1. Teksty Liturgiczne na Niedzielę
2. Co przeczytasz w tygodniku „Niedziela”
3. Co przeczytasz w „Gościu Niedzielnym”
Niedziela, 12 lipca 2026
XV Niedziela Zwykła
Czytanie pierwsze (Iz 55,10-11)
Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają,
dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju,
tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo,
które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie
dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.
Psalm (Ps 65,10-14)
REFREN: Na żyznej ziemi ziarno wyda plony
Nawiedziłeś i nawodniłeś ziemię,
wzbogaciłeś ją obficie.
Strumień Boży wezbrany od wody;
przygotowałeś im zboże.
I tak uprawiłeś ziemię:
nawodniłeś jej bruzdy, wyrównałeś jej skiby,
spulchniłeś ją deszczami, pobłogosławiłeś płodom.
Rok uwieńczyłeś swymi dobrami,
gdzie przejdziesz, wzbudzasz urodzaj.
Stepowe pastwiska są pełne rosy,
a wzgórza przepasane weselem,
łąki się stroją trzodami,
doliny okrywają się zbożem,
razem śpiewają i wznoszą okrzyki radości.
Czytanie drugie (Rz 8,18-23)
Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi
z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem
oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane
marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je
poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli
zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy
przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach
rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy
pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy,
oczekując
Aklamacja
Ziarnem jest słowo Boże, a siewca jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie,
będzie żył na wieki.
Ewangelia (Mt 13,1-23)
Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się
koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały
lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę,
nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie
niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka.
Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały
korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i
zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały,
jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.
Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali:
Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano
poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma,
temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu
zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach,
że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie
rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać
będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo
stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli,
żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie
rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe
oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam
wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy
patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie
usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto
słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa
to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane
na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i
natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz
jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa,
zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha
słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że
zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto
słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi
sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.
Komentarz:
Jest takie ryzyko, że ziarno słowa Bożego pada na nie najlepszy grunt
naszych serc. Potrzeba z naszej strony sporego wysiłku
i wytrwałości, żeby do swego życia słowo Boże i je
zachować. Czasem może nam się wydawać, że kiedy Bóg do nas mówi, to
jakby „rzucał grochem o ścianę”…
Ale jest też Jego obietnica, którą przypomina nam Izajasz:
„Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie
bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie
spełni pomyślnie swego posłannictwa”.
o. Łukasz Kubiak OP
Na czym polega sukces małżeńskiego maratonu? Jak dobiec do mety razem, a po drodze grać wobec swojej drugiej połowy fair play? Poniżej TOP 12 rad od długodystansowca.
Podziwiamy wielkich artystów: malarzy, rzeźbiarzy, poetów, pisarzy, kompozytorów. Piejemy z zachwytu nad ich talentem i kunsztem; kontemplujemy dzieła ich geniuszu, w czym nie przeszkadzają nam ich – jakże często – poplątane ścieżki życia prywatnego, infantylny charakter czy pożałowania godne ideologiczne wybory. A czy przyszło nam kiedykolwiek do głowy, by podobnymi „och” i „ach” obdarzać udane małżeństwa, zwłaszcza te wieloletnie? Czy 40, 50 lat spędzonych wspólnie w miłości, zgodzie, wzajemnej ofiarności to przypadkiem nie artyzm najwyższej próby?
Edytorial
Małżeński maraton
Statystyki zatrważają. Według danych GUS, w 2025 r. w Polsce orzeczono ok. 61 tys. rozwodów, co w praktyce oznacza, że na 100 zawartych małżeństw przypada średnio ponad 30 rozwodów. Najczęstszym powodem podjęcia decyzji o rozwodzie jest niedochowanie wierności małżeńskiej, a w ponad 2/3 przypadków pozew rozwodowy wnoszą kobiety. Najwięcej rozwodów notuje się w grupie wiekowej 40-49 lat, a ich wskaźnik jest niemal trzykrotnie wyższy w miastach niż w ośrodkach wiejskich. Z danych GUS wynika, że od 2014 r. odnotowuje się nieznaczny spadek liczby rozwodów, co pozwoliłoby dostrzec światełko w tunelu, gdyby nie fakt, że spada również liczba zawieranych małżeństw. GUS podaje, że w 2025 r. zawarto ok. 133 tys. związków małżeńskich, o ponad 2 tys. mniej niż w 2024 r. Tendencję tę obrazują również wyniki badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Według jego danych, w 2014 r. udzielono 132 tys. sakramentów małżeństwa, w 2019 r. – ponad 125 tys., rok później – 91,4 tys., a w 2024 r. – już jedynie 68,2 tys. Z roku na rok wzrasta także średnia wieku nowożeńców – w 2024 r. dla mężczyzn wynosiła 32 lata, a dla kobiet 30 lat. To tyle, jeśli chodzi o statystyki. Powiało pesymizmem? Niestety, tak.rudno nie zauważyć, że instytucja małżeństwa jest w kryzysie. Wśród jego przyczyn wymienić można przemiany kulturowe, emancypację kobiet oraz coraz silniejsze dążenie do wolności osobistej i samorealizacji, które od egoizmu i egocentryzmu dzieli cienka granica. Smutna to diagnoza, ale na niej dzisiaj nie chcemy się zatrzymać. Dzień Męża i Żony, który obchodzimy 13 lipca w nawiązaniu do daty ślubu świętych Zelii i Ludwika Martin, rodziców św. Tereski od Dzieciątka Jezus, jest doskonałym pretekstem, by z uwagą, czułością, ale i z optymizmem jednak spojrzeć na małżeństwo. Z optymizmem, bo na szczęście ciągle odnajdujemy wokół siebie przykłady par, które swój małżeński stan sobie cenią i potrafią długie lata przeżyć w zgodzie i miłości. Czynimy to oczami ekspertów długodystansowców – mężów z kilkudziesięcioletnim stażem, którzy dowodzą, że można i da się przebiec małżeński maraton. Nie bez powodu poprosiliśmy o uchylenie tajników sztuki małżeńskiej mężczyzn. Chcieliśmy, by o miłości i sztuce bycia razem opowiedzieli tym razem ci, którzy o sentymenty i czułostkowość nie są na co dzień podejrzewani. Ciekawił nas męski punkt widzenia w tej sprawie. Nie zawiedli nas i z pewnością Państwa nie zawiodą. Miał być konkret – i jest konkret.„Małżeństwo nie polega na tym, aby zaczynać od wysokiego «C», a potem już tylko – najpierw powoli, a potem na łeb na szyję – «zwijać» ten interes. Jest zupełnie odwrotnie. Prawidłowo przeżywane małżeństwo jest jak idealnie rozplanowany bieg maratoński”. Tomasz Strużanowski, notabene maratończyk, podaje top 12 rad, czyli przepis na małżeństwo, by było ono nie biegiem dwojga ludzi obok siebie, ale drużynowym biegiem dwojga ludzi razem (s. 10-11). Jakie to rady – nie będę zdradzać, powiem jedynie, że tyle samo są odkrywcze, ile oczywiste, ale w praktyce, wiadomo, najwięcej problemów sprawiają nam oczywistości. Lektura to zatem warta uwagi – zwłaszcza tych wszystkich, którzy coś w swoim małżeństwie chcieliby skorygować, naprawić.
O tym, co trwale łączy, choć dwoje ludzi wiele też różni, opowiada drugi z długodystansowców – Marian Salwik (s. 12-13). „Inna perspektywa życia rodzinnego, inne temperamenty, inne przyzwyczajenia, może nawet inne oczekiwania… Czy nasze spotkanie mogło przerodzić się w coś trwałego? Mogło i rzeczywiście przerodziło się w małżeństwo i rodzinę”. Chłopak ze Śląska i dziewczyna z Podkarpacia zbudowali trwały dom na fundamencie wiary, bo jak podkreśla p. Marian, choć ślubowanie sobie miłości wobec Boga nie jest pełną gwarancją małżeńskiego sukcesu, to bez tego zobowiązania wszystko może się „posypać”. I może właśnie w tym tkwi tajemnica wysokiej liczby rozwodów – w niezaproszeniu do swojego małżeństwa Boga, z którym łatwiej przeżyć ciężkie chwile – bo przecież życie nawet z najukochańszą osobą ma swoje wzloty i upadki, trudne, a czasem ekstremalnie trudne momenty. Ale można, da się. Dowodzą tego małżeńscy maratończycy.
Nie ma nudy
Od spijania z dzióbków po kłótnie na śmierć i życie i rozstanie. Bywa, że i tak wygląda małżeńska droga. Ale może też wyglądać inaczej. Nawet jeśli jest biegiem z przeszkodami, to te pokonywane są w imię wspólnego dobra i ślubowanej miłości.
Spotkaliśmy się w Krakowie, oboje studiowaliśmy na Uniwersytecie Jagiellońskim: Alina – polonistykę, ja – geografię. Wiele nas różniło. Pochodziliśmy z odmiennych środowisk: Alina – z podkarpackiej wsi, od dzieciństwa wychowywana przez wcześnie owdowiałą mamę, która jednak dzielnie podejmowała życiowe wyzwania, ja – z wielodzietnej rodziny ze Śląska, w której role były z góry ustalone: ojciec zarabia na utrzymanie domu, matka zajmuje się wychowaniem dzieci. Inna perspektywa życia rodzinnego, inne temperamenty, inne przyzwyczajenia, może nawet inne oczekiwania… Czy nasze spotkanie mogło przerodzić się w coś trwałego? Mogło i rzeczywiście przerodziło się w małżeństwo i rodzinę.
Dekalog krok po kroku
Święte imię
Czy Boga, który jest Stwórcą wszystkiego, można zamknąć w jednym imieniu? Czy można postawić Jego imię na równi z naszym imieniem?
Imię w sensie biblijnym nie jest etykietką informującą o zawartości. Taka etykietka może być na słoiku z konfiturami. Kiedy czytam napis, to wiem, czy są tam konfitury z truskawek czy powidła śliwkowe. W Biblii imię jest integralną częścią składową tego, kto je nosi. Bez imienia nikt nie ma znaczenia, nie istnieje w sobie i dla innych. Nadać komuś imię zatem to powołać go do istnienia. Widać to wyraźnie w opisie dzieła stworzenia – oznacza ono, że Bóg powołał coś do istnienia.
Pierwszy samodzielny wyjazd nastolatka
Czy i kiedy nasze dziecko może wyruszyć na wakacje bez opieki? Na co zwrócić uwagę przy podejmowaniu decyzji?
Jeszcze nie tak dawno pierwsze samodzielne wyjazdy młodych ludzi były czymś naturalnym. Nastolatki podróżowały pociągami do rodziny, wyjeżdżały na wakacje z przyjaciółmi, spędzały czas poza domem, by uczyć się samodzielności przez doświadczenie. Dziś wielu rodziców z niepokojem reaguje już na samą myśl o kilkudniowym wyjeździe dziecka bez opieki dorosłych. Z jednej strony wzrosła świadomość zagrożeń, z drugiej jednak coraz częściej obserwujemy zjawisko nadmiernej ochrony, która niekiedy utrudnia młodym ludziom zdobywanie doświadczeń niezbędnych do wejścia w dorosłość.
Najważniejsze z nieważnych
Tylko gra czy coś więcej niż piłkarski turniej? Łączy czy dzieli? I co ma do tego Bóg?
Z rzeczy nieważnych piłka nożna jest najważniejsza”. To zdanie przypisuje się często św. Janowi Pawłowi II i nawet jeśli historycy będą się jeszcze o nie spierać, trudno o lepsze podsumowanie fenomenu mundialu. Bo przecież z jednej strony mecz to tylko 22 ludzi biegających za kawałkiem skóry. Z drugiej – potrafi zatrzymać miasta, uciszyć parlamenty, połączyć pokłócone rodziny i sprawić, że profesor uniwersytetu oraz kierowca autobusu przez 90 minut przeżywają dokładnie to samo.
Gorzka amerykańska niepodległość
W Deklaracji Niepodległości USA, której 250. rocznicę tak hucznie kilka dni temu obchodzono, rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej wymienieni są jako „bezlitośni dzicy Indianie, których znaną taktyką jest mordowanie ludzi bez względu na wiek, płeć i stan”.
Wyobraźmy sobie, że mamy duży ogród, w którym robimy, co tylko dusza zapragnie. Pewnego dnia pomagamy niewielkiej grupie przybyłych nie wiadomo skąd biednych ludzi. Pozwalamy rozbić im w naszym ogrodzie niewielki namiot, dajemy żywność, uczymy uprawiać nieznane dla nich rośliny. Przybysze sprowadzają swoich ziomków – jest ich coraz więcej i potrzebują coraz więcej przestrzeni dla siebie. Zaczynają gardzić nami i naszym sposobem życia, nazywają nas dzikimi i próbują narzucić nam swoje prawa i obyczaje. Kiedy się buntujemy, próbują zabić nas i nasze rodziny. W końcu opanowują w całości nasz ogród, a nam każą mieszkać w niewielkim namiocie i jeszcze się z tego cieszyć. To, opowiedziana w największym skrócie, historia stosunków białych osadników z pierwotnymi mieszkańcami Ameryki Północnej.
Ratujmy oddech świata
Mikroplastik, obecny już w atmosferze i ludzkich płucach, stał się globalnym zagrożeniem. Jego zdolność do przenoszenia toksyn i wpływania na klimat pokazuje, że otrzymany od Boga dom wymaga naszej wspólnej odpowiedzialności.
Plastik jest jednym z symboli współczesnej cywilizacji. Lekki, tani i trwały zrewolucjonizował przemysł, medycynę i codzienne życie. Jego trwałość ma jednak także ciemną stronę – tworzywa sztuczne praktycznie się nie rozkładają. Zamiast tego rozpadają się na coraz mniejsze fragmenty. Właśnie te drobne cząstki nazywamy mikroplastikiem.
Termin ten pojawił się stosunkowo niedawno. W 2004 r. biolog morski Richard Thompson zauważył w wodach oceanicznych ogromne ilości mikroskopijnych fragmentów plastiku. Kilka lat później amerykańska agencja NOAA zaproponowała praktyczną definicję: mikroplastik to wszystkie cząstki tworzyw sztucznych mniejsze niż 5 mm.
Tydzień w Kościele
Nuncjusz u prezydenta Nawrockiego
Wizyta Prezydent RP Karol Nawrocki przyjął 1 lipca w Pałacu Prezydenckim nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Antonia Guida Filipazziego. Rozmowa dotyczyła dwustronnych relacji ze Stolicą Apostolską, w tym możliwości wizyty apostolskiej papieża Leona XIV w Polsce, a także przypadających w przyszłym roku obchodów 150. rocznicy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Tyle z suchego przekazu prezydenckiego biura prasowego. Mimo swojej lakoniczności mówi on wiele. Przede wszystkim to, że wizyta Ojca Świętego w Polsce może nie jest jeszcze pewna, ale bardziej prawdopodobna. Znalazła się bowiem w watykańskiej agendzie.
Czytamy Leona XIV
Weszliśmy w tysiąclecie, w którym mamy nadawać cywilizacji miłości kształt duchowy, kulturowy, prawny, polityczny i ekonomiczny.
Bracia i siostry, jak ciężar krzyża może być „lekki” i „słodki” [por. Mt 11, 30]? Tylko z jednego powodu: ponieważ Pan niesie go jako pierwszy i razem z nami wszystkimi, nigdy nie zostawiając nas samych w tym, co nas przytłacza. Jako prawdziwy Nauczyciel Jezus bierze na siebie ludzkość zranioną przez zło, aby ją otoczyć troską. Mądrość, którą On nam daje, jest więc orędziem zbawienia, a Jego jarzmo podnosi nas z każdego upadku. Gdy naśladujemy Chrystusa, nasza droga nie jest zadręczającą ascezą: jest ona szkołą wolności, która poważnie traktuje dramat historii i zawsze rozświetla jego sens, zwłaszcza w najbardziej mrocznych chwilach. (…)
Teolog odpowiada
Jak odpocząć po chrześcijańsku?
Tak wielu z nas po trudach pracy czeka na wakacje i zasłużony czas odpoczynku. Czy naprawdę potrafimy tak odpoczywać, by nabrać sił do kolejnych dni naszej pracy i różnych zajęć? Dla ludzi wierzących wakacje nadal powinny być czasem modlitwy, niedzielnej Mszy św., a nawet lektury Pisma Świętego. „Kiedy w naszej aktywności mamy chwilę przerwy, zwłaszcza podczas wakacji, często bierzemy do ręki książkę, którą pragniemy przeczytać. Każdy z nas potrzebuje czasu i przestrzeni skupienia, rozważań, spokoju. Dziękujmy Bogu, że tak jest! Wymóg ten mówi nam bowiem, że nie zostaliśmy stworzeni jedynie po to, żeby pracować, lecz także aby myśleć, zastanawiać się czy też po prostu aby śledzić sercem i umysłem jakąś opowieść, historię, w którą się angażujemy, w pewnym sensie się w niej «zatracamy», aby następnie wyjść z niej ubogaceni” – powiedział w jednym ze swoich rozważań Benedykt XVI i dodał: „Chciałbym więc coś zaproponować: a dlaczego by nie odkryć pewnych ksiąg Biblii”.
Wakacje to przede wszystkim czas, w którym możemy spotkać Boga w pięknie przyrody. To bardzo ważne, gdyż w świecie narastającego hałasu i wdzierających się do wnętrza człowieka mediów, które zaburzają jego równowagę, bardzo potrzebny jest nam zachwyt nad pięknem stworzonego świata – a to wszystko w połączeniu z modlitwą.
To okazja do spędzenia wspólnych chwil z najbliższymi. Mogą i powinny to być momenty, które dają człowiekowi radość. Sam Jezus dostrzegał potrzebę odpoczynku Apostołów. Czytamy w Ewangelii: „Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu” (Mk 6, 30-31). Zauważmy, że Jezus posyła uczniów na miejsce pustynne. Dobry wypoczynek bowiem oznacza też konieczność wyciszenia się, wyrzucenia z serca hałasu dnia codziennego. Może właśnie dlatego tak dużo ludzi w okresie wakacji szuka domów rekolekcyjnych, daleko od skupisk miejskich. Chrześcijaństwo uczy nas duchowości odpoczynku.
Italia mniej znana
Najstarsze miasto w Europie
Drugiego takiego miasta na naszym kontynencie nie ma. To jedno z najstarszych zamieszkałych miejsc na świecie obok Aleppo, Damaszku i Jerycho.
Chodzi, oczywiście, o miasteczko Sassi di Matera na południu Włoch, które ma kształt labiryntu wykutego w skale. Powstało w ścianach wąwozu, nad przepaścią, w głębokim i długim na kilkadziesiąt kilometrów kanionie wyżłobionym przez rzekę. Nie są to jednak zwykłe jaskinie, ale drążone w zboczach dwóch dolin krasowych domostwa – kamieniczki, placyki, kręte uliczki, piwniczki, świątynie. Ludzie mieszkali tutaj już w czasach paleolitu, czyli 12 tys. lat przed Chr.; zajmowali się myślistwem i zbieractwem, z czasem pasterstwem, zwłaszcza owiec. Nazwa regionu, w którym leży Matera, to Bazylikata – najbiedniejszy teren w całej Italii. Miasto dzieli się na dwie dzielnice: Sasso Caveoso na południu – starsze, bardziej jaskiniowe i biedniejsze, oraz Sasso Barisano na północnym zachodzie – nowsze, bogatsze, w którym wiele budynków ma trochę więcej elementów klasycznej budowli.
Prezydent z bliska
Są książki, które komentują politykę, i są takie, które pozwalają lepiej zrozumieć człowieka stojącego w jej centrum.
Publikacja Skąd się wziął Karol Nawrocki wydawnictwa Biały Kruk należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Wywiad rzeka prof. Andrzeja Nowaka z Prezydentem RP dr. Karolem Nawrockim nie jest ani standardową rozmową promocyjną, ani biografią pisaną z dystansu. To obszerna, wielowątkowa opowieść o życiu, formacji, pracy, wierze i odpowiedzialności – a więc o tym wszystkim, co poprzedza wejście na najwyższy urząd w państwie.
Proboszcz z warszawskiego getta
Szacuje się, że dzięki temu kapłanowi uratowało się od 1 do 3 tys. Żydów. Jednym z nich był prof. Ludwik Hirszfeld – wybitny lekarz, immunolog, nominowany do Nagrody Nobla.
Za działalność charytatywną i społeczną ks. Marceli Godlewski otrzymał tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata oraz papieskie odznaczenie Pro Ecclesia et Pontifice.
Społecznik, gorliwy kapłan i biblista
Ksiądz Marceli Godlewski urodził się 15 stycznia 1865 r. w Turczynie k. Grajewa, na Podlasiu. Był wychowywany w szlacheckiej rodzinie. Po ukończeniu szkół w Szczuczynie i Suwałkach zdecydował się wstąpić do seminarium duchownego w Sejnach. Po otrzymaniu święceń kapłańskich w 1888 r. kontynuował naukę, podejmując studia teologiczne w Rzymie. Po powrocie do kraju pełnił posługę m.in. w Jedwabnem oraz Nowogrodzie pod Łomżą. Pracował również jako wikariusz łódzkiej Parafii Świętego Krzyża i ściśle współpracował ze środowiskiem robotniczym.
Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)
Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Matki Bożej
W tym roku mija 80. rocznica zawierzenia Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubuskiej i Prałatury Pilskiej Matce Bożej Rokitniańskiej.
Władna świata Królowo, spojrzyj miłościwym okiem na troski, i błędy ludzkiego rodzaju. Wyprowadź go z udręki i bezładu, z nieuczciwości i grzechów. Wyproś narodom szczere i trwałe pojednanie. Wskaż im drogę powrotu do Boga, by na Jego prawie budowali swoje życie.
Czas odpocząć… Wakacje!
Na zakończenie roku szkolnego odwiedziliśmy Publiczną Katolicką Szkołę Podstawową im. Jana Pawła II w Podjuchach, która działa od niemal 20 lat.
Należy do jednej z kilku prowadzonych przez Centrum Edukacyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Szkoła od lat cieszy się niesłabnącym zaufaniem rosnącej liczby rodziców. Rokrocznie pobiera w niej naukę niemal 300 uczniów, a jej niewątpliwym atutem jest położenie z dala od zgiełku miasta. Zdążyła się przyjąć jej potoczna nazwa: „Na Skale”, nawiązująca do swego adresu przy ul. Skalistej oraz krzewionych chrześcijańskich wartości.
Kapłan wielu pokoleń
Za tą imponującą rocznicą kryje się jednak coś więcej niż liczby. To historia życia przeżytego dla Boga i człowieka.
Są wydarzenia, które na długo pozostają w pamięci wspólnoty. Takim dniem dla Parafii Chrystusa Króla w Świnoujściu była pierwsza niedziela czerwca. Wierni zgromadzili się, aby dziękować Bogu za dar kapłaństwa oraz uczcić rocznice święceń kapłańskich. Szczególne miejsce wśród jubilatów zajmował ks. prał. Kazimierz Sasadeusz, który wraz ze współbraćmi z rocznika święceń obchodził wyjątkowy jubileusz 60-lecia prezbiteratu. W gronie świętujących znaleźli się również księża: Józef Chmiel, Piotr Kozieł, Józef Kłak i Apolinary Żelawski. Z powodu choroby w uroczystości nie mógł uczestniczyć ks. Jan Giriatowicz. W jubileuszowym spotkaniu udział wzięli także ks. kan. Tadeusz Albański oraz ks. prał. Roman Garbicz.
Znam kilka osób, które od lat gorliwie uczestniczą w liturgii sprawowanej przez księży należących do Bractwa. Bardzo chciałbym, żeby wrócili do swoich parafii.
Zaskoczenia niestety nie było. Zapowiadane i przygotowywane od wielu miesięcy święcenia biskupie w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X odbyły się. Nie pomógł dramatyczny w tonie list papieża Leona XIV wystosowany do przełożonego generalnego Bractwa, ks. Davide’a Pagliaraniego: „Modlę się za was, ponieważ rozdzieranie całej tkanej, bez szwów Tuniki Chrystusa jest grzechem niezwykle ciężkim. Niech Pan oświeci wasze sumienia i obudzi wasze serca. Mocą władzy otrzymanej od Chrystusa, z sercem przepełnionym bólem, ale wciąż pełnym nadziei, czuję się zobowiązany prosić was, abyście odstąpili od swojego zamiaru”. Błagania Ojca Świętego nie zostały wysłuchane. List nosi datę 29 czerwca, uroczystości Świętych Apostołów Piotra i Pawła, a do konsekracji biskupiej doszło dwa dni później, 1 lipca, w szwajcarskim Écône. Nie ma żadnej wątpliwości, że wyświęcenie czterech nowych biskupów bez zgody papieża należy ocenić skrajnie krytycznie. Istniejący od 1988 roku, a więc od pierwszej konsekracji biskupiej, rozłam się pogłębił. Zapewne dopiero na sądzie ostatecznym będzie można w pełni poznać i ocenić szkody duchowe, jakie ten schizmatycki akt wyrządził setkom tysięcy wiernych. Wystarczy zwrócić uwagę na to, że po bezprawnych święceniach księża należący do Bractwa, a są ich setki, stracili prawo do ważnego
Leon XIV na szlaku znaczonym śmiercią
Trudno bez wzruszenia patrzeć na zdjęcia dokumentujące wizytę Ojca Świętego na Lampedusie, wyspie, której symbolem stał się pomnik określany jako Brama Europy. Tak też bywa nazywana cała wyspa, gdyż to właśnie przez nią prowadzi jeden z najczęściej wykorzystywanych szlaków migracyjnych z Afryki do Europy. Szlak znaczony śmiercią. Papież miał świadomość znaczenia tej wizyty zarówno dla migrantów, dla których Lampedusa jest bramą do lepszego świata, jak i dla mieszkańców, którzy od lat pomagają na różne sposoby przybyszom. Leon XIV to docenił, mówiąc: „Przybyłem, aby wam podziękować, bracia i siostry z Lampedusy, za bliskość, którą wielu z was postanowiło okazywać”. I zachęcił: „Nie pozwólmy, by zwyciężył w nas lęk, lecz patrzmy na codzienne trudy jak na okazję do dawania świadectwa. Niech więc wasza wiara, najdrożsi, umacnia się przez te lata próby i wielkodusznego zaangażowania”.
Katolik nie może być masonem!
Jeśli ktoś uważa, że masoneria należy do przeszłości, jest w błędzie.
Całkiem dobrze ma się w krajach skandynawskich, skoro tamtejsi biskupi zdecydowali się skierować do wiernych list, w którym podkreślają, że wiary katolickiej nie da się pogodzić z zasadami wolnomularstwa.
Minister Nowacka lekceważy prawo
Już ponad rok czeka rzecznik praw obywatelskich (RPO) prof. Marcin Wiącek na wyjaśnienia, na jakiej podstawie prawnej minister edukacji podjęła decyzję o zmniejszeniu godzin lekcji religii z dwóch do jednej tygodniowo. Ta zmiana została wprowadzona w szkołach 1 września 2025 r., a RPO 25 czerwca 2025 r. skierował pismo do ministerstwa. Domaga się w nim wyjaśnienia dwóch kwestii. Jedna dotyczy zatrudnienia nauczycieli religii. Stowarzyszenie Katechetów Świeckich zwracało uwagę, że pracę może stracić nawet 10 tys. osób. Praktyka pokazała, że faktycznie wielu katechetów zostało zwolnionych albo zmniejszono im wymiar zatrudnienia.
Neofici – szansa, nie problem
Rzeczywistość często jest inna niż oczekiwania i przyjęte wcześniej plany.
Prawda ta dotyczy nie tylko życia każdego z nas, ale też wspólnoty Kościoła. Tak dzieje się ostatnio w Belgii. Kościelną debatę w ostatnich latach zdominowała tam kwestia synodalności.
„Będziemy posłuszni papieżowi… chyba że nie”. Problem Bractwa św. Piusa X
Przed święceniami w Ecône przełożony lefebrystów powiedział: „Jesteśmy gotowi zapłacić każdą cenę, aby ocalić Kościół”. Naprawdę? Nawet cenę jedności z Piotrem?
Przed rozpoczęciem święceń biskupich hierarcha mający konsekrować kandydata zadaje przewidziane w rycie pytanie: „Czy posiadacie mandat apostolski?”. Mowa o bulli papieskiej, zawierającej zgodę na udzielenie sakry.
Gietrzwałd wciąż czeka na odkrycie. „To miejsce zasługuje na zupełnie inną pozycję”
O jedynych uznanych objawieniach maryjnych w Polsce opowiada Ewa K. Czaczkowska.
Szymon Babuchowski: Ukazała się właśnie Pani książka „Odkryć Gietrzwałd na nowo”. Skąd u Pani zainteresowanie małą warmińską wsią i objawieniami sprzed prawie 150 lat?
Ewa K. Czaczkowska: Zaczęło się trochę nietypowo. W maju 2023 r., kiedy byłam w Lourdes, jeden z pielgrzymów narzekał na to, że Lourdes znane jest na całym świecie, a nasz Gietrzwałd nie. Poczułam wtedy ogromny wstyd, że sama nigdy nie byłam w Gietrzwałdzie. I jeszcze we wrześniu tego samego roku postanowiłam tam pojechać. Zachwyciłam się tym miejscem, zaczęłam do niego wracać i dużo o nim czytać. Dostrzegłam, że jest to miejsce istotne, a jednak mało znane, zasługujące na zupełnie inną pozycję na duchowej mapie Polski. Wreszcie w grudniu 2023 r. podjęłam decyzję o napisaniu książki o Gietrzwałdzie, tamtejszym sanktuarium, a przede wszystkim o objawieniach. Chciałam też pokazać cały kontekst społeczno-historyczny wydarzeń. Rozpoczynając pracę, nie myślałam w ogóle o tym, że książka ukaże się tuż przed 150. rocznicą objawień.
Ostatnia misja pułkownika. Niezwykła historia ocalenia katedry w Chartres
Niemcy umieszczali snajperów w wieżach kościołów, a armia amerykańska miała zwyczaj burzenia takich wież. Niewiele brakowało, a słynną chartyjską świątynię spotkałby ten sam los. Ocalała dzięki nie do końca wyjaśnionej determinacji jednego człowieka.
Rankiem 16 sierpnia 1944 r., w upalny, bezchmurny dzień, amerykańska armia, w postaci 7 Dywizji Pancernej oraz 5 dywizji piechoty z XX Korpusu, podjęła kolejną nieudaną próbę wyzwolenia Chartres, okupowanego przez Niemców od ponad czterech lat. Wcześniej, tej samej nocy, pułkownik Welborn Griffith wraz z dwoma żołnierzami wjechał potajemnie do okupowanego miasta. Zaparkował jeepa przy katedrze i przeszukał budowlę w poszukiwaniu śladów niemieckiej obecności — ukrytych żołnierzy, amunicji czy stanowisk snajperskich. Nie znaleźli niczego.
Dlaczego coraz więcej ludzi szuka w Kościele ładu, a nie emocji?
Warto zakończyć z powtarzaniem, że wiara tradycyjna, wyniesiona z domu rodzinnego, jest mniej wartościowa od „wybranej osobiście”.Ewangelizacja, która jest skupiona niemal wyłącznie na głoszeniu osobistej relacji z Panem Jezusem, na przybliżaniu mocy Eucharystii i dowartościowywaniu doświadczeń życia duchowego, jest dziś w Kościele drogą dominującą. Nie jest to zarzut. Jednak trzeba pamiętać, że to droga wcale nieoczywista. Wymaga ona od człowieka nie tylko dobrej woli, ale też pewnych predyspozycji osobistych do życia religijnego. Można nawet powiedzieć, że bliska jest mistyce, bezpośredniemu poznaniu spraw nadprzyrodzonych. Czy wielu z nas byłoby zdolnych do przyjęcia złożonych prawd wiary katolickiej, gdybyśmy nie otrzymali wcześniej pewnej formacji w tym zakresie – choćby od rodziców czy dziadków?
Kościół musi być oblężoną twierdzą. To jego natura
„Kościół nie może być oblężoną twierdzą” – powtarzają publicyści. W domyśle – Kościół nie może się zamykać i żyć w lęku przed światem. Brzmi dobrze, nowocześnie. Czy jednak nie jest to wygodny pretekst, by Kościół nie stawiał granic, nie mówił „nie”? Słowem, by nie przeszkadzał?Pojęcie „syndromu oblężonej twierdzy” funkcjonuje w naukach społecznych od kilkudziesięciu lat. Oznacza stan świadomości grupy społecznej, która zostaje zdominowana przez nieuzasadnione poczucie zagrożenia przez wyimaginowanych wrogów. Syndrom oblężonej twierdzy jest uznawany za narzędzie psychomanipulacji w rękach np. polityków, którzy wzbudzając poczucie zagrożenia, oferują siebie jako wybawicieli. Jak to się ma do Kościoła?
AI przejmuje władzę nad moją poezją
AI będzie odtąd pisać moje wiersze.(…) Będą naprawdę dobre i wreszcie takie, jakich się po tobie wszyscy spodziewają, mówi…
Fałszywa alternatywa
Kiedy mówią, że masz tylko dwa wyjścia, prawdopodobnie chcą ukryć trzecie.Kiedyś znajomy, oglądając dzieła mojej żony, powiedział z podziwem: „Ciebie głupi ksiądz nie chrzcił”. Pomyślałem, że zdecydowana większość z nas była chrzczona przez niegłupich księży. Z prostego powodu: bo tych drugich, chwalić Pana, za wielu nie ma. Problem w tym, że oni są bardziej „medialni”, rzucający się w oczy, uszy i w pamięć. Wystarczy parę takich egzemplarzy i już można montować z tego tezę o powszechnym upadku Kościoła. Ich osobliwe dokonania, szczególnie w dziedzinie liturgii, dokumentują przeróżne filmiki i zdjęcia zalewające sieć. Tu jakiś ksiądz odprawia w kąpielówkach, tam nie chce dać Komunii do ust klęczącemu człowiekowi, a sam okrywa ołtarz tęczową flagą.
Mundial pełen paradoksów
Futbol w wydaniu reprezentacyjnym odsłania, jak żywe są tożsamości zakorzenione w kulturze, historii, języku.
Zaprawdę, dziwne są te mistrzostwa. Racjonalnie rzecz biorąc, przypominają rozbój w biały dzień, dokonywany przez najbardziej chyba pazerną i niekontrolowaną przez nikogo globalną korporację, jaką jest FIFA. Bilety są kosmicznie drogie, upał obezwładnia piłkarzy, dwie trzecie zainteresowanych widzów z całego świata musi oglądać transmisje w środku nocy, reforma rozgrywek sprawiła, że prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w fazie pucharowej rozgrywek. W dodatku nowe technologie (VAR) bynajmniej nie zmniejszyły liczby kontrowersji, może tylko zmieniły ich charakter. Pozycje spalone o paznokieć czy o włos sprawiają, że gniew ludu kieruje się już nie przeciw konkretnemu sędziemu, ale bezdusznej maszynie wyznaczającej linie. Co w niczym nie umniejsza poczucia bycia oszukanym (patrz: Chorwaci). A jednak wszyscy tym mundialem żyją. Nawet w Polsce, choć nasi piłkarze nie zasłużyli, by grać za oceanem. W cieniu pozostają pięciosetowe thrillery, jakie urządzają nam siatkarze, pech Mai Chwalińskiej czy desperacja Igi Świątek na angielskiej trawie. Bo świat stał się dziś mały jak piłka nożna. I tak będzie zapewne aż do finału
Proroctwo w spojrzeniu
Jesteśmy po to, by odbijać światło Ewangelii. Nawet niczego nie mówiąc, przez samą naszą obecność. Piękne było to, co powiedział 22 czerwca Leon XIV. Mówił o możliwości zanurzenia się w głęboką modlitwę nawet w wirze codziennych zajęć. Dotknęło mnie jedno sformułowanie: „Wszyscy możemy kontemplować, starając się zachować, pośród zajęć naszych dni, chwile wyciszenia, w których stajemy w milczeniu przed Bogiem, aby słuchać Jego głosu, powierzać Mu nasze radości i nasze troski oraz przeglądać wraz z Nim nasze życie. To sprawia, że jesteśmy mężczyznami i kobietami potrafiącymi odbijać światło Ewangelii w każdym środowisku i w każdej sytuacji życia”. Piękne! Jesteśmy po to, by odbijać światło Ewangelii. Nawet niczego nie mówiąc, przez samą naszą obecność.
Miłosierdzie jest gdzie indziej
Słowo, łaska – żeby uleczyć, często musi najpierw zranić.
Został jeden ksiądz na całą diecezję. Historia zagłady Kościoła na Wołyniu
Żadna polska diecezja w czasie II wojny światowej nie została tak okrutnie doświadczona jak łucka na Wołyniu.
11 lipca 1943 r. oddziały UPA zaatakowały 96 miejscowości na Wołyniu, w których żyli Polacy. Zapoczątkowało to szał mordowania oraz niszczenia wszelkich śladów polskości. W ciągu kilku miesięcy starto z powierzchni ziemi większość świątyń na terenach wiejskich. Banderowcy palili zabudowania, burzyli kościoły, a nawet wycinali sady, aby żadnemu Polakowi nie przyszła do głowy myśl o powrocie. Ks. Wacław Szetelnicki, świadek tych wydarzeń, pisał: „Tragiczne położenie Polaków pogłębiły masowe napady i egzekucje dokonywane z rąk ukraińskich nacjonalistów, które z wielką siłą nasiliły się w 1943 r. i trwały do końca wojny, a nawet po jej zakończeniu. (…) Całe wsie zostały spustoszone, spalono setki polskich miejscowości, tysiące gospodarstw oraz szereg kościołów, kaplic i plebanii”. Masowe mordy na kapłanach rzymskokatolickich nie wynikały z wrogości banderowców do religii. Wielu działaczy OUN, a później dowódców UPA, wywodziło się z rodzin greckokatolickich, niektórzy mieli w swych rodzinach kapłanów tego obrządku. To przynależność kogoś do Kościoła rzymskokatolickiego obrządku łacińskiego była przez ukraińskich nacjonalistów traktowana jako nieusuwalne znamię polskości i decydowała o wyroku śmierci na taką osobę.
„Pomyślałem, że Jezus topi się razem ze mną”. Historia księdza z Lądka- Zdroju
Kościół w Lądku-Zdroju, znany z dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się tu w czasie powodzi w 2024 r., został poświęcony po remoncie.Wyrywająca drzewa z korzeniami i burząca budynki fala powodzi spadła na ziemię kłodzką po przerwaniu tamy w Stroniu Śląskim 15 września 2024 roku. Zdemolowała m.in. urocze miasteczko Lądek-Zdrój. Ksiądz wikary Wiktor Bednarczyk, który chwilę przed uderzeniem wielkiej wody poszedł zabezpieczyć kościół, został przy drzwiach świątyni porwany przez falę i stoczył 1,5-godzinną walkę o życie.


