Czytania

Niedziela, 19 lipca 2026

XVI Niedziela Zwykła

Czytanie pierwsze (Mdr 12,13.16-19)
Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał
dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie, Podstawą Twojej
sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że
wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię
Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a
sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie
należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że
sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką
nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.

Psalm (Ps 65,10-14)
REFREN: Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy

Tyś, Panie, dobry i łaskawy,
pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają.
Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją
i zważ na głos mojej prośby.

Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone,
i Tobie, Panie, oddadzą pokłon,
będą sławiły Twe imię.
Bo Ty jesteś wielki i czynisz cuda:
tylko Ty jesteś Bogiem.

Ale Tyś, Panie, Bogiem łaski i miłosierdzia,
do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny.
Wejrzyj na mnie
i zmiłuj się nade mną.

Czytanie drugie (Rz 8,26-27)
Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy
się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w
błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który
przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi
zgodnie z wolą Bożą.

Aklamacja
Ziarnem jest słowo Boże, a siewca jest Chrystus, każdy, kto Go znajdzie,
będzie żył na wieki.

Ewangelia (Mt 13,24-43)
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: Królestwo niebieskie podobne
jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy
ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między
pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy
pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie,
czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się
na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił.
Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im
odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i
pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem
żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie;
pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza. Inną przypowieść im
powiedział: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które
ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich
nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się
drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego
gałęziach. Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie
podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy
miary mąki, aż się wszystko zakwasiło. To wszystko mówił Jezus
tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak
miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach,
wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata. Wtedy odprawił tłumy i
wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go:
Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście! On odpowiedział: Tym, który
sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym
nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego.
Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec
świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala
ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów
swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy
dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie
płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak
słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

Komentarz:

W świecie, który choruje na manię wielkości, potrzebujemy słowa Jezusa
w przypowieściach, żeby odkryć, że to pokorni są tymi, którzy
posiadają ziemię, że oto to, co małe i kruche, mocą Boga, może stać
się rzeczą niezwykłą, rzeczą wielką.
Oto w duchowej walce trzeba nam przyjąć tę Ewangelię o konkolu albo o
życicy. Wsiane w pszenicę sprawiają, na pierwszym etapie wegetacji,
wrażenie, że to pszenica. Później okazuje się, że na polu wyrósł
chwast. Ciekawy jest sposób postępowania właściciela pola. Czeka do
żniwa. Nie chce przez fakt zniszczenia chwastu zniszczyć zboża. To jest
to miłosierdzie. To jest ta wrażliwość na każdego z nas.
Trzeba tutaj także wiedzieć, że oprócz tego elementu maskującego –
życica i konkol są to także rośliny trujące. Nie chcemy więc jeść
czegoś, co nam szkodzi.
Oto zaproszenie, żeby popatrzeć na swoje życie z ogromną
wdzięcznością. Bo to my przeżywamy w sobie historię ziarnka gorczycy.
To my przeżywamy w sobie historię zaczynu. To w nas w taki sposób
wzrasta Boże Królestwo. Zaczyna się od rzeczy pozornie małych.
Będąc na wojnie duchowej, potrzeba nam mocy Bożego Słowa. Potrzeba nam
tego Słowa w przypowieściach, żeby nie budować na sobie, ale na
Chrystusie zmartwychwstałym.

ks. Wenancjusz Zmuda

Nieszczęście samotności
Samotność to nieszczęście, które w XXI wieku przybrało rozmiary epidemii. Tysiące ludzi żyją w przytłaczającym poczuciu, że dla nikogo nie są kimś ważnym, że ich los nikogo nie obchodzi.

Edytorial
Jak coś, to dzwoń

To zdanie usłyszałam, gdy podczas odwiedzin u chorej ciotki obserwowałam panią na sąsiednim łóżku i dwie młode osoby obok. – Jak coś, to dzwoń… – rzucili na odchodnym, co mnie, naiwnej, wydawało się wyrazem życzliwości i chęci wsparcia. Niestety, gdy wychodziła ze szpitala, nie zjawił się nikt. Podobno wybierała kolejne numery w telefonie, ale bez odzewu. Zamówiła więc taksówkę, uprzejma pielęgniarka pomogła nieść bagaż. – Nie ma nic gorszego niż samotność – mówiły inne chore, świadkowie tej sceny.Samotności jest tak wiele wokół nas, że niektórzy mówią już o epidemii, pandemii, a nawet dżumie, słowem – o czymś totalnie wyniszczającym, o wielkiej sile rażenia. Aż 68% Polaków przyznaje się do samotności, co trzeciej młodej Polce doskwiera ona boleśnie, podobnie czują nastolatki i seniorzy. Mówią, że to starsza siostra depresji, że doprowadza do choroby, do prób samobójczych, że rozlewa się po wsiach i miasteczkach po cichu, niemal niezauważalnie, a potem bach – 68% rodaków już wie, jaki to miód. Tyle fakty. Mnie zaś zastanawia słowo „epidemia”. Bo epidemia zazwyczaj uruchamia ciąg zdarzeń, które prowadzą do jakiegoś uleczenia, do zatrzymania procesu. A w moim przekonaniu, nic takiego współcześnie się nie zdarzy. Nikt za nas nic nie załatwi ani nam nie ułatwi, nie liczmy na żaden reset. Tak rozumiem myśl przewodnią tekstu o. Jacka Salija, dominikanina, który kilka stron dalej – w temacie numeru – pisze o samotności bez tkliwości, bez użalania się nad samotnymi, bez lukru. Jego przypuszczenia, skąd się samotność bierze i dlaczego się tak panoszy, spowodują zapewne u jednych sprzeciw, u innych akceptację. Więc zapytajmy raz jeszcze: skąd się wzięła i co może zatrzymać ten wyniszczający nasze dusze i serca proces? Właśnie… dusze i serca.

Tajemnicza postać Antychrysta
Oczekiwanie na powrót Chrystusa należy do wiary chrześcijańskiej. Chrystus przebywa w niebie obok swego Ojca, ale jak mówi Wyznanie wiary, „stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”. Mamy też pewne wskazówki co do sposobu nadejścia czasów ostatecznych i wydarzeń, które je poprzedzą.

Pismo Święte ujmuje te zapowiedzi w języku obrazowym i symbolicznym, nie da się więc skonstruować jakiegoś ścisłego scenariusza końca świata, czego usiłują dokonać sekciarze. Z różnych miejsc w Biblii wynika jednak, że przed widocznym nadejściem Chrystusa, które nazywamy paruzją, oraz Sądem Ostatecznym potem, nastąpi okres trudów i klęsk. Wśród nich ma być czas załamania się wiary. Jezus zapytał: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8).

I tu pojawia się postać Antychrysta. Samo to słowo, wzięte z greki, oznacza kogoś, kto miałby wejść na miejsce Chrystusa i wystąpić przeciwko Niemu. Takie znaczenie (szersze niż po polsku) ma przedrostek „anty-”. Słowo „Chrystus” z kolei nie jest tylko drugim imieniem Jezusa, gdyż oznacza, jak „Mesjasz” po hebrajsku, namaszczonego przez Boga, Pomazańca. Antychryst to fałszywy Mesjasz.

Dziewczynka i groby patriarchów
Kwestia tego, że mauzoleum zbudował Herod, nie budziła wątpliwości. Ale gdzie jest jaskinia Makpela? I co kryje się pod zamkniętym wejściem w podłodze meczetu?

Szczególny czas w dziejach mauzoleum patriarchów w Hebronie nastał wraz z wybuchem wojny sześciodniowej w 1967 r. W czwartym dniu tej wojny został zdobyty Hebron i Żydzi wkroczyli do tutejszego sanktuarium. Ściślej mówiąc, uczynił to rabin wojskowy Szlomo Goren. Wraz ze swym kierowcą jako pierwszy dotarł on do bramy ówczesnego meczetu. Od znajdujących się wewnątrz Arabów zażądał wydania kluczy. Ci oświadczyli, że ich nie mają. Tę odpowiedź uznał za kłamstwo, więc zdecydował się na użycie siły. Oddał kilkanaście wystrzałów z pistoletu maszynowego. Okazało się to bezskuteczne. Ślady po tych wystrzałach, które w jego oczach były śladem przejęcia pieczary Makpela, pozostały do dziś.

Mamy to we Krwi
Są tacy, którzy tylko opowiadają banialuki. Na więcej nie mają odwagi. Ale były i takie, które dzięki odwadze w Banja Luce spełniły swoje marzenia.

Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa założyła w 1834 r. we Włoszech św. Maria De Mattias. Do Polski osiem pierwszych sióstr przybyło 80 lat temu. Były to Polki, które wcześniej, aby móc wstąpić do zgromadzenia szerzącego kult Krwi Chrystusa, musiały wyjechać na Bałkany. Przez 40 lat posługiwały w Klasztorze Nazaret w Banja Luce. Spełnienie pierwszego pragnienia zastąpiły nowym, by kiedyś szerzyć cześć do Najdroższej Krwi Jezusa we własnej ojczyźnie.

Droga w nieznane
O zgromadzeniu dowiedziały się podczas rekolekcji, które głosił polski trapista pracujący na Bałkanach. Podczas jednego z kazań wspomniał, że w miejscowości, gdzie na co dzień posługuje, mieszka wspólnota sióstr żyjących duchowością Krwi Chrystusa. Siostry, obok krzewienia kultu Najdroższej Krwi, prowadzą tam także sierociniec dla setki dzieci.

Konserwatyści mają głos
Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało konwencję programową poświęconą rodzinie, demografii i edukacji. – Polska potrzebuje rozwoju opartego na wartościach, odpowiedzialności i szacunku do naszej tradycji – oświadczył Bartłomiej Wróblewski, lider Forum Konserwatywnego PiS.

Czy w Polsce byli królobójcy?
Historia świata niejednokrotnie pisana była sztyletem, trucizną, gilotyną. Na tym tle dzieje Polski wyglądają zaskakująco odmiennie.

Owszem – również u nas dochodziło do spisków, zdrad i zamachów, ale królobójstwo nigdy nie stało się elementem polskiej kultury politycznej. Inaczej niż w Anglii, we Francji czy przede wszystkim w Rosji, która ten rodzaj zbrodni wpisała niemalże w rytuał działania państwa. W Rzeczypospolitej nawet najostrzejsze spory rozstrzygano na sejmach, polach bitew albo przez rokosze, a nie przez skrytobójczy nóż. Zdarzały się jednak wyjątki.

Król zabity
W średniowiecznej Europie osoba króla stanowiła żywe uosobienie państwa, a jego koronacja miała wymiar religijny. Król był pomazańcem Bożym, odpowiedzialnym nie tylko za bezpieczeństwo swoich poddanych, lecz także za zachowanie ładu moralnego i politycznego. Podniesienie ręki na władcę oznaczało więc zakwestionowanie całego porządku świata. Nie oznacza to jednak, że chętnych do usunięcia monarchy nie brakowało. Pierwszym polskim królem, który padł ofiarą politycznego zamachu, był Przemysław II. Koronowany w katedrze gnieźnieńskiej w 1295 r. był symbolem odradzającego się Królestwa Polskiego po blisko 200 latach rozbicia dzielnicowego. Jego koronacja oznaczała, że idea zjednoczenia ziem piastowskich przestała być marzeniem elity politycznej, a stała się rzeczywistością. Tym samym pojawili się również ci, którym odrodzenie Polski było nie na rękę. Siedem miesięcy po koronacji król pojechał do wielkopolskiego Rogoźna, gdzie spędził zapusty, czyli – jak nazwalibyśmy to dziś – ostatki karnawałowe. Zabawa była huczna, ale zakończyła się tragicznie. O świcie w Środę Popielcową 8 lutego 1296 r. na śpiący dwór królewski napadli zakapturzeni napastnicy. Jak odnotował po latach Jan Długosz, wybudzony król „zmuszony pełnić raczej powinności żołnierza niźli króla i wodza, pod przeważającą liczbą nieprzyjaciół, nawałem strzał i mieczów, które go zewsząd dosięgały, walcząc chwalebnie, jak na ród jego przystało, omdlał i padł na ziemię mnogimi okryty ranami”. Kim byli napastnicy – nie wiemy, bo zapisy kronikarskie nie są spójne. Dominująca w historiografii hipoteza wskazuje na inspirację margrabiów brandenburskich, ale są też tacy, którzy udział w zbrodni przypisują opozycji królewskiej, czyli przedstawicielom możnego rodu Zarembów i Nałęczów. Prawdopodobnie celem napastników było porwanie monarchy, ale zacięty opór pokrzyżował te plany. „Gdy żadnej już nie było nadziei, ażeby król dożył do dnia następnego, wściekłym uniesieni szałem, na ciało spętane, poranione i już naznaczone znamieniem śmierci rzucili się z zapalczywością i zakłuli je licznymi razy” – relacjonował Długosz. Śmierć monarchy zahamowała na ponad dwie dekady proces jednoczenia kraju i ponownie otworzyła drogę do walk o tron.

Bezpieczeństwo to także finanse
Bezpieczny kredyt i bezpieczne konto w banku. Warto zaprzyjaźnić się z BIK. Rozmowa z dr. Mariuszem Cholewą, prezesem Zarządu Biura Informacji Kredytowej.

Czytamy Leona XIV
Gdy naśladujemy Chrystusa, nasza droga nie jest zadręczającą ascezą: jest ona szkołą wolności.

Bóg miłuje nas zawsze jako pierwszy. Piękno morza, tej wyspy i waszych twarzy jest odblaskiem Jego bezinteresownej inicjatywy: miłość nas wyprzedza, ogarnia i gromadzi. Jestem wdzięczny Panu, że mogę was odwiedzić, idąc śladami papieża Franciszka, który 8 lipca 2013 r. zechciał przybyć na Lampedusę podczas swojej pierwszej podróży jako następca Piotra. (…) Przybyłem, aby wam podziękować, bracia i siostry z Lampedusy, za bliskość, którą wielu z was postanowiło okazywać. Na nowo dokonał się cud współczucia: „Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko”; to wewnętrzna rewolucja, która wydobywa z nas Bożą wrażliwość i poszerza myśli, serce i życie. Dziękuję wolontariuszom, stowarzyszeniom skupionym w „Forum Lampedusa Solidale”, instytucjom cywilnym, Straży Przybrzeżnej, burmistrzom i kolejnym władzom administracyjnym; dziękuję diakonom, kapłanom, osobom zakonnym, lekarzom, psychologom, wychowawcom; dziękuję służbom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo i wszystkim, którzy, z darem wiary lub bez niego, postanowili kochać razem. Tak, bo pośród was miłość przybrała zorganizowany kształt, ta miłość, której współczucie, dostrzegające brata na morzu, jest jak pierwsze drgnienie, jak głębokie wezwanie, by odważyć się na to, o czym nigdy byście nie pomyśleli. Pozdrawiam obecnych tutaj migrantów: oni sami nie tylko otrzymali pomoc, ale wiele razy okazywali solidarność w czasie swojej drogi, jak ubodzy, którzy pomagają jeszcze uboższym. Dziękuję wam, bracia i siostry, bo w tym, że stajecie się bliźnimi, nie ma nic oczywistego, nic automatycznego. (…) Ze względu na swoje położenie geograficzne i kształt instytucjonalny Europa jest w stanie, by na tym obszarze zmierzyć się z kryzysem w sposób całościowy: włączając pierwszą pomoc w długofalowy plan strategiczny, zdolny przyjmować, chronić, promować i integrować migrantów, a zarazem działając na rzecz rozwoju, aby nikt nie był zmuszony do emigracji.
Wizyta na Lampedusie, 4 lipca 2026 r.

Jakie są owoce pielgrzymowania?
Pielgrzymowanie to jeden z najstarszych znaków chrześcijaństwa. Od pierwszych wieków wierni wyruszali do miejsc związanych z życiem Jezusa, Apostołów i świętych. Czynili to, aby się modlić, dziękować, prosić i szukać pocieszenia w trudnościach. Wraz z upływem czasu pielgrzymowanie nabierało nowego charakteru i stawało się przestrzenią formacji, wspólnoty oraz duchowego umocnienia. W dobie rozwijającej się techniki można mówić o różnych formach pielgrzymowania: pieszo, autokarem, na rolkach, konno, rowerem… można by tak długo wymieniać. Nieważne jednak, w jakiej formie się pielgrzymuje – ważne, dlaczego człowiek decyduje się podjąć ten trud. Odpowiedź kryje się w owocach, które rodzą się w czasie pielgrzymowania. To one sprawiają, że pielgrzymka jest nie tylko wydarzeniem, jakimiś manewrami czy turystyczną wycieczką, ale doświadczeniem, które zostaje na całe życie.

Efekt Franciszka
Jest chyba najbardziej popularnym świętym chrześcijaństwa, co paradoksalnie sprawiło, że prawdziwy Franciszek zniknął pod warstwą legend. Książka ks. Andrzeja Zwolińskiego próbuje go odzyskać.

Jedni widzą w nim patrona ekologów, inni – świętego od zwierząt. Dla wielu jest uśmiechniętym zakonnikiem z gołębiem na ramieniu, bohaterem szkolnych opowieści o wilku z Gubbio i Pieśni słonecznej. Im bardziej św. Franciszek stawał się ikoną kultury, tym bardziej znikał człowiek, który wywoływał niepokój. A przecież jego współcześni nie spotkali poety natury czy wesołka, do którego twarzy doklejony był uśmiech. Spotkali człowieka, który potraktował Ewangelię z należytą dosłownością i odwagą. Właśnie w taki sposób, oczami ludzi sprzed ośmiu wieków, patrzy na Biedaczynę z Asyżu ks. Zwoliński w książce Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego. Autor pokazuje człowieka zanurzonego w realiach XIII wieku, którego decyzje trudno zrozumieć bez odkrycia, jak radykalnie zmieniło się jego spojrzenie na świat.

Światło ze Skandynawii
„Osioł koronowany z sercem zajęczym!” – mówiła bez ogródek o królu szwedzkim. Spokrewniona z dynastią królewską, nielicząca się ze słowami, mistyczka, matka ośmiorga dzieci i założycielka zgromadzenia. Poznajmy św. Brygidę Szwedzką, jedną z patronek Europy.

Małżeństwo w rytm Mszy św.
Eucharystia może być treścią naszego życia. Każdy dzień może być wtedy jej częścią, realizacją tajemnicy paschalnej Chrystusa.

Dlatego warto zatrzymywać się nad każdym zdaniem liturgii mszalnej. Tradycyjnie mówi się czasem, że Eucharystia jest dialogiem, bo kapłan mówi, a wierni odpowiadają. Trwa wymiana zdań. To jednak bardzo wielkie uproszczenie. Zasady dialogu, a więc pierwszeństwo słuchania przed mówieniem, rozumienia przed ocenianiem, dzielenia się przed dyskutowaniem, rozpoznane przez nas w relacjach małżeńskich pomagają nam wniknąć w spotykające się w liturgii dwie rzeczywistości: ziemską i nadprzyrodzoną, prowadzą także do dialogu i spotkania z Chrystusem.

Pozdrowienie, przebaczenie i uwielbienie
Na początku Mszy św., po znaku krzyża, kapłan mówi: „Pan z wami”. Niesie to pozdrowienie, na które odpowiadamy życzeniem, by Pan był także z kapłanem celebrującym Mszę św. Ta wymiana pozdrowień jest jak wzajemnie udzielane sobie błogosławieństwo na dalszą część liturgii. A potem jest spowiedź powszechna. „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam, bracia i siostry…”. Te słowa mają szczególny wymiar w małżeństwie. Bo tym najbliższym bratem i siostrą jesteśmy dla siebie nawzajem: mąż i żona. Nieraz mówimy czy myślimy: „to twoja wina”, że coś jest źle między nami. Tymczasem teraz uświadamiamy sobie, że to jest „moja bardzo wielka wina”. Bóg „bogaty w miłosierdzie” chce nas uwolnić od tych słabości. Przebacza. A my radujemy się hymnem: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli…”. Bo w małżeństwie mamy na ogół dobrą wolę, tylko czasem nam dialog nie wychodzi…

Błogosławiona z piaśnickiego lasu
Kiedy w 1939 r. Niemcy wkroczyli do Wejherowa, mogła opuścić miasto, ale tego nie zrobiła. „Nie zostawię sióstr za cenę ratowania swojego życia” – powiedziała. Siostra Alicja Kotowska znajduje się wśród 108. Błogosławionych Męczenników II wojny światow

Zanim wstąpiła do zakonu, studiowała medycynę. Zawsze pokorna, pracowita, pełna poświęcenia i wiary. Była znana ze swojej patriotycznej postawy i działalności pedagogicznej. We wszystkim widziała wolę Boga.

Sanitariuszka, zakonnica i nauczycielka
Kamienica przy ul. Freta w Warszawie. To tu 20 listopada 1899 r. przyszła na świat Maria Jadwiga Kotowska – dla rodziny i przyjaciół – Marylka. Była trzecim dzieckiem z siedmiorga rodzeństwa. W domu rodzinnym nauczyła się zgodnego współżycia, wiary, szacunku wobec innych ludzi i pobożności. Każdego wieczoru Kotowscy gromadzili się na wspólnej modlitwie, ojciec czytał dzieciom Biblię oraz żywoty świętych.

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

Biskup ze Skrzatusza
Decyzję papieża Leona XIV, dotyczącą nominacji ks. Wacława Grądalskiego na biskupa pomocniczego diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, ogłosiła Nuncjatura Apostolska w Polsce 12 czerwca.

Uroczystość święceń biskupich, którym przewodniczył Nuncjusz Apostolski abp Antonio Guido Filipazzi, odbyła się 3 lipca w bazylice w Skrzatuszu. Współkonsekratorami nowo powołanego biskupa byli pasterze diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej: bp Krzysztof Zadarko oraz bp senior Edward Dajczak, na czym nominatowi zależało, by tym gestem – jak sam podkreślił – dać wyraz swojej woli służenia Kościołowi koszalińsko-kołobrzeskiemu, w którym posługuję. Jego zawołaniem biskupim są słowa: „Z Tobą, Matko, wszystko Bogu”.

Odpust z bł. kard. Wyszyńskim
Dla mieszkańców Żółwiej Błoci, podgoleniowskiej miejscowości w granicach parafii Matki Bożej Królowej Polski w Krępsku, 13 czerwca to święto patronalne miejscowego kościoła, który 80 lat temu, w 1946 r., został poświęcony dla kultu Bożego. Jego patronem został św. Antoni Padewski, wspominany w Kościele tego dnia.

Niewielka świątynia, wybudowana w 1920 r. przez niemieckich mieszkańców tej wioski, mocno wrosła w polską społeczność Żółwiej Błoci i do dzisiaj dobrze jej służy. „Imieniny”, a zarazem 80. „urodziny” kościoła były więc znakomitym pretekstem do świętowania. Nie tylko dla mieszkańców wsi, ale także dla całej parafii i licznych gości. Na zaproszenie proboszcza parafii w Krępsku ks. Pawła Płaczka przybyli: posługujący na Madagaskarze bp Marek Ochlak OMI, abp Andrzej Dzięga, ks. komandor Zbigniew Jaworski, dyrektor Prokury Misyjnej w Polsce ks. Wiesław Chojnowski OMI, poprzedni proboszcz parafii ks. Mariusz Cywka i burmistrz Gminy Goleniów Krzysztof Sypień.

Dar wiary dla kolejnych pokoleń
Uroczystość odpustowa ku czci św. Jana Chrzciciela, obchodzona 27 czerwca w kościele filialnym w Pacholętach, miała wyjątkowy charakter.

Podczas Mszy św. zostały uroczyście poświęcone 2 nowe witraże, które wzbogaciły wnętrze świątyni i stały się kolejnym świadectwem troski parafian o piękno domu Bożego. Wydarzenie zgromadziło licznych wiernych, fundatorów oraz gości, którzy wspólnie dziękowali Bogu za pomyślne zakończenie tego przedsięwzięcia.

Nowe witraże przedstawiają 2 ważne sceny i postacie z historii zbawienia. Pierwszy ukazuje Nawiedzenie św. Elżbiety przez Najświętszą Maryję Pannę – spotkanie 2 matek oczekujących narodzin swoich synów: Jezusa i św. Jana Chrzciciela. Drugi przedstawia Jezusa Miłosiernego oraz św. Faustynę Kowalską, przypominając o orędziu Bożego Miłosierdzia, które od wielu lat zajmuje szczególne miejsce w duchowości Kościoła.

Ksiądz to ma mocne życie
Wiara oparta na regularnej Mszy św., spowiedzi i modlitwie jest wystarczająca, żeby myśleć o kapłaństwie. Nie są potrzebne jakieś szczególne duchowe przeżycia. Czy powołań kapłańskich może być więcej? Co zrobić, by było ich więcej? Czy jest na to szansa? Czy spadkowy trend da się odwrócić? W jakim kierunku pójść? Co zmienić? Na co zwrócić uwagę? Te pytania, na przemian z prośbą do Boga o powołania, powinny nieustannie padać. Brak tego rodzaju pytań, stawianych nawet z daleko posuniętą natarczywością, może świadczyć o pogodzeniu się z mizernym stanem rzeczy, a tym samym o obojętności na sprawę zbawienia każdego człowieka. Taką perspektywę trzeba przyjąć. Ostatecznie każdy ksiądz składa ofiarę Kościoła na chwałę Boga i za zbawienie całego świata.

Obraz Boga ma znaczenie… dla zdrowia psychicznego
Wiadomo od dawna, że osoby religijne rzadziej cierpią z powodu samotności niż ludzie niereligijni.To – uważali psychologowie – skutek wsparcia, jakie mogą w trudnych sytuacjach otrzymać od członków wspólnoty wierzących. Okazuje się, że znaczenie ma też obraz Boga, jaki nosi w sobie osoba narażona na samotność. Dokładniej – czy czuje się przez Niego kochana, czy postrzega Go jako troskliwego, zapewniającego wsparcie. Osoby z takim obrazem Boga w mniejszym stopniu są narażone na depresję, zaburzenia lękowe, choroby sercowonaczyniowe czy osłabienie odporności. Tak wynika z badań przeprowadzonych przez amerykańskich psychologów. Dane te mają znaczenie dla tych psychologów czy psychiatrów, którzy ignorują religijne przekonania swoich pacjentów. Albo wręcz sugerują odrzucenie wiary jako źródła ich kłopotów z psychiką. Wnioski płynące ze wspomnianych badań każą psychologom, niezależnie od ich osobistych przekonań, traktować wiarę pacjenta jako sojusznika w radzeniu sobie z życiowymi problemami. Wyniki tych badań nie rozstrzygają oczywiście, czy Bóg istnieje, czy nie. Więcej od psychologii mówiącej o istnieniu Nadprzyrodzonej Siły, która mądrze urządziła świat, mają dziś do powiedzenia astronomia, fizyka czy biologia. Badania te stoją jednak w sprzeczności z lansowaną od dziesięcioleci tezą, że religia sprowadza na człowieka tylko zło. Możemy więc chodzić z podniesioną głową.

Król Karol III: obrońca wiary – ale jakiej?
Brytyjski król Karol III jest „Obrońcą przestrzeni dla wiary w wielowyznaniowym narodzie”. Takie sformułowanie zastąpiło używany przez angielskich monarchów tytuł „Obrońcy Wiary”.

Nowe zwyczaje w Budapeszcie
Archidiecezja Esztergom-Budapeszt zdystansowała się od ks. dr. Zoltána Osztiego, znanego duszpasterza, uznawanego za zwolennika byłego premiera Viktora Orbána.

Powołaniowe iskierki nadziei
Seminaria świecą pustkami już właściwie we wszystkich krajach na Starym Kontynencie. A jednak w tym smutnym krajobrazie pojawiają się powołaniowe iskierki nadziei. Jeden z katolickich portali dostrzegł je we Francji, Niemczech i we Włoszech. W tym pierwszym kraju, który przeżywa obecnie wyraźne ożywienie wiary, wyświęcono w tym roku 84 mężczyzn.

Czy ograniczenie „starej Mszy” to błąd?
Z różnych stron pojawiają się głosy, że błędem było wprowadzenie przez papieża Franciszka ograniczeń w odprawianiu tzw. Mszy trydenckiej.

Tysiące katechetów straciło pracę
W roku szkolnym 2025/2026, w konsekwencji ograniczenia przez MEN liczby godzin religii z dwóch do jednej tygodniowo, pracę straciło 4515 nauczycieli religii.
Lew Pakistanu. Dramatyczna historia imama, który został chrześcijaninem
Haroon przyjechał do Europy, by nawracać chrześcijan na islam. Oni jednak wytoczyli swą najpotężniejszą broń – miłość.
Kościół traci powołania. Czy sam popełnił poważny błąd?
Gdy problemy z powołaniami narastają, powstaje pytanie, czy można ten trend odwrócić? O odpowiedź będzie trudno.

Bożek z piłki szytej
Globalnie piłkę nożną śledzi ponad trzy miliardy ludzi – więcej niż liczy jakiekolwiek wyznanie religijne na świecie.Kiedy Maradona strzelił słynną bramkę „ręką Boga”, niektórzy zdali sobie sprawę, że piłka nożna dawno przestała być jedynie grą. Stała się czymś, czemu oddaje się swego rodzaju cześć. Socjologowie mówią wprost o „piłce jako quasireligii”. Są rytuały (szaliki niczym relikwie), są pielgrzymki (wyjazdy na mecze), są totemy i bożki, jest wspólnota, ekstatyczne przeżycia, jest nawet eschatologia w postaci awansów (niebo) i degradacji (piekło). Globalnie piłkę nożną śledzi ponad trzy miliardy ludzi – więcej niż liczy jakiekolwiek wyznanie religijne na świecie.

Orwell by na to nie wpadł
Cenzura okazuje się skuteczniejsza w świecie cyfrowym. Książki i gazety pozostaną narzędziem wolnej wymiany myśli.Słowo cenzura kojarzy nam się z papierowymi wydawnictwami, zapisami i konfiskatami gazet czy książek. Natomiast internet to wolność. W systemach totalitarnych druk był kontrolowany prewencyjnie lub represyjnie, dziś nikt nie jest w stanie ograniczyć w sieci swobody wypowiedzi. A przynajmniej tak nam się wydaje. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Dzięki światłym dyrektywom unijnym już niebawem zakończy się epoka bezkarnego wypisywania w mediach społecznościowych tego, co komu strzeli do głowy, zaś przestrzenią wolności znów staną się gazety i książki. Ale po kolei.

Patronko ognia, patronko głodu
Jest piękna, jest grzeszna, jest płacząca, niecierpliwa, teatralna – w najlepszym sensie tego słowa.
Że też żaden z nich nie mógł spojrzeć Mu przez ramię. Na pewno stali blisko, naprawdę nie przykuło ich uwagi, że pierwszy – a jak się później okazało, także ostatni raz – pisze? Może duża część spośród uczniów sama była niepiśmienna, ale nawet oni powinni zrozumieć powagę sytuacji. I może właśnie to zrobili? Poczuli, że dzieje się coś, od czego powinni trzymać się z daleka. Już nie uzdrawiał, nie rozmnażał, nawet nie nauczał. Jezus Chrystus pisał. Jedno zdanie, kilka linijek, zanim wiatr rozwiał nakreślone na piasku znaki. To już nie ma znaczenia.

Skąd się wziął Karol Nawrocki? Wiara, walka i droga do prezydentury
Nie sposób zrozumieć Karola Nawrockiego, jeśli pominie się znaczenie wiary w jego życiu.Książkowa rozmowa profesora Andrzeja Nowaka z prezydentem RP jeszcze zanim trafiła do rąk czytelników, już wywołała polityczną burzę ze względu na fragment, w którym jest mowa o potencjalnej próbie otrucia Karola Nawrockiego w trakcie kampanii wyborczej. Dla książki to i dobrze, i źle. Zwiększy zapewne sprzedaż, ale może też odwrócić uwagę od odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule: „Skąd się wziął Karol Nawrocki?”. A jest ona kluczowa dla zrozumienia fenomenu człowieka, o którym jeszcze dwa lata temu nie słyszała większość Polaków. Pytanie należy rozumieć dosłownie i symbolicznie. Dotyczy konkretnego człowieka, jego drogi życiowej, ale także pewnego pokolenia, środowiska, z którego wyszedł, tradycji i wartości, których broni w sposób wiarygodny dla milionów rodaków. Może dlatego, że Nawrocki nigdy nie należał do świata partyjnej polityki i nadal nie jest jego częścią. Ta rozmowa dwóch historyków powinna być lekturą obowiązkową… dla zaciętych przeciwników prezydenta. Nie można bowiem walczyć z fantomem stworzonym na użytek kampanii, czas wreszcie zobaczyć prawdziwego człowieka. Bo też niewielu ich znajdziemy dziś w świecie postpolityki.

Powrót na Księżyc. Dlaczego znów zaczyna się wyścig o Srebrny Glob?
20 lipca 1969 r. Neil Armstrong postawił pierwszy krok na Księżycu. Trzy lata później człowiek opuścił Srebrny Glob i przez ponad pół wieku już na niego nie wrócił. Dziś świat znów kieruje wzrok ku Księżycowi, ale tym razem stawką nie jest już prestiż, lecz przyszłość eksploracji kosmosu, dostęp do surowców i przygotowanie drogi na Marsa.

Męczennicy z Hiszpanii. Ofiarami wojny domowej było tysiące księży i sióstr zakonnych
Wielbieni przez lewicę na całym świecie bojownicy hiszpańskiej Republiki zamordowali tysiące ludzi za to, że byli katolikami. W reakcji na czerwony terror 90 lat temu wybuchła w Hiszpanii wojna domowa.Do końca wojny domowej republikanie zamordowali 13 biskupów, 4184 księży diecezjalnych, 2365 zakonników i 283 zakonnice. Niektórych księży przed śmiercią wykastrowali, innym kazali kopać swoje groby, a potem żywcem ich w nich zasypywali, jeszcze innych spalili żywcem w ich kościołach. Tryumfujący republikanie pili wino z mszalnych kielichów, tłukli witraże i golili się w chrzcielnicach.

Abp Józef Gawlina i o. Józef Maria Bocheński – dwóch przeciwko czerwonej zarazie
Dla interesujących się dziejami Kościoła w drugiej połowie XX wieku oraz losami polskiej emigracji lektura tej książki będzie intelektualną ucztą. To z pewnością jedna z najważniejszych pozycji, jakie ukazały się w ostatnich latach nakładem Księgarni św. Jacka w Katowicach oraz Fundacji Centrum Badań nad Historią Kościoła im. ks. Wincentego Myszora. Bohaterami studium są: abp Józef Gawlina, były redaktor „Gościa Niedzielnego”, biskup polowy Wojska Polskiego, a po 1945 r. protektor wychodźstwa polskiego, oraz jeden z najciekawszych intelektualistów XX wieku – dominikanin o. Józef Maria Bocheński, twórca krytycznej analizy myśli marksistowskiej i rektor Uniwersytetu we Fryburgu. Połączenie tych dwóch postaci i pokazanie ich wieloletniej pracy na rzecz propagowania wiedzy o prawdziwym wymiarze zagrożenia komunistycznego daje nową jakość w badaniach nad losami polskiej emigracji oraz jej wpływem na sferę międzynarodową i wydarzenia krajowe.

Z tego pokoju uciekł do Rzymu. Niezwykły ślad po św. Stanisławie Kostce
Pielgrzymi z diecezji płockiej już idą szlakiem ucieczki św. Stanisława Kostki z Wiednia do Rzymu przez Bawarię. Wyruszyli z niesamowitego, a bardzo mało znanego miejsca: z pokoju w kamienicy przy Kurrentgasse 2.

Komentarze są wyłączone.