1. Teksty Liturgiczne na Niedzielę
2. Co przeczytasz w tygodniku „Niedziela”
3. Co przeczytasz w „Gościu Niedzielnym”
Niedziela, 5 lipca 2026
XIV Niedziela Zwykła
Czytanie pierwsze (Za 9,9-10)
Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto
Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na
osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. On zniszczy rydwany w Eframie
i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom
obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów
Rzeki aż po krańce ziemi.
Psalm (Ps 145,1-2.8-11.13-14)
REFREN: Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu
Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu,
i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
i na wieki wysławiał Twoje imię.
Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.
Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.
Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.
Czytanie drugie (Rz 8,9.11-13)
Wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży
w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego
nie należy. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z
martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa
przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was
swego Ducha. Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy
żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała,
czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie
popędy ciała – będziecie żyli.
Aklamacja (Mt 11,25)
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa
objawiłeś prostaczkom.
Ewangelia (Mt 11,25-30)
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze,
Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje
upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna,
tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce
objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni
jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie
się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla
dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.
Komentarz:
Zanim doczytamy zaproszenie Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie
wszyscy”. Jacy? Utrudzeni, obciążeni. Po co? Żeby doświadczyć
mocy umocnienia od Jezusa.
Warto dostrzec, że ten sam fragment Ewangelii u św. Łukasza, nazywany
Hymnem Radości, jest odpowiedzią Jezusa na radość uczniów, którzy
wracają z misji.
Powrót uczniów, rozradowanie się Jezusa w Duchu Świętym:
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi”. To wszystko ma
trochę inny kontekst w Ewangelii św. Mateusza.
Jezus obchodzi wioski i miasta. To jest ciąg dalszy tego, co było w mowie
misyjnej. Jezus daje słowo i to słowo realizuje.
Realizuje także pośród uwięzienia Jana Chrzciciela, który znalazł
się w więzieniu. Kiedy przed Jezusem pojawiają się uczniowie, Jezus
mówi: proroctwa się realizują. Ślepi widzą, chromi chodzą, trędowaci
są oczyszczeni, ubogim głosi się dobrą nowinę. I jest to
błogosławieństwo szczególne dla nas dzisiaj: błogosławiony, kto we
Mnie nie zwątpi.
Jezus, przyjaciel celników i grzeszników, staje wobec niewiary Korozain,
Betsaidy i Kafarnaum. Jakby wobec tego wszystkiego, co się dzieje, mówi:
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi”.
I Tobie, i mnie czyni to niezwykłe zaproszenie: „Przyjdźcie do Mnie
wszyscy utrudzeni i obciążeni. Weźcie moje jarzmo na siebie”.
Jarzmo prawa często tę wiarę zabijało. Jarzmo Jezusa daje poznać, że
oto słowo, które realizuje się we mnie i w Tobie, dzieje się mocą nie
moją, nie Twoją, lecz mocą Jezusa.
Dać się zaprząc w Jezusowe jarzmo, to znaczy wziąć swój krzyż,
krzyż codzienności, krzyż tego wszystkiego, co oddziela mnie od Boga, i
mieć odwagę oraz pokorę postępować za Jezusem.
ks. Wenacjusz Zmuda
To w zasadzie pytanie o to, czego pragnie dla nas Bóg. Święty Paweł napisał, że przede wszyskim pragnie On zbawienia wszystkich ludzi. Czy także tych, którzy czynią zło?
Odpowiedzią może być fragment z listu Apostoła Narodów do Tymoteusza: „Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 4).
Pragnienie
Posłużenie się przez św. Pawła określeniem „pragnienie” należy rozumieć jako życzenie albo tęsknotę Boga. To chęć, aby zbawienie stało się udziałem wszystkich ludzi. Pragnienie to należy jednak odróżnić od woli Bożej, która staje się rzeczywistością. Bóg mówi i staje się (por. Rdz 1, 3). To nie jest także postanowienie, ponieważ Bóg nikogo nie przeznaczył do życia w niebie albo w piekle. Nie ma lepszych, wybranych do zbawienia, i gorszych, którym pisane jest cierpienie. Święty Paweł odsłania pragnienie, można powiedzieć – marzenie Boga, które nie wyklucza, ale pożąda dobra człowieka. Bóg jednak, który jest miłością i pragnie najlepszych rzeczy dla człowieka, nigdy go do niczego nie przymusza. Odebranie wolności stałoby się zaprzeczeniem miłości. Pragnienie Boga ma pobudzać, fascynować, pociągać człowieka, ale nigdy nie odbierze mu możliwości podjęcia samodzielnej decyzji. Bóg nie zrealizuje swojego marzenia o zbawieniu człowieka bez jego chęci i zgody.
Boże pragnienie zbawienia nie zna ograniczeń, nie dokłada warunków ani nie tworzy elitarnego grona. Ta powszechność zatem nie jest i nie może być ograniczana przez spełnianie warunków lub przynależność do danej grupy. Ponadto propozycja zbawienia względem ludzi nie zależy od ich pochodzenia, kultury czy stanu. Święty Paweł tłumaczył to wspólnotom, które zakładał: „Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety; wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28). Z perspektywy Boga chodzi o każdego człowieka, niezależnie od jego uwarunkowań czy miejsca urodzenia.
Puste piekło?
Lato czas zacząć
Lato niewątpliwie nadeszło. Bezwarunkowe i niepowstrzymane, autentyczne lato. Blask słońca, zapach wiatru, kolor nieba, kształt chmur, głosy cykad, wszystko cudownie dowodziło nadejścia prawdziwego lata” – czytam u Harukiego Murakamiego, autora Kroniki ptaka nakręcacza. Coś w tym jest, bo wraz z nadejściem lata czujemy, że czas się ruszyć, coś ze sobą zrobić, coś zobaczyć, czegoś doświadczyć, wyrwać się z okowów codzienności – choćby tylko na kilka dni…
Wyjazd na wakacje stał się niemal obywatelskim obowiązkiem, a jego brak budzi u wielu poczucie niższości czy nawet wykluczenia. Wyjeżdżam, więc jestem! Trochę jak homo viator – człowiek wędrujący. W końcu to Jezus powiedział do uczniów: „Odpocznijcie nieco”, co nadaje wakacyjno-urlopowym dywagacjom jakby wyższą rangę. Wyjeżdżajmy więc, bez względu na to, w jakim charakterze – jako eksplorator, poszukiwacz przygód, podróżnik, klient all inclusive czy UAI. Mnie nawet cieszy myśl, że dożyliśmy czasów, gdy rodak spotkany gdzieś na krańcach świata to nie emigrant, potomek zesłańców, ktoś zmuszony do porzucenia ojczyzny, ale uśmiechnięty turysta z Mławy czy Pcimia…
Podejrzane praktyki
Nawet dziś wielu wierzy w czary, zaklęcia i magię, choć chrześcijaństwo od początku je odrzuca.
Słowo „klątwa” bywa wymieniane w Biblii i tradycji chrześcijańskiej. Obecnie jednak rzadko jest używane, brzmi trochę tajemniczo, a nawet magicznie. Tak jest potocznie odbierane. Stoi za tym jednak pewne nieporozumienie. Klątwą czy przekleństwem nazywa się bowiem rzeczy całkiem różne, które właściwie powinny mieć osobne nazwy.
Zaklęcia
Od najdawniejszych czasów istnieje czarna magia, która zmierza do zaszkodzenia ludziom przez magiczne zabiegi czy formuły. Inne czynności magiczne miały ludziom pomagać. Obecnie też wielu wierzy w czary, choć chrześcijaństwo od początku je odrzuca.
Kim byli mordercy Ulmów?
Mord na rodzinie Ulmów bulwersuje po dziś dzień. Czy sprawców tej zbrodni po wojnie spotkała sprawiedliwość? Odpowiedź na to pytanie może zaskoczyć.
Trzy lata temu, w przededniu beatyfikacji rodziny Ulmów, nagłówki światowych mediów – od Watykanu, przez Rzym, Paryż, aż po Nowy Jork, Hanoi i Kapsztad – zaczęły odmieniać nazwisko polskich męczenników przez wszystkie przypadki. Świat usłyszał o ich heroizmie, poznał historię Józefa, Wiktorii i ich dzieci. Ale czy całą? Czy nawet u nas, w Polsce, wiemy o tym wszystko? Gdy opowiadamy o tragedii w Markowej, wzrok naturalnie kieruje się ku ofiarom – ku ich ludzkiej, chrześcijańskiej postawie, męczeństwie i niewyobrażalnemu cierpieniu. Pełne zrozumienie tej zbrodni wymaga jednak spojrzenia w drugą stronę – tam, gdzie stali ludzie w niemieckich mundurach i z karabinami w ręku. Kim byli wykonawcy wyroku?
Mnich z Bieszczad
Wspominając 8 lipca św. Jana z Dukli, stajemy u wrót Beskidu Niskiego. Tam rozpoczyna się duchowy szlak tego polskiego pustelnika i zakonnika. Do dziś w odległości kilku kilometrów od Dukli znajdują się pustelnia i drewniany kościółek oddany jego patronatowi.
Nie znamy szczegółów dotyczących najwcześniejszych lat jego życia. Dom, w którym przyszedł na świat, leżał w południowej części Dukli, na tzw. Wyższym Przedmieściu, przy ul. Kaczyniec. Według dawnej tradycji, potwierdzonej w XVII wieku, już od młodości miał prowadzić życie pustelnicze w pobliskich lasach, w grocie skalnej Zaśpit nad Jasiołką, a także w eremie u stóp góry zwanej Cergową.
Padre od techno
Na koncerty muzyki elektronicznej, które prowadzi ten niepozorny portugalski ksiądz, przychodzą tłumy zarówno wierzących, jak i niewierzących. On sam mówi, że ludzi można prowadzić do Boga w różny sposób. Dla jednych Padre Guilherme to kłopot, dla innych fenomen.
Jerzy Szkamruk: Jest Ojciec kapłanem, który wybrał wyjątkową drogę ewangelizacji, bo przez muzykę elektroniczną. Skąd taki pomysł?
Padre Guilherme (o. Guilherme Peixoto): Jestem proboszczem parafii Amorim w portugalskiej archidiecezji Bragi, a także kapelanem wojskowym. Mam więc dwóch biskupów – biskupa polowego oraz arcybiskupa Bragi, któremu podlegam jako proboszcz. W parafii wykonuję zwykłą pracę kapłana – prowadzę liturgię, katechezę, formację, zajmuję się również muzyką i chórami. W pewnym momencie poczułem, że jako kapłan chcę pójść dalej i zanieść przesłanie wiary w inne miejsca…
Granice kompromisu
Każda próba gloryfikacji sprawców ludobójstwa musi być odbierana jako brak szacunku dla pamięci ofiar.
W dziejach narodów istnieją sprawy, które wykraczają poza bieżącą politykę, których nie da się oceniać wyłącznie przez pryzmat doraźnych korzyści dyplomatycznych czy geopolitycznych kalkulacji. Należą do nich kwestie pamięci historycznej. To one decydują o tym, czy wspólnota zachowuje szacunek dla własnej przeszłości, czy potrafi upominać się o prawdę i czy jest zdolna przekazać następnym pokoleniom świadomość własnych korzeni.
Codziennie dziękuję Bogu, że żyję
Ten, kto wierzy w Pana Boga, wie, że istnieje coś więcej. Można człowiekowi odebrać wolność, ale nie można odebrać tego, co jest „tam”. Tego, co jest poza tym materialnym światem. Andrzej Poczobut opowiada o przyczynach swojego uwięzienia, najtrudniejszych chwilach i wierze w Boga.
Krzysztof Tadej: Co było najtrudniejsze w więzieniu?
Andrzej Poczobut: Najtrudniej było przyzwyczaić się do tego, że nad niczym się nie panuje. Człowiek jest całkowicie ubezwłasnowolniony, a jego życie kontrolowane jest przez inne osoby. To one decydują, gdzie jesteś, w jakich warunkach przebywasz, co możesz dostać, a czego nie. Po prostu jesteś jak pionek, który jest przesuwany, przestawiany, szarpany. To było najtrudniejsze.
Jedną z szykan było odizolowanie od innych ludzi?
Próbowano znaleźć sposób, który będzie dla mnie najbardziej dotkliwy. Dobierali współwięźniów, zmieniali warunki, ale jak zobaczyli, że potrafię dogadać się z każdym więźniem, to postawili na izolację.
Były chwile załamania? Myśli: „Ja już stąd nie wyjdę”?
Tak myślałem, ale ze spokojem, bez załamywania się. Wiedziałem, że tak może się to skończyć.
Na przykład wtedy, gdy zawieziono Pana do szpitala?
To było wiosną 2024 r. W czasie najdłuższego okresu przetrzymywania mnie samego w karcerze. Były tam bardzo trudne warunki (w Nowopołocku p. Andrzej spędził w karcerze pół roku. W lodowatej celi, śpiąc na gołych deskach – przyp. red.). Jak zamierzali mi dołożyć kolejny okres pobytu w karcerze, to poczułem się źle. Zmierzono mi ciśnienie i było 220 na 100. Trafiłem na 2 dni do szpitala. Ale po tym krótkim okresie zawieźli mnie znowu do karceru (na kolejne 30 dni – przyp. red.). W więzieniu, gdy były okresy pogorszenia stanu zdrowia, gdy miałem nadciśnienie i kłopoty z sercem, zrozumiałem, że mogę tam umrzeć.
Czytamy Leona XIV
Miłość owocuje tylko w dawaniu siebie – kiedy jesteśmy skłonni utracić nieco z naszego ja, żeby zrobić miejsce drugiemu.
Gdy uczestniczymy w Eucharystii, jesteśmy zaproszeni do słuchania słowa Bożego i do karmienia się przy stole Pana, gdzie On sam ofiaruje się Ojcu. Te dwie części Mszy św. – liturgia słowa i liturgia eucharystyczna – „tak ściśle łączą się ze sobą, że stanowią jeden akt kultu” (SC, 56). W odniesieniu do Słowa trzeba pamiętać, że nie chodzi jedynie o zdobywanie intelektualnej wiedzy o Piśmie, lecz o przyjęcie Słowa „żywego i skutecznego” (Hbr 4, 12), skierowanego przez Boga do wszystkich, a zarazem do każdego z osobna; Słowa, które wraz z Chlebem eucharystycznym karmi i podtrzymuje oraz przeprowadza nas z upadku grzechu do nowego życia w Chrystusie.
Czym jest posłuszeństwo wierze?
Chodzi tu, oczywiście, o wiarę Bogu. Pełnia wiary w życiu chrześcijanina polega bowiem nie jedynie na uwierzeniu w Boga, ale bardziej na wierzeniu Bogu. Jeżeli ktoś miałby tylko wierzyć w Boga, to trzeba stwierdzić, że nawet ten, kto się Bogu sprzeciwia, wierzy w Niego. W Piśmie Świętym czytamy, że nawet diabeł wierzy w istnienie Boga (zob. Jk 2, 19). No właśnie, ale chodzi o to, czy ktoś, kto sprzeciwia się Bogu, kto wierzy w Jego istnienie, potrafi Mu uwierzyć, zaufać, oddać swoje życie, dać się prowadzić. Uwierzyć Bogu to inaczej pragnąć odkrywać Jego wolę, cieszyć się z tego, że On prowadzi, że chce, aby Jego wola realizowała się w życiu człowieka.
Św. Franciszek u muzułmanów
Rok 2026 został ogłoszony przez papieża Leona XIV czasem jubileuszu poświęconego wspomnieniu św. Franciszka z Asyżu, którego 800. rocznica śmierci przypada właśnie w tym roku.
Dekret wydany przez Stolicę Apostolską zwraca uwagę na charakterystyczne rysy duchowości świętego z Asyżu. Na pierwszy plan wysuwają się miłość i szacunek do wszelkiego stworzenia, troska o przyrodę, co w dzisiejszym języku nazwalibyśmy ekologią. Kolejnym aspektem są radykalne ubóstwo i pokora jako narzędzia reformowania Kościoła. I wreszcie – bezwarunkowa miłość oraz przyjęcie każdego człowieka jako brata. Wydaje się, że to powszechne braterstwo jest w tekście dekretu akcentowane najmocniej i wręcz zalecane jako warunek dobrze przeżytego roku jubileuszowego.
Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)
Za Jezusem od lat
Chcemy prosić, aby miłość wypływająca z serca Pana Jezusa trafiała do naszych serc, przemieniała nasze życie, (…) dotarła do tych, którzy zapomnieli o Bogu i którzy pogubili się w swoim życiu – powiedział abp Wiesław Śmigiel.
Tradycyjnie już w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa ulicami Szczecina przeszła procesja eucharystyczna. Poprzedziły ją Nieszpory w Kościele św. Andrzeja Boboli pod przewodnictwem bp. Henryka Wejmana, w których wraz z przybyłymi księżmi, siostrami zakonnymi, osobami życia konsekrowanego, przedstawicielami wspólnot i stowarzyszeń religijnych, klerykami, nadzwyczajnymi szafarzami Komunii św. oraz licznie zebranymi wiernymi, uczestniczył również abp Wiesław Śmigiel.
Życie bliżej Kościoła
Przeszło ćwierć wieku zajmują się relacjonowaniem wydarzeń z życia Kościoła. Z telewizyjną kamerą i radiowym mikrofonem odwiedzili niemal wszystkie parafie Kościoła nad Odrą i Bałtykiem, a także wiele miejsc w diecezjach sąsiednich, w Polsce oraz za granicą.
Choć pracują oddzielnie, od lat wspólnie tworzą program „Arka”, na stałe wpisujący się w ramówkę TVP Szczecin. Anna Świtalska i Mieczysław Szewłoga, bo o nich mowa, relacjonowanie wydarzeń religijnych i społecznych naszego regionu mają we krwi. Z niesłabnącą pasją ukazują mieszkańcom Pomorza Zachodniego nie tylko galę, ale i codzienność Kościoła.
Ufności najlepiej uczą dzieci
Tegorocznym zawołaniem pielgrzymki są słowa: „Ufamy i kochamy jak dzieci z Fatimy” – powiedział witając pielgrzymów kustosz Sanktuarium Dzieci Fatimskich ks. kan. Marek Maciążek.
Mieści się w nich wielkie bogactwo wartości duchowych i ludzkich. Trzeba być jak dzieci, żeby kochać, ufać i zawierzyć Tej, która przychodzi i mówi, Matce Boga. Chcemy o dzieci zadbać, z nimi wędrować tak, jak dzieci z Fatimy wędrowały w swym krótkim życiu ku Panu Bogu i wzywały do nawrócenia – mówił kustosz.
Spotkanie
Po raz ósmy dzieci z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej pielgrzymowały do Sanktuarium Dzieci Fatimskich na os. Kasztanowym w Szczecinie. Od dwóch lat z wdzięcznością za dar Pierwszej Komunii św. Uroczystościom tego dnia przewodniczył „pielgrzym tego miejsca”, jak z biegiem lat nazwany został częsty gość tej świątyni położonej na skraju miasta, bp Henryk Wejman.
Nie może być niczym złym modlitwa o przemianę serca swoich braci i sióstr. A bez tej przemiany ciemno widzę przyszłość stosunków polsko- -ukraińskich. Ostatni numer „Gościa” wywołał niejakie kontrowersje. Pojawiły się opinie, że dolewaliśmy oliwy do ognia w kwestii i tak już mocno napiętych stosunków polsko-ukraińskich. Nie taka była moja i redakcji intencja. Przypomnę, że na okładce pojawiło się zdanie: „Ukraina potrzebuje nawrócenia”. Może właściwsze byłyby słowa, że Ukraina potrzebuje naszej modlitwy. Wtedy ciężar zadania, jakie stoi przed Ukraińcami, byłby rozłożony i na nas, i na nich. Ukraina potrzebuje naszej potężnej modlitwy, bo ma do wykonania ogromne duchowe zadanie. I w tym miejscu nasz przekaz z poprzedniego numeru się nie zmienia. Ukraina musi zmierzyć się ze swoją trudną historią. Jeżeli tego nie zrobi, stosunki między naszymi państwami i narodami pójdą w złym kierunku. Na razie jednak na żadną zmianę na Ukrainie nie można liczyć. Właśnie czytam, że Wołodymyr Zełenski wniósł do Rady Najwyższej projekt ustawy o budowie Panteonu Narodowego. I niedługo potem oświadczył: „Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować”. To wyraźnie konfrontacyjna postawa.
Katolicyzm po amerykańsku
Historia Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych to opowieść o wspólnocie, która z nieufnie traktowanej mniejszości stała się jednym z ważnych elementów religijnej i społecznej tkanki Ameryki.
Rocznica powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki to dobra okazja, by przypomnieć dzieje tamtejszego katolicyzmu i spróbować uchwycić jego specyfikę. Od czego zacząć tę opowieść? To wcale nie jest banalne pytanie. Wszystko zależy od tego, czy myślimy o całości dzisiejszego terytorium USA, czy raczej o 13 angielskich koloniach, które w 1776 r. ogłosiły niepodległość.
Jeśli patrzymy szeroko, to początki obecności Kościoła sięgają pierwszych kolonizatorów, którym towarzyszyli misjonarze katoliccy. Amerykę odkryto przed reformacją. Pierwsi misjonarze zjawili się już w 1513 r. z osadnikami hiszpańskimi na Florydzie (włączona do USA w 1821 r.). W Pensacoli odprawiono pierwszą Mszę Świętą. Misje na Florydzie i Georgii prowadzili jezuici i franciszkanie. Niezwykle ciekawa była także ewangelizacja Kalifornii, należącej najpierw do Hiszpanii, potem do Meksyku, a do Stanów włączonej dopiero w 1850 r. Symbolem działalności misyjnej na zachodnim wybrzeżu USA był franciszkanin św. Junípero Serra (1713–1784) nazywany Apostołem Kalifornii. Znany jest m. in. z założenia pierwszych 9 z 21 słynnych misji, wokół których powstały późniejsze miasta, m.in. San Diego, San Francisco i Los Angeles. Jego statua znajduje się dziś w hallu na Kapitolu w Waszyngtonie.
Powrót po latach
Dwadzieścia lat temu prof. Ewa Letkiewicz, historyczka sztuki z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, zwiedzała wystawę w Muzeum Częstochowskim. Była to ekspozycja dawnej biżuterii ze zbiorów Schmuckmuseum z Pforzheim w Badenii-Wirtembergii, miasta partnerskiego Częstochowy. Jeden z pierścieni wydał jej się dziwnie znajomy, choć jego jedyne zdjęcie zostało opublikowane w latach 30. XX wieku w przewodniku po Muzeum Czartoryskich. Pani profesor poprosiła dyrekcję niemieckiego muzeum o informację o pochodzeniu zabytku. Otrzymała odpowiedź, że pierścień pozyskano w 1963 roku z kolekcji Heinza Battke. Kolekcjoner miał go kupić pomiędzy 1954 a 1962 rokiem, a wcześniejsze losy pierścienia nie były znane. Twórca i emerytowany dyrektor muzeum, dr Fritz Falk, stwierdził jednak, że klejnot jest niewątpliwie produktem włoskim, a przedwojenne zdjęcie pierścienia króla Zygmunta ma zbyt słabą jakość, by na jego podstawie uznać podejrzenia polskiej uczonej. Pani profesor w 2007 roku opublikowała w „Biuletynie Historii Sztuki” artykuł naukowy „Domniemany pierścień Zygmunta I”, ale sprawa na pewien czas ucichła. Starania polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o rewindykację klejnotu pozostawały bez odpowiedzi. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero w 2020 roku, po śmierci dr. Falka. Ostatecznie to właśnie wtedy zapadła decyzja o zwrocie pierścienia prawowitym właścicielom.
Kiedy Jezus wyjdzie z obrazu. Rozmowa z s. Sarą Tańczuk
O malowaniu Jezusa Miłosiernego, ratowaniu człowieka i świetle z serca mówi s. Sara Tańczuk ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.Barbara Gruszka-Zych: Płótno, na którym Siostra maluje, mierzy 2,20 m. Widać na nim wysokiego mężczyznę, Pana Jezusa, który powstaje pod delikatnymi dłońmi Siostry.
s. Sara Tańczuk: Obraz ma takie wymiary jak oryginał namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego. Bardzo lubię malować duże formaty, a zwłaszcza Jezusa Miłosiernego, tzw. wileńskiego. Pracuję wtedy większym pędzlem i kiedy się zapomnę w pracy, czuję, jakbym tańczyła. Taki stan sprzyja odpoczynkowi, ponieważ myśli płyną i nie mam pokusy znużenia czy znudzenia tematem, który zawsze pozostanie fascynujący i niedopowiedziany. Nieraz łapię się na myśli, że przecież maluję postać Ukochanego.
To już kolejny obraz Jezusa Miłosiernego, który wyjdzie spod pędzla Siostry. Malarstwo to było pierwsze powołanie?
Tak bardziej serio zaczęłam się uczyć rysunku w czwartej klasie szkoły podstawowej u artysty malarza, mojego sąsiada – Pawła Michałowskiego. Miał pracownię, ale nie miał własnych wnuków, więc chętnie mi jej użyczał jako przyszywanej wnuczce. Potem zdecydowałam się na liceum plastyczne w Poznaniu, ale po nim, zafascynowana teatrem, nie poszłam na ASP, tylko wybrałam polonistykę. Ostatecznie od 28 lat jestem w zakonie.
Jakie konsekwencje przyniosą święcenia biskupie w Bractwie św. Piusa X?
Konsekracja biskupów w Bractwie św. Piusa X oznacza kolejne wystąpienie przeciwko zwierzchności papieża i pogłębienie istniejącego podziału w Kościele katolickim.
Wyższa konieczność, „dobro dusz”, „wierność Kościołowi”. Tych argumentów użył przełożony generalny Bractwa św. Piusa X (FSSPX), ks. Dawid Pagliarani, zapowiadając ponowne udzielenie święceń biskupich kapłanom Bractwa. Święceń, które odbędą się wbrew woli Stolicy Apostolskiej, co oznacza, że z perspektywy prawa kanonicznego będą one przestępstwem. „Będą”, bo piszę ten tekst kilka dni przed planowanymi na 1 lipca święceniami. Nic jednak nie wskazuje na to, żeby na ostatniej prostej Bractwo zmieniło decyzję. To oznacza, że w Kościele dojdzie do pogłębienia trwającego od lat bolesnego podziału, którego konsekwencje poniosą wierni.
Przeciwko soborowym zmianom
Bractwo Kapłańskie św. Piusa X powstało 1 listopada 1970 r. w Szwajcarii z inicjatywy abp. Marcela Lefebvre’a, uczestnika Soboru Watykańskiego II. Jego celem było zachowanie tradycyjnej formacji kapłańskiej i liturgii, w tym Mszy Trydenckiej, w odpowiedzi na posoborowe zmiany i nadużycia we wprowadzaniu reform.
Wjazd Chrystusa do Jerozolimy na obrazie z XVI wieku
Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. Za 9,9
Strzeżcie się herezji
W dniu 9 lipca 1572 r. nieopodal portu Brielle w Niderlandach kalwiniści zamordowali 19 katolickich duchownych. Wszystkie ofiary zostały w 1675 r. beatyfikowane przez Klemensa X, a w 1867 r. kanonizowane przez Piusa IX jako męczennicy. Do egzekucji doszło, gdy podczas jednego z protestanckich powstań przeciw królowi Hiszpanii Filipowi II zwolennicy Kalwina zdobyli miasto Gorkum i aresztowali grupę tamtejszych księży i zakonników. Więźniom postawiono ultimatum: jeśli wyrzekną się papiestwa i zanegują rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii, ocalą swoje życie; jeśli tego nie zrobią, czeka ich śmierć.
Konopnicka okrojona
Suwalska ekspozycja wpisuje się w nową narrację o Marii Konopnickiej jako feministce, buntowniczce… Bycie patriotką do tej narracji nie pasuje.Gdyby zapytać czytelników „Gościa Niedzielnego”, z jakim utworem kojarzy im się nazwisko Marii Konopnickiej, to 99 proc., a nawet 99,9 proc. powiedziałoby, że z „Rotą”. Bo jak można nie wiedzieć, że słowa wiersza-pieśni „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród. Nie damy pogrześć mowy!” są jej autorstwa? Nie łudzę się jednak – ta wiedza nie jest powszechna w naszym społeczeństwie, ale aby się o tym przekonać, nie trzeba robić ogólnopolskich badań sondażowych, wystarczy pojechać do Suwałk. Tak, do Suwałk, miasta urodzenia naszej sławnej poetki. Ale po kolei
Pragmatyzm ducha
Wdzięczność jest walutą, gdy się ją okazuje, a nie jej oczekuje.
Podobno my, Polacy, jesteśmy romantykami, więc uparcie walczymy „za wolność naszą i waszą”, a potem dostajemy bolesne lekcje Realpolitik. Taką świeżą lekcją jest nadanie przez prezydenta Zełenskiego ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA.
Przeżyj to sam
Czy można przeżywać jeszcze raz coś, czego się tak naprawdę nie przeżyło?Podczas niedawnego koncertu Bryana Adamsa w Krakowie artysta przerwał w pewnym momencie swoją piosenkę i zwrócił się do widowni z prośbą: „Oglądajcie mnie, a nie filmujcie”. Apel spowodowany był tym, że większość widzów wpatrzona była w swoje telefony, którymi uwieczniano występ. Priorytetem nie było doświadczenie wyjątkowej chwili tu i teraz, ale zatrzymanie jej w swoim smartfonie. Można powiedzieć – standard. Tak dziś ludzie zachowują się nie tylko na koncertach, ale także na wakacjach, podczas poznawania nowych miejsc. Kiedyś wiralem było zdjęcie zrobione podczas jednej z pielgrzymek papieskich. Tłum zgromadzony wzdłuż trasy przejazdu w komplecie spoglądał w swoje telefony, poszukując jak najlepszego kadru. I tylko jedna starsza pani wpatrzona była w Ojca Świętego.
Co się stało z Albionem?
Tuż po rezygnacji premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera ktoś zażartował na platformie X: „Od kiedy urodził się mój syn, to dla niego już czwarty szef rządu, który podaje się do dymisji. A przypomnę, że mój potomek ma… sześć lat”.
Święta krew
Ukryta pod powierzchnią ciała, jak tajemnica pod naskórkiem rzeczywistości. Niewidoczna, konieczna do życia. Krew tajemnicy, tajemnica krwi. Zanim ojcowie soborowi zasiedli do obrad, Rycerze Okrągłego Stołu wstali od niego, by wyruszyć na poszukiwanie przygody. To, czego szukali w lasach, nad jeziorami i w rozpływających się we mgle zamkach, zostało niewiele później uroczyście potwierdzone i ogłoszone na wzgórzu laterańskim. Wielki Sobór poprzedziła wielka legenda. O Arturze i Ginewrze, Lancelocie i Percewalu, Galahadzie i Gawainie
Dlaczego religijni wygrywają przyszłość
Gdy Polska bije kolejne rekordy niskiej dzietności, społeczności bardziej religijne nadal rosną w siłę. To nie tylko problem demografii, ale także pytanie o żywotność kultury.Przed 11 laty ukazała się książka Michela Houellebecqa pt. „Uległość”. Opowiada historię literaturoznawcy znużonego życiem, który obserwuje, jak w demokratycznych wyborach we Francji władzę przejmuje Mohammed Ben Abbes, lider muzułmańskiej partii. Wygrywa dzięki otoczeniu kordonem sanitarnym kandydata Frontu Narodowego.
Ukraińscy sprawiedliwi. Ponad trzystu zapłaciło życiem za pomoc Polakom
Kilkuset Ukraińców oddało życie, ratując Polaków w czasie rzezi na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Banderowcy mordowali za to nieraz całe ukraińskie rodziny.Pomaganie Polakom, których Ukraińska Powstańcza Armia poddała ludobójstwu, to był dla zwykłych, uczciwych Ukraińców podobny heroizm jak dla Polaków ratowanie Żydów przed Niemcami. W jednym i drugim przypadku wiązało się to z zaryzykowaniem nie tylko własnej głowy, ale też życia najbliższych, w tym swoich dzieci. Dla sprawiedliwych Ukraińców to było może nawet jeszcze trudniejsze, bo za pomoc Polakom banderowcy mścili się na swoich rodakach w sposób tak okrutny, że budziło to powszechne przerażenie.
„Mam dwie mamy”. Przeżyła Auschwitz dzięki Stanisławie Leszczyńskiej
Urodziła ją Jadwiga. Stanisława w obozowych warunkach przyjęła na świat i uratowała życie.Ewa Machaj-Antosiewicz mieszka w USA. Do Polski przyjeżdża regularnie, m.in. po to, by opowiadać o swojej mamie Jadwidze i swojej Mateńce – Stanisławie. Pierwsza ją urodziła, druga przyjęła na świat i uratowała życie w Auschwitz-Birkenau. Pani Ewa jest jedną z trzech tysięcy urodzonych i jedną z trzydziestki noworodków, które przeżyły niemiecki obóz zagłady.
Szpital Południowy pod lupą. Dlaczego afera wywołała pytania o kondycję państwa?
Afera ze Szpitalem Południowym ujawnia przede wszystkim ciężką chorobę instytucji państwa.Największa afera ostatnich lat, jaka właśnie wstrząsa Polską, zaczęła się nieomal „niewinnie”. Najpierw Patryk Słowik, redaktor portalu Zero.pl, poinformował opinię publiczną, że młody lekarz, 29-letni Dawid Kacprzyk, w ramach praktyki lekarskiej, choć bez specjalizacji, zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł. Dziennikarz zwrócił uwagę na oświadczenie majątkowe, które Kacprzyk złożył jako radny KO w dzielnicy Ursus. Oprócz wymienionej kwoty lekarz zadeklarował posiadanie nowego Porsche Panamera, wartego ponad pół mln zł, i mieszkania o wartości 900 tys. zł. Kredytów brak.
Nauczyciele mają dość
O wypaleniu zawodowym pedagogów mówi się od dawna, ale najnowsze dane z raportu przygotowanego przez Uniwersytet Warszawski są wręcz szokujące.
60 proc. nauczycieli cierpi na silne dolegliwości somatyczne (bezsenność, przewlekłe bóle). 82 proc. czuje wyczerpanie emocjonalne jeszcze przed wyjściem do pracy. Co czwarty nauczyciel już podejmuje aktywne kroki, by zmienić zawód. Porównanie wyników podobnych badań z ostatnich kilku lat pokazuje drastyczne pogorszenie kondycji psychofizycznej nauczycieli oraz całkowitą zmianę jego przyczyn. Okazuje się, że w rankingu 20 najbardziej uciążliwych stresorów aż 13 ma charakter systemowy. Problemem są oczywiście niskie wynagrodzenia – nieadekwatne do odpowiedzialności, zmuszające do pracy na kilku etatach. Ale po raz pierwszy tak mocno wprowadzony został chaos legislacyjny – ciągłe i nagłe zmiany przepisów. Raz w jedną, raz drugą stronę. Jedyne, co w szkole jest dziś stałe… to zmiana. Permanentna reforma wiąże się w coraz większym stopniu z biurokracją zabierającą czas na budowanie relacji z uczniami. Zmiany wprowadzane są bez wsparcia specjalistów i pieniędzy. Przez cyfryzację (e-dzienniki, komunikatory) praca trwa de facto całą dobę. Nauczyciele skarżą się też na poczucie osamotnienia w sytuacjach konfliktowych i w starciu z hejtem internetowym.
Archeolog strychów. Od 15 lat ratuje historię ukrytą w starych domach
Michał Chrzanowski od 15 lat ratuje to, co zostaje po ludziach, i oddaje za darmo do muzeów. Ocalił już blisko dwa tysiące zabytków.Dom pod Krasnosielcem stał pusty. W majowy weekend ktoś robił w nim porządki. Na podwórku leżało czyjeś „życie”: drewniana balia, tara do prania, szklany syfon, garść narzędzi i maszyna do szycia z napisem „Original”. Wystarczył jeden telefon, żeby przyjechał po to Michał Chrzanowski. Zabrał, co warte ocalenia. Dostał w prezencie – bo tak to u niego zwykle bywa.
Sprzątanie po Orbanie. Jak Tisza rozlicza Fidesz?
Nowy premier Węgier korzysta z większości konstytucyjnej, którą po wyborach uzyskała jego partia Tisza. Kontrowersje budzą jednak metody rozliczeń z Fideszem, takie jak prawne zablokowanie powrotu do władzy Viktora Orbána i próba usunięcia z urzędu prezydenta Tamása Sulyoka.
Aleś Białacki dla „Gościa Niedzielnego”: Upadek Łukaszenki to kwestia czasu
O sytuacji Kościoła katolickiego na Białorusi mówi Aleś Białacki – laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
Prof. Wojciech Roszkowski: Ameryka jest nam bliższa niż niektóre państwa europejskie
O Polonii, amerykańskiej sile, słabościach Europy i o tym, dlaczego Polska powinna mocno trzymać się Stanów Zjednoczonych, mówi prof. Wojciech Roszkowski.Jerzy Kopański: Stany Zjednoczone obchodzą 250-lecie, a Pan przygotował z tej okazji dla polskiego czytelnika prezent niemałych gabarytów.
prof. Wojciech Roszkowski: Okazja jest niezwykła. To urodziny Stanów Zjednoczonych, nie Polski, ale Stany są nam bliskie ze względów strategicznych: to nasz główny sojusznik i partner. Łączą nas także więzi społeczne i kulturowe. Polacy byli obecni na początku kolonizacji terenów dzisiejszych USA, a obecnie żyją tam miliony obywateli o polskich korzeniach.
„Ojczyzna” Pawlikowskiego – filmowy esej o pamięci i odpowiedzialności
Rok 1949 był jednym z przełomowych w historii powojennej Europy. Kontynent zdążył już otrząsnąć się z wojennego chaosu, ale jego miejsce zajmowały nowe podziały – polityczny, ideologiczny i militarny. Zimna wojna trwała od kilku lat, a utworzenie dwóch państw niemieckich przypieczętowało rozdarcie kraju, który całkiem niedawno był sprawcą największej katastrofy w dziejach Europy. Właśnie w tym momencie Thomas Mann – najwybitniejszy niemiecki pisarz swojej epoki, laureat Nagrody Nobla i jeden z najbardziej konsekwentnych przeciwników hitleryzmu na emigracji – zdecydował się po raz pierwszy od lat przyjechać do ojczyzny. Powrót Manna nie był jedynie sentymentalną podróżą słynnego pisarza. W czasie wojny zwracał się do rodaków w radiowych audycjach Deutsche Hörer!, bezlitośnie piętnując nazizm i wzywając Niemców do moralnego oporu. Po 1945 roku jego autorytet stał się przedmiotem politycznego sporu. Decyzja o przyjęciu zaproszeń zarówno z Frankfurtu, jak i z Weimaru, położonego w radzieckiej strefie okupacyjnej, wzbudziła kontrowersje – na Zachodzie zarzucano mu nadmierną wyrozumiałość wobec Związku Radzieckiego, podczas gdy władze komunistyczne usiłowały wykorzystać jego obecność jako legitymizację swoich rządów.
Zasiane w Polsce, zebrane w Indiach. Polskie franciszkanki dla niewidomych dzieci z Bangalore
W gęstej zabudowie muzułmańskiej dzielnicy Bangalore, pośród licznych meczetów, ulokowany jest żeński klasztor katolicki. Choć żadna z około dwudziestu przebywających tam zakonnic nie jest Polką, jest nierozerwalnie związany z naszym krajem. Dlaczego?


