bo choć wiara nie sprawia z automatu, że jesteśmy wolni od bólu, a w obliczu dramatu zawsze niewzruszeni i silni, to „jest drogą, na której człowiek nigdy nie pozostaje sam”. „Nie każde «dlaczego?» znajdzie swoją odpowiedź” – pisze dr Zborowski. „Nie oznacza to jednak, że nasze pytania są Bogu obojętne. Możemy je stawiać, możemy z Nim rozmawiać, a nawet wołać do Niego w bólu i niezrozumieniu”. Bez strachu. Z ufnością.

Wymawiać Boże imię
Wypowiadać imię Boże to stawać przed Bogiem z całym swoim życiem. To jednocześnie wezwanie do nawracania się.

Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi” (Iz 1, 15). Prorok Izajasz daje nam przykład daremnego wzywania imienia Bożego. W Biblii znajdziemy więcej fragmentów z tą samą ideą: modlitwy czczym słowem, bo serce i czyny temu przeczą. Taka postawa to znak, że nasz Bóg jest Bogiem Prawdziwym i nie da się Go oszukać ilością i żarliwością wypowiadanych słów czy pobożną postawą podczas liturgii. On widzi nas w całości i pragnie, aby za pobożnym wzywaniem Jego imienia stało całe nasze życie. Czeka nie na doskonałość, lecz na autentyczność.

Czyny za słowami
Drugie przykazanie niesie w sobie wezwanie do nawrócenia. Dlatego wzywaniu Jego imienia musi towarzyszyć: „Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobru! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie!” (Iz 1, 16-17). Nie będzie zatem zgodne z prawdą i skuteczne wzywanie Bożego imienia, jeśli nie będę się starał zachowywać przykazań i nie będę wrażliwy na potrzeby biednych na duszy i na ciele. Z tego przykazania Dekalogu wypływa praktyczny wniosek: nadaremno wzywam Boga, jeśli słowa są puste, bo nie idą za nimi czyny.

Po co nam dziadkowie?
W lipcu parafia, w której jestem proboszczem, przeżywa odpust ku czci św. Joachima. Dla większości katolików jest on przede wszystkim patronem dziadków. Warto więc postawić sobie pytanie: po co właściwie są nam potrzebni ludzie starsi?

Pytanie może się wydawać prowokacyjne. Przecież odpowiedź jest oczywista. Są częścią naszych rodzin. Kochamy ich, troszczymy się o nich, cieszymy się ich obecnością. A jednak gdy przyjrzymy się współczesnej kulturze, zauważymy pewien paradoks. Nigdy wcześniej w historii człowiek nie poświęcał tyle uwagi młodości, a jednocześnie tak rzadko pytał o doświadczenie ludzi starszych. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu seniorzy byli naturalnymi autorytetami. Wiedzieli, jak uprawiać ziemię, budować dom, prowadzić gospodarstwo, wychowywać dzieci czy radzić sobie z przeciwnościami losu. Ich doświadczenie było potrzebne, bo stanowiło skarbnicę wiedzy, którą należało przekazać kolejnym pokoleniom. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Większość informacji nosimy w kieszeni. Smartfon odpowie szybciej niż dziadek na pytanie o pogodę, historię Polski czy babcia o przepis na sernik. W kilka sekund możemy znaleźć instrukcję naprawy odkurzacza, poradnik dotyczący inwestowania pieniędzy albo wykład profesora z drugiego końca świata. Można odnieść wrażenie, że starsze pokolenie przestało być potrzebne. Skoro wszystko można znaleźć w internecie, po co słuchać ludzi, którzy nie zawsze nadążają za zmianami technologicznymi? To jednak tylko pozory. Żyjemy bowiem w czasach nadmiaru wiedzy i niedoboru mądrości.

Najpiękniejsza droga świata
Jeśli potrzebujesz zwolnić, masz sprawy do przemyślenia albo chcesz uwierzyć, że ludzie potrafią być dobrzy zupełnie bezinteresownie, myślę, że potrzebujesz Camino – mówi Łukasz Dybał, który niedawno powrócił z pielgrzymki do grobu św. Jakuba Apostoła.

Camino de Santiago, czyli droga do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela, to szlak, na którym człowiek nie tylko rodzi się na nowo, ale też uczy się bezgranicznego zaufania Panu Bogu.

Spontaniczna decyzja
Podczas spotkania z przyjaciółką Tomasz Tatar oraz Łukasz Dybał podjęli spontaniczną decyzję, że wyruszają na Camino. Kiedy już został ustalony konkretny termin, przyjaciele rozpoczęli żmudne przygotowania. – Pierwszym i dość kluczowym etapem było dogadanie się z towarzyszami podróży co do terminu wyjazdu. Przy pracy zawodowej nie jest to takie proste, bo na planowane przez nas trasy, ok. 250-300 km, potrzebowaliśmy ok. 2 tygodni. Typowe planowanie za każdym razem zaczynaliśmy od wyszukiwania lotów. Na pierwsze i drugie Camino lecieliśmy do Porto i stamtąd zaczynaliśmy naszą drogę, więc było prościej. Na ostatnie, czyli trzecie, lecieliśmy do Madrytu, a potem jechaliśmy pociągiem z przesiadką do Ponferrady. Następnie, korzystając z aplikacji, przewodników i grup na Facebooku, podzieliliśmy trasę na etapy. Staraliśmy się tak to zaplanować, żeby maksymalnie przejść ok. 30-35 km dziennie – opowiada Łukasz, który zachęca przy okazji, by nie rezygnować z marzeń o takiej wyprawie, gdyż jest dla tego alternatywa w postaci zorganizowanego, grupowego wyjazdu.

Betlejem odwiedziło Polskę
Tutaj na każdym kroku jest inaczej niż w Palestynie – mówi s. Szczepana Hrehorowicz ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, która w dniach 1-15 lipca gościła w Polsce wraz z grupą 30 dzieci i młodzieży z Betlejem.

No to ja dziś księdza rozgrzeszam…
Agresja za kierownicą, nieżyczliwość wobec innych użytkowników drogi… A potem 25 lipca, w dniu patrona kierowców i podróżnych, pokornie idziemy poświęcić swój pojazd i modlić się o szczęśliwą jazdę.

Święty Krzysztof – męczennik. Był olbrzymem, który przenosił przez rzekę pielgrzymów. Na swoje ramiona wziął też małego Jezusa, pod którego ciężarem zapadł się w dno rzeki. Uznawany jest za patrona kierowców, pielgrzymów, podróżnych. Tradycją się stało, że 25 lipca, w liturgiczne wspomnienie św. Krzysztofa, święcone są pojazdy. W kościołach odprawiane są Msze św. w intencji szczęśliwych podróży, bezwypadkowej i bezkolizyjnej jazdy. Ale rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że i św. Krzysztof nam nie pomoże, jeśli my sami się nie postaramy, i to nie tylko 25 lipca, ale przez cały rok.

Dokąd się tak spieszysz?
– Miałem kolegę, który kiedy prowadził auto i widział, że ktoś wyprzedza „na trzeciego” lub przejeżdża na czerwonym, mówił: „Pamiętaj, nie spóźnisz się, bo na swój pogrzeb i tak się nie spóźnisz. Gdzie ci tak spieszno? Chcesz przyspieszyć pogrzeby innych?” – opowiada kierowca z kilkudziesięcioletnim stażem.

Redaktor wolnej myśli
Po II wojnie światowej nie wrócił do kraju, ale przez kolejne dziesięciolecia pozostawał jednym z najważniejszych uczestników polskiej debaty o historii, kulturze i przyszłości państwa.

Dwudziesty wiek przyniósł Polsce nie tylko wojny i zmiany granic, ale także wielką emigrację ludzi nauki, kultury i polityki. Wśród nich znalazł się Jerzy Giedroyc, który zamiast pogodzić się z rolą emigranta, postanowił stworzyć miejsce, z którego nadal można było uczestniczyć w najważniejszych dyskusjach o Polsce.

Początek drogi
Trudno wskazać jedno wydarzenie, które ukształtowało Jerzego Giedroycia. Znacznie większe znaczenie miało miejsce, z którego pochodził. Urodził się w 1906 r. w Mińsku, mieście leżącym na styku kultur, języków i tradycji. Polacy, Białorusini, Rosjanie, Litwini i Żydzi żyli tam obok siebie, a granice państw zmieniały się szybciej niż codzienne życie ich mieszkańców. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości rodzina Giedroyciów przeniosła się do Warszawy. Giedroyc studiował prawo i historię na Uniwersytecie Warszawskim, ale szybko okazało się, że znacznie bardziej niż paragrafy interesuje go życie publiczne. Fascynowały go polityka, dyplomacja i pytanie o to, jak powinno wyglądać nowoczesne państwo. Już jako student zaczął współpracować z prasą. Na początku lat 30. ubiegłego wieku objął kierownictwo miesięcznika Bunt Młodych, który z czasem przekształcił się w tygodnik Polityka. Wokół pisma zaczął gromadzić młodych publicystów, prawników, ekonomistów i polityków. Nie oczekiwał od nich zgodności poglądów. Wręcz przeciwnie, uważał, że dobra redakcja powinna być miejscem sporu, bo tylko wtedy rodzą się wartościowe idee. Giedroyc nie miał ambicji zostania politykiem ani liderem opinii. Znacznie lepiej odnajdywał się w roli człowieka stojącego krok z tyłu, redaktora, który potrafił wyszukiwać talenty, inspirować autorów i tworzyć przestrzeń do rozmowy.

Czytamy Leona XIV
Jesteśmy wezwani do przyjęcia stylu ewangelicznego: bez aroganckich sądów, bez narzucania się przy pomocy władzy i siły.

Czasami oczekujemy czegoś spektakularnego, pragniemy Boga, który interweniuje z wysoka i natychmiast wyrywa chwast zła. Wyobrażamy sobie Boga silnego i potężnego, a niestety do takiego obrazu dostosowujemy również nasz sposób bycia chrześcijanami i Kościołem. Tymczasem królestwo Boże rozszerza się także pośród chwastu i wymaga od nas spojrzenia zdolnego dostrzec dobro kiełkujące nawet pośród mroków zła, bez pochopnego osądzania wszystkiego; przychodzi jak najmniejsze ze wszystkich ziaren, a zatem wymaga cierpliwości, która potrafi towarzyszyć procesom, dostrzegając to królestwo w małości dnia codziennego i w prostocie zwyczajnego życia; wzrasta w sposób niewidoczny jak zaczyn w mące, a tym samym uwalnia nas od zniechęcenia i wzywa, byśmy ufali także wtedy, gdy wydaje się nam, że Bóg jest nieobecny. W rzeczywistości bowiem On zawsze nam towarzyszy, a Jego miłość nieustannie działa dla naszego dobra.

Ten Boży styl powinien stać się również sposobem, w jaki – zarówno jako poszczególni wierni, jak i jako Kościół – żyjemy w otaczającej nas rzeczywistości. Jesteśmy wezwani do przyjęcia stylu ewangelicznego: bez pochopnego przeciwstawiania się innym przez wydawanie aroganckich sądów, bez narzucania się przy pomocy władzy i siły oraz bez utraty zaufania do dzieła Bożego. Chodzi o to – jak mówił ówczesny kard. Ratzinger – by poddać się logice ziarna, która nie jest logiką sukcesu i wielkości, lecz wzywa nas do stawania się małymi i do służby życiu ludzi.

Patron tygodnia
Mistrz modlitwy i współczucia

W Dachau modlił się za tych, którzy go bili i poniżali. Nawet w obozie nie pozwolił, by nienawiść odebrała mu serce.

Urodził się w 1881 r. we Fryzji, w pobożnej katolickiej rodzinie rolników. Na chrzcie otrzymał imię Sjoerd. Jego powołanie zrodziło się, gdy był jeszcze dzieckiem. Gdy wstąpił do zakonu karmelitów, wybrał imię Tytus. W 1905 r. przyjął święcenia kapłańskie. Studiował filozofię i teologię w Rzymie, a po powrocie do Holandii poświęcił się pracy naukowej. Był profesorem, a później rektorem Katolickiego Uniwersytetu w Nijmegen. Interesowały go mistyka, historiaduchowości i rola mediów w życiu społecznym. Pisał artykuły, redagował czasopisma i spotykał się z dziennikarzami; przekonywał, że prawda nigdy nie może się stać narzędziem propagandy.

Powstańczy testament
Latem 1944 r., kiedy to wraz z nadciągającą Armią Czerwoną zaczynała się de facto nowa okupacja, pytanie: bić się czy nie? – tak często towarzyszące naszym zmaganiom w walce o niepodległość – wróciło z całym swoim dramatyzmem.

W tej sytuacji cały sens oporu i konspiracyjnej walki z okupantem hitlerowskim, rozpoczętej 1 września 1939 r., a prowadzonej pod kierownictwem rządu RP na emigracji i władz państwa podziemnego, został podważony przez zewnętrzną przemoc oraz splot niekorzystnych okoliczności zewnętrznych, zwłaszcza uległej polityki aliantów zachodnich wobec Stalina. W ówczesnych elitach władzy miano pełną świadomość wagi chwili, ale złożoność realiów politycznych prowadziła do pogłębienia polaryzacji poglądów w ocenie sytuacji i wyboru strategii.

Premier Stanisław Mikołajczyk oraz kierownictwo podziemia w kraju, tj. gen. Tadeusz Bór-Komorowski, komendant AK, wraz z kilkoma oficerami Komendy Głównej, zwłaszcza gen. Leopoldem Okulickim, oraz delegat rządu na kraj Jan Stanisław Jankowski nie mogli zgodzić się na bierność, którą w tej sytuacji utożsamiali z kapitulacją. Ponieważ istniała realna groźba wykorzystania przez komunistów dla swoich celów wrzenia w stolicy, zdecydowano się na wybuch powstania, widziano w nim bowiem ostatni atut w walce o suwerenność Polski. Mimo braku broni i perspektywy realnej pomocy militarnej ze strony aliantów zachodnich oraz potencjalnego ryzyka związanego z zachowaniem się Armii Czerwonej szukano kompromisu z Kremlem, który umożliwiłby w tych trudnych warunkach osiągnięcie fundamentalnego celu politycznego powstania, streszczonego w słowach Jankowskiego: „Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać”.

Warstwa po warstwie, klatka po klatce
Pod podłogą, w błocie i w zapomnianych skrytkach odnajdywane są ważne przedmioty z naszej historii. Zanim staną się eksponatami, muszą przejść długą drogę. Oto opowieść o niezwykłych odkryciach i drugim życiu pamiątek z Powstania Warszawskiego.

Gdy w 2004 r. otwierano Muzeum Powstania Warszawskiego, było wiadomo, że to nie jest jego ostateczny kształt. Muzeum zostało w pełni ukończone – jak zresztą przewidywali jego twórcy – 2 lata później, gdy pojawiła się największa atrakcja – replika Liberatora B-24J, bliźniaczo podobnego do bombowca z polską załogą, który po zrzuceniu zaopatrzenia dla walczącej Warszawy został zestrzelony koło Bochni. Dziś – 20 lat później – jest to jeden z najważniejszych elementów ekspozycji. I zauważalny dowód, że muzeów nie da się pozbawić gablot i eksponatów, bo – dajmy na to – wszystkie ich funkcje przejmują multimedia. Ciekawie zaprezentowany eksponat z poruszającą historią, pokazany jako coś wyjątkowego, a nie tylko jako jeden z bardzo licznych nabytków muzeum, będzie czymś, co zafrapuje zwiedzających.

Na podmokłym podłożu
„Warszawski” Liberator jest repliką stworzoną według oryginalnej dokumentacji, a zamontowane w nim oryginalne części pochodzą z innych egzemplarzy tego samego typu samolotu. Dla pozyskania oryginalnych fragmentów innego bombowca – Halifax JP-276 pracownicy MPW wykazali się zupełnie innymi zdolnościami. Musieli je odkryć, wydostać i zakonserwować.

Wojna, która zaczęła się od słów
Dlaczego katolicy zostali przedstawieni jako zagrożenie dla postępu, wolności i nowoczesności? Profesor Grzegorz Kucharczyk śledzi narodziny tego sposobu myślenia od epoki oświecenia aż po czasy narodowego socjalizmu.

Nie każda wojna zaczyna się od wystrzału. Są konflikty, które rodzą się znacznie wcześniej – w książkach, gazetach, parlamentarnych debatach i słowach zmieniających znaczenie pojęć takich jak „postęp”, „wolność” czy „tolerancja”. Profesor Grzegorz Kucharczyk właśnie od tego rozpoczyna opowieść o kulturkampfie. Nie od Bismarcka, nie od antykościelnych ustaw, lecz od idei, które przez dziesięciolecia przygotowywały grunt pod przekonanie, że katolicyzm jest przeszkodą na drodze do nowoczesnego państwa. Autor książki Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem świadomie wyprowadza czytelnika poza dobrze znany konflikt z lat 70. XIX wieku. Kucharczyk opisuje kolejne odsłony antykatolickiej polityki i propagandy – od oświecenia, przez liberalizm i nacjonalizm, aż po narodowy socjalizm. Pokazuje ciągłość pewnych sposobów myślenia, w których katolicyzm przedstawiano jako ciało obce wobec niemieckiej kultury, zagrożenie dla państwa i przeszkodę dla postępu.

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

U stóp Matki
Tradycyjnie na początku wakacji odbyła się Ogólnopolska Pielgrzymka Nauczycieli i Wychowawców na Jasną Górę. Upłynęła pod hasłem: „Uczniowie – Nauczyciele – Misjonarze”.

Tojuż 89. raz, kiedy pracownicy polskiej oświaty gromadzą się u stóp Matki Najświętszej, by osobiście podziękować za miniony rok szkolny.

Spotkanie w duchu modlitwy
Spotkaniu na Jasnej Górze przewodniczył metropolita katowicki abp Andrzej Przybylski, delegat Konferencji Episkopatu Polski do spraw Duszpasterstwa Nauczycieli i Wychowawców.

Oprócz udziału w wykładach uczestniczyliśmy także w zasłuchaniu w słowo Boże. Podczas Apelu Jasnogórskiego metropolita z Katowic nawiązał do Chrystusa jako Błogosławionego Owocu zrodzonego z Maryi. Przed jasnogórską ikoną dziękował za każdy z owoców dydaktycznej i wychowawczej pracy w polskiej oświacie.

Wolińscy Ludzie Morza
To nie jest przypadek, że nasza pielgrzymka zaczyna się od Eucharystii. Zanim wypłyniemy na głębię, chcemy zacumować nasze życie przy Chrystusie – powiedział w homilii abp Wiesław Śmigiel.

Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do grobu św. Mikołaja w Bari powiedział: „Świadczył [on] o Bożej Opatrzności nie tylko dlatego, że sam miał nieskończone zaufanie, ale także dlatego, że starał się być opatrznością dla innych. Opiekował się bliźnimi jak ojciec i matka i, w miarę swoich ludzkich możliwości, zaspokajał ich potrzeby”.

Wzorem Apostoła Pomorza
Święty Mikołaj szczególnie czczony jest jako patron żeglarzy, rybaków i marynarzy, bowiem, jak głosi jedna ze starożytnych legend, uratował statek przed zatonięciem, ukazując się załodze w trakcie sztormu i prowadząc statek do bezpiecznego portu. Nad Odrą i Bałtykiem znajduje się kilka miejsc kultu św. Mikołaja. Jedno z nich znajduje się w średniowiecznym nadbałtyckim porcie, w Wolinie. Świętemu Mikołajowi dedykowana jest prastara kolegiata, górująca nad miastem.

19 czerwca w Wolinie, odbyły się uroczystości ku czci św. Mikołaja, patrona Ludzi Morza. Pielgrzymi z Piasku i Krzymowa z Parafii w Krajniku Górnym oraz s. Izabela Jasińska wraz z młodzieżą z Placówki Wsparcia Dziennego Caritas św. Rodzina w Szczecinie już o świcie wyruszyli statkiem z feretronem św. Ottona, aby drogą wodną, na wzór Apostoła Pomorza sprzed 900 laty dostać się do Wolina.

Nowi doradcy arcybiskupa
W przededniu wspomnienia św. Ottona z Bambergu miała miejsce instalacja kanoników do Szczecińskiej Kapituły Katedralnej.

Wtrakcie uroczystych Nieszporów do Szczecińskiej Kapituły Katedralnej jako kanonicy gremialni włączeni zostali: ks. kan. mgr Józef Filipek oraz ks. kan. dr Artur Pestka. Grono kanoników honorowych zasilił ks. kan. dr Piotr Żelazko.

Kapituła Katedralna
To oficjalne kolegium doradcze biskupa diecezjalnego. Instalacja członków kapituły to uroczysty akt, w którego trakcie wstępujący kapłan składa wyznanie wiary, kanoniczną przysięgę oraz otrzymuje (jeśli wcześniej nie pełnił funkcji np. kanonika honorowego) insygnia – dystynktorium (krzyż/medal kapitulny) i mucet (pelerynkę). Kapitułę tworzą najbardziej zasłużeni kapłani. Kanonicy pełnią rolę „senatu” archidiecezji, wspierając arcybiskupa w zarządzaniu. Dbają też o uroczystą oprawę najważniejszych nabożeństw w kościele macierzystym.

Pułapka na pobożnych katolików
Rzekome trudności w codziennym życiu oraz sytuacjach nadzwyczajnych, w jakich mogą znaleźć się związki jednopłciowe, są od lat uregulowane.
Prezydent RP Karol Nawrocki zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu oraz przepisy ją wprowadzające i przekazał je Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. I, jak można było się spodziewać, rozpętała się burza. W krytyce najdalej poszedł chyba premier Donald Tusk, który oznajmił, że decyzja głowy państwa jest „wyrazem pogardy wobec ludzi”. Jak się zdaje, większość Polaków nie podziela opinii premiera. To raczej zdecydowane i prostolinijne stanowisko Karola Nawrockiego znajduje uznanie rodaków. Według najnowszego badania CBOS głowa naszego państwa jest w lipcu liderem rankingu zaufania. Prezydentowi ufa aż 55 procent Polaków, co jest historycznym wynikiem.

Jak nawraca świadectwo katolików
To piękna historia, która pokazuje, jakie znaczenie ma dawanie świadectwa o swojej wierze w codziennym życiu
„Zostałam ochrzczona razem z moją mamą. Wybrałam imię Stella. Stella Maris. Na cześć Matki Bożej. Było to 24 maja 2008 r. i nie miałam jeszcze 18 lat” – opowiada po latach znana łyżwiarka figurowa, złota medalistka olimpiady w Vancouver i zdobywczyni srebrnego medalu na igrzyskach w Soczi oraz mistrzyni świata w latach 2009 i 2013, Koreanka Yuna Kim.

Ruch na pielgrzymich szlakach
Wiele dobrego dzieje się od jakiegoś czasu w Kościele we Francji.

Ze zdumieniem obserwujemy, jak od kilku lat regularnie wzrasta liczba Francuzów przyjmujących chrzest w Wigilię Paschalną; wielu z nich to ludzie młodzi. Rośnie też liczba wracających do wiary po latach życia z dala od Kościoła.

Zdumiewające zakończenie mundialu
Meczami o 3. i o 1. miejsce zakończył się najdłuższy w historii mundial. Oba spotkania zapisały się w historii piłki kopanej jako wyjątkowe, choć każde z innego powodu.Mecz o brąz przypominał bardziej sparing niż starcie dwóch piłkarskich potęg. Anglicy, pomimo gry w mocno przewietrzonym składzie, już do przerwy prowadzili z Francuzami 4:0. Jednak to druga połowa przyniosła prawdziwe widowisko. Trójkolorowi byli bliscy wyrównania, strzelając 3 gole, ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:4 dla Synów Albionu.

Lato młodych z Bogiem
Choć Polska duchowo pustynnieje, wciąż są w niej oazy, w których młodzi czerpią siły do życia wiarą. Takimi oazami są rekolekcje, spotkania i festiwale organizowane tego lata.Na największe takie wydarzenie wyrasta organizowany przez oblatów Festiwal Życia w Kokotku, otoczonej lasami dzielnicy Lublińca na Górnym Śląsku. W lipcu tydzień pod namiotami spędziło tam niemal 1,5 tys. młodych ludzi. Razem uczestniczyli w Eucharystii, uwielbiali Boga, trwali w adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Konferencje głosili im siostra Gaudia Skass, małżeństwo Maja i Krzysztof Sowińscy czy o. Adam Szustak. Młodzież codziennie spotykała się też w grupach dzielenia, a wieczorami na koncertach. Był i ekstremalny Bieg Festiwalowicza. Jego trasa wiodła przez staw, rowy pełne błota, piaszczyste wydmy i wielką górę piany. Następna edycja już w lipcu 2027 roku.

Krok w dobrą stronę
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział otwarcie archiwów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczących „tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu” oraz zwiększenie liczby zezwoleń na poszukiwania i ekshumacje.

Te działania są krokiem w dobrą stronę i pokazują wyraźną zmianę narracji Zełenskiego wobec Polski. Po awanturze wywołanej jego decyzją o nadaniu elitarnej jednostce imienia „Bohaterów UPA” wysyłał jedynie komunikat, że „nikt nie będzie nam mówił, jakich bohaterów mamy czcić w Ukrainie”. Zapowiedź otwarcia archiwów jest oznaką gotowości do zmierzenia się z, trudną dla piewców UPA, prawdą o ludobójczych działaniach tej formacji na Wołyniu oraz w Galicji Wschodniej. Polscy badacze mieli dotąd utrudniony dostęp do ukraińskich archiwów, zwłaszcza dokumentów wytworzonych przez sowieckie NKWD.

Chrześcijanie zagrożeniem?
Wycofany raport Amnesty International.

Nieodpowiedzialne działanie grupy ideologicznych ekstremistów? A może jednak działanie jak najbardziej przemyślane, tylko źle oszacowano skalę sprzeciwu i potem przestraszono się konsekwencji? Amnesty International (AI) opublikowała 8 lipca raport zatytułowany: „Rosnące zagrożenie: ruch wymierzony w prawa człowieka w Wielkiej Brytanii”. Wymieniono w nim 117 organizacji, grup i osób, które zaliczono do „ruchu wymierzonego w prawa człowieka”. W tym gronie znalazły się m.in. organizacje bioetyczne, charytatywne, grupy sprzeciwiające się aborcji, katolickie media – „Catholic Herald”, „Catholic Medical Association”, ponadwyznaniowy „The Christian Institute”, zrzeszający Kościoły protestanckie Alians Ewangeliczny oraz… Konferencja Biskupów Anglii i Walii. Dwa dni po upublicznieniu raport został wycofany. Wyrażając ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji, przedstawiciele AI stwierdzili, że przed udostępnieniem dokumentu nie przeprowadzono „należytych kontroli wewnętrznych”. Raport skrytykowany został nawet w brytyjskim parlamencie, gdzie przy okazji przypomniano, że poglądy krytyczne wobec teorii gender są chronione jako światopogląd na mocy ustawy o równości z 2010 r.

Katolik (wybiórczy) na czele brytyjskiego rządu
Wielka Brytania ma nowego premiera. Został nim Andy Burnham. Pierwszy od 500 lat katolik w tradycyjnie anglikańskim kraju na tym stanowisku – podkreślają w sensacyjnym tonie niektórzy komentatorzy.Jednak nowy premier to katolik, który – jak to sam ujął – „nie liże stopni ołtarza”. Wychował się w katolickiej rodzinie, w młodości był ministrantem, a trójkę swoich dzieci posłał do katolickich szkół, ale dziś praktykuje jedynie okazjonalnie, określając siebie jako „niezbyt religijnego”. W 2015 r. deklarował: „Katolicka nauka społeczna stanowi fundament mojej polityki”. I faktycznie jego poglądy w sprawach społecznych w wielu punktach pokrywają się z nauczaniem Kościoła. Jednocześnie raczej nie po drodze mu z niektórymi katolickimi zasadami moralnymi.

Benedyktyńskie klasztory we Francji w rozkwicie
Tradycyjni benedyktyni uratowali przed zamknięciem słynny klasztor opuszczony przez inny zakon. To znak zdumiewającej żywotności niektórych ośrodków benedyktyńskich we Francji.

W czasach, gdy Francja stawała się coraz bardziej zimną religijnie pustynią, opactwa benedyktynów nie tylko kwitły, ale wręcz owocowały, tworząc nowe klasztory-córki. Ostatnim przykładem tej żywotności stało się uratowanie przez mnichów z Le Barroux historycznego opactwa zakonu trapistów w Bellefontaine. Gdyby nie zakonnicy z założonej przez o. Gerarda Calveta OSB wspólnoty, ośrodek ten zniknąłby jako miejsce kultu i modlitwy. Dodajmy, że o. Calvet był w latach 80. ub. wieku jedną z najważniejszych postaci związanych z głośnym obecnie na cały świat wydarzeniem, jakim jest coroczna pielgrzymka do Chartres. Związek Le Barroux z Pielgrzymką Chrześcijaństwa – jak bywa nazywana – pokazuje, że mamy do czynienia z tą samą chrześcijańską żywotnością promieniującą w różnych miejscach, która łączy się w pewną społeczność.

Adam Borowski w rozmowie z „Gościem”: Nie zejdę z ulicy
O bezprawiu, dziedzictwie Romaszewskich i chorobie wymiaru sprawiedliwości mówi Adam Borowski. Piotr Legutko: Podczas przesłuchań w Sejmie powiedział Pan: „Ojczyzna bezprawiem stoi”. Co jest dziś naszym największym zagrożeniem wewnętrznym?

Adam Borowski: Niewątpliwie zniszczenie wymiaru sprawiedliwości. Żadne państwo nie może funkcjonować, gdy wymiar sprawiedliwości jest w rozkładzie, bo to jest jednocześnie rozkład państwa. Na budynku sądu przy Alei Solidarności w Warszawie widnieje napis: „Sprawiedliwość jest ostoją mocy i trwałości Rzeczypospolitej”. Kiedy nie ma sprawiedliwości, to ojczyzna jest słaba i narażona na najróżniejsze wewnętrzne i zewnętrzne niebezpieczeństwa. Prawa obywatelskie były łamane w ciągu całej III RP, wystarczy przypomnieć sprawę Jolanty Brzeskiej, ale rząd Donalda Tuska świadomie rozkłada nasz wymiar sprawiedliwości. Znów są więźniowie polityczni, Trybunał Konstytucyjny nie jest uznawany, wbrew traktatom zaczyna się wprowadzać w nasz system prawny wyroki sądów międzynarodowych w tych obszarach, w których nie zrzekliśmy się suwerenności, władza uznaje wyższość trybunałów i prawa europejskiego nad naszą konstytucją. A chodzi o fundamentalną dla nas sferę wartości, ochronę małżeństwa i rodziny. Mógłbym tak jeszcze długo wyliczać, ale zrobiłem to już

Wierni nauczaniu Kościoła mówią: „dość”
Niemieccy katolicy wierni tradycyjnemu nauczaniu Kościoła stracili cierpliwość.

Postanowili zdecydowanie odpowiedzieć na forsowanie przez Centralny Komitet Niemieckich Katolików i sporą część biskupów, mimo wyraźnego sprzeciwu Stolicy Apostolskiej, sprzecznych z katolicką doktryną postulatów Drogi Synodalnej. Dlatego powołali do życia ruch Pro Fide Ecclesiae.

Ann Widdecombe – katoliczka z wyboru
Ann Widdecombe należała do najbardziej wyrazistych postaci brytyjskiej polityki – bezkompromisowa, ideowa, odporna na presję opinii. Przejście na katolicyzm nazwała najlepszą decyzją w życiu. Zawsze mówiła głośno o swojej wierze.Została brutalnie zamordowana 9 lipca br. w swoim domu. Policja początkowo sugerowała motyw rabunkowy, wykluczając tło polityczne czy terrorystyczne. Z czasem przyznała jednak, że był to „zamierzony atak”.

Kim była Ann Widdecombe? Dlaczego przez lata budziła tak silne emocje – od podziwu po ostrą niechęć? Co sprawiło, że nawet po zakończeniu kariery politycznej pozostawała postacią, wobec której trudno było przejść obojętnie?

Kościół ostrzega: udział w liturgii ks. Galusa to grzech ciężki
Cześć i posłuszeństwo, które kandydat do święceń przyrzeka biskupowi, to akt wiary, podejmowany przed Bogiem i ze względu na Niego. Wierność temu zobowiązaniu owocuje błogosławieństwem. Niewierność skutkuje… Wystarczy spojrzeć.

Różaniec, Msza Święta, adoracja, uwielbienie Jezusa i Maryi, modlitwy o uwolnienie i uzdrowienie, wylanie Ducha Świętego – to program „letniego plenerowego spotkania ewangelizacyjnego”, do udziału w którym zachęca wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa (MiMJ). Na plakacie ksiądz ze złożonymi rękami w towarzystwie wizerunków Jezusa i Maryi, a u dołu, przed adresem i datą, informacja: „miejsce spotkania: Diecezja Zielonogórsko–Gorzowska, Strzelce Krajeńskie”.

Nasi sędziwi mistrzowie
Była noc. Na oddziale prowadzonego przez Urszulanki Unii Rzymskiej Domu Pomocy Społecznej w poznańskim Pokrzywnie leżała kobieta, która miała problem z oddychaniem. – W takiej sytuacji opiekun bywa bezradny, nawet jeżeli używamy różnych sprzętów medycznych – zauważa siostra Teresa Gąsior, dyrektorka placówki. Po pewnym czasie wymieniła się z koleżanką i poszła odpocząć do dyżurki. – I nie wiem, czy to był sen, czy coś innego, w każdym razie miałam taki obraz: wchodzę do pokoju tej kobiety, odchylam kołdrę i widzę tam ubiczowane ciało Pana Jezusa. Byłam wstrząśnięta. To przeżycie pokazało mi, że osobą, którą się opiekuję, jest naprawdę On sam. Że to wszystko musi się wykonać do końca i że ja na to nie mam wpływu. To jednak, że mogę tu być i towarzyszyć tym osobom, jest dla mnie łaską i przywilejem – zaświadcza. Wyznaje, iż stale prowadzą ją słowa z Ewangelii: „Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. – To jest drogowskaz w mojej pracy – podkreśla.

Czego uczą psalmy? Rozmowa z autorem „Psalmoterapii w praktyce”
O leczniczych właściwościach psalmów, modlitwie w ciemności i o tym, czy można Panu Bogu „nawrzucać”, mówi br. Piotr Kwiatek OFMCap.

Od pędzla do topora
Dnia 28 lipca 1540 r. w Londynie ścięty został Thomas Cromwell – najpotężniejszy po królu człowiek w Anglii.

Życie stracił dlatego, że padł ofiarą artystycznego geniuszu malarza Hansa Holbeina. Przez 10 lat był najbardziej zaufanym współpracownikiem Henryka VIII, pełniąc m.in. funkcje kanclerza skarbu i sekretarza stanu. Gdy papież nie zgodził się na uznanie rozwodu monarchy i zawarcie przez niego kolejnego małżeństwa, władca wypowiedział posłuszeństwo Stolicy Apostolskiej i w 1534 r. ogłosił powstanie Kościoła anglikańskiego, stając na jego czele.

Polska baśń
Jak zbawienne dla tożsamości ludzi Zachodu mogą być takie filmy jak „Odyseja” Nolana, tak i my – Polacy – potrzebujemy dziś analogicznych mitów, które przypominałyby nam, kim jesteśmy.

Wszedłem do kina jako barbarzyńca, wyszedłem jako Europejczyk. To pierwsze, o czym pomyślałem po seansie „Odysei” w filmowej adaptacji autorstwa Christophera Nolana. Film ma swoje oczywiste mankamenty, ale nadrzędny cel reżysera został osiągnięty – pokazano na ekranie wielki mit będący jednym z fundamentów zachodniej cywilizacji.

Doktryna widzimisię
Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi – więc też bardziej niż siebie.Kto zrywa z Kościołem, zawsze uzasadnia to tak samo jak jego poprzednicy. Ulubionym argumentem buntowników jest zdanie z Dziejów Apostolskich: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. I to jest święta prawda, ale, uwaga: powiedział to Piotr Apostoł na mocy autorytetu, który otrzymał od samego Jezusa. On też, razem z pozostałymi uczniami, usłyszał: „Kto was słucha, Mnie słucha”. No to chyba dość jasno z tego wynika, że słuchając Piotra i zjednoczonych z nim apostołów, słucha się Jezusa, prawda?

Wszyscy za jednego
Obraz, jaki pokazują media społecznościowe, to nie lustro, ale karykatura.Atak 54-letniego mężczyzny na dwie ukraińskie dziewczynki w Bielsku-Białej wzbudził powszechne oburzenie. Potępiła go cała klasa polityczna i niemal w komplecie publicyści. Wypowiedzieli się: premier, marszałek Sejmu, ministrowie, także ci z Ukrainy. Był to też najbardziej angażujący temat lipca w mediach społecznościowych. Co można jeszcze w tej sprawie zrobić, by zmazać winę? Na przykład wprowadzić odpowiedzialność zbiorową, niezrównoważonego człowieka uczynić typowym przedstawicielem naszego opętanego nienawiścią do obcych społeczeństwa. I to się właśnie dzieje.

Proch ucałowany
Czasem mam wrażenie, że zaczynam wszystko od początku. „Pamiętaj skąd spadłeś i nawróć się” (Ap 2,5) – przypomina w Apokalipsie św. Jan. Często mam poczucie, że jestem prochem. Tyle że prochem ucałowanym przez Najwyższego. Doskonale rozumiem słowa Benedykta XVI, który nauczał: „Człowiek jest prochem i w proch się obróci, ale w oczach Boga jest prochem cennym, bo Bóg stworzył człowieka do nieśmiertelności”. Świadomość tego, że jestem prochem, to nie powód do samooskarżenia. To ukazanie proporcji. „I chodź ze Mną zbawiać świat” – usłyszałem podczas Mszy św. Zaraz, zaraz, czy proch może w tym pomóc Wszechmocnemu Panu Zastępów, przy którym narody „są jak kropla wody u wiadra” (Iz 40,15)? Doskonale opisał ten mechanizm franciszkanin o. prof. Stanisław Celestyn Napiórkowski: „Przywołuję najpiękniejszą wioskę świata, czyli Małe Mroczki, gdzie się urodziłem. Ojciec młócił zboże cepami. Kiedy miałem może dziesięć lat i bardzo chciałem również młócić, ojciec zrobił mi małe cepy, w sam raz na mój niewielki wzrost i słabe ręce. Pozwalał mi młócić razem ze sobą. Należało chwycić właściwy rytm uderzenia na zmianę: grzmotnięcie cepów ojca i muśnięcie mojego bijaka. Prawdopodobnie więcej ojcu przeszkadzałem, niż pomagałem, ale dobry ojciec pozwalał mi na frajdę młocki. Wchodząc do domu, wołał: »Matka, twój syn zarobił dzisiaj na dobry obiad!«. W podwórku była studnia z żurawiem. Mama ciągnęła wodę i dźwigała wiadra. »Pomogę ci!« – wołałem i chwytałem wiadro z boku. Szliśmy tak razem, mocując się. Mama z wiadrem i z moją osobą, która zwiększała jego ciężar. Więcej tej wody wychlapałem, niż doniosłem. W końcu mama stawiała wiadro, brała mnie na ręce i całując, wołała: »Ach, ty mój mały pomocniku, cóż ja bym bez ciebie zrobiła?«. Czy tamta dziecięca współpraca pomniejszała wielkość mamy i ojca? Czy kwestionowała ich suwerenność? Ich dojrzałość sprawiała moje dojrzewanie, także moją radość, która była ich radością”.

Czy między wojennymi zbrodniami Ukraińców na Polakach i Polaków na Ukraińcach istnieje symetria?
Przypadków polskiego odwetu za Wołyń nie da się porównać do ludobójstwa, którego wcześniej dopuściła się UPA, ani pod względem skali, ani okrucieństwa. Niestety, takie przypadki naprawdę się zdarzały.
Według strony ukraińskiej między wojennymi zbrodniami Ukraińców na Polakach i Polaków na Ukraińcach istnieje symetria. To nieprawda, bo polskie zbrodnie miały bez porównania mniejszą skalę. Nie towarzyszyło im – jak w czasie rzezi na Polakach na Wołyniu – wyjątkowe okrucieństwo. Polskie działania odwetowe nie były też czystką etniczną. W ogóle by ich nie było, gdyby nie ludobójstwo dokonane przez banderowców. Powinniśmy jednak przyznać sami przed sobą: tak, zdarzały się również takie przypadki, w których to Polacy zabijali niewinnych Ukraińców.

Raz jeszcze o tym, kiedy wydobyto zwłoki ks. Popiełuszki
Rzetelne dochodzenie prawdy o okolicznościach śmierci ks. Jerzego Popiełuszki wymaga nie obrony za wszelką cenę wersji procesu toruńskiego, lecz gotowości do równoważnego traktowania źródeł różnego typu, w tym świadectw ustnych, oraz konsekwentnego stosowania tej samej miary wobec wszystkich dokumentów aparatu bezpieczeństwa PRL.
Polemika redaktora Andrzeja Grajewskiego z naszym wywiadem przeprowadzonym z płetwonurkiem Piotrem Laudańskim na temat wyłowienia przez niego zwłok ks. Popiełuszki zawiera szereg nieporozumień metodologicznych, nieścisłości w lekturze samego wywiadu oraz sprzeczności z ustaleniami, na które sam się powołuje. W efekcie jego krytyka nie podważa zasadniczej tezy o pierwszym wydobyciu zwłok ks. Jerzego kilka dni przed ich oficjalnym ujawnieniem 30 października 1984 roku.

Czy UE zmusi Ukrainę do zmiany polityki historycznej?
Przystępując do Unii Europejskiej, Ukraina musi się liczyć z tym, że konieczne będzie nie tylko zmodernizowanie państwa, zmiana prawa, skuteczna walka z korupcją, ale także zrewidowanie polityki historycznej, nastawionej na gloryfikację UPA. Przykład Chorwacji pokazuje, że taka zmiana jest możliwa.

Są pewne podobieństwa między kultem ustaszy, jaki w Chorwacji rozwinął się w latach 90. ubiegłego wieku, podczas wojny o suwerenność, a tym, co obecnie dzieje się w Ukrainie w związku z odpieraniem rosyjskiej agresji. W obu przypadkach formacje odpowiedzialne za zbrodnie ludobójstwa w przeszłości uznano za wzór, symbol kontynuacji walki ze starym wrogiem. Zasadnicza różnica jednak polega na tym, że UPA nie była formacją państwową, ale zbrojnym ramieniem banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – OUN-B, a ustasze – Chorwacki Ruch Rewolucyjny – rządzili w latach 1941–1945 zależnym od III Rzeszy, ale własnym państwem.

Na szczycie wygasłego wulkanu tętni życie wiary. Fenomen Góry Świętej Anny
Na Górze Świętej Anny kryzysu wiary nie widać. Ogromny Dom Pielgrzyma, mieszczący pół tysiąca ludzi, jest ciągle pełny. W zeszłym roku z rekolekcji w tym miejscu skorzystało aż 87 tysięcy osób.Na rekolekcje przyjeżdżają tu wspólnoty z całej Polski, od Bałtyku po Tatry. Rekord frekwencji należy do Wspólnoty Jezusa Miłosiernego z Rybnika, która dekadę temu przywiozła blisko 700 osób. Część z nich musiała nocować poza domem. To był weekend w ramach ewangelizacyjnego kursu Alpha, na którym mnóstwo ludzi doświadcza nawrócenia lub ożywienia wiary. Regularnie przyjeżdżają też wspólnoty neokatechumenalne, AA, w maju odbywają się tu wielkie rekolekcje małżeńskie „Obdarowani”, latem ponad tysiąc gości przyjeżdża na trzy turnusy rekolekcji „Jezus żyje”. Ogromna aula na ponad 300 osób prawie codziennie rozbrzmiewa uwielbieniem. – Jeśli grup jest więcej, to czasami adoracja Najświętszego Sakramentu odbywa się w naszym Domu jednocześnie w kilku miejscach. Ten Dom jest obmodlony, wielu ludzi twierdzi, że to się wyczuwa – mówi brat Dominik Grochla, wikariusz Domu.

Komentarze są wyłączone.