Czytania

Niedziela, 11 października 2026

XXVIII Niedziela Zwykła

Czytanie pierwsze (Iz 25, 6-10a)
Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z
tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z
najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na
twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na
zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza,
zdejmie hańbę ze swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I
powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremu zaufaliśmy, że nas
wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność; cieszmy się i
radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze.

Psalm (Ps 23 (22), 1b-3a. 3b-4. 5. 6)
REFREN: Po wieczne czasy zamieszkam u Pana

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.

Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

Czytanie drugie (Flp 4, 12-14. 19-20)
Bracia: Umiem cierpieć biedę, umiem też korzystać z obfitości. Do
wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód
cierpieć, korzystać z obfitości i doznawać niedostatku. Wszystko mogę
w Tym, który mnie umacnia. W każdym razie dobrze uczyniliście, biorąc
udział w moim ucisku. A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi
wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę. Bogu zaś i Ojcu
naszemu chwała na wieki wieków. Amen.

Aklamacja (Ef 1, 17-18)
Niech Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim
światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

Ewangelia (Mt 22, 1-14)
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu:
„Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę
weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych
zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz
inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem
moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe.
Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na
swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i
znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe
wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy
rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz
zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i
zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci
wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i
dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król,
żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka
nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu
wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy
król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na
zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo
wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.

Komentarz:

64 lata temu rozpoczynał się Sobór Watykański II. Jego uczestnikiem
był święty Jan Paweł II, papież różańca. Mamy dwusetną rocznicę
pojawienia się wspólnot żywego różańca jako zaplecza misji. A
różaniec to przecież… medytacja nad słowem Bożym. Oto zasmakować
słowa. Zasmakować uczty, którą czyni nam Pan, który pragnie otrzeć
łzy z każdego oblicza, zdjąć hańbę ze swojego ludu. Dać się…
Chrystusowi przeodziać w Jego… miłosierdzie. Apostoł Paweł mówi:
„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Patrzymy na Jezusa,
najlepszego nauczyciela, który z ogromną cierpliwością naucza w
świątyni i słowo swoje kieruje do arcykapłanów i starszych ludu.
Ciągle liczy, że to słowo trafi do nich, skruszy ich twarde… serca,
że oni odnajdą się w tej przypowieści… która mówi o zaproszonych na
ucztę. „Przyjdźcie na ucztę”. Czy może być coś bardziej
ważniejszego niż uczta z królem? Podczas każdej Eucharystii słyszymy o
godach Baranka, uczta weselna. Dać się przeodziać. Wejść w myślenie i
działalność Jezusa. Oto można zlekceważyć zaproszenie na ucztę.
Może być dla nas coś ważniejszego: pole, kupiectwo, żądza władzy.
Zadziwia ta konsekwencja zapraszania na ucztę dobrych i złych. Zaskakuje
to wyjście na rozstajne drogi, abyśmy się mogli odnaleźć… na sali
weselnej. Odnaleźć się i przeodziać, dać się przeodziać w strój
weselny. Przeodziać się Chrystusem. To jest zadanie, które staje przed
nami, żebyśmy się z Jego miłością nie rozminęli. Bo to Chrystus,
Dobry Pasterz, chodzi naszymi ciemnymi dolinami, aby nas odszukać. Szuka
owiec pogubionych, zagubionych, żeby zaprosić na ucztę. „Stół dla
mnie zastawiasz na oczach mych wrogów” – mówi psalmista. Odnaleźć
się za stołem to odnaleźć się we wspólnocie, we wspólnocie
Kościoła, której przewodzi Jezus Chrystus.

ks. Wenancjusz Zmuda

Gotowi, ale bez paniki
Wszyscy obawiamy się wojny, ale strach i panikowanie to źli doradcy. Zamiast bania się na zapas, lepiej mieć plan działania.

Ciekawe czasy
Obyś żył w ciekawych czasach…”. Znacie Państwo to zdanie? Piszę „zdanie”, bo nie wiem, jak je inaczej nazwać – groźba? W moim otoczeniu brzmiało raczej jak przekleństwo, a w najlepszym razie jak gorzka mądrość. Bo przecież na naszej szerokości geograficznej chyba każde pokolenie miało okazję odczuć na własnej skórze, czym są owe „ciekawe czasy”. Niczym dobrym, niczym, co chciałoby się powtórzyć. Zawsze oznaczały kłopoty, mniejsze lub większe zawirowania, serie niekorzystnych zdarzeń. Z lękiem więc pytam: czy właśnie zdarzają nam się „ciekawe czasy”?Nie wiem, dlaczego myśl ta przyszła mi do głowy, gdy kilka dni temu miałam okazję uczestniczyć w ogólnonarodowym cieszeniu się zapewne ostatnim tak pięknym jesiennym weekendem. Rzecz działa się w tzw. miejscu atrakcyjnym turystycznie, co oznacza tłumy w masie wręcz nieprzebranej. Szlaki turystyczne pękały w szwach od złaknionych kontaktu z naturą, zabytki były oblężone przez spragnionych wiedzy o narodowych dziejach, restauracje, kawiarnie, lodziarnie wypełniali zadowoleni, dostatni w wyglądzie ludzie, hołubiący z dumą rozbrykane potomstwo, z atencją prowadzący pod rękę seniorów. Dobiegały mnie fragmenty beztroskich rozmów, śmiech, który kwitował żart, przekomarzania się młodych. Wielopokoleniowe rodzinne klany, grupy przyjaciół, znajomych… Wtedy przypomniałam sobie, o czym piszemy w Niedzieli, którą za chwilę wyślemy do druku, i z lekka spanikowałam. Wszystko, co znalazło się na jej łamach, stoi bowiem w kontrze do sielankowych scen, których byłam świadkiem. Zaraz jednak nadeszła refleksja, że przecież każdy z przechodzących nosi w turystycznym plecaku część tych treści. Boimy się, że wybuchnie wojna, martwią nas zmiany klimatyczne, nęka cała masa problemów rodzinnych i zdrowotnych, do tego obawa o utratę pracy, zdrowia, że zostaniemy oszukani, niedocenieni, odtrąceni, że coś lub ktoś zniweczy nasze plany itd., itp. A wszystko to podszyte lękiem, czy sobie poradzimy, pytaniem: skąd czerpać siły, by podołać życiu?Dlatego dziś, proszę mi wybaczyć, nie będę wskazywać na dwa, góra trzy teksty, które zwykło się polecać szczególnej uwadze czytelnika w tzw. wstępniaku. Bieżący numer w niemal każdym artykule dotyczy wspomnianych już „ciekawych czasów”. Na pierwszy ogień – wojna. Czy to realne zagrożenie, czy sprytne rozgrywki „na górze”? Tutaj opinie, jak to w Polsce, są podzielone, ale naszym zdaniem, lepiej mieć jakiś plan na czas kryzysu niż nie mieć żadnego. Bez ulegania panice, bez kierowania się opiniami polityków i celebrytów, w sposób spokojny i rozsądny staramy się podpowiedzieć, jak przygotować się do trudnej sytuacji. W najgorszym przypadku może nią być naruszenie naszej suwerenności, ale w grę wchodzą także zdarzenia mniejszego kalibru, np. klęski żywiołowe, pożary itp. (s. 12-13). Pozostając przy tematyce wojennej – czy zastanawiali się Państwo, co mówił o wojnie i prześladowaniach Jezus? Ta wiedza to dla katolika podstawa, prawda? W zasadzie wszelkie dywagacje na temat konfliktów zbrojnych chrześcijanie powinni zaczynać od tego pytania: co o tym sądził Jezus? (s. 14-15).
Klęska ekologiczna staje się powoli naszą codziennością. To efekt działania człowieka, tego, w jak bezlitosny i bezmyślny sposób niszczymy dzieło Stwórcy, choć innego miejsca do życia mieć nie będziemy. Dotąd tematem tym zajmowali się specjaliści od klimatu i ekolodzy, teraz wypowiedział się sam papież. Leon XIV nie przebiera w słowach – niszczenie dzieła Stwórcy nazywa grzechem. Tak więc wszystkim tym, którzy dewastację planety dla zysku nazywali „czynieniem sobie ziemi poddaną”, skończyła się właśnie wymówka (s. 26-27)…

Na ile państwo może ingerować w życie rodziny? Gdzie leży granica między pomocą dla niej a przemocą wobec niej? Piszemy o głośnej sprawie, a raczej skandalu wokół działania rzeczniczki praw dziecka (s. 10-11). A my sami? Potrafimy jeszcze rozmawiać w rodzinie, np. z dorastającymi, czasem krnąbrnymi, pyskatymi dziećmi? A może każda wymiana zdań to prosta droga do awantury? Jak nie niszczyć najcenniejszych w życiu relacji, jak pozszywać zerwane więzi – na te pytania musimy nieustannie szukać odpowiedzi, także na łamach Niedzieli.

Między pomocą a przemocą
Polityka antyprzemocowa powinna balansować między ochroną dzieci przed przemocą a ochroną ich prawa do wychowania w biologicznej rodzinie. Niedawna i głośna już interwencja rzecznika praw dziecka jest przykładem zburzenia tej równowagi.

Jezus nie straszy, gdy mówi o wojnie
W świecie, który łatwo daje się zwieść lękowi, chrześcijanin ma być człowiekiem czuwania. W świecie przemocy – ma być świadkiem pokoju.

Jezus mówił Apostołom, że będą słyszeć o wojnach, że to musi się stać, że powstanie naród przeciw narodowi, że sami Apostołowie będą w nienawiści u wszystkich narodów z powodu imienia Jezus, że będą zabijani (por. Mt 24, 1. 6-7, 9-10). To, co mówił Jezus, dzieje się nieustannie przez wszystkie wieki, z mniejszym i większym nasileniem, aż po czasy współczesne. Chrześcijanie stale są prześladowani, są w nienawiści u wielu, toczą się wojny. Jak należy rozumieć zapowiedzi Jezusa o prześladowaniach chrześcijan i wojnach? Czy wobec tych zapowiedzi możliwe jest osiągnięcie stałego pokoju?

Słowa Jezusa o wojnach, nienawiści i prześladowaniach nie są kalendarzem końca świata. Nie są też sensacyjną przepowiednią, która miałaby pobudzać ciekawość albo wywoływać strach. Jezus nie uczy Apostołów liczenia dat, tropienia znaków i życia w napięciu przed katastrofą. W centrum Jego mowy stoi nie sama wojna, lecz uczeń, który pośród zamętu historii ma nie utracić wiary, rozeznania i miłości.

Dlatego pierwsze wezwanie Jezusa brzmi: „Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł”, oraz „nie trwóżcie się” (Mt 24, 4. 6). To bardzo ważne. Chrystus nie chce wychować ludzi lęku – chce wychować ludzi czuwania. Nie chce uczniów sparaliżowanych wizją końca, ale chce takich, którzy nawet wtedy, gdy świat zaczyna się chwiać, potrafią zachować wierność Bogu.

Żywy pomnik coraz większy
Urodzili się już po śmierci Jana Pawła II, ale to on jest dla nich prawdziwym autorytetem i przewodnikiem w drodze ku dorosłości. A oni sami są najpiękniejszym z pomników, jakie możemy wspólnie wybudować św. Janowi Pawłowi II.

Młody człowiek ma marzenia, cele i plany, które chciałby zrealizować. Odkrywa talenty, które chce rozwijać i wykorzystywać dla dobra innych. Na drodze realizacji tych szczytnych celów stają jednak przeszkody – brak wiary w siebie, sytuacja finansowa, historia rodziny, dostęp do dobrej szkoły lub miejsc, w których można rozwijać swoje pasje. Szansą jest stypendium Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Fundacja nie tylko pomaga rozwijać talenty i zainteresowania, ale też daje możliwość zbudowania trwałych relacji z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Początki „Dzieła”
Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” została powołana przez Konferencję Episkopatu Polski w 2000 r. jako wyraz wdzięczności dla Ojca Świętego Jana Pawła II. Ideą jej działania jest promowanie nauczania Jana Pawła II i wspieranie młodych ludzi na drodze edukacji. W ciągu 26 lat istnienia „Dzieło” otoczyło opieką 10 tys. młodych ludzi z całej Polski zgodnie z wezwaniem Ojca Świętego do „nowej wyobraźni miłosierdzia”. Stypendia przyznawane są zdolnej młodzieży, która pochodzi z niezamożnych rodzin z małych miast i terenów wiejskich. To młodzi utalentowani ludzie, którym zewnętrzne okoliczności nie powinny stawać na przeszkodzie do ich rozwoju. Fundacja wspiera swoich stypendystów, począwszy od drugiego semestru siódmej klasy szkoły podstawowej aż po ukończenie studiów.

Wysłannik papieża w Moskwie
„Kościół nadal zabiera głos. Nie możemy nikogo do niczego zmusić, czasami może się wydawać, że nasze wysiłki są bezowocne, ale będziemy nadal mówić, nadal wzywać do dialogu i nadal głosić Ewangelię”.

Grzech ekologiczny, czyli jaki?
Czy katolik grzeszy, jeśli nie dba o środowisko i przyrodę? Tak. To jest „grzech przeciwko światu stworzonemu i przeciw Stwórcy”. Można go popełnić czynem i zaniechaniem. Międzynarodowa Komisja Teologiczna opublikowała nowy dokument – „Troszczyć się o nasz wspólny dom”, w którym podkreśla nie tylko etyczny, ale i teologiczny wymiar troski o środowisko.

Grzech ekologiczny”, czyli grzech przeciwko światu stworzonemu i przeciwko Stwórcy, dotyczy szkód wyrządzonych środowisku z odrzuceniem Bożego zamysłu wobec stworzonego świata. To działanie lub zaniechanie, które godzi w Boga, bliźnich oraz całą przyrodę.

Stworzony świat jest darem Boga dla człowieka, domaga się więc od niego panowania, ale i odpowiedzialności wobec pokusy nadużywania świata w sposób egoistyczny, czyli poddania go osobistym interesom, zwłaszcza przez bogatych, a także pamięci o tym, że świat został dany wszystkim, aby mogli żyć i chwalić Boga. Te przekonania stale towarzyszyły Kościołowi, a teologia powracała do nich w wykładach na temat teologii stworzenia, w których nie wahano się nazywać nadużyć przeciw światu materialnemu grzechem. Dotyczyło to wszelkiego nadużywania dóbr ziemskich. Być może należałoby te założenia uznać za początki teorii tzw. zrównoważonego rozwoju, która dzisiaj pojawiła się w dziedzinie ekonomii, chociaż nie jest ona wolna od rozmaitych braków.

Zbawię się w poniedziałek
Lenia rozpoznajemy bez trudu. Leży na kanapie, trzyma pilota i czeka, aż ktoś poda mu herbatę. Człowieka pracowitego też rozpoznajemy od razu. Leży na tej samej kanapie, ale z laptopem na brzuchu, więc służy gospodarce.

Lubimy takie proste obrazki, ponieważ zwalniają nas z myślenia. Tymczasem lenistwo jest grzechem znacznie bardziej przebiegłym. Potrafi założyć marynarkę, prowadzić trzy projekty, odbierać telefon podczas kolacji i publikować o 5 rano zdjęcia z siłowni. Bywa tak zapracowane, że nie ma już czasu zapytać, po co właściwie pracuje. Ale najpierw trzeba obronić ludzi naprawdę wyczerpanych.

W 2025 r. zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania odpowiadały za 34,1 mln dni absencji chorobowej – wynika z raportu ZUS. To niemal 4 mln dni więcej niż rok wcześniej. Wystarczy podać tę liczbę, aby natychmiast pojawił się dyżurny pluton komentatorów: „Kiedyś ludzie nie mieli depresji. Brali się w garść”. Kiedyś ludzie nie mieli również rezonansu magnetycznego, co nie oznacza, że nie mieli guzów. Depresja nie jest lenistwem. Wypalenie nie jest nowoczesną nazwą niechęci do pracy. Człowiek, który nie potrafi wstać z łóżka, może prowadzić walkę wymagającą większej odwagi niż nasze dziarskie maszerowanie do ekspresu po trzecią kawę. Najłatwiej nazwać kogoś leniem z bezpiecznej odległości. Diagnoza kosztuje wtedy tyle, ile komentarz w internecie, czyli nic. Tyle też bywa warta.

Czytamy Leona XIV
Każde ludzkie życie, niezależnie od jego kondycji, zachowuje swoją nienaruszalną godność i zasługuje na troskę.
Synergia na rzecz dobra wspólnego powinna być zwyczajnym stylem działania instytucji, sił politycznych i społecznych oraz wszystkich, którzy ponoszą odpowiedzialność za życie publiczne i gospodarcze. (…) Każde ludzkie życie, niezależnie od jego kondycji, nawet naznaczone najgłębszą kruchością, zachowuje swoją nienaruszalną godność i zasługuje na troskę, towarzyszenie oraz niesienie ulgi w cierpieniu, z ludzkim współczuciem i przy wykorzystaniu środków, jakie daje nam nauka.

Audiencja generalna, 30 września 2026 r.

Niedziela szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem)

Znad Odry i Bałtyku do Jasnogórskiej Pani
Maryjo, Królowo Polski, Matko Kościoła, przychodzimy do Ciebie z Ziemi pięknej, ale i poranionej. Przychodzimy, by Ci powiedzieć: „Jesteśmy przy Tobie” – powiedział abp Wiesław Śmigiel.

Po raz 55. wierni archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej razem ze swymi duszpasterzami pielgrzymowali do Pani na Jasnej Górze. Pielgrzymowanie to zapoczątkował w 1972 r. bp Jerzy Stroba jako wotum dziękczynne za powołanie diecezji.

Prośby do Matki Bożej
Jak co roku pielgrzymka odbyła się w ostatni weekend września. Do Pani Jasnogórskiej, Królowej Polski i patronki archidiecezji przybyło kilka tysięcy wiernych ze swymi kapłanami.

Wiara, młodość i Rostkowo
Nasze bycie dzieckiem Boga, nasze powołanie do świętości to zawsze jest konkretne miejsce w Kościele, w konkretnej wspólnocie i w konkretnym KSM – powiedział do młodych bp Adam Bab.
Biskup Adam Bab, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, powiedział o św. Stanisławie Kostce: – To nie jest postać tylko z przeszłości, a ktoś, kto w naszej kościelnej wspólnocie wciąż jest obecny jako świadek.
W tym roku, czekając na 300. rocznicę kanonizacji św. Stanisława Kostki, wspólnota KSM obchodzi rok swojego patrona. Wiele aktywności KSM jest ukierunkowana na postać patrona.

Z Trzebieży widok na niebo
80 lat historii stawia pytanie o następne pokolenia, można bowiem odziedziczyć kościół, ale nie odziedziczyć wiary ludzi, którzy go odbudowywali (…) – powiedział w trakcie uroczystości jubileuszowych parafii w Trzebieży abp Wiesław Śmigiel.

Choć trudno to sobie wyobrazić, ale już 22 września 1946 r. w Trzebieży, tuż przy niepewnej wówczas północno-zachodniej granicy z Niemcami, powstała Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego, która funkcjonuje do dziś. Jej modlitewnym centrum stał się średniowieczny, romańsko-gotycki kościół wybudowany ok. 1359 r., któremu patronowała św. Katarzyna. Jak podają kroniki, do 1552 r. prawo patronatu nad kościołem i osadą należało do księcia pomorskiego, a jurysdykcyjnie do archidiakonatu szczecińskiego. Następnie kościół stał się parafią dla Niekłończycy, Drogoradza oraz Kopic, a po roku 1587 był zborem ewangelickim.

Najpierw walka o uwagę,
teraz walka o relacje

W czym ta maszyna – tak nazywajmy tego „potwora” o inicjałach AI, który mieszka już niemal w każdym smartfonie – może nam zaszkodzić?

Czego sztuczna inteligencja budzi więcej – zaciekawienia czy lęku? Nie wiadomo. Młodsi Czytelnicy „Gościa” na pewno testowali już sztuczną inteligencję, zadając jej najrozmaitsze pytania. Na przykład: czy pójdę do piekła, jeżeli nie będę chodził na niedzielne Msze św. Albo: co możesz mi powiedzieć, mądra sztuczna inteligencjo, o likwidowanym szybie na dawnej kopalni Bielszowice. Na razie z takimi pytaniami AI kiepsko sobie radzi, ale nie zmienia to faktu, że w setkach innych przypadków znakomicie. Wiele spraw potrafi rozwiązać szybciej, sprawniej i wydajniej. Dobrze wiedzą o tym uczniowie czy studenci, którzy zamiast samodzielnie pisać wypracowanie przez kilka godzin, mogą je otrzymać po kilkunastu sekundach, i to jeszcze – gdyby tylko chcieli – w kilku wersjach językowych, zapewne z mandaryńskim włącznie. Możliwości sztucznej inteligencji są zatem fascynujące, ale budzą też zrozumiały lęk. Jeżeli ta maszyna – jak pieszczotliwie możemy nazwać sztuczną inteligencję – już dzisiaj potrafi tak dużo, to co będzie za rok czy dwa. Nie bez przyczyny papież Leon XIV pierwszą swoją encyklikę pt. Magnifica humanitas poświęcił właśnie temu zagadnieniu. Ma ona podtytuł „O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”. Jaśniej się nie da.


Wymodlić pokój na świecie

Czy jesteśmy w stanie swoimi wysiłkami zmienić świat?
Czy jesteśmy w stanie swoimi wysiłkami zmienić świat? My nie, ale Bóg może wszystko. Dlatego papież Leon XIV poprosił, aby tegoroczny październik stał się dla katolików czasem modlitwy na różańcu w intencji ustania wojen. Dlatego w każdą sobotę października Plac św. Piotra wieczorem zamienia się w… wielką kaplicę, gdzie trwa modlitwa różańcowa w tej intencji. Modlącym się towarzyszy wizerunek, Maryi Matki Kościoła. A w czasie, gdy mieszkańcy Rzymu i pielgrzymi proszą o wstawiennictwo u Boga Tę, którą nazywamy też Pocieszycielką Strapionych i Królową Pokoju, plac przed watykańską bazyliką rozświetlany jest blaskiem pochodni – to znak, że noc zła rozświetlona może być nie tylko przez „Słońce nieznające zachodu”, Chrystusa, ale i przez ludzi gotowych na serio żyć Ewangelią.

Co papież myśli o wizycie we Francji?

Szeroko w światowych mediach była komentowana wizyta papieża we Francji. Starano się odczytywać gesty i słowa Ojca Świętego.
Szeroko w światowych mediach była komentowana wizyta papieża we Francji. Starano się odczytywać gesty i słowa Ojca Świętego. Zwracano uwagę na tłumy podczas spotkań i papieskich celebracji. Zachwycano się gorącym przyjęciem Leona XIV przez Francuzów i ich przeżywaniem tej wizyty. A jak sam papież przeżył spotkanie z katolikami we Francji? Co w tych dniach było najważniejsze, najbardziej wzruszające dla niego?


Spadek powołań wyhamował

Pierwszy rok formacji w seminariach duchownych rozpoczęło 304 kandydatów do kapłaństwa – czyli odrobinę więcej niż w ostatnich trzech latach.

Gdy państwo
wychowuje
nasze dzieci

Realizacja poglądu, że państwo jest lepszym wychowawcą niż rodzina, nie służy rodzinie – a tym samym państwu.

„Przyjąłem do Kościoła pięciu apostatów”. Rozmowa z ks. Bogusławem Kowalskim

O duszpasterstwie w dużym mieście, apostazjach i powrotach do Kościoła mówi ks. Bogusław Kowalski.
Agata Puścikowska: Jak się pracuje w parafii na Grochowie po dziewięciu latach proboszczowania w katedrze warszawsko-praskiej?


Ks. Bogusław Kowalski: Doskonale. Sam prosiłem o przeniesienie. Jestem chłopak z Pragi, czuję klimat. Do katedry przyszedłem z Otwocka, wyłącznie z posłuszeństwa, bo bardzo na to nalegał ówczesny arcybiskup Henryk Hoser. Broniłem się, broniłem, tłumaczyłem: „Księże arcybiskupie, to jest moja rodzinna parafia, jeszcze żyją sąsiadki z bloku, które znają wszystkie moje grzechy z dzieciństwa”. Na co arcybiskup Hoser, z błyskiem w oku, odpowiadał: „Mam nadzieję, że ksiądz się trochę zmienił, poprawił – i zapraszam do katedry”. Przyjąłem katedrę. Nie żałuję, bo to był piękny czas. Katedra ma swoje walory, przede wszystkim architekturę, ale największym skarbem są podziemia. Tam robiliśmy wiele świetnych rzeczy, łącznie z balami sylwestrowymi na 450 osób. To był pewien fenomen. Te bale cieszyły się ogromnym powodzeniem. W dwie godziny już nie było zaproszeń, taką miały popularność.


Msza i kawa u Jana Pawła II, czyli polska tradycja w Watykanie

Jest w Rzymie miejsce, w którym w każdy czwartek o 7.10 spotykają się Polacy z Wiecznego Miasta i pielgrzymi znad Wisły. To Kaplica św. Sebastiana w Bazylice św. Piotra w Watykanie.
W tej kaplicy jest pochowany Jan Paweł II. Polacy w każdy czwartkowy poranek spotykają się na Eucharystii przy jego grobie. Czasem przy ołtarzu jest jednocześnie 30 księży, czasem 100, a zdarza się nawet 150! W ciągu roku pojawia się tam 2,2 tys. polskich kapłanów. Wiernych świeckich jest tak dużo, że nieraz nie mieszczą się w Kaplicy św. Sebastiana i stoją w nawie Bazyliki św. Piotra. Choć od śmierci papieża z Polski minęło już 21 lat, wcale nie ubywa uczestników tej Eucharystii.


W kolejce do bramek


Dlaczego te czwartkowe Msze Święte zaczynają się akurat o 7.10? Przede wszystkim dlatego, że bramki bezpieczeństwa na Placu Świętego Piotra są otwierane o 6.45, a sama bazylika – o 7.00. Chodzi więc o to, żeby wierni zdążyli dotrzeć do Kaplicy św. Sebastiana. Często się zdarza, że grupy Polaków w czwartkowe poranki stają przed bramkami tuż po godzinie szóstej, żeby na pewno zdążyć.


Pierwszym miejscem pochówku Jana Pawła II były Groty Watykańskie. Spoczął w nich w piątek 8 kwietnia 2005 roku. Właśnie tam, na ołtarzu obok grobu papieża z Polski, już w następny czwartek odbyła się pierwsza Msza Święta.


Bob Santamaria, katolik na Antypodach

Walczył z komunizmem w związkach zawodowych, budował ruchy spółdzielcze na wsi, bronił rodziny i tradycyjnego nauczania katolickiego. Bob Santamaria przez 60 lat pozostawał centralną postacią australijskiej polityki i opinii katolickiej w XX wieku.

RODO zaciera chrzest? Niebezpieczna opinia TSUE

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej może przyznać apostatom prawo do usunięcia informacji o ich chrzcie z kościelnych dokumentów. To bardzo zła wiadomość dla Kościoła.
Sprawa, którą rozstrzyga TSUE, zaczęła się w 2021 r. Mężczyzna ochrzczony w 1955 r. w parafii Bijloke w diecezji gandawskiej (Belgia) po wystąpieniu z Kościoła domagał się całkowitego usunięcia danych dotyczących jego chrztu. Diecezja pozostawiła wpis w księdze chrztów i umieściła przy nim adnotację, że ta osoba wystąpiła z Kościoła. To nie zadowoliło mężczyzny, który domagał się całkowitego zamazania informacji o tym, że został ochrzczony. Swoje roszczenia uzasadniał przepisami „Ogólnego rozporządzenia o ochronie danych” (RODO), obowiązującego w UE od 2018 r. Jego żądanie wsparł belgijski urząd ochrony danych, który w grudniu 2023 r. nakazał diecezji usunięcie wpisu. Stwierdził, że Kościół ma uzasadniony interes w prowadzeniu ksiąg chrztów, ale zakwestionował konieczność przechowywania tych danych przez całe życie osoby, której dotyczą. Diecezja odwołała się do Sądu Apelacyjnego w Brukseli, który w grudniu 2024 r. skierował do TSUE pytanie prejudycjalne, jak w tym przypadku należy rozumieć przepisy prawa unijnego.


To nie lista członków Kościoła


W kontekście tych wydarzeń watykańska Dykasteria ds. Tekstów Prawnych w kwietniu 2025 r. przypomniała, że księgi chrztów są obiektywnym świadectwem dokonanych aktów sakramentalnych i mają znaczenie dla życia kanonicznego Kościoła. Zaś 4 września br. Komisja Episkopatów UE (COMECE) wskazała na możliwe konsekwencje wyroku dla autonomii wspólnot religijnych. Biskupi podkreślili, że wpisy w księgach chrztów nie są „listami członków” Kościoła. Usunięcie wpisu może uniemożliwić późniejszą weryfikację informacji potrzebnych m.in. w związku z udzielaniem kolejnych sakramentów i wykonywaniem zadań duszpasterskich. W dodatku rejestry chrztów mogą mieć znaczenie dowodowe m.in. w sprawach dotyczących dziedziczenia, obywatelstwa, rejestracji urodzeń, praw emerytalnych i majątkowych,

Kwiaty w przestrzeni liturgicznej to więcej niż dekoracja

Choć zjawiskowe – piękno w płatkach to forma modlitwy.

Dlaczego Watykan rozmawia z Rosją?

Przeloty papieża w czasie pielgrzymek zagranicznych dla towarzyszących dziennikarzy są okazją do zadania paru pytań.
Przeloty papieża w czasie pielgrzymek zagranicznych dla towarzyszących dziennikarzy są okazją do zadania paru pytań. Tak było i podczas powrotu z Francji. Jedna z dziennikarek zapytała, dlaczego przedstawiciele Watykanu rozmawiają z Rosją, państwem, które bombarduje Ukrainę i grozi innym krajom Europy. „Potrzebny jest głos, który będzie starał się promować wartość godności ludzkiej, znaczenie życia. Uważam, że Kościół ma obowiązek przypominać o takich wartościach (…). Nie możemy nikogo do niczego zmusić, czasami może się wydawać, że nasze wysiłki są bezowocne, ale będziemy nadal mówić, wzywać do dialogu i głosić Ewangelię” – wyjaśnił papież. Widać wyraźnie, że Leon XIV jest przekonany o tym, że logikę konfrontacji musi zastąpić logika szukania dobra.

Jako i my

Nie ma obowiązku przebaczenia win,
podobnie jak nie ma obowiązku przyjęcia zbawienia.
Od czasu, gdy ksiądz Adrian z Jarosławia przebaczył oprawcy i wezwał do nieobwiniania narodu ukraińskiego za zbrodnię, którą popełnił jeden jego członek, obserwujemy osobliwe zjawisko. Oto wielu ludzi, którzy deklarują przywiązanie do nauk Chrystusa, niewybrednie księdza atakuje. Niektórzy przy okazji wzięli się za egzegezę biblijną. Przykładowo pan Łukasz stwierdził, że ksiądz przebaczył „banderowcowi”, który „nawet nie wyraził skruchy”, i powołał się na fragment Ewangelii: „Jeśli twój brat zgrzeszy, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu” (Łk 17,3). Na tej podstawie orzekł, że nie można wybaczyć komuś, kto nie wyraził skruchy. Tak to jest, gdy ktoś interpretuje pojedyncze fragmenty Pisma Świętego w oderwaniu od całości. Tymczasem o przebaczaniu w Biblii jest wiele tekstów i nie ma w nich warunku, że krzywdziciel musi żałować. Jezus modlił się na krzyżu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Prosił za katów, którym na żal absolutnie się nie zbierało. Podobnie za swoich zabójców modlił się kamienowany św. Szczepan.


Kto kogo zmienia? AI coraz częściej wchodzi w relacje z człowiekiem
Nie daj sobie tego zabrać.
Czasem warto przejechać całe miasto,
żeby wypić ulubioną kawę.
– A królestwo Boże
przecież nie jest o efektywności.
Jezus nie mówi:
„Bądźcie maksymalnie skuteczni.
Zoptymalizujcie swoje życie”
– przypomina prof. Przemysław Kazienko,
ekspert od AI.
Coraz częściej AI nie tylko podpowiada. Zaczyna działać za nas. Może napisać program, przygotować prezentację, przeanalizować dane, wybrać treści, które zobaczymy w internecie. Może być doradcą, a nawet – co szczególnie ważne z perspektywy katolickiej nauki społecznej – kimś w rodzaju rozmówcy czy przyjaciela. I wtedy pojawia się pytanie: po co człowiek, jeśli coraz więcej jego zadań wykona maszyna? I kim staniemy się my sami, jeśli narzędzia, które stworzyliśmy, zaczną kształtować nasze decyzje, relacje, sposób komunikowania się i rozumienia świata?


Nowa rewolucja, stary problem


AI zakłada pewną obietnicę: będzie szybciej, sprawniej i wydajniej. Człowiek dzięki technologii stanie się bardziej efektywny. To, czego sam nie potrafi, zrobi za niego system. Brzmi rozsądnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy efektywność staje się nie tylko jednym z kryteriów, ale zaczyna być traktowana jako cel sam w sobie. W tej wizji człowiek ma zostać „uzupełniony” przez sztuczną inteligencję. Jego ograniczenia wyrównują możliwości maszyny. Nie potrafisz czegoś zrobić? AI zrobi to za ciebie. Nie wiesz, co wybrać? System podpowie. Brakuje ci czasu? AI przyspieszy pracę. Nie masz z kim porozmawiać? Pojawia się cyfrowy towarzysz. I właśnie tutaj dochodzimy do jednej z najbardziej niepokojących zmian. AI coraz częściej zaczyna wchodzić w relacje z człowiekiem. – Około 60 proc. młodych ludzi na świecie ma już doświadczenie korzystania z AI właśnie w taki sposób – traktuje sztuczną inteligencję jak doradcę, przyjaciela. To zmienia perspektywę. Bo czym innym jest zapytać smartfon o przepis na obiad, a czym innym powiedzieć mu: „Jest mi źle. Porozmawiaj ze mną” – podkreśla prof. Przemysław Kazienko z Politechniki Wrocławskiej, jeden z najlepszych ekspertów w Polsce od sztucznej inteligencji.


Tu i deszcz ma swoją historię. W archiwum Ojców Białych w Rzymie

Są tu rzeczy wielkie i zupełnie małe. Te, które kształtowały historię, i notatki o sianiu rzodkiewek. W archiwum Misjonarzy Afryki spośród tysięcy zapisków i fotografii wyłania się fascynująca opowieść, która trwa do dziś.