Czytania

Niedziela, 13 września 2026

XXIV Niedziela Zwykła

Czytanie pierwsze (Syr 27, 30 – 28, 7)
Złość i gniew są obrzydliwościami, których trzyma się grzesznik.
Tego, kto się mści, spotka pomsta od Pana, On grzechy jego dokładnie
zachowa w pamięci. Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać
będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy. Gdy człowiek żywi złość
przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on
miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie
o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam, będąc ciałem, trwa w
nienawiści, któż więc zyska dla niego odpuszczenie grzechów? Pamiętaj
o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o
śmierci, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj o przykazaniach i nie miej w
nienawiści bliźniego – o przymierzu Najwyższego, i daruj obrazę!

Psalm (Ps 103 (102), 1b-2. 3-4. 9-10. 11-12)
REFREN: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

Błogosław, duszo moja, Pana,
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.

On odpuszcza wszystkie twoje winy
i leczy wszystkie choroby.
On twoje życie ratuje od zguby,
obdarza cię łaską i zmiłowaniem.

Nie zapamiętuje się w sporze,
nie płonie gniewem na wieki.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów
ani według win naszych nam nie odpłaca.

Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią,
tak wielka jest łaska Pana dla Jego czcicieli.
Jak odległy jest wschód od zachodu,
tak daleko odsuwa od nas nasze winy.

Czytanie drugie (Rz 14, 7-9)
Bracia: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie:
jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy
dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem
Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi,
jak nad żywymi.

Aklamacja (J 13, 34)
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja
was umiłowałem.

Ewangelia (Mt 18, 21-35)
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam
przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem
razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy,
lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo
niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy
zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien
dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan
kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby
dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go:
„Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan
ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy
sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był
winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj,
coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go:
„Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał,
lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.
Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili.
Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego,
wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten
dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był
ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad
tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom,
dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój
niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

Komentarz:

Doświadczyć mocy słowa Jezusa, słowa o Kościele, o wspólnocie. To
jest spotkanie z osiemnastym rozdziałem Ewangelii św. Mateusza. Jezus,
który stawia dziecko jako wzór ucznia Pańskiego, patrząc na jego
zawierzenie i zaufanie. Jezus, który uczy ratować zagubioną owcę i
upomnieć się o brata, który zgrzeszył przeciwko mnie. Odpowiedzią na
pytanie Szymona Piotra staje się niezwykła przypowieść Jezusa o dwóch
dłużnikach. Żeby ją lepiej pojąć i zrozumieć, może warto to
wszystko przeliczyć i zdać sobie sprawę, że jeden talent równał się
6 000 denarów. Jeden denar, jedna dniówka, 6 000 dniówek, 20 lat pracy
jednego robotnika. 10 000 talentów – 60 milionów denarów. 60 milionów!
200 000 lat pracy. Dług gigantyczny, niemożliwy do spłacenia, ale
możliwy do darowania, do odpuszczenia. Niezwykły jest ten król.
Słuchając prośby sługi, wie doskonale, że nie jest on w stanie oddać
długu. Można powiedzieć, że w tym momencie poznajemy smak naszych
długów przed Bogiem, nie do naprawienia przez nas. Mogą być tylko
uzdrowione Bożym miłosierdziem. Ale Bóg jest naprawdę niezwykle dobrym
nauczycielem. Chce nas przebóstwić, czyli nauczyć swojego myślenia i
swojego działania. I tego nas uczy druga odsłona przypowieści Jezusa:
spotkanie z dłużnikiem, który jest winien 100 denarów, 100 dniówek
pracy, jakieś trzy i półmiesięczne wynagrodzenie. Dużo, ale wszystko
jest możliwe do spłacenia. To jest realny dług, który można oddać. W
tym momencie możemy się pytać: jeśli doświadczamy tak wielkiego
Bożego miłosierdzia, tak wielkiego przebaczenia, czemu tak wiele razy nie
stać nas, żeby przebaczyć drugiemu człowiekowi? Wszystko wciąż
przeliczamy. Boimy się stracić. I w taki sposób tracimy możliwość
naprawy i zadośćuczynienia, które niesie w sobie przebaczenie.
Przebaczyć nie znaczy zapomnieć. Wiem, komu i co chcę przebaczyć, żeby
Bóg uzdrawiał moje serce i serce drugiego człowieka. I warto bardzo
świadomie pomodlić się Modlitwą Pańską, bo w momencie, kiedy wołamy:
„odpuść nam nasze winy”, tak naprawdę wołamy: „odpuść
nam nasze długi, jak i my odpuszczamy naszym dłużnikom”.

ks. Wenancjusz Zmuda

Kto ochrzci nasze wnuki?
Wiary nie dziedziczy się jak porcelany po prababci. Każde pokolenie musi ją odkryć, jakby odkrywało ogień.
Od 2 dni spaceruję z córką po Pradze. To miasto jest piękne niemal bezczelnie. Człowiek co kilka kroków przystaje, zadziera głowę i sprawdza, czy architektura może jeszcze bardziej popisywać się przed przechodniem. A jednak w zachwyt wślizguje się smutek. Czułem go już z tego samego powodu wcześniej w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Szwecji; teraz zaczyna się mościć także w Polsce – na razie tylko w wielkich miastach i na szczęście wolniej, niż życzyliby sobie twórcy antywartości i ideologii ślepych na prawdę o człowieku. Co to za smutek? To smutek pustych miejsc po dzieciach i młodzieży w kościelnych ławach. Niedawno na Mladifeście w Medjugorie cieszyły mnie dziesiątki tysięcy młodych ludzi: modlących się, śpiewających, klęczących i szukających Boga bez wstydu. W kościele, gdzie od lat czeka na Prażan i turystów Dzieciątko Jezus – w Kościele Matki Bożej Zwycięskiej i św. Antoniego Padewskiego na Malej Stranie – ten cud, który się wydarzył w Medjugorie, nie znalazł nawet najmniejszego odbicia.
Katastrofa, której można zapobiec
Na początek małe wyjaśnienie: pytanie z okładki tego numeru nie dotyczy wyłącznie księży – dotyczy ono przede wszystkim tych, którzy przynoszą niemowlę do kościoła i decydują o chrzcie swojego dziecka. Czyli rodziców. A oni dzielą się na tych, którzy wiedzą, jak cenny jest dar wiary i jak ważne jest wychowanie dziecka w atmosferze wiary, wpojenie mu wartości duchowych, i na tych, którym jest to zupełnie obojętne. Niestety, rośnie liczba rodziców, którzy nie przywiązują należytej wagi do chrztu swoich dzieci. Traktują ten sakrament jako element zwyczaju, czasem nadają mu niemal magiczno-ochronne znaczenie. Skąd się to bierze? Wiadomo, że najczęściej po prostu z braku wiary, z obojętności na „sprawy kościelne”. Niektórzy bowiem uważają religię raczej za zbiór nawyków, dziwnych rytuałów, babcinych przyzwyczajeń niż za spotkanie z Bogiem żywym. Stąd wyznawanie wiary nie pobudza ich do specjalnych przeżyć religijnych. To, że się wierzy lub nie wierzy, może być według nich efektem wychowania lub skutkiem zbiegu okoliczności, a nie świadomą decyzją osobistą. Człowiekowi czasem może upłynąć całe życie, a on nie pojmie, jaki był ostateczny motyw wielu jego czynów, i nigdy się nie zatrzyma, aby spojrzeć w głąb siebie. Ta powierzchowność sprawia, że jedynie unosi się na wodzie, nie mając pojęcia, co kryje się pod taflą. Jeśli już się go zapyta, to odpowie, że wiara jest sprawą wyłącznie prywatną, kategorią czysto duchową – nie dopuszcza myśli, że to jest konkretna relacja, która ma realny wpływ na codzienność.„Jakość życia oznacza jakość relacji, które stanowią treść życia. Jakość relacji zależy od jakości komunikowania na wszystkich poziomach, także z Panem Bogiem” – mawiał mędrzec naszych czasów Enzo Bianchi, zmarły kilka dni temu (s. 7). Ten człowiek, choć nigdy nie przyjął święceń kapłańskich, stał się dla wielu, także tych „pod koloratką”, duchowym przewodnikiem, mentorem. Założył prężną ekumeniczną wspólnotę monastyczną w Bose w Italii, ale nie stronił od świata – gdziekolwiek się pojawiał przekonywał, by zwracać baczną uwagę na życie wewnętrzne, które współczesny człowiek łatwo zaniedbuje. W świecie zdominowanym przez pozory, powierzchowność, iluzje ważne staje się słowo „relacja”. Ta między ludźmi, ale zwłaszcza ta z Bogiem. Wiara nie może się zrodzić, dojrzewać ani być przekazywana poza relacją. „Wiara to relacja najzupełniej konkretna i eklezjalna” – powtarzał papież Benedykt XVI. Nikt nie staje się wierzący sam z siebie. Jeszcze trzy dekady temu tych relacji szukało się we wspólnocie Kościoła, w dynamicznie działających parafiach. Było w nas przekonanie, że kościół jest miejscem, gdzie wiara staje się doświadczeniem. Dziś nie wystarczy gotowość, ważna jest determinacja, żeby poszukać tych, którzy zechcą o Bogu słuchać. Iść tam, gdzie można ich spotkać, zwłaszcza młodych, i znaleźć sposób na to, by zatrzymać ich uwagę, zainteresować.To niełatwe zadanie. Nie wystarczy bowiem postępować tak, jak robili to nasi rodzice. Świat zmienia się z szybkością niespotykaną w dziejach – to, co działało kilka dekad temu, dziś zawodzi. Tak jest i nie ma co się obrażać na rzeczywistość. Jedno nie uległo zmianie – jeśli dzieci widzą, że Jezus stał się prawdziwą pasją rodziców, jeśli to właśnie z wiary w Niego wynikają całe dobro, cała miłość, których od nich doświadczają, to wówczas jest duża szansa, że pójdą za Jezusem z własnej woli, z własnego wyboru, pociągnięci przykładem rodziców. Pociągnięci, przekonani, świadomi sami będą prosić o chrzest dla swojego dziecka.
Tymczasem jesteśmy dziś świadkami cichej katastrofy w przekazywaniu wiary i nie da się już owijać w bawełnę tej przykrej prawdy. Co więc robić? Proszę skorzystać z naszych rad zamieszczonych kilka stron dalej. Co zrobić, by wiara mogła popłynąć z serc dziadków do wnuków i rodziców do dzieci? W jaki sposób mówić dzieciom o Bogu w epoce cyfrowej? (s. 10-15). Autentyczność, cierpliwe odpowiadanie na pytania i wątpliwości, budowanie zaufania w relacji, spójność tego, co się głosi, z tym, jak się żyje – to tylko niektóre praktyczne wskazania, które mogą prowadzić do zwycięstwa nad obojętnością czy odrzuceniem życiowej więzi z Bogiem. Warto spróbować…
Jak mówić dzieciom o Bogu?
Nie możemy zamienić katechezy w TikToka, a homilii w pokaz multimedialny. Nie chodzi o to, żeby ścigać się ze światem cyfrowym na atrakcyjność, bo ten wyścig od razu przegramy. Trzeba znaleźć nowy sposób mówienia o Bogu. Tylko jaki?
Dlaczego czasem Bóg milczy?
Wiemy, że bywają modlitwy niewysłuchane. Wspomina o tym nawet Pismo Święte.
Ważne, co po nas zostanie
Przychodzimy do Kościoła ze świata, który najczęściej myśli po ludzku – mówił biskup toruński Arkadiusz Okroj do uczestników Diecezjalnego Zjazdu Rodzin Osób Powołanych.
Tylko, co to znaczy myśleć po ludzku? Ksiądz biskup zauważył, że myślimy po ludzku wtedy, kiedy nam się wydaje, iż doskonale wiemy, czego nam potrzeba. Mamy ułożony plan na swoje życie, tworzymy sobie wizję przyszłości i dążymy do realizacji założonych celów i marzeń, często słuchając po drodze głosu fałszywych ekspertów. Sami też nieraz rościmy sobie prawo do doradzania innym, do wyrażania swojej krytyki, nie zawsze konstruktywnej. Tymczasem Jezus mówi dziś do nas wyraźnie, tak jak 2 tys. lat temu mówił do Piotra: myśl po Bożemu. On wie, czego potrzebujemy. Wie doskonale, czego potrzebują nasi bliscy. Zna nasze lęki, obawy. Prawdziwe chrześcijaństwo rozpoczyna się od stwierdzenia: jestem tym, który tak naprawdę najczęściej nie wie, co robić – kontynuował bp Okroj. Każdy z nas powołany jest do czegoś innego. Każdy z nas na tej ziemi ma inne zadanie do wykonania. W tych naszych codziennych zadaniach chce być przy nas obecny Jezus. Nie chce pozostać zamknięty w tabernakulum. Chce iść z nami do pracy, do szkoły, na wizytę u lekarza. Chce usiąść z nami przy rodzinnym stole. Chce być z nami w chwilach radości i cierpienia, tylko musimy Mu na to pozwolić. Nie jest łatwo myśleć po Bożemu. Nie jest łatwo podążać za słowami Jezusa, który mówi o zaparciu się samego siebie. Wreszcie – nie jest łatwo pozbyć się naszych ludzkich ograniczeń i słabości i otworzyć serce na działanie Ducha. Ale warto, bo nagrodą jest życie wieczne w domu Ojca.
Pamięć ocalałych
Sześcioletnia Irena miała umrzeć razem z rodziną. Została ciężko ranna i pozostawiona na śmierć w męczarniach. Kiedy odzyskała przytomność, pamiętała mrówki chodzące po ciele. Historie osób takich jak ona przywołuje książka Wołyń. Bez komentarza.
Jak opowiedzieć o zbrodni, która odbiera słowa? Jak mówić o okrucieństwie, które nie miało precedensu? Skala mordów dokonanych przez Ukraińców na Wołyniu jest porażająca. Ale to, co najbardziej bulwersuje, to próby jej rozmywania, wybielania, relatywizowania. Dlatego najlepiej jest oddać głos tym, którzy jakimś cudem ocaleli z ludobójstwa. Czyni to książka Wołyń. Bez komentarza. Nie znajdziemy tu analiz dokonywanych przez historyków – to opowieść świadków przywołujących szczegóły, których pamięć nie zatarła przez kilkadziesiąt lat.
Czytamy Leona XIV
Narzekanie i obmowa są łatwiejsze, lecz nie przynoszą żadnych owoców i sprawiają, że wiele spraw grzęźnie w martwym punkcie.
Chrześcijańskie współdzielenie zobowiązuje do podjęcia odpowiedzialności za rzeczywistość, a także do demaskowania sprzeczności charakteryzujących życie osobiste i społeczne współczesnego świata: wśród nich jest np. postęp naukowy i technologiczny, który oferuje coraz to nowe możliwości, ale dostępne tylko dla niektórych, i z którego człowiek nie zawsze potrafi korzystać. W czasach naznaczonych głębokimi przemianami, z których wynikają niepokojące zachwiania równowagi, Kościół jest powołany do służby człowiekowi, wsłuchując się i przyjmując najgłębsze pytania jego serca oraz obecne w nim tęsknoty, wskazując w Chrystusie „klucz, centrum i cel całej historii ludzkiej” (Gaudium et spes, 10).

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

Krzewienie Bożych wartości
Szkoła o profilu katolickim jest potrzebna. Wartości chrześcijańskie, dobry poziom nauki i oferta edukacyjna, to niewątpliwie przyciąga – mówi prefekt szkoły ks. Marcin Nockowski.
Harmonijnie godzą Państwo przekazywanie wiedzy oraz formowanie uczniów w etosie obywatelskim i patriotycznym z wiernością tradycji chrześcijańskiej […]. Życzę, by pod barwami narodowymi łączyli się Państwo – nauczyciele, uczniowie, absolwenci, rodzice i wszyscy przyjaciele szkoły, we wspólnotę ludzi miłujących wolność i polskość” – napisał w liście gratulacyjnym z okazji 30-lecia KSP im. Świętej Rodziny w Szczecinie prezydent RP Karol Nawrocki.
52. Szczecińskie Dni Katechetyczne
Ojciec Święty Leon XIV podczas ubiegłorocznego jubileuszu katechetów mówił w homilii: „Pamiętajmy, że nikt nie daje tego, czego nie ma”.
Także katecheci, którzy przekazują wiarę, wpierw muszą sami ją pogłębić, aby dopiero wtedy móc się nią dzielić z innymi.
W naszej archidiecezji szczecińsko–kamieńskiej na progu nowego roku szkolnego i katechetycznego, organizowane są rokrocznie Szczecińskie Dni Katechetyczne, podczas których nasi katecheci we wspólnocie oddają się modlitwie oraz formacji intelektualnej, aby jeszcze lepiej służyć Bogu w powierzonych sobie szkołach. W tym roku Dni Katechetyczne odbyły się po raz 52. w auli Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego w dniach 28-29 sierpnia.
Słów kilka o szkole
Z okazji jubileuszu KSP im. Świętej Rodziny poprosiliśmy Dorotę Bednarek, aktualną i najdłużej sprawującą funkcję dyrektora tej szkoły, o kilka słów refleksji i wniosków związanych z powstaniem i rozwojem placówki.
Adam Szewczyk: KSP z małej, kameralnej przekształciła się dziś w dużą szkołę. Jak każda inna stała się areną reform edukacyjnych, jednak w dalszym ciągu pozostała „katolicka”. Co to dziś oznacza?
Dorota Bednarek: To prawda. Z małej, wyjątkowo kameralnej szkoły, liczącej wówczas 180 uczniów, przekształciliśmy się w szkołę może nie ogromną, ale dla nas już dużą. Dzisiaj w 16 oddziałach, uczy się 350 uczniów. Mieliśmy ogromny sentyment do szkoły na Wzgórzu. Tam nie tylko wielu z nas, nauczycieli, ale również rodziców i dzieci zaczynało swoją przygodę ze szkołą katolicką.

Centrum świata, wał ochronny
Żeby „centrum świata” nie przesunęło się w inne miejsce, potrzebna jest stałość w nauczaniu, co oczywiście jest najważniejsze, ale też w sprawowaniu Bożego kultu.
Bardzo chciałem, żeby w którymś z wrześniowych numerów „Gościa”, kiedy rozpoczyna się nowy rok duszpasterski, pojawił się tekst o polskiej parafii. A właściwie nie zwykły artykuł, ale hymn pochwalny na jej cześć. Bo polska parafia na taki hymn zasługuje. Jest ich w naszym kraju 10 352. Całkiem sporo. Swym zasięgiem terytorialnym obejmują każdy skrawek naszego państwa. Gdziekolwiek byśmy nie pojechali, zawsze znajdujemy się na terenie jakiejś parafii – św. Filipa, Matki Bożej Bolesnej, Opatrzności Bożej itd., itp. Znamy to doskonale. Jedna jest żywotna, otwarta na ludzi, misyjna, inna uśpiona, ale w każdej z nich prawie codziennie ksiądz odprawiając Mszę św., wypowiada po Przeistoczeniu takie m.in. słowa: „Wspominając śmierć i zmartwychwstanie Twojego Syna, ofiarujemy Tobie, Boże, Chleb życia i Kielich zbawienia, i dziękujemy, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”. Innymi słowy, chwała Boża codziennie głoszona jest w całej Polsce. Ostatecznie wokół tych słów, choć być może wielu nie zdaje sobie z tego w pełni sprawy, gromadzi się w Polsce w każdą niedzielę średnio 29,6 proc. zobowiązanych wierzących, tzn. co najmniej kilkanaście milionów rodaków. Tak wynika z badań przeprowadzonych w 2024 roku. I jeżeli nawet od wielu już lat ta liczba systematycznie maleje, to przecież nadal jest wielka. A wszystko to dzieje się w parafii. Nie ma drugiej takiej zbiorowości ludzi, o podobnym zasięgu, jak właśnie parafia. Zdecydowana większość Polaków należy przecież do jakiejś wspólnoty parafialnej.
Czy trybunał zaleci… fałszowanie dokumentów?
Czy można nakazać usunięcie danych z księgi chrztów?
Czy można nakazać usunięcie danych z księgi chrztów? Opinię w tej sprawie wyrazili członkowie Komisji Konferencji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE). Nie bez powodu. Możliwość usuwania danych z rejestrów chrztów w świetle unijnych przepisów o ochronie danych osobowych rozpatruje TSUE. I to dla tej instytucji Komisja przygotowała dokument na ten temat. Padło sporo argumentów. Zwrócono uwagę na znaczenie rejestrów chrztów dla autonomii Kościoła, wolności religijnej czy funkcjonowania państwowego wymiaru sprawiedliwości oraz dla badań genealogicznych. Najważniejszym i najmocniejszym argumentem wydaje się wskazanie, że księgi metrykalne nie mogą być utożsamiane ze spisami członków Kościoła. Są one dokumentami poświadczającymi pewien fakt. Można, i Kościół to robi, stosowną adnotacją o wystąpieniu z Kościoła anulować częściowo skutki przyjęcia sakramentu chrztu. Ale samego faktu zmienić nie można. Dziwiła mnie swego czasu zaciekłość, z jaką niektóre osoby występujące z Kościoła walczyły o to, by ich dane zostały usunięte z księgi chrztów. Myślę, że często spowodowane to było przekonaniem, że księgi te pełnią funkcję „spisu członków”, a oni nie chcieli mieć z Kościołem nic wspólnego. Trudno przewidzieć, jakie stanowisko zajmie TSUE. Gdyby jednak nakazał usuwanie wpisów o chrzcie, byłby to chyba pierwszy w historii przypadek, gdy jakiś trybunał nakazuje… fałszowanie dokumentów.
Francuzi niecierpliwie czekają na papieża
Zbliża się wizyta Leona XIV we Francji: pierwsza od 18 lat oficjalna pielgrzymka papieża do tego kraju.Zbliża się wizyta Leona XIV we Francji: pierwsza od 18 lat oficjalna pielgrzymka papieża do tego kraju. Jej program przewiduje spotkania w Paryżu i jego okolicach, w Lourdes i w przygranicznym Metz. Budzi ogromne zainteresowanie: bilety na spotkanie papieża z młodzieżą na Stade de France w podparyskim Saint-Denis rozeszły się w godzinę; ponad 400 tys. osób zarejestrowało się na Mszę św. na stołecznym Place de la Concorde; na spotkanie w Lourdes, w którym weźmie udział 150 tys. osób, też już dawno nie ma wejściówek.
Rodzina – zwierciadło, w którym przegląda się Bóg
To było piękne, radosne i… rodzinne spotkanie. Jak podaje Vatican News, w Ogrodach Watykańskich papież Leon XIV spotkał się z pracownikami Gubernatoratu Państwa Watykańskiego i ich rodzinami.
Kościół ma adres. Dlaczego parafia jest tak ważna?
Ponad 10 tysięcy parafii tworzy w Polsce sieć, której nie da się zastąpić kaznodziejstwem internetowym, eventami ani nawet najbardziej dynamicznymi wspólnotami. Ta sieć łowi ludzi dla Chrystusa, nawet jeśli bywa dziurawa.
Kiedy mówimy „Kościół”, myślimy często o Watykanie, papieżu, biskupach, episkopacie, mediach, wielkich sanktuariach czy wydarzeniach religijnych. Tymczasem dla zdecydowanej większości katolików Kościół ma bardzo konkretny adres. Jest nim ich parafia. Życie wiary rozgrywa się głównie tam. Według danych ISKK za 2024 rok w Polsce działały 10 352 parafie katolickie, z czego 9664 to parafie diecezjalne, a 688 – prowadzone przez zakonników. Trudno wskazać inną instytucję posiadającą równie gęstą sieć obecności w całym kraju.
Każda parafia ma swoje problemy, każda jest inna, ma własną specyfikę, historię. Różnią się bardzo między sobą. Ale sedno jest wspólne. To właśnie przez parafię Kościół jest najbliżej człowieka: chrzci dzieci, błogosławi małżeństwa, towarzyszy w chorobie, żegna zmarłych, gromadzi przy ołtarzu, głosi Słowo, wlewa nadzieję, modli się. Głos dzwonów rozbrzmiewa w miastach i wsiach. Nie tylko zapraszając na Msze i nabożeństwa czy na Anioł Pański, ale przypominając, że Bóg jest pośród nas. To są oczywistości, ale czasem warto o nich przypomnieć.
Sobór Watykański II zapisał, że „parafie w pewien sposób przedstawiają widzialny Kościół ustanowiony na całej ziemi”. Można patrzeć na parafię jako na podstawową organizacyjną strukturę kościelną i nic więcej. Ale warto zobaczyć, że to parafia jest podstawowym „wydarzeniem” Kościoła. Ks. Tischner pisał złośliwie, że nie spotkał nikogo, kto stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkał wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem. Możliwe, ale nie można zapomnieć o tych wielu, którzy zyskali wiarę, nie czytając ani św. Tomasza, ani św. Augustyna, ale dzięki swojej parafii – tzw. zwykłemu duszpasterstwu: głoszonym tam kazaniom, udzielanym sakramentom, odprawianym nabożeństwom, działającym grupom parafialnym.
Alicja, siostra mojego męża. Rozmowa z Dorotą Lenczewską
O świętym rodzeństwie, sensie życia i miłości opowiada Dorota Lenczewska.
Niepojęte godło chrześcijaństwa. Jak krzyż został znakiem zbawienia
Krzyż z symbolu przemocy stał się dowodem na to, jak daleko Bóg potrafi się posunąć w miłości do człowieka.
Gdzie Bóg pochyla się nad człowiekiem. Historie ze Świątyni Opatrzności Bożej
Kiedy 11 listopada 2016 r. wrota Wotum Narodu w Wilanowie po raz pierwszy otworzyły się na oścież, z pierwszymi pielgrzymami do wnętrza wkroczyły tysiące ludzkich losów – posklejanych z łez, cichych modlitw, dramatycznych kryzysów i niezłomnej nadziei.
Zeszli z wież. Mało znane historie ocalałych z 11 września
Gdy po bezchmurnym niebie nad Manhattanem przesuwały się płonące kartki, nikt jeszcze nie rozumiał, że uczestniczy w wydarzeniu, które zmieni świat.
Prognozy Oriany Fallaci. Europa jak Troja – czy jednak nie?
Dwie dekady temu zmarła Oriana Fallaci. Mówiono o niej „Kasandra”. Dziś, z dystansu, można już ocenić, na ile spełniają się jej przepowiednie.

Komentarze są wyłączone.