Czytania

Niedziela, 2 sierpnia 2026

XVII Niedziela Zwykła

Czytanie pierwsze (Iz 55, 1-3)
Tak mówi Pan: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie,
choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez
pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądze na
to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?
Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje
tłustych potraw. Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie
Mnie, a dusza wasza żyć będzie. Zawrę z wami wieczyste przymierze;
niezawodne są łaski dla Dawida”.

Psalm (Ps 145 (144), 8-9. 15-16. 17-18)
REFREN: Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
a Ty ich karmisz we właściwym czasie.
Ty otwierasz swą rękę
i karmisz do syta wszystko, co żyje.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.

Czytanie drugie (Rz 8, 35. 37-39)
Bracia: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie,
ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy
miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu,
który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani
aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe,
ani Moce, ani co jest wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne
stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w
Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Aklamacja(Mt 4, 4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z
ust Bożych.

Ewangelia (Mt 14, 13-21)
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd
łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast
poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się
nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do
Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest pustkowiem i pora już
późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią
sobie żywności”. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują
odchodzić; wy dajcie im jeść!” Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu
nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. On rzekł:
„Przynieście Mi je tutaj”. Kazał tłumom usiąść na trawie,
następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo,
odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom,
uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało,
zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli,
było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Komentarz:

Wśród letnich upałów woda, która gasi pragnienie, zupełnie inaczej
smakuje. Tym bardziej, jak taką wodę można otrzymać za darmo. A
jeszcze, jak weźmiemy poprawkę, że chodzi o Bliski Wschód, gdzie woda
jest skarbem, to zupełnie inaczej smakują słowa proroka.
„Przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy”.
Oto Pan otwiera swą rękę i karmi nas do syta. I zaprasza, żebyśmy
odnaleźli się pośród tego tłumu ludzi, który słucha Jezusa, za
który Jezus bierze odpowiedzialność i tej odpowiedzialności uczy swych
uczniów.
Po śmierci Jana Chrzciciela Jezus udaje się na pustkowie osobno. A ludzie
za Nim idą. I lituje się nad nimi, bo oni są jak owce niemające
pasterza. I uczy swych uczniów odpowiedzialności za drugiego człowieka,
kiedy do nich mówi: „Wy dajcie im jeść”.
Czasami, myśląc o pomocy drugiemu człowiekowi, czekamy na złote góry,
na wygraną w totolotka, na zmianę rządów, na spadek po babci. Jezus
robi coś zupełnie innego. Nie czeka na złote góry. Bierze to, co jest,
to, co Mu dają: pięć chlebów i dwie ryby. Nie przekreśla ich, a
błogosławi.
Mamy tutaj użyte całe słownictwo eucharystyczne. Jezus spojrzał w
niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleb i dał uczniom. Po
co? Żeby zanieśli ten chleb innym.
Zostało dwanaście koszów pełnych ułomków. Po tym szczególnie
rozpoznajemy, że to rozmnożenie chleba ma miejsce na brzegu Galilejskim,
że to rodzi się Nowy Izrael, rodzi się Kościół, aby brać
odpowiedzialność za drugiego człowieka.

ks. Wenancjusz Zmuda

Edytorial
Rozmyślania w porze żniw

Tak się nam jakoś układa najnowsza historia, że przełomowe dla narodowych dziejów wydarzenia mają miejsce w ciągu 31 dni dojrzałego sierpniowego lata. Cud nas Wisłą, Powstanie Warszawskie, Sierpień ’80. Zaczął się więc ważny dla Polaków miesiąc. W Warszawie, a także – choć w mniejszym stopniu – w całej Polsce, odbędą się rozmaite uroczystości rocznicowe związane z powstaniem. Pojawią się na nich Weterani, z rozmysłem piszę to słowo wielką literą. A pozostało ich dziś tylko 233. Dwustu w Polsce, reszta poza krajem. Świadkowie i uczestnicy zrywu, który do dziś budzi podziw i rozpala dyskusje. Nienajpiękniej obeszliśmy się z nimi po upadku powstania. Nie mieli łatwego życia. Czas jednak nie na rachunek win z minionych dekad, ale na szczere opowiedzenie sobie o realiach. Jak w 2026 r. okazujemy wdzięczność swoim bohaterom? I od razu wspomnę, że nie chodzi wyłącznie o kwestie finansowe. Weteranom zawsze zależało najbardziej na szacunku wobec poległych, na pamięci o ich heroizmie, na wpajaniu kolejnym pokoleniom młodych Polaków tych samych wartości, które kształtowały pokolenie Kolumbów. A wdzięczność, podobnie jak miłość, musi mieć wymiar zewnętrzny, by nie stać się pustą paplaniną. Co robimy, by czuli się uszanowani i docenieni? Na to pytanie odpowiada Wojciech Bobrowski, przewodnik-wolontariusz z Muzeum Powstania Warszawskiego. Czy zdajemy egzamin z wdzięczności? I na jaką ocenę? Warto czasem zrobić sobie taki rachunek sumienia.

Mleko się rozlało… Mam na myśli sytuację w stojącym na granicy upadku systemie opieki zdrowotnej, niesławny już Szpital Południowy w Warszawie czy nieetyczne postawy niektórych lekarzy oraz niebotyczne zarobki wielu z nich. Padają obietnice, że trzeba coś z tym zrobić, szuka się przyczyn i winnych. Spadają ministerialne głowy, pacjenci tracą zaufanie do lekarzy. Mają być restrukturyzacja (kolejna), reforma (następna), a Emil Tańczak na naszych łamach diagnozuje to, co się wydarzyło, jednym trafnym słowem: „chciwość”. Chciwość jest potężną siłą. Z nią walczy się najtrudniej, bo potrafi szybko zakazić dusze i pleni się jak chwast.

Nie wierzę więc, wydaje mi się, że podobnie jak autor, iż coś się zmieni w systemie ochrony zdrowia bez zmian fundamentalnych – przywrócenia ustawień fabrycznych w podchodzeniu do zawodu lekarza, że na medycynę idzie się nie dla kasy, ale po to, by leczyć chorych ludzi. Moja niewiara w skuteczną reformę systemu bierze się też stąd, że zbyt wielu z branży medycznej i farmaceutycznej czerpie z obecnego systemu spore zyski i nie zależy im na zmianie sytuacji. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka. Może poświęci się kilka głów, zadeklaruje publiczne wyciągnięcie „daleko idących konsekwencji”, może na chwilę włączy się w proces wymiar sprawiedliwości, by za jakiś czas uznać „znikomą szkodliwość czynów”. I sytuacja powróci do dobrze nam znanych kilometrowych kolejek do specjalistów, zadłużonych szpitali, a w efekcie do konieczności płacenia z własnej kieszeni za leczenie, bo zdrowie nasze i najbliższych to jedna z tych spraw, które nie mają ceny.

Temat trzeci, który chciałabym zarekomendować, dotyczy globalizacji. Czy obawiają się jej Państwo? I czy w ogóle zaprzątają sobie nią głowę? Zapewne nie albo nie tak bardzo. Ten proces, w którym państwa, gospodarki i ludzie są coraz mocniej ze sobą powiązani i coraz bardziej zależni od siebie, budzi jednak niepokój i sprzeciw. Bo co się stanie, gdy nastąpi ogólnoświatowy krach? W trakcie niedawnej pandemii okazało się np., że spora część substancji wykorzystywanych w produkcji leków pochodzi z Chin. Pandemia w tym kraju zatrzymała dostawy, co wprawiło świat w przerażenie. Globalizacja odbywa się jednak także na innych poziomach. Na naszych łamach znany podróżnik Jacek Pałkiewicz wyjaśnia, czym ona jest, gdy patrzy się lokalnie, regionalnie, w sferze tego, co najbliższe naszej kulturze, wyborom, jakich dokonujemy. Globalizacja jest faktem, który trudno ignorować – to efekt postępu cywilizacyjnego, a ten znacznie ułatwia nam codzienną egzystencję. Nie zauważamy w związku z tym strat, które niesie. I o tym m.in. pisze p. Jacek. Może warto się tej sprawie bliżej przyjrzeć?

Weterani
Mijają 82 lata od wybuchu Powstania Warszawskiego. Czy pamiętamy dziś o żyjących jeszcze bohaterach zrywu, o ludziach, którym tak wiele zawdzięczamy?

W Polsce przez wiele lat pamięć o kombatantach była naznaczona podziałami wynikającymi z powojennej polityki. Jednych stawiano za wzór, innych skazywano na przemilczenie i marginalizację. Wielu z nich, zwłaszcza w pierwszych latach Polski Ludowej, spotkały prześladowania, więzienie i inne represje za ich wojenną działalność. Dziś coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że wszystkim weteranom, niezależnie od formacji, w której walczyli, należą się pamięć, wdzięczność i szacunek.

Takie podejście od dawna jest czymś naturalnym w wielu krajach świata, gdzie weterani postrzegani są przede wszystkim jako świadkowie historii i ludzie, którzy służyli swojej ojczyźnie. Wymownym przykładem są Stany Zjednoczone. Podczas lipcowych obchodów 250. rocznicy ogłoszenia niepodległości honorowym gościem prezydenta Donalda Trumpa był 107-letni Arthur Rose, porucznik (lieutenant) Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych (U.S. Navy), weteran II wojny światowej. W czasie alianckiego lądowania w Normandii pełnił funkcję oficera inżynieryjnego.

Na taki sam szacunek zasługują żyjący uczestnicy Powstania Warszawskiego – ostatni świadkowie jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Polski. Każde spotkanie z nimi jest żywą lekcją historii i przypomnieniem o długu wdzięczności wobec pokolenia, które walczyło o niepodległość.

Golgota na Ochocie
Targowisko „Zieleniak” na warszawskiej Ochocie stało się jednym z najbardziej tragicznych miejsc kaźni podczas Powstania Warszawskiego.

Na ogrodzony plac spędzano całe rodziny, kobiety z niemowlętami, dzieci, starców, ciężko chorych, rannych i tych, którzy dopiero co zostali wypędzeni z płonących domów. W ciągu kilku dni przez Zieleniak przeszło ok. 200 tys. ludzi.

Obwód IV Ochota Armii Krajowej należał do najsłabiej uzbrojonych spośród walczących jednostek Okręgu Warszawskiego AK. Żołnierze dysponowali niewielką liczbą pistoletów, karabinów i granatów, znaczna część miała do dyspozycji jedynie butelki zapalające lub broń zdobytą tuż przed godziną „W”. Mimo to nikt nie myślał o uchylaniu się od walki. Rozkaz oznaczał obowiązek, a obowiązek wobec ojczyzny był dla pokolenia Polski Podziemnej wartością najwyższą. Przez Ochotę przebiegały strategiczne arterie prowadzące do centrum Warszawy, co sprawiało, że Niemcy zamierzali utrzymać ten teren za wszelką cenę. Silnie ufortyfikowane były: dawny Dom Akademicki przy Placu Narutowicza, kompleks dawnej Dyrekcji Naczelnej Lasów Państwowych przy ul. Wawelskiej oraz gmach przy ul. Tarczyńskiej 8, zaadaptowany na koszary kompanii SS.

Ukryty kod
Dla świadomego chrześcijanina pytanie o imię dla dziecka nie powinno być obojętne. Jakie jest bowiem znaczenie tego imienia i kto je dawniej nosił? Imię bowiem może być elementem wychowania i tożsamości, a nie samym ładnym brzmieniem.

Dokonało się wielkie dzieło
26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze wydarzyło się coś, co nie byłoby możliwe w żadnym innym kraju znajdującym się pod wpływem Związku Sowieckiego.

Pozostaną w Kościele?
Ostatnio ktoś zadał mi pytanie: „jakie są najlepsze przepisy na to, by młodzi chcieli pozostać w Kościele?”. Proszę pozwolić, by ten artykuł stał się próbą znalezienia odpowiedzi.

Świat z jedną metką
Niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy połączenie oznacza ujednolicenie, a wymiana – dominację jednego modelu życia nad wszystkimi innymi.

PiS bez płuca
W czasie gdy rząd Donalda Tuska ma gigantyczne problemy wizerunkowe i sondażowe, największa partia opozycyjna walczy sama ze sobą. Ostry konflikt o przywództwo w PiS-ie doprowadził do podziału w partii.

Czytamy Leona XIV
Musimy nauczyć się dostrzegać to, co naprawdę się liczy: skarb relacji z Bogiem, która pomaga nam jak najlepiej przeżywać nasze wzajemne relacje.

Żyjemy dziś w świecie, w którym tak często brakuje piękna: jest tyle problemów, wojen, konfliktów, nienawiści, przemocy, brak pracy i wiele innych trudności. (…) Istnieje coś lepszego (…) – kiedy tego chcemy, wszyscy razem – możemy wspólnie obdarowywać świat pięknem, które płynąc z serca, pomaga nam wznosić się ku Bogu. (…) Muzyka, sztuka i piękno są naprawdę narzędziami, które pomagają nam zwracać wzrok ku Bogu, za pomocą tego ruchu ku górze, należącego do tego, co w człowieku jest najpiękniejsze.

Koncert na cześć papieża Leona XIV zorganizowany przez diecezję Albano, Castel Gandolfo, 18 lipca 2026 r.

Także dzisiaj Kościół jest komunią osób różniących się pochodzeniem, kulturą, kompetencjami i stopniem odpowiedzialności, lecz wszystkie one są wezwane, by odkryć, że w Jezusie Chrystusie stanowią „jedno”: to On jest ukrytym skarbem, drogocenną perłą, siecią, która gromadzi rozproszonych. Od początku bowiem Jezus powoływał i gromadził wokół siebie osoby, które w przeciwnym razie nigdy by się ze sobą nie spotkały. Właśnie w ten sposób ukazał, że Bóg nie ma względu na osoby, a Jego wybór jest szczególnym umiłowaniem – zwłaszcza tych, którzy są mali i odrzuceni. (…) Nie pozostaje nam nic innego, jak prosić o dar – ten sam, o który modlił się młody król Salomon. Jest to dar rozpoznania drogocennej perły, dar dostrzeżenia skarbu, dla którego warto sprzedać wszystko. Podczas gdy przemysł konsumpcji urabia nasz smak, budząc wciąż nowe potrzeby, aby potem sprzedawać nam rozwiązania, które nie nasycają, a niekiedy zatruwają serce, musimy nauczyć się dostrzegać to, co naprawdę się liczy: skarb relacji z Bogiem, która otwiera nas na radość i pomaga nam jak najlepiej przeżywać nasze wzajemne relacje.

Posłuszeństwo Bogu a wolność osobista?
Oceniając postawy polskiego społeczeństwa po kilku latach odzyskania wolności, ks. prof. Józef Tischner zatytułował swoją książkę gorzko: Nieszczęsny dar wolności. Jeżeli oceniał tak 20 lat temu, to ciekawe, co napisałby dziś, kiedy ten dar wolności wydaje się nie tyle nieszczęściem, ile bardziej przekleństwem. To właśnie dlatego, że jesteśmy wolni, mamy wybór – możemy z ziemi uczynić piekło albo niebo. Czy rzeczywiście dałoby się z ziemi uczynić niebo? Pytanie to jest czysto retoryczne, bo w praktyce jest to niemożliwe, zgodnie z tym, co podpowiada chrześcijański realizm, choć teoretycznie niebo na ziemi byłoby wtedy, gdybyśmy na wzór Abrahama i Maryi byli w 100% posłuszni Bogu w wierze. Właśnie dlatego, że jesteśmy wolni, możemy być Bogu posłuszni. Gdybyśmy tego daru – który czasem jest nieszczęściem, a niekiedy bywa, że przekleństwem – nie mieli, niemożliwe stałoby się posłuszeństwo Panu Bogu. Człowiek dzięki wolności może być Panu Bogu posłuszny lub nie.

Patron tygodnia
Świadek nadziei

Był kaznodzieją i spowiednikiem, unikał rozgłosu. Wojna sprawiła, że miejscem jego posługi stała się więzienna cela.

Czy w chwili próby potrafilibyśmy zachować się tak, jak trzeba, a przy tym nie stracić nadziei? Skromny kapucyn z maleńkiego Zachorzowa na ziemi opoczyńskiej wytrzymał próbę czasu. Józef Krzysztofik urodził się w 1908 r. w rodzinie rolników. Do zakonu kapucynów wstąpił jako bardzo młody człowiek. Przyjął zakonne imię Henryk. Okazał się na tyle zdolny, że przełożeni wysłali go na studia do Holandii, a następnie na Uniwersytet Gregoriański w Rzymie. Po powrocie do kraju pracował w Lublinie. Był cenionym wykładowcą, kaznodzieją i spowiednikiem, ale unikał rozgłosu.

Rodzinne miasto Apostoła Narodów
Dom, z którego wychodzimy, miejsce, czas i kultura, w której wzrastamy, wydają się pierwszymi narzędziami w kształtowaniu osobistego i życiowego powołania.

W kontekście obecnie przeżywanego w Polsce roku duszpasterskiego pod hasłem: „Uczniowie-misjonarze”, przyjrzenie się bliżej miejscu, gdzie wzrastał Apostoł, który nie znalazł się wśród powołanych przez Jezusa Dwunastu, ale dorósł do tego tytułu dzięki ogromnemu wysiłkowi i działalności misyjnej, może być dla nas – współczesnych – inspiracją i zachętą.

Miasto między górami
Tars to miasto z historią liczącą 8 tys. lat. Tędy prowadziły nie tylko szlaki handlowe, przynoszące wraz z dobrami materialnymi także aktualne nowinki filozoficzne i religijne, ale przechodzili też wielcy zwycięzcy, jak np. Aleksander Wielki, wojska krzyżowców czy później muzułmańskie.

Miasto jest położone między wysokimi górami Taurus a Morzem Śródziemnym. Surowość gór osiągających nawet ponad 3,7 tys. m n.p.m. musiała wpływać na kształtowanie charakteru, gdyż bez ogromnego wysiłku fizycznego oraz wytrwałości i determinacji nie można było przez nie się przedostać. Późniejsze liczne piesze podróże misyjne św. Pawła potwierdziły te właśnie cechy charakteru Apostoła Narodów.

Mentor z małej wsi
Mówił, że człowiek został powołany do dwóch wspaniałych rzeczy: do miłości i do modlitwy. Modlić się i miłować – w tym zawiera się szczęście człowieka na ziemi. Modlitwa jest niczym innym jak zjednoczeniem z Bogiem. Od 1929 r. św. Jan Maria Vianney patronuje kapłanom, a zwłaszcza proboszczom.

Samotność w tłumie
W 2018 r. w Wielkiej Brytanii dostrzeżono rosnący problem samotności (9 mln obywateli) i powołano ministra do jego rozwiązania. W Polsce 65% badanych odczuwa samotność, a 14% odczuwa ciągłą samotność (CBOS). W 2010 r. badacze wykazali, że izolacja społeczna ma tak samo negatywny wpływ na długość życia człowieka jak palenie 15 papierosów dziennie (dane od ponad 300 tys. uczestników). W jednym z badań prof. Julianne Holt-Lunstad wykazała, że samotność i izolacja społeczna to śmiertelne zagrożenia. Obiektywna izolacja natomiast zwiększa ryzyko śmierci o 29%, samotność (subiektywne poczucie) – o 26%, a samotne mieszkanie – o 32% (badanie z 2015 r.). Silne więzi społeczne zwiększają szansę na przeżycie o 50%.

Dlaczego Polska jest słaba?
W tytule tekstu jest, oczywiście, postawiona teza: Polska jest słaba. Zbyt słaba jak na swoją gospodarkę, społeczeństwo i ogólny potencjał rozwoju. Nasz kraj jest szczególnie słaby w polityce międzynarodowej, w której zdaje się, że już nawet ropiejąca wojną i korupcją Ukraina góruje nad naszym krajem. Oczywiście, mechanizm przewagi Ukrainy jest nader czytelny: realizacja interesów światowych elit oraz gigantyczne kwoty łapówek wręczanych przez ukraińskich oligarchów europejskim biurokratom.

Zastanówmy się jednak nad źródłami słabości Polski. Pierwsze z nich jest bardzo widoczne: to obecny rząd, który bardziej realizuje interesy Niemiec, niż przejmuje się potrzebami własnego kraju. Rząd ten powstał na skutek sprytnej manipulacji, m.in. z powołaniem partii Szymona Hołowni, która umożliwiła Donaldowi Tuskowi zdobycie przewagi nad PiS-em i po wykonaniu tego zadania przestała być potrzebna, straciła więc swoje ukryte wsparcie i pozostawiła samego Hołownię z rozdziawioną ze zdumienia buzią. Sprytna manipulacja dała Tuskowi władzę, a on już uczynił z nią to, co miał uczynić. Rozwój Polski został zahamowany, a z projektów takich jak CPK nic realnie nie zostało.

Zanim powstała Italia
Italia historycznie kojarzy nam się ze świetnością imperium rzymskiego. Niewielu zdaje sobie sprawę, że wielki wpływ na rozwój Półwyspu Apenińskiego miała znacznie starsza cywilizacja etruska, która sięgała XI wieku przed Chr.

Etruskowie albo przybyli do Włoch z Azji Mniejszej, o czym przekonany był grecki kronikarz Herodot, albo też byli ludem autochtonicznym, czyli rdzennymi mieszkańcami Italii, o czym pisał już grecki historyk Dionizjusz z Halikarnasu. Ostatnio ta druga teza zyskuje coraz więcej zwolenników. Pierwsze wzmianki o tym ludzie pochodzą sprzed 3 tys. lat. Ich język do dzisiaj nie został w pełni odczytany, zanikł pod wpływem łaciny. Istnieją przypuszczenia, że twórca Rzymu, Romulus, był Etruskiem, a nazwa Wiecznego Miasta pochodzi nie od jego imienia, tylko od etruskiego słowa rumon – rzeka. Tak czy owak, Rzym powstał jako etruskie miasto, a rządziła nim dynastia etruskich Tarkwiniuszy. Warto przypomnieć, że Wilczyca kapitolińska też jest rzeźbą etruską.

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

Życie w służbie ludziom
Swój wyjątkowy jubileusz święceń kapłańskich świętuje ks. kan. Ireneusz Antkowiak. Poprosiliśmy Ks. Jubilata by podzielił się swoimi wspomnieniami z minionych 94 lat życia i 70 lat kapłaństwa.

Ks. Sławomir Kokorzycki: Rozpocznijmy naszą rozmowę od września 1939 r. Miał Ksiądz 7 lat. Co zapadło Księdzu w pamięć z dnia wybuchu wojny?

Ks. kan. Ireneusz Antkowiak: 1 września 1939 r. miałem iść do szkoły. Mieszkałem wtedy z rodzicami w Poznaniu przy ul. Hetmańskiej 16/2. Pamiętam naloty samolotowe. Wszyscy mieszkańcy chronili się we własnych piwnicach. Przez kilka dni nie było światła, wody, a w domu poważna choroba: ja i brat Janusz zachorowaliśmy na Odrę. Nasza 22-letnia mama była w rozpaczy: mąż na wojnie, brak leków, brak lekarzy. Dzięki Bogu jakoś to przeżyliśmy. Mama zmarła mając 91 lat, a ja mam już 94.

Musieliśmy chodzić do niemieckiej szkoły. Były tylko dwa budynki dla polskich dzieci (dla chłopców i dla dziewcząt), ale nauczyciele i dyrekcja to byli Niemcy. Nie mieliśmy zeszytów, a jedynie tabliczki, rysiki i wilgotne gąbki na wymazywanie zapisów. Uczono nas alfabetem gotyckim. Nie wolno było mówić po polsku. Uczyliśmy się z przerwami, bo nasza szkoła była przeznaczona dla rannych żołnierzy niemieckich i stąd rozwożeni byli do szpitali w Niemczech. Było ich wielu szczególnie po klęsce pod Stalingradem.

Zaproszenie od Maryi
Lipcowe spotkanie z Panią Fatimską na os. Słonecznym upłynęło w zasłuchaniu słowa Bożego głoszonego przez franciszkanina o. Jerzego Norela.

Bardzo serdecznie witam was wszystkich przybywających w to miejsce w ramach obchodów wydarzeń fatimskich – powitał przybyłych do Sanktuarium MB Fatimskiej ks. prał. Henryk Silko i dodał: – To bardzo ważne, żebyśmy tutaj byli. Tak ważne, że Maryja 13 lipca wyraźnie to podkreśliła: „Chcę, żebyście przyszli tutaj 13. dnia przyszłego miesiąca, żebyście nadal odmawiali Różaniec dla uproszenia pokoju na świecie”. To fatimskie przesłanie jest nadal aktualne. Dziękuję wam, że bierzecie sobie do serca to wezwanie Maryi i przychodzicie tutaj, by odpowiedzieć na Jej zaproszenie, by wsłuchując się w słowo Boże, w rozważania, pogłębiać swoją wiarę i wiedzę religijną oraz godnie wypełniać to, co Maryja poleca.

Nie całkiem przemija czas
W czerwcu w Parafii św. Kazimierza w Szczecinie świętowaliśmy 50. rocznicę powstania Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego (ODA). Uroczystą Mszę św. odprawił i homilię wygłosił ks. Ryszard Kopczyński.

W swoim słowie ukazał „Rok Szabatowy” i „Rok Jubileuszowy” jako „instytucje” zakorzenione w Starym Testamencie, wskazał na przyczyny „ciemności życia” współczesnego człowieka i możliwości szczęśliwego ich przejścia oraz podkreślił zasługi ODA w przekraczaniu „ciemności” życia.

W koncelebrze uczestniczyli: ks. Waldemar Michałowski, ks. Tomasz Stroynowski, ks. Tomasz Pieczyński i ks. Andrzej Steckiewicz. Złoty Jubileusz świętowało ponad 60 byłych studentów szczecińskich uczelni, którzy przyjechali z najdalszych zakątków Polski. Była to długo wyczekiwana chwila. Jesteśmy przekonani, że wszystko to, co otrzymaliśmy w ODA przy Parafii św. Kazimierza, to nie tylko wspomnienia, ale pewne przygotowanie do drogi, w którą każdy z nas wyruszył, to coś, co nas ukształtowało i żyje ciągle w nas – w naszych sercach i historiach.

Trochę historii
Jedną z form pracy duszpasterskiej w parafiach, na terenie których istniały akademiki, była posługa religijna wśród młodzieży akademickiej. Tak też było w utworzonej w 1973 r. Parafii św. Kazimierza przy ulicy W. Broniewskiego w Szczecinie.

Dwa filary pojednania
Jeszcze raz w tym numerze wracamy do sprawy polsko–ukraińskiej, a dokładnie do pojednania polsko-ukraińskiego, ale to na wielu poziomach niezwykle ważna sprawa. Pojednanie leży w interesie obu państw – Polski i Ukrainy. Ma też swoje znaczenie dla codziennych stosunków między Polakami i Ukraińcami. Nie jest przecież niczym dobrym, żeby Ukraińcy spotykali się w naszym kraju z jakimiś nieprzyjemnościami, a tak już się działo. Oczywiście, oni sami nie mogą zapominać, że są gośćmi u nas. Wreszcie jest poziom religijny, a więc najważniejszy. Pojednania domaga się chrześcijańska tożsamość Polaków i Ukraińców. Kto, jeśli nie chrześcijanie, ma szukać przebaczenia? Zaś bezpośrednią przyczyną powrotu do tej sprawy jest postulat sformułowany już prawie dziesięć lat temu przez o. Jacka Salija OP, który, idąc za myślą arcybiskupa Światosława Szewczuka, przekonywał, żeby patronem pojednania polsko- -ukraińskiego został św. Jan Paweł II. Gdyby podobną myśl wysunął ktoś inny, można by obok niej przejść obojętnie. Ale o. Jacka Salija warto słuchać. To wybitny teolog, jeden z największych żyjących, ale też odważny duszpasterz. Nienarodzonych dzieci bronił już w PRL-u, kiedy inni milczeli ze strachu albo w swej naiwności nie mieli pojęcia o skali dramatu. A zawsze stawanie w obronie dzieci zabijanych przed narodzeniem wymagało dużej odwagi – tak było w okresie PRL-u, tak jest i dzisiaj. W tym miejscu warto podziękować tym, którzy w ostatnich dniach zaalarmowali opinię publiczną, że szefową oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu na wrocławskim Brochowie może zostać dr Gizela Jagielska (więcej na s. 43–45).

Zaskakujące słowa arcybiskupa po ataku na Paradę Równości
Islamski terrorysta Abdul Ballout wjechał furgonetką w tłum podczas Parady Równości w Berlinie w samym centrum miasta, nieopodal Bramy Brandenburskiej i Placu Poczdamskiego.

Islamski terrorysta Abdul Ballout wjechał furgonetką w tłum podczas Parady Równości w Berlinie w samym centrum miasta, nieopodal Bramy Brandenburskiej i Placu Poczdamskiego. Następnie wysiadł z samochodu i zaatakował przypadkowo spotkanych ludzi maczetą. W wyniku ataku zginęła Polka, a 29 osób zostało rannych. Następnego dnia policja wytropiła zamachowca na ogródkach działkowych i zastrzeliła go. 21-letni sprawca urodził się w Niemczech i ma libańskie korzenie. Niemiecki kontrwywiad wiedział, że należał do środowisk islamistycznych. W ubiegłym roku Ballout wyjechał do Libanu i po powrocie został zatrzymany przez policję. Do maja br. przebywał w areszcie śledczym i został zobowiązany do udziału w programie deradykalizacyjnym. Mimo to odzyskał wolność. Na zamach zareagował m.in. katolicki metropolita Berlina abp Heiner Koch. Odnosząc się do tego wydarzenia, powiedział: „To straszne! Tak radosne i wzruszające święto – brutalnie zniszczone”. Zapowiedział, że podczas niedzielnych nabożeństw będą odmawiane modlitwy w intencji poszkodowanych oraz o pokojowe współżycie w społeczeństwie. „Nienawiść nie może zwyciężyć”, przekonywał. Słowa współczucia i modlitwy za ofiary brutalnego zamachu są zrozumiałe i oczywiste. Jednak ocena, że berlińska Parada Równości – największa w Europie promocja homoseksualizmu, wyuzdania i hedonizmu – jest „radosnym i wzruszającym świętem” w ustach katolickiego biskupa szokuje i świadczy o skali moralnego chaosu wśród części niemieckiego episkopatu. Również Związek Niemieckiej Młodzieży Katolickiej wyraził „przerażenie i smutek” w związku z zamachem w Berlinie. „Zapalimy świeczkę i pomodlimy się za wszystkich, których dotknęła ta straszna zbrodnia” – napisano w mediach społecznościowych tej organizacji.

Skazani na siebie
Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości dokonał się w sposób kontrolowany, choć słowa i gesty polityków obu stron na to nie wskazują.Dziś już nie ma wątpliwości, że odejście grupy skupionej wokół Mateusza Morawieckiego było przesądzone od dawna, chodziło jedynie o zminimalizowanie strat w całym obozie prawicy. I o znalezienie winnego pęknięcia, które wyborcy PiS oceniają jednoznacznie jako złe posunięcie. Jednocześnie jednak niemal wszyscy mają świadomość, że obie grupy i tak są na siebie skazane. Nic tak nie łączy jak wspólny przeciwnik, zwłaszcza na kilkanaście miesięcy przed wyborami.

Nominacje wiele mówiące
Ojciec Święty mianował nowych członków Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.Ojciec Święty mianował nowych członków Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. Wśród nich znalazł się biskup diecezji sandomierskiej Krzysztof Nitkiewicz. To bardzo prestiżowa nominacja, gdyż Trybunał Sygnatury jest najwyższym organem jurysdykcyjnym w Kościele katolickim, najwyższą instancją sądową oraz organem nadzorczym nad kościelnym wymiarem sprawiedliwości. Do jego kompetencji należy nadzór nad prawidłowym funkcjonowaniem trybunałów kościelnych na całym świecie, rozpatrywanie skarg na naruszenia procedur prawnych oraz odwołań od decyzji administracyjnych wydawanych przez dykasterie rzymskie oraz biskupów diecezjalnych. Trybunał rozstrzyga też sprawy jurysdykcyjne, czyli kwestie sporne dotyczące właściwości sądów oraz spory kompetencyjne między organami kościelnymi.

Ojciec Wielkiego Libanu
Kościół ma nowego błogosławionego. To patriarcha maronicki Eliasz Boutros Hoyek (1843–1931), który odegrał kluczową rolę w utworzeniu w 1920 r.

Kościół ma nowego błogosławionego. To patriarcha maronicki Eliasz Boutros Hoyek (1843–1931), który odegrał kluczową rolę w utworzeniu w 1920 r. Wielkiego Libanu – państwa, które wciąż próbuje budować harmonię między zamieszkującymi je chrześcijanami, muzułmanami i Druzami. W dziejach Kościoła zapisał się jako założyciel pierwszego żeńskiego zakonu maronickiego – Zgromadzenia Maronickich Sióstr Świętej Rodziny. On też był inspiratorem budowy sanktuarium maryjnego w Harissie i zainicjował procesy beatyfikacyjne wielkich świętych Libanu – Szarbela, Rafki i Nimatullaha al-Hardiniego. Co ciekawe, cud, który pozwolił na jego beatyfikację, to uzdrowienie oficera armii libańskiej, muzułmanina druzyjskiego pochodzenia. We śnie choremu ukazał się zmarły patriarcha; kiedy oficer się obudził, był zupełnie zdrowy.

Biblijna Samaria pod ochroną UNESCO
UNESCO zdecydowała o wpisaniu na listę światowego dziedzictwa palestyńskiej wioski Sebastia leżącej na Zachodnim Brzegu.

UNESCO zdecydowała o wpisaniu na listę światowego dziedzictwa palestyńskiej wioski Sebastia leżącej na Zachodnim Brzegu. Sebastia to współczesna nazwa biblijnej Samarii, ostatniej stolicy Izraela, czyli północnej części dawnego państwa króla Dawida. Po jej zdobyciu przez Asyryjczyków była ważnym ośrodkiem kolejnych administratorów tych ziem – Asyryjczyków, Babilończyków, Persów, Greków i Rzymian. A dzisiejszą nazwę nadał jej Herod Wielki. Znajduje się w niej sporo ciekawych stanowisk archeologicznych. Co istotne, wioska znalazła się na liście dziedzictwa zagrożonego. Izrael tę decyzję krytykuje, ale jednocześnie planuje wysiedlenie sporej części mieszkańców. Palestyńczycy z pewnością dobrowolnie nie opuszczą tych ziem, więc użycie siły jest bardzo prawdopodobne. A w takich okolicznościach nikt nie troszczy się o zabytki.

Nowo ochrzczeni patrzą w niebo
We francuskim Île-de-France – regionie obejmującym obszar Paryża i okolic – zaplanowano synod prowincjalny, poświęcony lawinowo rosnącej od kilku lat liczbie katechumenów.

We francuskim Île-de-France – regionie obejmującym obszar Paryża i okolic – zaplanowano synod prowincjalny, poświęcony lawinowo rosnącej od kilku lat liczbie katechumenów. Pierwsza sesja ma się odbyć w październiku, teraz trwają konsultacje, także w parafiach. W ich ramach zapytano w ankiecie nowo ochrzczonych, co skłoniło ich do przyjęcia wiary w Chrystusa. Wyniki zaskoczyły, zadając kłam roboczym hipotezom na ten temat. Okazuje się, że wcale nie, jak się spodziewano, poszukiwanie korzeni związane z obawami dotyczącymi migracji. Ta motywacja, jak wynika z ankiety, była praktycznie nieobecna. Osoby, które niedawno przyjęły chrzest, rzadko zadawały sobie pytanie: „Skąd pochodzę?”. Pytały raczej: „Dokąd chcę iść?”. Można powiedzieć, że ci ludzie patrzyli bardziej w niebo niż na ziemię.

Anglia i Walia zostaną powierzone Sercu Jezusa
Niekiedy chwila natchnienia ma spory wpływ na przyszłość.

Niekiedy chwila natchnienia ma spory wpływ na przyszłość. Biskupi Anglii i Walii zdecydowali, że zawierzą swoje kraje Najświętszemu Sercu Jezusa. Pomysł podsunęła im pewna katoliczka, która zainspirowana niedawnym aktem oddania Sercu Jezusowemu Stanów Zjednoczonych, w liście rozesłanym do biskupów napisała: „My, wierni, odczuwamy głębokie wezwanie, by powrócić do źródła wszelkiej miłości i miłosierdzia. Nasze narody mają bogatą historię wiary, jednak dziś wielu ludzi czuje się zagubionych. Wierzymy, że przez formalne powierzenie naszych krajów, rodzin i naszej przyszłości Sercu Chrystusa może rozpocząć się prawdziwa duchowa odnowa”. Biskupi, sprawdziwszy, że podobny akt w historii ich krajów jeszcze nie miał miejsca, podchwycili propozycję. Czas i miejsce zawierzenia oraz przebieg uroczystości zostaną wkrótce ogłoszone

Cyfrowa nomadyzacja Starego Kontynentu
Z badania przeprowadzonego na zlecenie jednej z firm ubezpieczeniowych wynika, że ponad połowa ankietowanych rozważa w przyszłości przeprowadzkę za granicę.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie jednej z firm ubezpieczeniowych wynika, że ponad połowa ankietowanych rozważa w przyszłości przeprowadzkę za granicę, a tylko jeden na dziesięciu całkowicie wyklucza taką możliwość. Przyczyną takiego myślenia mają być przede wszystkim rosnące koszty życia. Badanie przeprowadzono na terenie czterech krajów: Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch oraz Niemiec. Ciekawszym zjawiskiem niż większa otwartość na emigrację jest zmiana stylu takiego wyjazdu. Coraz większa jest bowiem grupa ludzi, którzy ewentualnej emigracji nie traktują jako poszukiwania stałego miejsca na ziemi, lecz raczej lokalizacji, w której można zamieszkać na jakiś czas, bez zapuszczania korzeni. Historia zatacza więc koło: najpierw byliśmy nomadami, później osiedliśmy na stałe, by znów wrócić do nomadyzmu, tyle że w wersji ucyfrowionej.

Efekt Leona?
Niemiecki Kościół nie jest tak liberalny, jak mogłoby się wydawać.

Niemiecki Kościół nie jest tak liberalny, jak mogłoby się wydawać. Środowiska sprzeciwiające się Drodze Synodalnej czy próbom wprowadzenia praktyk niezgodnych z moralnym nauczaniem Kościoła coraz odważniej zabierają głos. Czy to „efekt Leona”? Niedawno grupa świeckich, sprzeciwiając się kierunkowi, w którym zmierza Kościół w Niemczech, założyła ruch Pro Fide Ecclesiae, mający promować wierne Tradycji nauczanie Kościoła. A ostatnio 26 księży z archidiecezji Monachium i Fryzyngi zadeklarowało wprost, iż nie podporządkują się decyzji kard. Reinharda Marxa o wprowadzeniu do praktyki duszpasterskiej krajowych wytycznych dotyczących błogosławienia par żyjących w związkach nieregularnych, w tym jednopłciowych. Wydaje się, że wpływ na to może mieć jasne stanowisko Leona XIV, który odrzuca jakikolwiek kompromis z niezgodnymi z nauczaniem Kościoła postulatami „postępowej” części niemieckiego Kościoła. Świadczą o tym wypowiedzi papieża, który podkreślał, że Stolica Apostolska nie akceptuje formalnych błogosławieństw par jednopłciowych ani żyjących w związkach nieregularnych, wykraczających poza ramy określone w Fiducia supplicans. Potwierdzają to ostatnie nominacje członków Trybunału Sygnatury Apostolskiej – znaleźli się wśród nich zdecydowany przeciwnik niemieckiej Drogi Synodalnej oraz uważany za najbardziej konserwatywnego arcybiskup z USA (piszemy o tym na str. 7).

Jan Paweł II patronem pojednania polsko-ukraińskiego. „Czas już oderwać się od tej bolesnej przeszłości!”
Święty Jan Paweł II był prekursorem działań zmierzających do polsko-ukraińskiego pojednania, opartego na dwóch filarach – prawdzie i przebaczeniu.

Czy możliwe jest polsko-ukraińskie pojednanie? Ostatnie tygodnie podały w wątpliwość to, co jeszcze niedawno – gdy pomagaliśmy Ukraińcom uciekającym przed wojną – wydawało się całkiem realne. Skandaliczna decyzja prezydenta Zełenskiego, by nadać jednej z wojskowych jednostek imię „Bohaterów UPA”, ponownie rozdrapała niezagojone jeszcze rany. W internecie i na ulicach coraz częściej pojawiają się akty agresji wobec – najczęściej Bogu ducha winnych – osób narodowości ukraińskiej, nie brak też zresztą przypadków odwrotnych. Wzajemna niechęć rośnie, tymczasem politycy obu krajów, zamiast łagodzić spory, podgrzewają atmosferę nieodpowiedzialnymi wypowiedziami. Z całej tej sytuacji najbardziej cieszą się zapewne rosyjskie służby specjalne, których prowokacje padają na podatny grunt. Czy da się jeszcze ten proces zatrzymać?

Osobista relacja z Bogiem rodzi powołania. Potwierdza to również młodzież z USA
Wakacyjne konferencje i festiwale dla młodzieży to od lat naturalna część życia Kościoła na całym świecie. Największa i najstarsza katolicka konferencja odbywa się w Steubenville w stanie Ohio. Od 1976 roku wzięło w niej udział ponad milion Amerykanów.

Francuskie mniszki z zespołem Downa podbijają niebo
We Francji istnieje wspólnota zakonna, jakiej nie było w historii. Małe Siostry Uczennice Baranka to pierwszy instytut życia konsekrowanego, w którym większość sióstr stanowią kobiety z trisomią 21.

Porcjunkula. Mała kaplica, wielka łaska i tajemnica Bożego miłosierdzia
Św. Franciszek ukochał mały kościółek poświęcony Matce Bożej, zwany Porcjunkulą. Chciał, aby ubodzy odnaleźli w nim swój dom. Wyprosił u papieża specjalny odpust związany z tym miejscem.

Miejscem” obecności i działania Boga na ziemi są święci. W ich życiu widać, że Boża miłość nie jest abstrakcją. Łaska zawsze się ukonkretnia, wyraża w słowach i czynach. Przeżywamy właśnie Rok św. Franciszka – w 800. rocznicę jego śmierci. Żył Ewangelią sine glossa, czyli bez ludzkich przypisów. Radykalnie, pięknie, na całego. Jego przykład wciąż zachwyca i pociąga. 2 sierpnia przypada w Kościele tzw. odpust Porcjunkuli. Kiedy jako dziecko słyszałem to słowo w ramach ogłoszeń, nie wiedziałem, czym jest Porcjunkula, ale brzmiało to tajemniczo i intrygująco. Zrozumiałem, gdy na własne oczy zobaczyłem w Asyżu tę małą kapliczkę, nakrytą dziś potężną Bazyliką Matki Bożej Anielskiej. Wielki kościół, a w nim mała kapliczka. To znak tego, na czym zależało Franciszkowi – aby każdy, nawet najbiedniejszy człowiek, odnalazł swoją „cząsteczkę” w Kościele, swoje ukochane „miejsce”, w którym Bóg staje się mu bliski i okazuje przebaczenie. „Porcjunkula” pochodzi z łacińskiego portiuncula, czyli mała cząsteczka, skrawek gruntu.

Jak uratowano Krzyż Baryczków? Niezwykła historia z Powstania Warszawskiego
Barbara, Teresa i ks. Wacław, ryzykując życiem, uratowali… Chrystusa.Nie ma w Warszawie starszego obiektu, którego kult trwa nieprzerwanie 500 lat, a przy którym modlili się królowie i biedacy, znani i nieznani. Ocalał z powstania warszawskiego cudem – mówią jedni – albo dzięki szalonej odwadze i niezłomności dwóch młodych kobiet oraz powstańczego kapelana – twierdzą inni. Bez Barbary Piotrowskiej (po wojnie Gancarczyk) ps. Pająk, Teresy Potulickiej Łatyńskiej ps. Michalska (1925–2025) i ks. Wacława Karłowicza ps. Bobola (1907–2007) – bezcenny, gotycki Krzyż Baryczków raczej by nie przetrwał…

Bóg nie umiera
W dniu 6 sierpnia 1875 r. w centrum Quito zamordowany został prezydent Ekwadoru Gabriel García Moreno.

W dniu 6 sierpnia 1875 r. w centrum Quito zamordowany został prezydent Ekwadoru Gabriel García Moreno. Trzy miesiące wcześniej po raz trzeci z rzędu został głową państwa, zdobywając 99,1 proc. głosów. Znajdował się u szczytu kariery, a jednak wiedział, że nie zostało mu wiele życia. 17 lipca w liście do Piusa IX pisał, że spodziewa się rychłej śmierci na skutek spisku lóż masońskich.

Poszukiwanie na piaskach
Posłuszeństwo Kościołowi to akt zaufania Bogu, a nie ludziom.Znam pobożną katoliczkę, która stopniowo radykalizując się, trafiła do trzódki byłego księdza, przeniesionego do stanu świeckiego. On nic sobie z tego nie robi. Odprawia w prywatnych pomieszczeniach i głosi pełne złości kazania. Wciąż przewijają się tam motywy fałszywego papieża i zepsutego Kościoła. Publikuje filmiki, na których widać, jak pomiata garstką zniewolonych przez siebie ludzi, a wszystko oczywiście motywuje swoją władzą kapłańską.

Wymyślcie coś
Konstytucja konstytucją, ustawy ustawami, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Trzeba tylko coś wymyślić.

Podczas wywiadu w TVP Info Aleksandra Pawlicka zapytała prof. Ewę Łętowską, czy nie należałoby już rozpocząć procedury impeachmentu, czyli odwołania Karola Nawrockiego z urzędu prezydenta. Odpowiedź, że w polskim prawie nie ma takiej procedury, dziennikarka puściła mimo uszu (w końcu, jaki to problem), domagając się od byłej RPO znalezienia jakiejś furtki, by nielubianego prezydenta wreszcie się pozbyć. Wtedy prof. Łętowska straciła cierpliwość i stwierdziła, że ma już dość wezwań, „żebym coś wymyśliła”. Ten cytat zrobił sporą karierę w sieci, ale być może stanie się kiedyś czymś więcej niż internetowym wiralem. Nie jest wykluczone, że nie tylko ta konkretna prawniczka, ale także inne profesorskie autorytety, od trzech lat nieustannie namawiane, by „coś wymyśliły”, mają już dość. Nie tylko wezwań publicystycznych, ale przede wszystkim nacisków politycznych, bo te pierwsze są skutkiem drugich.

Sigrid, córka Kościoła
Pękające lody obojętności i znużenia mętnymi kazaniami, szarością i nudą. Pod spodem były zielona trawa i pędzące strumienie – bo Kościół to wiosna.
Na dalekiej północy zima trwa dłużej, ale za to jak spektakularnie się kończy. Można by pomyśleć, że rozpoczął się dywanowy nalot, gdyby tylko było widać samoloty i spadające z nieba bomby. Ale źródło eksplozji jest gdzie indziej. To wiosna sprawia, że lód pęka, wodospady ożywają, jakby zdjęto z nich zły czar. A wszystko to jest jak wielogodzinny spektakl przebudzenia. Głośny, podniosły i zupełnie naturalny zarazem. Jeśli wyznawać najgłębsze uczucia, to właśnie wtedy. Jeżeli przepraszać i wybaczać – to jak najszybciej, póki jeszcze trwa kanonada pękającego lodu.

Wiecie, co robicie?
Mówi dr inż. Agnieszka Chrobak, była dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Falkiewicza we Wrocławiu.Jestem zirytowana tym, że ciężka praca całego naszego zespołu w Szpitalu Specjalistycznym im. Falkiewicza jest dziś marnowana. Obawiam się, że zatrudnienie lekarza wykonującego aborcje na późnych etapach ciąży może ostatecznie zaprzepaścić to, co wspólnie budowaliśmy w latach 2022–2024. Przyglądając się zmianom w szpitalu, coraz mocniej dochodzę do przekonania, że ochrona zdrowia w Polsce musi stać się naprawdę apolityczna. Publiczne szpitale powinny być zarządzane w oparciu o potrzeby pacjentów, jakość leczenia, bezpieczeństwo i najnowsze osiągnięcia medycyny, a nie doraźne interesy polityczne czy ideologiczne.

Aborcyjny cień nad Brochowem. Czy Gizela Jagielska rozpocznie pracę we Wrocławiu?
Czy szpital na wrocławskim Brochowie, gdzie jeszcze niedawno wprowadzono relikwie bł. rodziny Ulmów, stanie się centrum sporu o aborcję? To możliwe za sprawą prawdopodobnego zatrudnienia dr Gizeli Jagielskiej.

Europa oddaje Afryce zrabowane skarby. Koniec kolonialnych łupów?
Europa zwraca Afryce zrabowane dzieła sztuki. To symboliczny gest rozliczenia z kolonialną przeszłością.

Katolik na Downing Street. Kim jest nowy premier Wielkiej Brytanii?
Wielka Brytania ma siódmego premiera w ciągu dziesięciu lat. Andy Burnham chce uratować Partię Pracy, proponując ambitny program społecznych i gospodarczych reform.

Piekło dzieci w sieci: co nam mówi raport „Internet dzieci 2026”?
Raport „Internet dzieci 2026” pokazuje przerażający świat, w jakim funkcjonują nasi najmłodsi.

Prymas wobec PRL. Wyszyński – realista szukający granic kompromisu
Kard. Stefan Wyszyński spierał się z komunistami nie o realną władzę, ale o coś znacznie ważniejszego – o duszę narodu.

Książka „Prymas Stefan Wyszyński w realiach PRL” jest ważnym głosem o biografii prymasa Polski. Autor, pracownik naukowy IPN oraz profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, koncentruje się na kwestii stosunku prymasa nie tyle do władz komunistycznych, ile – szerzej – do rzeczywistości społeczno-politycznej PRL. Wykorzystuje dokumenty z archiwów państwowych oraz mniej znane materiały ze zbiorów kościelnych. Zwraca uwagę, że bp Wyszyński, obejmując w 1948 r. urząd Prymasa Polski, miał świadomość wyzwań, jakie przed Kościołem w Polsce stawia system komunistyczny. Już przed wojną interesował się marksizmem i poświęcił temu zagadnieniu wiele publikacji, z których esej o roli inteligencji w propagowaniu idei komunistycznych ma ponadczasowe znaczenie. Ks. Wyszyński był też działaczem chrześcijańskich związków zawodowych w lewicującym Włocławku. Bliskie mu były hasła reform społecznych, m.in. reformy rolnej, co na tyle nie spodobało się miejscowemu ziemiaństwu, że został przez swego biskupa czasowo pozbawiony prawa do głoszenia rekolekcji. System społeczno-polityczny PRL-u krytykował jako narzucony siłą, oparty na ateizmie i programowo zakładający walkę z Kościołem, ale zawsze był gotowy do dialogu w imię dobra wspólnego. Przede wszystkim był realistą, umiejącym znaleźć granice kompromisu, których przekroczenie oznaczało dla niego zdecydowany opór wobec totalitarnego państwa. Paradoksalnie jego pragmatyzm był poddawany surowemu egzaminowi nie tylko w starciu z władzami komunistycznymi, ale także w relacjach ze Stolicą Apostolską. Prymas znał realia, podczas gdy jego rozmówcy z Watykanu nieraz żywili się iluzjami, kalkulowali w kierunku dialogu z Moskwą, w którym Kościół w Polsce miał być jedynie „pomostem na Wschód”. Spór z Bierutem, Gomułką czy Gierkiem był dla kard. Wyszyńskiego niejako obowiązkiem. Trudniej było bronić swoich racji w rozmowach z papieżem i jego wysłannikami.

Komentarze są wyłączone.